Stefan Bratkowski: Nowe miejsce dla Chin – rewelacja „Polityki”

Print Friendly, PDF & Email

2012-09-24. W pierwszej wersji naszej Wielkiej Encyklopedii Powszechnej z lat 60. poprzedniego wieku, encyklopedii znakomitej, nie było hasła „Sinologia”. Jeszcze i w kolejnej wersji z końca lat 90. – też nie. U początku XXI wieku trudno już sobie wyobrazić encyklopedię bez tego hasła – to najlepiej ilustruje błyskawiczny niemal wzrost znaczenia Chin we współczesnym świecie, we wszystkich dosłownie dziedzinach życia, od gospodarki i polityki aż po literaturę, sztukę i sport. Są mocarstwem światowym numer 2, trzymają za finansowe gardło Stany Zjednoczone, mocarstwo numer 1, i tylko nie mają na razie dobrej drużyny piłki nożnej, ale na pewno dorobią się jakiegoś swojego Bayernu, Realu czy Arsenalu.

Sam przegląd pozycji na mojej półce z książkami o Dalekim Wschodzie to na tematy chińskie książki Gerneta, Frederica, Fitzgeralda, Fairbanka, równie rzadkie w prywatnych księgozbiorach Zachodu (nie licząc naturalnie bibliotek dość rzadkich sinologów). Wczesne polskie można policzyć na palcach jednej ręki. Poznałem jeszcze, dzięki redakcji „Po prostu”, prof. Witolda Jabłońskiego, „ojca” naszej współczesnej sinologii, a na obszerne, poświęcone mu hasło nie zabrakło miejsca w Wielkiej Encyklopedii Powszechnej. W ostatnich jednak, różnych encyklopediach nie ma nawet kogoś tak wybitnego dziś w chińskiej specjalności jak znany naszym Czytelnikom prof. Krzysztof Gawlikowski, a pamiętam jak przez lata pokątnie dawano do zrozumienia, że to niemal polski agent Mao, bo wszelkie próby tłumaczenia Chin uchodziły za maoistowską propagandę! A tu naraz – „Historia Chińczyków” (pod redakcją Leszka Będkowskiego, brawo!), świetnie zredagowany, gruby, zbiorowy zeszyt kolejnego „Pomocnika historycznego” redakcji „Polityki”. I cała stawka polskich sinologów z różnych polskich uczelni, w tym – wychowanków Gawlikowskiego. Czytelnik zaś dowiaduje się przy okazji, że działa przy Szkole Wyższej Psychologii Społecznej – Szkoła Języka Chińskiego, ba, jest podręcznik (o czym nie wiedziałem) do nauki języka chińskiego, jest fundacja „Odkryj Chiny”! I kilka ośrodków sinologii, w samej Warszawie parę, oraz w Gdańsku, Krakowie i Poznaniu. To rośnie jak same Chiny…

Wszystko w krótkich artykułach, z ilustracjami. Z pasjonującymi, czasem zaskakującymi wiadomościami. Jak choćby ta z artykułu dr Marcina Jacoby’ego „Cesarstwo a Polska”, że intelektualiści chińscy XIX wieku dopatrywali się analogii między losami Polski, ofiary rozbiorów, a losami Chin, które ulegały wtedy rozdzieraniu przez zachodnie mocarstwa kolonialne. Przekładano w Chinach z początku XX wieku Sienkiewicza i Orzeszkową, a od lat 50-tych już całymi falami różne dzieła polskiej literatury. Po trosze być może i dlatego, że stosunki między Polską a ZSRR też, jak pamiętam, przypominały, toutes proportions gardees,  stosunki Chin z Moskwą – w Październiku Polskim 1956 r. Ochab, Cyrankiewicz, Jabłoński szukali w tajnym trybie, okrężnymi szlakami, kontaktów z przywódcami chińskimi, ci zresztą w paru momentach, jak usłyszałem od Cyrankiewicza, wyrazili dezaprobatę dla radzieckich planów bezpośredniej interwencji w Polsce…

Dziedzictwem po tych czasach jest zapewne i ta polska literatura po chińsku – od „Pana Tadeusza” po Gombrowicza, Szymborską i Kapuścińskiego. Warto by, swoją drogą, zaprosić i poznać czołowych tłumaczy, których wymienił dr Jacoby. To naprawdę coś niezwykłego!

Warto by też, na odwrót, odzyskać w nauce światowej miejsce dla pierwszego nowoczesnego odkrywcy i badacza Chin, Michała Boyma, polskiego jezuity – w XVII wieku, w paręset lat od pierwszych wiadomości z podróży Marco Polo, zebrał on i opublikował pierwsze rzetelne dane o geografii, przyrodzie (botanice) i medycynie Chin; pierwsza pełna mapa Chin to jego mapa…

Niesłychanie ciekawe, zakończę tę reklamę, jest również jutro Chin – już poza treścią „zeszytu”. Chiny nie zamknęły procesu swego stawania się. Czytelnicy „Historii Chińczyków” dowiedzą się ze szkicu prof. Alfreda Majewicza, że Chińczycy z okolic Pekinu mówią innym chińskim i piszą innymi hieroglifami niż Chińczycy z okolic Hongkongu. Próbuje się wiązać ich sztucznym, „państwowym” językiem chińskim, na razie bez sukcesów. Wspomagać mają porozumienie napisy w telewizji – z tym, że, jak podaje prof. Majewicz, w roku 2005 było 116 mln niepiśmiennych dorosłych Chińczyków, a hieroglify napisów telewizyjnych są też pisowni „państwowej”… I może się okazać za jakiś czas, że jest wiele różnych narodów chińskich i że zechcą one stworzyć suwerennie inne podstawy swego super-państwa, między-państwowego związku. Albo stworzyć ich kilka. Wszystko przed Chinami. I przed polskimi sinologami. Młodzieży, ucz się chińskiego! Im prędzej, tym lepiej…

Stefan Bratkowski

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (4 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +3 (from 3 votes)
Stefan Bratkowski: Nowe miejsce dla Chin – rewelacja „Polityki”, 10.0 out of 10 based on 4 ratings

4 komentarze

  1. Roman Strokosz 2012-09-24
  2. Tetryk56 2012-09-24
  3. Janusz Wiertel 2012-09-24
  4. Krzysztof Łoziński 2012-09-25