Ernest Skalski: Co za dureń to pisał trzy lata temu?

putin2014-12-04.

To Russia with love

 

”…Kraje Europy, które weszły, lub wchodzą niebawem do EU i NATO  znajdują się już w europejskiej i atlantyckiej sferze bezpieczeństwa. Historyczne pojednanie Francji i Niemiec, znajduje swoje odbicie w pojednaniu Polski i Niemiec. Łaba nie jest już ”granicą pokoju” i ewentualnej wojny światów. Lecz to nie znaczy, że taką stała się nasza wschodnia granica. Jesteśmy, wraz z północnymi i południowymi sąsiadami granicznymi państwami Unii i Paktu, lecz nie pasuje do nas określenie ”państwa frontowe”. Szczególnie teraz, kiedy zarysowuje się poprawa naszych stosunków z Rosją. Jakieś rakiety w Kaliningradzie, ”patrioty” w Polsce, resztki zimnowojennej retoryki, słabsze w Polsce, do niedawna silniejsze w Rosji, nie zmieniają faktu, że wojna w naszych okolicach stała się niewyobrażalna, tak jak w zachodniej Europie.

W europejskiej sferze bezpieczeństwa znajdują się też faktycznie Białoruś i Ukraina. Niezależnie od aktualnych rządów i bieżącej polityki w Mińsku i w Kijowie. Rosja ma faktyczne i wszechstronne powiązania z szeroko rozumianym Zachodem. Są one bardzo istotne dla niej i zrozumienie tego jest jedną z przyczyn aktualnych zmian w retoryce, jeśli nie w postępowaniu, władz Federacji. Mogą więc one jeszcze mówić to i owo, przeważnie na użytek wewnętrzny. Mogą nie popierać niektórych przedsięwzięć Zachodu, głównie w stosunku do Iranu. Lecz w kardynalnych kwestiach polityki, odnośnie wojny i pokoju na głównym kierunku; Wschód – Zachód  Rosja musi stosować XXI – wieczne standardy, w których nie mieszczą się duże wojny na centralnych obszarach świata. Mogła walczyć z Gruzją, można sobie wyobrazić jej wymuszoną interwencję w Kirgizji, ale już nie w przypadku Ukrainy. …”

Na tytułowe pytanie odpowiadam w pokorze – JA!

Przyznaję się bez bicia. Lecz również bez nadmiernego bicia się we własne piersi. Te dwa akapity to fragment większej rozprawki. Może ją nawet odświeżę i opublikuję w SO. Na razie tylko powiem, że jej myślą przewodnią było co następuje: w miarę rozwoju cywilizacji wojowanie staje się coraz mniej praktyczne. Ewentualne korzyści, nawet dla zwycięzców coraz bardziej ustępują różnorakim kosztom wojen.

Ten nowy element procesu cywilizacyjnego daje się, jak dotąd, dostrzec i zrozumieć głównie w najbardziej rozwiniętych cywilizacyjnie okolicach świata – patrz pierwsze podkreślenie w przytoczonym na wstępie cytacie. (Wszystkie w nim podkreślenia – robione teraz) I to od niedawna, po doświadczenia obu wojen światowych i jednej zimnej. Praktycznym zabezpieczeniem przed powtórkami było NATO i w jeszcze większym stopniu staje się Unia Europejska. Unia dlatego, że usuwa cele wojny między swymi członkami. A przy tym UE jest nie tylko koncepcją polityczną, taką lub inną, lecz cywilizacyjną pochodną rozwoju gospodarki opartej na postępie technologii ze szczególnym uwzględnieniem wszelkiej komunikacji – ruchu ludzi, produktów, informacji, decyzji. Kolejnym krokiem staje dalsza integracja w postaci atlantyckiej strefy wolnego handlu. Dzięki temu procesowi wydaje się coraz mniej prawdopodobne, choć jeszcze niewykluczone całkowicie, powtórzenie się ’’wielkiej wojny białych ludzi”. Tak Arnold Zweig określił pierwszą światową, a do drugiej pasowało to jeszcze  bardziej.

Mało prawdopodobne to jeszcze nie znaczy, że niemożliwe. Ta europejska i atlantycka strefa bezpieczeństwa jest ciągle jeszcze w stadium tworzenia się. Zapewnia wzajemne bezpieczeństwo w swoim gronie i tworzy ochronę przed napadem z zewnątrz. Niezawodność tej ochrony to inna sprawa. Poza jej obrębem pozostaje jeszcze większość ludzkości, obszar na którym przemoc jest jeszcze uważana za uprawnioną.

Jeszcze? My, ojcowie – założyciele Studia Opinii zaliczamy się do ludzi, którzy są w stanie pamiętać wojnę światową. Widząc niedawną przełomową zmianę, możemy żywić nadzieję, że rozwój cywilizacji stworzy podobne szanse całej ludzkości. Oczywiście, szanse  to żadna pociecha dla tych, którzy w tej chwili walczą i giną, są rujnowani, wyganiani, gwałceni w niezliczonych działaniach wojennych. Nawet kraje Zachodu, które całkiem niedawno zapewniły sobie bezpieczeństwo w stosunkach między sobą, działają manu militari  poza swoim obszarem. I choć można krytycznie spojrzeć na interwencję w Iraku, to na pewno zabrakło jej w Rwandzie.

No, a teraz definiuję swój błąd; nie doceniłem Włodzimierza Włodzimierzowicza. I – co stwierdzam z wielką przykrością – za dobrze myślałem o jego narodzie, którego nie przestaję darzyć ciepłym uczuciem. To, że nie byłem odosobniony w tym błędzie nie zmienia sprawy. Chciało się sądzić – i były po temu przesłanki – że Rosja krok po kroku zbliża się do tej strefy cywilizacyjnej i zaczyna przejmować jej standardy. Jeśli jeszcze nie na wszystkich kierunkach, to przynajmniej na tym zachodnim. Zresztą, patrz cytat na wstępie.

Ucieczka od wolności

W historii jest wiele miejsca na błędy, a nawet szaleństwa. Szczególnie niebezpieczne w przypadku ludzi  z mocą sprawczą jaką dysponują dyktatorzy. Tym szkodzą kolejne sukcesy, po których słabnie ich kontakt z rzeczywistością. Za ich zaślepienie płacą narody, które im zawierzają, lecz również wciągane przez nich we wszelakie zawirowania. Jako magistra vitae historia nie zawsze bywa skuteczna, nawet po wielu bolesnych lekcjach. Wydawałoby się, że Rosjanie mieli ich dosyć. Nie chodzi tylko o stały stan strachu i wrogości w stosunku do świata. O ich stosunek do Krymu, Ukrainy, ”bliskiej zagranicy”, Europy i USA. Chodzi  o to, że w XXI wieku tkwią mentalnie, z praktycznym skutkiem, w epoce absolutyzmu.

W czasach Piotra I i Katarzyny II był to stan naturalny w Europie. Za Mikołaja II już był anachronizmem, ale nie skończył się wraz z jego manifestem w październiku 1905 roku i przywróceniem Dumy. Potem był Stalin, który wytrzymuje porównanie z Iwanem Groźnym, zresztą bohaterem generalissimusa. Iwan w pewnym momencie załamał się psychicznie, uciekł z Moskwy do pobliskiej Kołomny. A wtedy osierocony lud ruszył do niego z procesją, błagając by raczył wrócić, rządzić  więzić, torturować, zabijać kiedy to uzna za słuszne. Stalin nie musiał robić aż takich spektakli.

Po nim faktycznie rządziło kolektywne kierownictwo, ale trzymało się bardzo krótko i naród ze zrozumieniem przyjął zastąpienie go przez Chruszczowa. Ale ani on, ani jego następcy, do Gorbaczowa włącznie, ani prezydent Jelcyn nie mieli porównywalnej władzy ze Stalinem czy carem. Ani porównywalnego poparcia ze strony poddanych, którzy już zaczynali przypominać obywateli. Chyba jednak źle się z tym czuli. A teraz, w im większe tarapaty wpędza ich władca, tym bardziej go popierają.

W XX wieku podobna przypadłość przytrafiła się Niemcom. Ale  na tle tego co było przedtem i potem, można te dwanaście lat hitleryzmu uznać za incydent, wypadek przy pracy.  Natomiast rosyjski absolutyzm zdaje się wydawać ponurą prawidłowością.

Tu zastrzeżenie, bynajmniej nie z powodu politycznej poprawności. Nawet przy pewnych podobieństwach w mechanizmach zdobywania i utrzymywania władzy nie można Putina porównywać z Hitlerem. Nie można go też przyrównywać do Stalina. Pewne, z europejskiego punktu widzenia, niepoważne demonstrowanie poddanym własnej  osoby przypomina zachowania Mussoliniego. Choćby pokazywanie własnej krzepy i uniwersalnych umiejętności.

Przez ostanie miesiące robił wrażenie dumnego ze swojej polityki, zadowolonego z siebie i z wrażenia jakie robi. Silnego, sprytnego, groźnego, takiego którego się boją, a więc szanują. Co prawda wprowadzają sankcje, wysyłają mu ostrzeżenia, ale to przecież taka sama gra jaką i on z nimi prowadzi. A przecież zapraszają, przyjeżdżają, rozmawiają, więc w rzeczy samej – na samom diele – muszą szanować i podziwiać. Długo to  trwało zanim na G20 w Brisbane chyba wreszcie dotarło do niego, że w cywilizowanym świecie, nim gardzą. W tym świecie, w którym przez lata brylował, jak wydawało mu się, z powodzeniem. Jeśli pachan – w rosyjskiej grypserze herszt – kładzie na stole spluwę, jest to symbol przypominający, że z nim trzeba się liczyć. A tu lider, bądź co bądź wielkiego państwa, leci do Australii na wielkie międzynarodowe spotkanie i jednocześnie kieruje ku niej kilka wojennych okrętów, których się nikt nie boi. Jest to odbierane jako niepoważny, by nie powiedzie; gówniarski, gest.

To częste. W służbach uczą manipulowania ludźmi, lecz oduczają empatii, która by przeszkadzała traktować ich przedmiotowo. Niewychowanym zdarza się elementarną uprzejmość w towarzystwie brać za podziw i admirację. I towarzystwo wreszcie wyprowadziło go z błędu. Chyba musiał to dla niego być szok, skoro nie potrafił tego ukryć, nie zachował pokerowej twarzy i wyjechał przed zakończeniem spotkania.

Historia ma swe sposoby

Putin dobrze wie, że Federacja Rosyjska w porównaniu nawet z częściowo zdemobilizowanym NATO jest znacznie słabsza niż był ZSRR. Ale zapewne sądził, czy jeszcze sądzi, że sprytem i bezczelnością, polityką kolejnych skoków ”na wydrę”, w jakimś tam stopniu może tę lukę wyrównać i uzyskać poważne korzyści. Być może zdawał sobie sprawę, że gdzieś jest jakiś próg, jakieś non possumus Zachodu, ale kolejne udane taktycznie posunięcia pozwalały mu odsuwać ten próg, licząc na naiwność czy zgoła głupotę Zachodu. A zaślepienie nie pozwala mu zdać sobie sprawy, że gdyby dotarł do tego progu to by nie znaczyło, że wtedy będą chcieli mu zaklepać dotychczasowe korzyści i zostawić w spokoju.

Tak może mogło by być gdyby był poprzestał na zajęciu Krymu, a potem długo zachowywał spokój na wszystkich innych kierunkach. Lecz jego dalsze kroki wprowadzają Rosję w ślepy zaułek. Równolegle z Brisbane spotkał go chyba bardziej dotkliwy szok. Zaślepienie i pogarda nie pozwoliły Putinowi przewidzieć – jego reakcja świadczy o zaskoczeniu –  że przecież prezydent Poroszenko może wykonać logiczne posunięcie, odcinając się od Doniecka i Ługańska z okolicami, na zasadzie; zabrałeś, to się tym teraz udław !

Tam robi się coraz straszniej, co chyba wstępnie już studzi entuzjazm krymskich Rosjan, przeżywających przejściowe – jak jeszcze sądzą – trudności.

A  Zachód już się nie daje oszukiwać. Niezależnie od różnicy zdań między jego podmiotami, sankcji nie znosi i nawet grozi nowymi. Na tym szerokim – wszystkie kraje NATO – Zachodzie, jak w wielu miejscach, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Dla krajów bałtyckich Putin to bezpośrednia groźba, dla Francji, która nie bardzo wie co zrobić z gotowym Mistralem dla Rosji, to nie tyle groźba co utrapienie.  Stany Zjednoczone, które nie ryzykują żadnymi interesami z Rosją, stać na większy pryncypializm. Zwłaszcza odkąd twardsi od Demokratów Republikanie zyskali decydującą przewagę w obu izbach Kongresu. Richard Pipes, wybitny sowietolog, ongiś doradca Reagana, przewiduje – ”Rzeczpospolita”, ostatni ”Plus minus” – zasadnicze zmiany w polityce USA w stosunku do Rosji, jeśli za dwa lata pojawi się republikański prezydent.

Jeszcze większe znaczenie od tego co Stany zrobią Rosji bezpośrednio, ma ich rosnąca pozycja eksportera surowców energetycznych. Taniejące ropa i gaz, sankcje, ucieczka kapitału, malejąca rezerwa walutowa – to wszystko nie pozostawia środków na utrzymanie krymskich Rosjan w przekonaniu, że dobrze wybrali, na zrobienie czegoś z czarną dziurą Zagłębia Donieckiego, które jeszcze przed wojna wymagało kolosalnych inwestycji i na zahamowanie obniżania się poziomu życia mieszkańców Federacji.

Historia jakoś znajduje sposoby na wykonanie swoich wyroków, ale nie podaje terminów ani sposobu egzekucji. – Faraonowie byli strasznymi tyranami – pisał Arkadij Awierczenko, rosyjski pisarz, satyryk, z początków XX wieku – ale historia okazała się sprawiedliwa. Minęły trzy tysiące lat i skończyło się ich panowanie.

Czasami to idzie szybciej. Trzydzieści lat temu coraz bardziej powszechna stawała się świadomość, że Związek z jego obozem skazany jest na upadek, ale gdy przetrzymał rok 1984 (Orwell, Amarlik) trudno było przypuszczać, że nie przetrzyma najbliższych dziesięciu lat. A jednak…

Z powyższego można wysnuć banalny wniosek, że nawet trafna analiza  tego co dzieje się dzisiaj nie pozwala na trafne przewidywanie scenariusza najbliższych tygodni i miesięcy.

…póki się ucho nie urwie

Sytuacja, w jaką się wmanewrował Putin powinna by go skłonić do ustępstw i kompromisu, ale raczej takiej reakcji nie będzie. Własna urażona ambicja staje się dla takich ludzi, po posunięciach, które uważają za sukces, przemożnym czynnikiem. Zaczynają sami wierzyć w to co wmawiają innym. Dyktatorzy – nawet tak różni jak Napoleon czy Hitler -zaczynają się utożsamiać ze swymi narodami. Sądzą, że nie mogą ich zawieść, cofając się, a  nawet  tylko zatrzymując się w marszu do…katastrofy.

Lilia Szewcowa, politolog z moskiewskiego centrum Fundacji Karnegie, uważa – www.gordonue.com, rosyjskojęzyczny portal w Kijowie – że te emocje Putina nie są najważniejszym czynnikiem w jego postępowaniu. Wkroczył na drogę, na której – pisze Szewcowa – mechanizmy samodzierżawia zmuszają go do dalszego kroczenia po niej. Putin już się znajduje pod naciskiem sił, które sam uruchomił. Są to separatyści na Ukrainie, aktywni nacjonaliści, ich ugrupowania oraz działacze, na terenie Federacji. Również wciągnięci przez prezydenta do władz, jak choćby wicepremier Dmitrij Rogozin.

Na narodzie też może polegać dopóki zwycięża, bo za to go naród kocha. Cokolwiek prezydent zrobi to sukces. Cokolwiek jemu i Rosji zrobią to ”pustiak” – drobiazg, który i tak obróci się w sukces. Dowiaduje się naród z kontrolowanych telewizji, że Brisbane było kolejnym triumfem Putina i jednocześnie, że było to mało ważne więc słuszne, że prezydent nie chciał tam tracić czasu. Mówią narodowi, że Mistrale są w gruncie rzeczy niepotrzebne, jak ”walizka bez uchwytu”, a w gruncie rzeczy byłyby przeszkodą i bez nich flota da sobie świetnie radę. I w tych stacjach jakoś nikt nie roztrząsa tego kto je po jaką cholerę za ciężkie pieniądze zamawiał.

Masowy odbiorca nie ma zwyczaju konfrontowania tej propagandy chociażby z Internetem, do którego dostęp władza zresztą próbuje kontrolować. A jeśli się nawet naród dowie, że gdziekolwiek zlekceważono ich prezydenta, poczuje się zlekceważony razem z nim i będziecie się chciał odegrać. Pieśniarka Żanna Biczewska, która latami zbierała i wykonywała rosyjskie pieśni ludowe, a po upadku ZSRR odkryła dla siebie przejmujący folklor białych z czasu wojny domowej, teraz robi furorę przebojami: ”My Rosjanie” oraz ”Rosjanie idą”. (Pełno tego z różnorodnymi klipami – ”Мы русские” i  ”Русские идут” –  w google.ru) W tym drugim utworze ”russkije plują na Ameryki i Europy”, a refren kończy się zapewnieniem, że wkrótce skończy się frajda/ laba (szabasz) tym, którzy się naśmiewają z kraju.

Putin nie obiecywał rodakom, że w rezultacie jego polityki będzie się im lepiej żyło, że poprawi się ich dobrostan. Że będą więcej zarabiać, lepiej mieszkać, mieć lepszą służbę zdrowia oraz oświatę. I w tym zakresie sięsprawdził. Miało im zrobić się lepiej dlatego, że Rosja ”podnosi się z kolan”, odzyskuje mocarstwową pozycję ZSRR, że jej się boją, co znaczy że ją szanują. To się w tamtejszej mentalności łączy.

Na razie większość Rosjan zdaje się jeszcze wierzyć, że  tę mocarstwową obietnicę Putin spełnia. Czy, kiedy i jak dotrze do nich, że ich wprowadził w pułapkę ? Co prawda, ludność kraju nie oczekiwała poprawy materialnej, lecz do jakiego stopnia i jak długo wytrzyma postępujące pogorszenie, które już zauważa 80 procent badanych ?

To prawda, że Rosjanin wiele wytrzyma. Więcej niż narody Zachodu, lecz nie wiadomo ile. To nie jest II Wielka Wojna Ojczyźniana, na śmierć i życie, po której Stalin dziękował narodowi rosyjskiemu – rosyjskiemu, a nie narodom radzieckim – za męstwo, wytrwałość i cierpliwość, z którą wytrzymał straszliwe straty i nieprawdopodobne wyrzeczenia. I przy tym nie odmówił zaufania i posłuszeństwa władzy, co – powiedział -zrobiłyby  inne narody. Lecz wtedy wróg stał pod Leningradem, Moskwą, nad Wołgą. A teraz, co by kremlowska propaganda nie mówiła o ”ukrach”, to jednak ci faszyści – banderowcy nie atakują Briańska, Kurska i Rostowa. No i Rosjanie w XXI wieku; podobni, ale nie tacy sami jak ich ojcowie i dziadkowie w pierwszej połowie dwudziestego.

Nie tylko nie sposób powiedzieć kiedy się cierpliwość narodu skończy, lecz również nie można powiedzieć w jaki sposób się to objawi.  Władza się obawia Majdanu, czy majdanów, jakiejś kolorowej rewolucji. Ale to co było na Ukrainie i w Gruzji nie musi się powtarzać w Rosji. Można  jedynie przewidzieć, że w tak ogromnym kraju, zróżnicowanym pod względem etnicznym, warunków naturalnych, poziomu życia, tradycji i obyczajów trudno oczekiwać jednoczesnego, masowego wstąpienia, czegoś w rodzaju sierpnia 1980 roku w Polsce. Władza ma tam pole manewru, napuszczając jednych na drugich, patriotów na defetystów, odszczepieńców czy zgoła wrogów ojczyzny. Już teraz mają miejsce wściekłe ataki na tych, którzy kontestują agresywną politykę prezydenta. Telewizje pełne są ”kompromatów” (kompromitujących materałów) na ich temat

I jak zawsze, narzędziem dyktatury są represje.  Wspomniana Lilia Szewcowa przewiduje nieuchronność ich nasilania. Pewne oznaki tego już są. Co prawda nie ma porównania już nie tylko do czasów Stalina, ale i do epoki Breżniewa, ale to słaba  pociecha, bo jednak czasy są inne.

Spotyka się opinie, że problemem Putina mogą być nowi ruscy, elita pieniądza i władzy. Jest to w dużym stopniu warstwa kosmopolityczna. Izolacja i sankcje uderzają po części w ich stan posiadania  i sposób życia. W obliczu zagrożenia wewnętrznego może się ta warstwa konsolidować wokół prezydenta,  ale nie wiadomo jak zareaguje nie przewidując dla siebie poprawy, lecz wprost przeciwnie.

Znawca Rosji, profesor Andrzej Nowak z UJ przychyla się – ostatnia ”Gazeta Świąteczna” GW – do tej opinii. Do zagrażających Putinowi zalicza również faktyczną oporę władzy, ludzi z KGB, GRU i wszelakich służb. Pragmatycznych i pozbawionych sentymentów, również w stosunku  do Putina. A ten zapewne ma na uwadze historię zgładzonych carów, Piotra III i Pawła I, którzy się narazili swemu otoczeniu i do tego byli uparci. W nowych czasach mieliśmy Chruszczowa, którego nie zabito, lecz zgrabnym ruchem posłano na zielona trawkę, po serii jego eksperymentów politycznych i gospodarczych.

”Mocarzu, jak Bóg silny, jak szatan złośliwy” 

Czyżby ? Ten zwrot z ”Reduty Ordona” może jakoś pasował do Mikołaja I. Jakoś, bo u szatana chcemy widzieć inteligencję. A Mikołaj nie dostrzegał i nie rozumiał tego co się dzieje wokół jego imperium, doprowadzając je do klęski w Wojnie Krymskiej. Stalin wiedział i rozumiał i potrafił  to wykorzystać za dni swoich, zostawiając klęskę swoim następcom. Zaś o Putinie trudno się jednoznacznie wypowiedzieć.

Zna się na swoim narodzie i opanował socjotechnikę pozwalającą nim rządzić. Rozpoznaje sprzeczne interesy zagranicznych podmiotów, dostrzega słabości decydentów i potrafi to wszystko zręcznie wykorzystywać. W tym zakresie KGB-owska szkoła manipulacji okazuje się wielce przydatna. W innym zawodzi, co pokazały wydarzenia niedawnych dni.

Wspomniany Mikołaj I dostał Rosję, czołowe mocarstwo europejskie, opromienione pokonaniem Napoleona, a zostawił ją po trzydziestu latach w charakterze chorego człowieka Europy. Stalin zaś umarł jako władca światowego mocarstwa opromienionego zwycięstwem w wojnie światowej. ”Prawda” – pamiętam – skwapliwie przedrukowała okolicznościową wypowiedź o nim prezydenta Eisenhowera, że stworzył on mocarstwo od Łaby do Pacyfiku.

Trzydzieści lat później liderzy Zachodu zdawali sobie sprawę, że Związek Radziecki przegrał wyścig cywilizacyjny i nie będzie już równorzędnym przeciwnikiem militarnym. Był jednak na  tyle jeszcze silny i groźny, że opłacało się  podtrzymywać instytucje nieaktualnej już równowagi. Ale na Kremlu także sobie z tego zdawano sprawę. Bomby neutronowe i rakiety Pershing w Europie, które mogły zniwelować taktyczną przewagę uderzeniową ZSRR w pierwszej fazie ewentualnej wojny, zapowiedź tzw. gwiezdnych wojen Reagana i chyba w decydującym stopniu groszowe ceny ropy, to wszystko doprowadziło do ”największej katastrofy XX wieku” jaką się stał rozpad Związku Radzieckiego, według oceny Putina.

Dla niego katastrofa, dla świata ulga. Teraz się okazuje, że nie aż tak wielka jak wyglądało jeszcze parę lat temu. Lecz nie wytrzymuje to porównania z zimnowojenną sytuacją sprzed 1989 roku. Wtedy ZSRR wraz z całym obozem już mocno trzeszczał, lecz jakoś egzystował na własny rachunek. Był samowystarczalny. Z zacofanym przemysłem, niewydajnym rolnictwem, kulejąc na wszystkich innych odcinkach, a nawet już w zbrojeniach,. Mógł, źle bo źle, ale jakoś funkcjonować bez Zachodu. Teraz Rosja jest od Zachodu zależna. Nie tylko pod względem rozwoju, ale na co dzień. No, powiedzmy, z miesiąca na miesiąc. Funkcjonuje gdy świat kupuje jej surowce, głównie ropę i gaz, a to Zachód reguluje światowy rynek. Zaś ten mógłby się obejść bez Rosji. Ropy i gazu jest w świecie wiele.

Już teraz Europa zamierza się obejść bez dostaw rosyjskiego gazu przez rurociąg South Stream. Odwiecznie prorosyjska Bułgaria przyjęła zalecenie Unii Europejskiej i odmówiła zgody na jego przebieg przez jej terytorium. Oświadczenie Putina, że rezygnuje z tej budowy jest przyznaniem się do porażki. Nie tylko politycznej. Rosja prawdopodobnie nie byłaby w stanie uszczuplić swoich szybko malejących rezerw walutowych o kolejne 36 miliardów euro, marnując już pięć miliardów włożonych wstępnie w to przedsięwzięcie. Rurociąg ma zastępczo przejść przez Turcję, ale to perspektywa dość odległa i niezbyt pewna. Jeszcze dalsza jest perspektywa realizacji umowy o dostawę gazu do Chin i budowy ogromnego gazociągu.

Jak na mocarstwo regionalne, jakim jest Rosja faktycznie, ma ona ciągle  jeszcze znaczącą siłę  militarną. Ta jednak, na dłuższą metę, jest zależna od stanu gospodarki. Minęły czasy gdy hordy barbarzyńców mogły niszczyć i opanować cywilizowane Imperium Rzymskie. Co jakiś czas Rosja pokazuje jakiś niesamowity czołg, okręt podwodny, samolot, lecz jakoś się to nie przekłada na ogólny stan jej sił zbrojnych. Są one w lepszym stanie niż były kiedy Putin przejmował władzę, lecz w gorszym od tego w jakim mogą się znaleźć w rezultacie przedłużającej się zapaści gospodarczej. Natomiast NATO, powoli bo powoli, odchodzi od stanu współpracy z Rosją, równie wolno przywraca elementy dawnej mobilizacji. Ogromna dysproporcja potencjałów, Rosja vs. NATO, będzie się powiększała. Rosja w tej sytuacji, póki jeszcze nie jest słabsza niż będzie, może się decydować na dalsze akty agresji.

Polityka, carska, sowiecka i postsowiecka była agresywna, ale raczej nie była awanturnicza. Rosja napadała na słabszych i w miarę możności wspólnie i w porozumieniu z innym agresorem. Choć były swoiste wypadki przy pracy; Finlandia w roku 1939 i Afganistan  równo czterdzieści lat później. Być może kolejny agresywny krok stanie się kolejnym takim pechowym wypadkiem. Może to być kolejny akt agresji przeciw Ukrainie. Może to być militarne posunięcie w ”obronie” Naddniestrza zagrożonego przez Mołdawię, w której tylko co zwyciężyły- słabo bo słabo – siły proeuropejskie.

Richard Pipes, historyk i sowietolog, ongiś doradca prezydenta Reagana, zna się na Rosji i na NATO,  dopuszcza też aktywne zaczepki w stosunku do państw bałtyckich nie przewiduje jednak bezpośredniej agresji na nie, gdyż wówczas musiałaby nastąpić reakcja Paktu. Polska jest, jego zdaniem, bezpieczna.

Wielka wojna  białych ludzi między krajami szeroko rozumianego Zachodu, jest w obliczu agresywnej polityki Rosji, jeszcze bardziej nieprawdopodobna. Konsekwentna polityka Rosji  powoli konsoliduje Zachód, przy oporach sił realizujących de facto interesy Putina.  NATO zaczyna wzmacniać swoją obecność i aktywność na wschodniej flance. Loty patrolowe, manewry, szpica. Zamierza pomagać  Ukrainie w szkoleniu i reorganizacji jej sił zbrojnych. Nie wyklucza jej wstąpienia do Paktu, który jest w zasadzie otwarty dla wszystkich państw  pod warunkiem spełnienia warunków, od których Ukraina jest jeszcze daleka. Ma jednak ona przed sobą dalekosiężne zadanie, a jego stopniowa realizacja przyniesie po drodze dobre skutki dla kraju.

Sprawa na razie rozgrywa się w warstwie deklaracji. Tenże Pipes nie rekomenduje tworzenia natowskiej perspektywy. Niemiecki minister spraw zagranicznych Frank-Walter Steinmaier – a nie kanclerz – zgłasza sprzeciw. Argument; to będzie wyzwanie dla Putina, który będzie musiał zareagować. Zapewne. Ale on już prawie rok gwałtownie reaguje na wyzwania, które sam sobie wymyśla. Jeśli w XXI wieku domaga się respektowania XIX-wiecznego koncertu mocarstw, respektowania ich stref wpływów, to cywilizowany świat nie powinien tego respektować. Jest to związane z pewnym ryzykiem, lecz pójście Putinowi na rękę byłoby jeszcze bardziej ryzykowne.

Nasza europejska i atlantycka sfera bezpieczeństwa, jako osiągnięcie – przypominam – bardzo niedawnej daty, od rozwiązania ZSRR w roku 1991 – jest nadal bezpieczna, ale już nie tak jak można było sądzić jeszcze rok temu. Rosja Putina nie skorzystała z szansy uczestnictwa w zespole tych białych ludzi, którzy nie będą walczyć między sobą. Ona bierze i nie kwituje. Zatrzyma się tam gdzie poczuje zdecydowany opór. Im później to poczuje, im więcej do tego czasu namiesza i zagarnie, tym drożej Zachód za to zapłaci. Lecz nawet w tej sytuacji nasz świat jest ciągle  jeszcze bardziej bezpieczny niż był kiedykolwiek w historii, do zakończenia zimnej wojny. Tyle tylko, że przekonujemy się, iż pokój i bezpieczeństwo mają swoja cenę.

Wymierną.

Ernest Skalski

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 8.3/10 (34 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +24 (from 36 votes)
Ernest Skalski: Co za dureń to pisał trzy lata temu?, 8.3 out of 10 based on 34 ratings

122 komentarze

  1. wiesiek59 2014-12-08
    • andrzej Pokonos 2014-12-09
  2. Less 2014-12-08
    • andrzej Pokonos 2014-12-10
  3. Moniek 2014-12-09
    • andrzej Pokonos 2014-12-10
  4. wiesiek59 2014-12-09
    • andrzej Pokonos 2014-12-10
  5. Marian. 2014-12-09
    • andrzej Pokonos 2014-12-10
  6. Magog 2014-12-10
  7. wiesiek59 2014-12-10
    • andrzej Pokonos 2014-12-10
  8. wiesiek59 2014-12-10
    • andrzej Pokonos 2014-12-11
  9. wiesiek59 2014-12-10
  10. wiesiek59 2014-12-11
  11. andrzej Pokonos 2014-12-11
  12. An-Ka 2014-12-11
  13. z prowincji 2014-12-11
  14. andrzej Pokonos 2014-12-12
  15. zgred 2014-12-12
    • andrzej Pokonos 2014-12-12
  16. Marian. 2014-12-12
    • andrzej Pokonos 2014-12-12
  17. Marian. 2014-12-12
  18. wiesiek59 2014-12-13
    • andrzej Pokonos 2014-12-13
  19. wiesiek59 2014-12-13
    • Marian. 2014-12-13
    • andrzej Pokonos 2014-12-13
  20. andrzej Pokonos 2014-12-13