Andrzej Lubowski: Epidemia, czyli życie imituje fikcję

ebola2014-10-16. W lipcu 1967 roku, w dolinie rzeki Motaba, w Zairze, zaczyna się szerzyć wirus choroby, na którą nie ma lekarstwa. Śmierć, która nadchodzi w trzy dni, niszczy całe wsie. Aby zahamować epidemię, na rozkaz amerykańskiego generała McClintocka na dolinę spada bomba o ogromnej sile rażenia, choć naczelny lekarz armii USA jest temu przeciwny. 27 lat później w tym samym miejscu dochodzi do wybuchu kolejnej epidemii tej samej choroby, zwanej Motaba, od nazwy rzeki.

W centrum badawczym armii USA w Marylandzie pułkownik Sam Daniels prowadzi badania nad wirusem. Jego eks-żona, Roberta Keugh, pracuje w  Center of Disease Control and Prevention (CDC) –  centrum kontroli i zapobiegania chorobom w Atlancie. Małpa zarażona wirusem dostaje się do USA. Mieszkańcy niedużego miasteczka w Kalifornii, do którego trafia zwierzę, zaczynają zapadać na chorobę.  Sam i Roberta rozpoczynają dramatyczne poszukiwanie małpy w nadziei, że pomoże to znaleźć sposób na wirusa. W trakcie poszukiwań dowiadują się, że generał McClintock ukrył przed prezydentem USA, że miał cały czas w swym posiadaniu przeciwciało wyprodukowane, aby zwalczać chorobę. Jeśli ktoś nie widział filmu o polskim tytule „Epidemia”, z Dustinem Hoffmanem jako pułkownikiem Danielsem, i całą plejadą znakomitych aktorów – polecam.

Film zrobiono w 1995 roku. Kilka miesięcy później w Zairze wybuchła epidemia eboli. Nie pierwsza i nie ostatnia. Wspominam o tej właśnie ze względu na zbieżność w czasie. Życie imitowało fikcję, dla której inspirację stanowiło życie. Ale nie jesteśmy dziś – najwyraźniej – dużo mądrzejsi, niż 20 lat temu. Od wiadomości o drugiej zakażonej pielęgniarce zaczynają się wszystkie newsy w Ameryce. Dziś rano rozmawiałem z grupą pielęgniarek w Oakland, sporym mieście 10 kilometrów od San Francisco, znanym z kilku dobrych szpitali. Żadna nie ma pojęcia, jak miałaby sobie radzić z pacjentem podejrzanym o ebolę. Skończyły się żarty. Prezydent USA odwołał krajowe podróże przedwyborcze. CDC już odrobinę mniej buńczucznie mówi o przygotowaniach i środkach zaradczych. Ale gotowe są już skomplikowane samoloty do transportu chorych – zakładając, że będzie ich niewielu.

Z Afryki do Ameryki lata się przez Europę, zwykle Paryż, Londyn lub Brukselę. Przez lotnisko w Brukseli przewalają się tłumy Polaków. Unia, praca, etc. Wystarczy, aby jeden wszedł w kontakt z nieszczęśnikiem z Liberii, Sierra Leone, czy Gwinei. Jesteśmy gotowi?

Andrzej Lubowski

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.8/10 (13 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +14 (from 16 votes)
Andrzej Lubowski: Epidemia, czyli życie imituje fikcję, 9.8 out of 10 based on 13 ratings

13 komentarzy

  1. Tetryk56 2014-10-16
  2. Jaruta 2014-10-16
  3. Hazelhard 2014-10-16
    • andrzej Pokonos 2014-10-17
    • Lubowski 2014-10-17
  4. wiesiek59 2014-10-17
    • andrzej Pokonos 2014-10-18
  5. wiesiek59 2014-10-17
  6. wiesiek59 2014-10-17
    • andrzej Pokonos 2014-10-18
      • Magog 2014-10-22
  7. Magog 2014-10-22
  8. andrzej Pokonos 2014-10-22