Jerzy Łukaszewski: Zawsze dziewica

Print Friendly, PDF & Email

tekla22015-09-15.

Fachowcy z dziedziny wspomnianej w temacie twierdzą, że dziewica to coś w rodzaju yeti, o którym każdy słyszał, ale…

Z podobnym przypadkiem mamy do czynienia, gdy mówimy o pewnej warszawiance, Tekli z Bądarzewskich Baranowskiej. Kiedy mi ją „przedstawiono” wykrzyknąłem „oczywiście!”, mimo że jeszcze dziesięć minut wcześniej założyłbym się o każde pieniądze, że jej nie znam.

Sęk w tym, że zapoznałem się z tą panią nie poprzez zwyczajowe podanie sobie przednich łap, ponieważ pani zmarła w 1861 roku, co ostatecznie nie jest przeszkodą nie do pokonania, lecz poprzez popularny serwis You Tube, przy pomocy którego wysłuchałem walczyka.

Słuchając tego utworu wiedziałem już, że „gdzieś to słyszałem”, bo choć muzycznie jestem i ignorant i profan, to mam słuch obdarzony pamięcią.

Gdzie ja to słyszałem? A państwo gdzie to słyszeli? Nie przypominacie sobie? A jednak!

Ale zacznijmy od początku.

Urodziła się w 1829 roku w Mławie i jako dziecko przybyła z całą rodziną do Warszawy, gdzie jej ojciec objął posadę w lokalnej policji i otrzymał służbowe mieszkanie przy ul. Aleksandrya 2257c na rogu Nalewek. Ulica nosiła nazwę od zlikwidowanej w 1794 roku jurydyki warszawskiej, ta zaś od imienia swego założyciela, księcia Aleksandra Zasławskiego. Dla warszawiaków ciekawostka – pomiędzy nazwą Aleksandrya i obecną Kopernika, ulica nosiła dość niezwykłą nazwę – Zjawienie.

Na tejże ulicy wychowywała się właśnie mała Tekla, średnia z trojga rodzeństwa i w miarę możliwości otrzymywała stosowne do swego stanu wychowanie, które obejmowało m.in. naukę gry na pianinie/fortepianie, jako że panienka z dobrego domu winna mieć pojęcie zarówno o sztukach plastycznych, jak i literaturze oraz muzyce.

Panie feministki uspokoję, że nie miało to na celu zwiększenie atrakcyjności osobniczki na targach matrymonialnych, ale była to tradycja przejęta po dawnych szkołach polskich, do których dziewczęta miały dostęp, a które miały zróżnicowany program nauczania w zależności od płci (dziewczęta miały nieco szerszy zakres kształcenia). To właśnie kobiety uważano za zdolne do przenoszenia na grunt rodziny wszelkich tematów dotyczących szeroko rozumianej kultury. Swoja drogą – ciekawy pogląd, prawda?

Tekla nie ograniczyła się do grania cudzych utworów na dobroczynnych koncertach, co za panieńskich czasów było jej zajęciem, ale bardzo wcześnie zaczęła komponować własne. Wspomniany wyżej walc skomponowała w wieku 14 lat. W „Kurierze Warszawskim” z 18 lutego 1843 roku pojawił się anons: „W tych dniach wyszedł nowy Walc na fortepjan, skomponowany i ofiarowany Wnej Pani Mackiewicz, przez Teklę B…. ..skę (…)”. Kompozycja dedykowana była protektorce przytułku dla dzieci przy Lubelskim Towarzystwie Dobroczynności.

Kiedy w 1852 roku wyszła za urzędnika intendentury armii Jana Baranowskiego, miała już na koncie nieco utworów znanych głównie w kręgu bliskich znajomych.

Pani Tekla grała, mąż robił karierę. Otrzymał nawet order św. Stanisława III klasy i awans na majora (już po śmierci żony służył w randze generała w Taszkiencie). W tym domu talenty gospodyni były należycie doceniane.

Mieszkali najpierw na Nalewkach pod nr. 2244, a po 1857 roku przy Now2olipkach 2403.

O pani Tekli wiemy tak niewiele, że nawet najprostsze informacje wymagają żmudnego sprawdzania.

Jedyna jej podobizna wciąż jest opatrywana podpisem „prawdopodobnie Tekla Bądarzewska”.

Z jednych źródeł dowiadujemy się np., że w 1851 roku własnym sumptem wydała kilkaset egzemplarzy broszurki ze swoimi utworami, a „Kurier Warszawski” zrobił bezpłatną reklamę temu wydawnictwu (kosztowało 45 kopiejek).

Z innych, że wydano je dopiero w 1856 jako dodatek w tejże gazecie.

Tekla Bądarzewska – Baranowska zmarła w 1861 roku. Nie wiemy na co i dlaczego, choć śmierć w wieku 32 lat prowokuje do pytań o przyczynę.

Jej prawdziwa „kariera” zaczęła się krótko przed śmiercią, gdy w Paryżu w r. 1859 wydano jej utwory jako dodatek dla prenumeratorów paryskiego czasopisma „Revue et Gazette Musicale”,a które zyskały sobie od razu ogromną popularność.

Zaczęły być znane i grane na całym niemal świecie. Przebojem nr. jeden była „Modlitwa dziewicy”( „La Priere d’une vierge”).

Wydawano ją w Berlinie, Lipsku, Hamburgu, Pradze i w Wiedniu. Co ciekawe, już w tym samym roku pojawiły się wydania jej nut, które dziś nazwalibyśmy pirackimi (wtedy nazywano je „spekulanckimi”). Okazuje się, że to wcale nie taki nowy proceder.

W Stanach Zjednoczonych ich popularność przyrównywano do epidemii.

Oczywiście, jak w takich przypadkach bywa, rodacy nie mogli pozostać obojętni na sukces zdolnej amatorki, którą po świecie porównywano ze Straussem i Schumannem, a nawet – o zgrozo – z Chopinem!

Prawdziwy Polak tego nie zniesie.

Zaczęły się więc w Królestwie pojawiać kąśliwe recenzje jej utworów, jak np. w warszawskim „Ruchu Muzycznym”, który usiłował pomniejszyć sukces rodaczki pisząc o jednym z utworów „znany jest w całym świecie muzykalnym, a uwielbiany poza światem istotnie muzykalnym”.

Zwracam uwagę na język tego XIX wiecznego hejterstwa.

Podobne recenzje produkowane w dużej ilości spowodowały, że pani Bądarzewska została w kraju niemal całkowicie zapomniana. Nie zapomniano o niej poza Polską, gdzie wydania jej nut cieszyły się wielkim powodzeniem i niejednokrotnie były częścią wydań zbiorowych w towarzystwie Beethovena, Schumana, Straussa, Schuberta i innych wielkich kompozytorów.

 

Łączny nakład jej kompozycji przekroczył milion egzemplarzy! Kupowano je w Londynie, Nowym Jorku i Petersburgu. Do dziś jest jedną z najchętniej wykonywanych kompozytorek w Szwecji, USA, Australii, Brazylii, a nawet w Chile. Od roku 1880 robi furorę w Japonii. W Japonii i Korei Południowej „modlitwa dziewicy” jest pozycją obowiązkową w zbiorkach nut dla dzieci.

Kto ją zna w Polsce?

Stosunkowo prosta budowa jej utworów spowodowała, że jeszcze przed I wojną światową jej kompozycje stały się tradycyjnym „narzędziem” w pedagogice muzycznej.

Ok. r. 1900 autorka „Szkoły na fortepian”, Anna Maria Klechniowska pisała: „Polka umiała przemówić nie tylko do swego ludu, ale do wszystkich narodów. Prostota faktury tego utworu i bezpośredniość melodyki daje wyraz sentymentowi rasy słowiańskiej wszystkim narodom widać równie miły”.

Kompozycje Bądarzewskiej znalazły swe miejsce w umysłach innych wielkich tamtej epoki. Jej kompozycje wspominane są w utworach Czechowa, Brechta i in. Najsłynniejsi kompozytorzy korzystali z utworów Bądarzewskiej wplatając w swe kompozycje cytaty z jej twórczości. Dopisywano teksty do jej muzyki, czasem poważne, czasem żartobliwe (”Boże, daj męża”), orkiestry w filharmoniach świata korzystają z nich do dziś. W sumie znanych jest 45 kompozycji polskiej pianistki, które w archiwach wygrzebał jej japoński wielbiciel Y. Miyayama.

Polska zapomniała o Bądarzewskiej do tego stopnia, że w 1915 roku omal nie zlikwidowano jej grobu na Powązkach.

W 1998 roku pani Bądarzewska zaczęła „wracać do życia” w naszym kraju, a to dzięki ludziom, którzy zajęli się popularyzacją tej postaci, w pierwszym rzędzie paniom Marii Pomianowskiej i Beacie Michalec. Ta ostatnia napisała książkę o Bądarzewskiej, ta pierwsza wydała płytę z jej utworami.

I jeszcze jedno. Kiedy planowano nakręcenie dokumentalnego filmu o polskiej kompozytorce, tak znanej do dziś w wielu krajach jedyna obietnica grantu przyszła z Japonii.

Polskie Ministerstwo Kultury odpisało w 2011 roku, że nie jest zainteresowane projektem.

Pozwolę sobie zostawić to bez komentarza.

Jerzy Łukaszewski

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (17 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +25 (from 25 votes)
Jerzy Łukaszewski: Zawsze dziewica, 10.0 out of 10 based on 17 ratings

8 komentarzy

  1. Magog 2015-09-15
  2. narciarz2 2015-09-15
  3. wejszyc 2015-09-15
  4. j.Luk 2015-09-15
  5. A. Goryński 2015-09-15
  6. Stary outsider 2015-09-16
  7. j.Luk 2015-09-16
  8. slawek 2015-09-17