Jerzy Szperkowicz: Urlop od agresji

Print Friendly, PDF & Email

mur berlin2014-11-13.

Nasze święto odzyskania wolności – 4 czerwca – zauważył i docenił świat. Niedawno minęło ćwierć wieku od obalenia muru berlińskiego. Ze stolicy Niemiec cały świat obiegły słowa: bez wydarzeń w Polsce do obalenia muru by nie doszło. Za kilka dni usłyszymy je zapewne znowu w rocznicę aksamitnej rewolucji w Pradze. Sami wrócimy myślami do zwieńczenia roku 1989 ustawowym powrotem do nazwy państwa: Rzeczpospolita Polska. Co dalej? Będziemy czekać na kolejne rocznice tych wydarzeń, zwykłe i okrągłe, obchodzone przez jednych, bojkotowane lub obojętne dla innych?

Misja reporterska sprzed lat podsuwa tytułowy zamysł.

Świadek naoczny z upływem czasu mniej widział, a więcej rozumie. Wspomnienie niedzieli 7 maja 1989 roku w Płocku potwierdza. Tego dnia na płocki bruk posypał się system komunistyczny. Po raz pierwszy od zagarnięcia władzy w Piotrogrodzie (listopad 1917) komuniści zgodzili się na zgromadzenie publiczne nie przez siebie zwołane, nie przez siebie sterowane. Przystali na dopuszczenie rywala, a w istocie przeciwnika politycznegodo konkurowania wiecując o względy wyborców. Zastrzegli z góry wynik dla siebie pomyślny, ale sam fakt zabawy w demokrację naruszał bolszewickie tabu.

Mówimy, że ktoś przewraca się w grobie o wydarzeniach nie w smak zmarłemu. Włodzimierz Lenin w swoim kryształowym sarkofagu na Placu Czerwonym nie przyjął wiadomości z Płocka dobrze. Czy się poruszył na oczach przesuwającego się obok sznura odwiedzających? Pewne, że kipiał bezsilnym gniewem; cień pocieszenia: chodziło o jakiś Płock, a nie – sachrani Bog! – swojski Połock.

Dla opinii międzynarodowej 4 czerwca jest i pozostanie rocznicą załamania się systemu komunistycznego w Polsce, a praktycznie we Wschodniej Europie. Jednak w dokładniejszych rachunkach krajowych nie da się pominąć tego, że byli w tych wyborach wygrani, byli przegrani i byli – z powodu błędnej oceny własnych szans – odsunięci na dalszy plan. Stąd problemy ze wspólnym niewymuszonym świętowaniem znakomitej rocznicy.

 Post od agresji

Przychodzi mi na myśl, że w tej sytuacji warto pamiętać o dacie 7 maja i Płocku. Nie zamiast 4 czerwca, przeciwnie – dla 4 czerwca. Niecenzurowany więc obywatelski na terytorium sowieckiego imperium, trzeszczącego i rozchwianego we wszystkie strony, ale wciąż groźnego i bezwzględnego, był wydarzeniem znaczącym. Dlatego ta rocznica może być świętem zwycięzców, ale także świętem tych, którzy nie ulegli pokusie zerwania umów Okrągłego Stołu.A mieli w ręku siły i środki po temu. Byłoby to święto także misji mediacyjnej kościoła katolickiego, która w rocznicę czerwcowych wyborów została z wdzięcznością przypomniana i która pozostaje niedopełniona. Z pasterską zachętą Jana Pawła II przedstawiciele kościoła dopilnowali, by przeciwstawne racje władzy i opozycji nie osiągnęły punktu zerwania. Tego samego nie dało się osiągnąć w konfliktach obozu zwycięzców. Nie udaje się do dzisiaj. Kiedy smarkula powtarza za kimś do kamer, że premier rządu polskiego jest zdrajcą, widzimy, żegeny nienawiści wniknęły w latorośl i pilnie potrzebujemy resetu standardów rozmowy publicznej. Widać tu rolę nie do przecenienia dla duchowieństwa.

Płock, 7 maja, a nie Okrągły Stółw lutym-kwietniu 89 w Warszawie? W Pałacu Namiestnikowskim było gadanie, podpisy na papierze cierpliwym. W Płocku nastąpiło wejście w wymiar faktów społecznych. I jeszcze jedno: 7 maja jest wigilią dnia zakończenia II wojny w Europie. Ze styku tych rocznic łatwiej nam wyłowić posmak zwycięstwa.

 Adwent? Audyt?

Zdobędę się na wyznanie: marzy mi się okres skupienia i refleksji między 7 maja a 4 czerwca, taki – nie bójmy się wypróbowanych wzorów – świecki adwent. Jedni powiedzą rekolekcje narodowe, inni (Bogdan Miś) nazwą to audyt. Zawieszenie sporówmerytorycznie wątłych a często pustych, wszczynanych dla pognębienia przeciwnika, odstąpienie od rzucania czczych oskarżeń o zbrodnie, zaniechanie w rewanżu żarcików pod adresem osób uwrażliwionych alergicznie, a zamiast tego wszystkiego pomyślenie o Polsce jako wspólnocie z całą jej różnorodnością i dynamiką. Nie uwierzę, że jesteśmy skazani bezterminowo na ujadanie zamiast rozmowy. Należy się przynajmniej przerwa.

Być może proponowane niniejszym cztery tygodnie postu od agresji, moratorium na mowę nienawiści- przed świętem wolności- przybliżyłyby obchodzeniego wspólne, ponad podziałami. Warto próbować, choćby lokalnie, choćby w kręgu własnych kontaktów, choćby sporadycznie. Kiedyś trzeba zacząć próbować.

Jerzy Szperkowicz

 (pełny tekst „Odra”, 10/2014)

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (5 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +6 (from 6 votes)
Jerzy Szperkowicz: Urlop od agresji, 10.0 out of 10 based on 5 ratings

2 komentarze

  1. Skalski 2014-11-13
    • Jerzy Szperkowicz 2014-11-17