Jerzy Łukaszewski: Peter Breughel

breughel2015-06-12.

Kilka dni dyskusji nad zjawiskiem, które wielu kojarzy się jedynie z hasłem „rozp*** to wszystko”, hasłem którego nawet nie starają się zrozumieć,  pokazało jak miałka jest tak naprawdę dyskusja polityczna w Polsce. Szczytem zdolności analitycznej jest przewidywanie kto i z kim zawrze powyborczą koalicję, zupełnie nie zwracając uwagi na to w jakim celu. Cel – władza – jawi się jako wartość sam w sobie i nie trzeba już zawracać głowy szczegółami.

Nieistotnymi jak obywatel po zakończeniu głosowania.

I choć symptomy tego, co dzieje się dziś w Polsce widoczne były już w 2011 roku w innych krajach, traktowano to jako egzotykę nie mającą dla nas znaczenia. Dziwne to, bo właśnie głosiciele wspólnej Europy, zwolennicy jak najpełniejszej integracji powinni zauważyć to jako pierwsi.

Nie zauważyli, więc wg ich logiki – zjawisko nie miało prawa zaistnieć. No ale zaistniało ośmieszając fałszywe wielkości i ich epigonów, którzy jeszcze dziś udają, że nie widzą co się dzieje w imię zaakceptowania ich towarzystwa przez bankrutujące mądrości.

Nawet przy gasnącym ognisku można się jeszcze jakiś czas ogrzać.

Rozmawialiśmy, na ile to było możliwe, o niesformalizowanym dotąd (a wg własnych założeń nigdy) ruchu, którego chwilowym liderem stał się Paweł Kukiz, ograniczając się do próby zrozumienia zjawiska na gruncie polskim.

A przecież już w roku 2011 mieliśmy do czynienia z „ruchem oburzonych” w Hiszpanii i wystarczyła prawdziwa, fachowa analiza, by odpowiedzieć sobie na pytanie: czy czeka nas coś podobnego?

Nie zrobiliśmy tego i dziś , z wielkimi oporami, ale nadrabiamy tę lekcję.

Wtedy większość z nas była gotowa się założyć, że u nas coś takiego nie zaistnieje.

Prof. Jerzy Kochan z Uniwersytetu Szczecińskiego twierdził w 2011 roku, że nasza ślepota jest wynikiem tego, iż w Polsce nie dostrzega się ruchu społecznego protestu, bo neoliberalizm i klerykalizm podały tu sobie ręce. Bez kościelnego błogosławieństwa dziki polski kapitalizm by się nie utrzymał”. Można się zgodzić bądź nie z tą opinią, faktem jest, eksplozja Kukiza zastała komentatorów życia politycznego nieprzygotowanych jak uczniaki, które zaskoczyła niezapowiedziana klasówka.

Pewnie stąd pierwsze komentarze, w których więcej było emocji, niż czegokolwiek innego, z wiedzą o przedmiocie na czele.

To się zdarza, to nie wstyd, trzeba tylko szybko tę naukę nadgonić.

Wiara (bo to jest tylko wiara) w samoregulacyjne zdolności rynku utrzymuje się u nas mimo przykładu USA, które z budżetu chroniły prywatne banki, mimo przykładu Grecji, nad którą z troską pochyla się UE zamiast czekać, że rynek ją sam wyprowadzi na prostą (bądź nie), mimo wypowiedzi takich tuzów liberalizmu jak Jeffrey Sachs czy Jeremy Rifkin, którzy dziś na ich podstawie mogliby zostać nieomal członkami partii socjalistycznej.

Ruch oburzonych zaistniał w USA, w Holandii, Belgii, Hiszpanii, Francji i in.

Dlaczego sądzono, że nie zaistnieje w Polsce? Czyżby u nas nie miały miejsca te same zjawiska, które tam doprowadziły do wrzenia?

Owszem, miały i mają.  Integracja ma także tę stronę.

Nasi eksperci wygłaszają opinie, które mogą jedynie zaostrzyć sytuację. Dr  Maciej Krzak ( szef Zespołu Makroekonomicznego Centrum Analiz Społeczno Ekonomicznych. Wcześniej był konsultantem Banku Światowego, oraz głównym ekonomistą kilku banków komercyjnych) wygłosił był pogląd, iż „Wypłacanie jednorazowych ogromnych premii, nieprzystających do zarobków zwykłych obywateli powoduje bunt wśród ludzi. Powoduje to żądzę odwetu. Dlatego mamy protesty na Wall Street. Na to nakładają się jakieś nieuczciwości…”

„Jakieś nieuczciwości”. Poezja.

Zapomniał tylko dodać, że te premie nie przystają do zarobków, z których trudno się czasem utrzymać, a to klucz do sprawy. Nie sama różnica w pobieranych sumach.

Uczyłem swoich słuchaczy analizy źródeł historycznych wskazując, że ta sama wypowiedź w ustach różnych ludzi oznaczać może co innego. Charakterystyczne, że to właśnie dr Krzak nazywa ruch oburzonych „demagogią”. Nawet mnie to nie dziwi.

Bankierzy, którzy biorąc od Obamy miliardy na ratowanie swoich banków, które nie Obama doprowadził do stanu kryzysowego, przyznają sobie jednocześnie milionowe premie. Wg dr Krzaka wskazywanie na to jako na patologię to demagogia. Tylko tak dalej.

Tymczasem to prowokuje pytanie: kto tak naprawdę rządzi? Ludzie, których wybieramy, czy kto inny schowany za ich plecami? Brak odpowiedzi to pole uprawne wszelkiego typu teorii spiskowych. Skoro budżet złożony z naszych podatków jest do dyspozycji bankierów, na których nie głosowaliśmy w wyborach to… ? Itd.

Niejasne związki rządzących z kapitałem to kolejne zjawisko doprowadzające do wrzenia. Pokazywałem niedawno przykład, jak amerykański bank reguluje swoje przepisy na naszym rynku nie licząc się z prawem polskim. Nikogo to nie zainteresowało. Komentatorzy może przeoczyli, a politycy? Nie wiedzą o tym? Czy mają to w nosie, by nie insynuować wprost, że w portfelu? Chętnie bym usłyszał odpowiedź na to proste w gruncie rzeczy pytanie.

Takich przypadków możemy wskazywać bez liku, i u nas i gdzie indziej.

A może uśpiło naszą czujność to, że ruch oburzonych najsilniej dał znać o sobie w krajach najbardziej zadłużonych, co w czasie kryzysu stało się wręcz niebezpieczne? My tymczasem na tle Europy wydawaliśmy się być nieomal Arką Noego, niezatapialną pośród odmętów.

Od lat mówiliśmy o konieczności budowy w naszym społeczeństwie klasy średniej. Historia dowiodła jej przydatności dla stabilnej konstrukcji społecznej także u nas, w wieku XIX i później.

A tymczasem powiększająca się polaryzacja społeczeństwa pod względem zasobności portfela jest faktem znanym, nie są to jakieś tajne dane, a jednak nikogo nie niepokoiła tyle czasu.

Oczywiście, wszystko można wytłumaczyć „bezinteresowną polską zawiścią” ponieważ ostatnimi laty nauczono nas pochylać głowy z pokorą przed oskarżeniem byle śmondaka o byle co i mechanizm ten zdążył się już w naszych umysłach zadomowić.

Ale czy na pewno wszystko?

Daliśmy sobie wmówić, że człowiek, który chce pracować na etacie, a po godzinach pracy zajmować się swoimi sprawami, to nieudacznik. Bo nie walczy o siódmy samochód i trzecią willę, nie ma ochoty zajmować stanowiska swojego szefa, nie przemieszcza się po kraju zgodnie z radą Balcerowicza w poszukiwaniu coraz to lepszych warunków. Narzucono nam zupełnie nienaturalną wizję człowieczeństwa, którego istotą jest praca i wszystkie jego aspekty muszę się wokół niej obracać. Współczesny człowiek nie ma prawa zbierać znaczków czy chodzić na ryby, bo musi uczestniczyć w eventach organizowanych przez firmę, gdzie absencja jest niemile widziana, a bywa, że powoduje niemiłe konsekwencje. Jest przedmiotem czyjejś gry i to w coraz większym stopniu. Powoli staje się niewolnikiem.

Ktoś stanie w jego obronie?

Degrengolada polskiej lewicy (a mówiąc uczciwie – nie tylko polskiej) też dołożyła cegiełkę do tego muru, który podzielił społeczeństwa.

Młoda lwica tego nurtu, Barbara Nowacka wymienia siedem – osiem bytów czy pseudobytów politycznych o lewicowej proweniencji, które mają stać się ponoć nadzieją polskiej lewicy zupełnie nie zwracając uwagi, że obraca się wciąż w kręgu starych przyzwyczajeń i starej terminologii. Ważniejsze jest kto z kim się połączy, kto z kim wystartuje do wyborów, niż zaduma nad tym, czy lewica jest dziś komuś do czegoś potrzebna i co to w ogóle dziś znaczy „lewica”?

Jak dotąd była rodzajem wentyla bezpieczeństwa, który chronić umieli nawet zdeklarowani liberałowie dla własnego, dobrze pojętego interesu.

Dziś gdzieś to zanikło.

Partie lewicowe mają w swej genezie historycznej związki zawodowe. Co mogą wygenerować nasze związki zawodowe?  Czasem wydają się tworami nie z tej epoki, nie nadążającymi za zmieniającym się światem.

A może to kierunek zmian, w jakim podąża świat wznieca tyle emocji inicjując samoistnie ruchy oburzonych?

Kiedy na przełomie XVIII i XIX wieku rewolucja przemysłowa wywracała świat do góry nogami takie ruchy również miały miejsce. Łącznie z ekscentrycznymi z dzisiejszego punktu widzenia żądaniami, by „zniszczyć maszyny zabierające pracę”. Do pewnego stopnia sytuację mamy podobną. Rewolucja technologiczna mająca miejsce na naszych oczach zmienia wszystko.

Tęsknota za spustem surówki w hutach, fedrowaniem na przodku, budowaniem coraz większych statków dla samego budowania i dumy z tego „osiągnięcia”, pracą polegającą na przebywaniu w biurze od 7:00 do 15:00  tkwi w wielu umysłach i pewnie też sercach.

Ostatnio przypłynął do Gdyni jeden z największych w świecie kontenerowców. 8100 kontenerów za jednym zamachem (to więcej, niż w całym pierwszym roku istnienia  przeładowała gdyńska baza kontenerowa). Obliczyłem, że zatrudnionych przy rozładunku było ok. 10% tej załogi, która w latach 70tych dokonywała tej czynności tradycyjnie, gdy towar był w workach lub skrzyniach.

Wiem, że trudno pogodzić się z tym faktem tym, którzy utracili pracę przy przeładunku, ale czy można podnieść postulat „Zniszczmy kontenerowce!”?

To tylko jeden z ogromnej liczby przykładów jak zmienia się świat. Te nowe problemy, które rodzą się w tle wymagają jeśli nie interwencji, to przynajmniej rzeczowej analizy ze strony rządzących. By tak się stało, rządzący muszą być fachowcami. A kim są? Do znudzenia będę pytał kto pracuje w naszych ministerstwach, skoro najdrobniejszy problem rozwiązywać muszą i to w drodze przetargu firmy zewnętrzne. Podkreślam sprawę przetargu, bo poza wszystkim innym on wydłuża czas ew. reakcji ministerstwa na zachodzące zjawisko czy incydent.

Jak wobec nowego świata powinna zachowywać się lewica? Lewica, która mogłaby odgrywać tę samą rolę, jaką odgrywała w dotychczasowej historii świata.

Czytając radosne enuncjacje o powstaniu kolejnej lewicowej inicjatywy w ogóle nie widzę, by ten problem ją zajmował.

Gdyby umiała się w nowym świecie znaleźć byłaby buforem, który chroniłby świat przed ew. wstrząsami będącymi efektem ruchów oburzonych, na które nikt nie ma, a często wręcz nie chce mieć pomysłów.

Polska lewica takim buforem w najbliższym czasie nie będzie. Na razie prominentni jej przedstawiciele spierają się zawzięcie pod czyim sztandarem ma się odbywać jej „zjednoczenie”. Ważniejszych problemów nie mają.

Ruchy oburzonych i u nas i na świecie są ideowo niedookreślone, co spędza sen z powiek komentatorom przywykłym do łatwego szufladkowania wszystkiego.

Tymczasem te ruchy wyrosłe na bazie tych samych problemów szukają rozwiązań na wszystkich możliwych polach. Wspomniany wcześniej prof. Kochan wskazuje na istniejące w tych ruchach „różne koncepcje: od socjaldemokratycznych typu skandynawskiego, poprzez zrównoważony rozwój zielonych, aż po nurty rewolucyjne: komunistyczne, socjalistyczne, marksistowskie, maoistowskie […]Ta złożona koalicja traktuje siebie nie tylko jako projekt polityczny, ale wręcz cywilizacyjną alternatywę mogącą uchronić Ziemię przed katastrofą.”

U nas dochodzą do tego koncepcje tzw. narodowe, czasem wręcz faszystowskie, odwołujące się do tradycji katolickiej. Ale to tylko lokalna specyfika. Podłoże jest to samo.

Barbara Nowacka, którą razi koszulka Kukiza z logo Narodowych Sił Zbrojnych zauważa mimo to, że „…zawód z powodu korupcji, łamania obietnic i zamknięcia Platformy, milczącego strażnika systemu, odczuwa wielu ludzi i oni nie muszą mieć poglądów Kukiza. Mają natomiast ochotę na zmianę, którą na jakimś etapie wydał im się właśnie on…” oraz przypomina, że podobne było podłoże sukcesu Palikota w 2011 roku. On zawiódł, a kojarzył się mimo wszystko z „cywilizowaną” opozycją. Jeśli taka nic nie zdziałała, czas na coś ostrzejszego – taka logika oburzonych jest uprawniona choćby nam się to nie wiem jak nie podobało.

Nie mam ani gotowych rad, ani rozwiązań. Wiem tylko, że jeśli nasza optyka pozwala jedynie na dostrzeganie „pijaka Kukiza, ekscentryka Kukiza” itd. i dobrowolnie, z uporem maniaka zamykać będziemy oczy na to co się wokół nas w świecie dzieje zaskoczy nas jeszcze niejedno. I to niemile.

Jerzy Łukaszewski

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.5/10 (17 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +22 (from 24 votes)
Jerzy Łukaszewski: Peter Breughel, 9.5 out of 10 based on 17 ratings

39 komentarzy

  1. Brentano 2015-06-12
  2. W. Bujak 2015-06-12
  3. j.Luk 2015-06-12
  4. slawek 2015-06-12
  5. j.Luk 2015-06-12
  6. narciarz2 2015-06-13
    • j.Luk 2015-06-13
    • Therese Kosowski 2015-06-13
      • j.Luk 2015-06-13
  7. Magog 2015-06-13
  8. narciarz2 2015-06-13
  9. j.Luk 2015-06-13
  10. j.Luk 2015-06-13
    • Therese Kosowski 2015-06-14
  11. slawek 2015-06-14
  12. j.Luk 2015-06-14
  13. narciarz2 2015-06-14
  14. j.Luk 2015-06-14
  15. slawek 2015-06-14
  16. j.Luk 2015-06-14
  17. narciarz2 2015-06-14
  18. j.Luk 2015-06-14
  19. narciarz2 2015-06-14
  20. narciarz2 2015-06-14
  21. j.Luk 2015-06-14
  22. W. Bujak 2015-06-15
  23. Mr E 2015-06-15
  24. slawek 2015-06-15
  25. Brentano 2015-06-15
  26. j.Luk 2015-06-15
    • slawek 2015-06-15
  27. Brentano 2015-06-15
  28. slawek 2015-06-15
  29. j.Luk 2015-06-15
  30. slawek 2015-06-15
  31. slawek 2015-06-16
  32. j.Luk 2015-06-16
  33. Brentano 2015-06-17
  34. slawek 2015-06-18