Andrzej Lewandowski: Kiedy z górki?

Print Friendly, PDF & Email

2012-08-01. ECHA WYDARZEŃ: Gdy piszę ten felieton – nasza reprezentacja olimpijska zajmuje 25 miejsce w tabeli medalowej. Z jedynym srebrnym – wyżej się nie da. A do miejsca 19 inni mają po jednym, przynajmniej złotym! Czyli – jest pod górkę. Mogą przyjść lepsze dni. Będzie z górki, bo do mety Igrzysk daleko, i wiele silnych punktów jest w zanadrzu… Ale co było – to już było…

Jak znam życie i środowisko – nastrój gęstnieje, a obawy narastają. Bo nawet jeśli na mecie była by prognozowana liczba minimum 10 medali, i to takich, by łącznie reprezentacja nie spadła niżej 10 lokaty (tak było w dwóch poprzednich startach), to i tak nie znieświeży się teza, że drużyna w połowie taka, jak londyńska – dałaby sportowi made in Poland taki sam zysk. Nie wgłębiam się w tezę, ani też nie dokonuję jeszcze konturu podsumowania, lecz lekko trącam tylko temat. I pewnie zamilknę na kilka dni, wybieram się nad jezioro i do lasu. Widzę dziś kilka nurtów.

Pierwszy – możliwość wadliwych przygotowań. W imprezach mistrzowskich obowiązuje norma: musisz być tak dobry, żeby czynem dowieść gotowości pobicia własnego rekordu życiowego. Oczywiście, w sportach wymiernych. Ale także w tych, w których pozycję określają minima oraz rankingi – punkt oceny gotowości jest jasny – utrzymać pozycję, albo awansować…

Drugi – przecenienie aktualnych możliwości rodzimego sportu. Gdyby tak być jednak miało, to byłby to grzech główny wybierających i nominujących. Albo wierność złej zasadzie: jakoś to będzie. I wiara, że jednak, gdy ewentualne trofea zabłyszczą, powody do krytykowania zbledną… I pytanie: błąd w ocenie, czy zlekceważenie analizy?

Trzeci – sport olimpijski w świecie osiągnął tak bardzo różny od naszego stopień rozwoju, że z fazy ambicji mocnego udziału w kształtowaniu trzeba przejść do fazy pokory. Jeśli by jednak tak być miało, to… patrz pkt. 2… A pułap rekordów znów się podniósł. I wymaganie wyników dających awanse – także. Coraz trudniej być lepszym wśród wielu. Jeśli np. nasz świetny pływak Czernik przegrywa prawo udziału w finale o cztery setne sekundy…

Z tego, co było dotychczas najbardziej złości mnie:

1. Styl zbyt wielu występów nie imponuje klasą sportową, ani gotowością, ni walecznością. Tyle przegranych w pierwszych i początkowych próbach! Przegrane na starcie zawsze się zdarzają, ale gdy w takiej liczbie, i w takim stylu, to…. Patrz tezy wcześniej zgłoszone. A potem zadziwiająco szybko pojawiają się poglądy, że taka np. szermierka dotychczas zaprezentowała się tak źle, bo… nasi dzisiejsi trenerzy nie mają najwyższej próby… I mówią to ci, którzy powinni znać prawdę „przed”, nie, „po”, bo nie objawiła się ona jak atak zza węgła… Jeśli tak jest rzeczywiście, a nie inne błędy dają znać o sobie… A w ogóle, jeśli słyszę złe słowo o szkoleniowcach, to zaraz pytam: po co nam tyle uczelni sportowych, jeśli stan trenerski „produkują” taki?

2. Za łatwe, za to w wymiarze publicznym stosowane nadmuchiwanie balonika. Kibic nie musi się znać na detalach, kibic chętnie wierzy fachowcom… Jeśli więc taki p. Wojciech Fibak wróży medale na korcie – trudno nie brać tego poważnie. A pan Wojtek tak jest w tenisie oraz naszych mistrzyniach zakochany, że… po dziś jakby świata olimpijskiego poza tym nie widział. Komplementy są wciąż aktualne, medalowe szanse szybko się ulotniły… Z obietnic wynikła frustracja. O nadmuchanym baloniku szermierczym już pisałem. Medal, przynajmniej pani Sylwii był „murowany”. A pływanie – jakaż to rozpiętość między wielkim dniami olimpijskiej przeszłości a dzisiejszymi możliwościami rodzimych gwiazd? Dmuchano zaś balonik aspiracji nie wedle tego, co dziś, lecz co wczoraj…

Z tego, co dotychczas via TVP widziałem, a potem słyszałem i czytałem, już teraz powiem, co mi się najbardziej w polskich startach spodobało. Dotychczas!

1. Nie samo srebro pani Sylwii Bogackiej na strzelnicy. Jej waleczność w staraniach o medal. To było widać – nie tylko z przestrzelin na tarczy; także z gestów, skupienia, oczu…

2. Pokora i złość na siebie siatkarzy, gdy – faworyzowani przegrali z Bułgarami. Nie narzekali na dzień, na sędziów, na inne jakieś pechowe sprawy. Narzekali na siebie. Cytuję: „Przegraliśmy ważny mecz, ale na igrzyskach nie ma nieważnych spotkań. Mam nadzieję, że to będzie dobra nauczka i że to będzie ten słabszy mecz, który kiedyś musiał nadejść. Czasami dobrze jest dostać „liścia” w twarz na obudzenie i pobudzenie. Mam nadzieję, że w naszym przypadku to poskutkuje  – powiedział po meczu z Bułgarią atakujący siatkarskiej reprezentacji Polski, Zbigniew Bartman.” Ładne? Ładne, i bardzo sportowe.

A teraz – mam nadzieję, że już pozostała część reprezentacji olimpijskiej ruszy z górki… Bo jednak z dotychczasowego marszu „pod górkę” łydki trochę bolą…

Andrzej Lewandowski

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (2 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +1 (from 1 vote)
Andrzej Lewandowski: Kiedy z górki?, 10.0 out of 10 based on 2 ratings