Piotr Rachtan: Głupota polska, czyli czego nie powinien jeść Jarosław Kaczyński

Print Friendly, PDF & Email

Przed Pałacem Namiestnikowskim manifestowali przeciwnicy ustawy o nasiennictwie, którą prezydent ma podpisać. Sprzeciwiają się w ten sposób możliwości wprowadzaniu roślin modyfikowanych genetycznie do uprawy. O GMO wypowiedział się też znany autorytet – Jarosław Kaczyński. Na stronie internetowej PiS czytamy:

„Prezydent powinien (ustawę – PAP) zawetować. GMO to jest coś takiego, co można by porównać do broni, której skutków, jeśli chodzi o jej zastosowanie nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Może się zdarzyć tak, że nie będzie żadnych złych następstw, ale mogą być też złe następstwa w gigantycznej skali, nie do opanowania” – powiedział Kaczyński dziennikarzom na konferencji prasowej w Krakowie.

Szef PiS podkreślił, że za mało wiadomo, aby można było ryzykować wprowadzenie GMO. „To jest zjawisko, które nas, także w innych sferach, strasznie kosztuje – taka pogoń za pieniądzem, bez jakichkolwiek ograniczeń wynikających z zasad moralnych, a także po prostu zdrowego rozsądku” – zaznaczył.

Według Jarosława Kaczyńskiego w PiS jest duża grupa posłów zajmująca się rolnictwem i „nie ma w niej ani jednego zwolennika GMO”. (…)

Opinie o groźnych skutkach spożywania żywności z GMO trafiają więc na bardzo podatny grunt. Ludzie boją się zjeść pomidora, któremu wszczepiono gen odporności na niektóre choroby, bo pewnie lękają się, że nabiorą koloru czerwonego. Może lepiej jest spożyć pomidora posypanego pestycydem, bo ten jest chyba zdrowszy. Zadałbym tu pytanie, czy za nierozgarniętymi idealistami, walczącymi z GMO, nie stoją aby niektóre firmy chemiczne. Po cholerę tworzyć rośliny spożywcze, odporne na suszę, mróz czy szkodniki, skoro jest tyle dobrej, zdrowej, ekologicznie produkowanej żywności? Znany autorytet od gastronomii, pani Magda Gessler opowiedziała niedawno w telewizji, że ona kupuje zdrową żywność tylko na targu. Piękne selery, wielkie kalafiory, wspaniałą marchew. Opowiadał mi ze śmiechem plantator marchwi i innych warzyw, że dla siebie uprawia jarzyny oddzielnie. Na swoich grządkach bowiem przestrzega okresów karencji środków ochrony.

Ani prezes PiS, ani manifestanci spod Sejmu nie wiedzą, że od pokoleń żrą żywność zmodyfikowaną genetycznie. Żeby się od niej uwolnić, należałoby więc z naszego polskiego, tradycyjnego jadłospisu usunąć:

  • pieczywo wypiekane z pszenżyta, bo zboże to powstało sztucznie i nie wiadomo, co za cholerę może spowodować,
  • młode i stare kartofelki, bo roślina ta pierwotnie jest europejskiemu środowisku obca, a zresztą w Instytucie Ziemniaka wyhodowano niejeden gatunek przy pomocy diabli wiedzą jakich technik,
  • podobnie: pomidory, tytoń, kukurydzę, paprykę, ogórki, większość roślin kapustnych, rzepak, soję, fasolę i groszek zielony, bób, dynię, buraki i tak dalej.

Starożytni Polanie jedli pewnie kaszę, może proso. Nie jedli kurczaków karmionych paszą na bazie soi, ani wieprzowiny ze świń, które dostają jakieś genetycznie modyfikowane świństwo. Nawiasem mówiąc, czy świniom tym szkodzi taka pasza, czy locha karmiona taką paszą rodzi dwugłowe prosięta?

Myślę, że prezes Kaczyński powinien porzucić truskawki, rzodkiewki, kalarepkę i szpinak, a jajka jeść tylko z hodowli, w których kury karmią się same na podwórku (choć mogłyby dziobnąć, nie daj Boże, okruszki chleba z pszenżyta). Nie wiem, czy powinien też trzymać w domu kota, który mógłby zjeść karmę, skomponowana np. z mięsa kurczaków, karmionych – tfu – paszą z kukurydzy modyfikowanej genetycznie. Nie wspomnę o tym, że koty same zostały przez człowieka, w drodze selekcji i doboru, zmodyfikowane przez tysiąclecia tak, że stwórca nie poznałby swojego pierwotnego dzieła.

Prezes pewnie lubi miodek. Nie wiem, czy może jeść na śniadanko miód rzepakowy, skoro roślina ta jest i obca naszej nieskażonej polskiej przyrodzie, a na dodatek w uprawie są gatunki uodpornione na szkodniki dzięki manipulacji genetycznej. Wreszcie, pszczoły giną od chorób, na które uodporni je może tylko inżynieria genetyczna. Czy miód z ula pszczół odpornych będzie gorszy?

Mniejsza zresztą o upodobania prezesa, w końcu może jeść miód sztuczny. Ale co powie milionom umierających Erytrejczyków, którzy giną z głodu i suszy, a których mogłyby uratować rośliny, sztucznie uodpornione na brak wody? Jak ich przekona?

Polska, rozwijając konsekwentnie twórcze myśli prezesa, będzie musiała się izolować przy pomocy specjalnych kurtyn (oto nowa gałąź przemysłu, która poprawi konkurencyjność naszej gospodarki) przed ptakami, które przenoszą w przewodzie pokarmowym nasiona na tysiące nieraz kilometrów oraz przed pyłkami roślin, które wiatr niesie na jeszcze większe odległości.

Chyba, że załatwi to ustawą. Chętnie posłucham uzasadnienia. Albo też będzie na nie tupał nóżką.

Wreszcie słowo o zdrowiu prezesa: musi zadbać nie tylko o jadłospis, ale także zabezpieczyć się przed niektórymi chorobami. Nie powinie np. zapaść na cukrzycę, bo podano by mu pewnie insulinę, otrzymywaną – o zgrozo – przy pomocy zmanipulowanych genetycznie bakterii. Oprócz insuliny uzyskuje się na dużą skalę dzięki inżynierii genetycznej ludzki czynnik krzepnięcia krwi czy też hormon wzrostu, ale i substancje nieco mniej znane, jak czynnik IX czy też pewne interferony, które działają przeciwwirusowo (np. żółtaczka WZW C) oraz służą do leczenia niektórych nowotworów. Poza tym wytwarzane są interleukiny w zdrowym organizmie wytwarzane przez komórki układu odpornościowego oraz erytropoetyna stymulująco działająca na produkcję erytrocytów.

Polaków zapytano kiedyś w ankiecie, czy geny są groźne. Większość uznała geny za bardzo niebezpieczne substancje, które zawiera żywność GMO, a naturalna jest ich pozbawiona. Do tej większości zalicza się chyba także prezes.

Piotr Rachtan

Enhanced by Zemanta
VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (4 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +2 (from 2 votes)
Piotr Rachtan: Głupota polska, czyli czego nie powinien jeść Jarosław Kaczyński, 10.0 out of 10 based on 4 ratings

2 komentarze

  1. amx 2011-08-28
    • R. Wilczyński 2011-08-30