Agnieszka Wróblewska: TKM czyli Teraz  K…  My

marzec 682015-12-04.

Mamy grudzień, a zapachniało marcem. W polskich miesiącach każdy ma swój rok, jak marzec to wiadomo – 1968. Źle się kojarzy i nie chcę powiedzieć, że koło historii obróciło się tak żeby zająć pozycję jaką zajmowało niemal pół wieku temu. Znaj proporcje mocium panie – tamte czasy przeszły do historii. Ale ślad został nie tylko w podręcznikach, jest ciągle w pamięci ludzi takich starych jak ja i skojarzenia same cisną się na komputer.

Najpierw różnice, bo one są największe – dziś (przynajmniej na razie) nie wyrzucają z posady za poglądy i złe pochodzenie, nie urządzają sabatów czarownic w miejscu pracy – po to żeby koledzy mogli wykrzyczeć swoją nienawiść, nie organizują nagonki personalnej w mediach z zarzutami, na które nie ma jak, nie ma gdzie odpowiedzieć.

Skąd wobec tego skojarzenie tej obecnej „odnowy” z tamtą marcową?

Bo zarówno marcowa „odnowa” jak i obecna wzięła się z gorączkowej potrzeby zmiany warty. Wtedy, pół wieku temu ludziom szło głównie o przywileje – za złotówki mało co można było kupić, a przydziały, talony, przywileje dostawało się za zasługi dla władzy. Także posady rozdzielała partia, dlatego donos miał wymierną wysoką cenę. Wystarczyło czasem zabrać głos na zebraniu w odpowiednim tonie, żeby usunąć kogoś z posady i zająć jego lukratywne miejsce. Rzecz jasna nie zawsze ten wykopany był lepszy, wielu z nich też wdrapało się kiedyś do góry nie dlatego, że im się należało, a dlatego że byli blisko swoich. Ale chodzi mi o mechanizm dokonujących się zmian – klimat żeby coś dla siebie ugrać.

Grudniowy marzec przypomina mi tamtą wiosnę głównie dlatego, że czuje się w powietrzu  łapczywe chwytanie szansy dla siebie.

Nie wiem jak będzie w sądownictwie, nauce, urzędach, ale u nas, w dziennikarstwie ci co nie dali rady zaraz po upadku PRL skutecznie zawalczyć o rząd dusz, czyli o czytelników i widzów, ruszyli żwawiej do ataku na tych, którym się udało. Odbijanego. Najlepszą bronią w walce o dusze jest atakowanie tych którym się powiodło, a głównym wrogiem ten, któremu powiodło się najlepiej. Na naszym podwórku wygranym jest ten kto zdobył najwięcej czytelników czy widzów i, co za tym idzie, większy szmal bo w ślad za pozycją idą reklamy. Jest powód żeby zgrzytać zębami? Jest.

Głównym wrogiem dla konkurencji w mediach drukowanych stała się „Gazeta Wyborcza”. Fakt, że zrobili ją ludzie którzy za komuny siedzieli w więzieniach, i w czasach cenzury wydawali podziemne pisma – nie miał znaczenia. Znaczenie, ale obarczone grzechem miało to, że ci sami ludzie potrafili w czasach wolnego rynku zrobić najlepszą gazetę na polskim rynku i zarabiać duże pieniądze. Taki sukces kłuł w oczy i podniecał do walki.

Nawet jak nie ma już walki o wolność, wroga można sobie znaleźć – dla nich wrogiem się stały rządy Platformy Obywatelskiej. Kiedy jest wróg, można go zwalczać, a z siebie robić ofiarę. Ofiara powinna być ciemiężona, nazwali więc siebie niepokornymi, chociaż z bibułą którą drukowali czy telewizją którą nadawali nie musieli się kryć. Zabawa w niepokorność brzmi zabawnie, bo w czasach kiedy za wolne słowo wsadzali do ciupy, np. tych wrogów z „GW”, to najbardziej obecnie „niepokorni” zarabiali pisaniem całkiem bezpiecznych historyjek.

Kiedy tylko niebezpieczeństwo tu, na ziemi minęło, pokazali że z wolności potrafią korzystać. Uznali, że najszybciej można zdobyć sławę i pieniądze atakując tych co już wcześniej to wszystko zdobyli. Ludzie lubią słuchać i czytać, że ten któremu się w życiu powiodło jest właściwie draniem. Materia do opluwania była wdzięczna, bo w miarę jak lata biegły to walka z komuną przestała być seksy, a nawet zrobiła się nudna. Wystarczyło kota odwrócić ogonem – ci co udają bohaterów są właściwie zdrajcami i droga do sławy i zarabiania pieniędzy wolna.

Zawiść – ludzka rzecz. Ale ci niepokorni, co teraz stali się pokornymi, mocno przegięli – nie cofali się przed niczym. Z jedynego Polaka który światu zaimponował potrafili zrobić przekupnego potwora. Z tych co siedzieli latami w komunistycznych więzieniach robili zakłamanych sprzedawczyków. Kto ich, „niepokornych” potępiał, okazywał się nic nie wartym zerem, choćby na świecie miał szacunek i sławę. Zaś na swój piedestał windowali takich których świat nie chciał jakoś windować.

Ale marcowe klimaty przypominają mi nie tylko wojny podjazdowe prowadzone przez dziennikarzy pokornych wobec nowej obecnej władzy. Karta w wyborach odwróciła się przecież nie dlatego, że niektórym z nich bardzo spieszno było do awansów, w każdym razie nie głównie dlatego. Polacy wybrali zmianę, która ożywiała podobne nastroje i potrzeby jakie i wtedy były widoczne. Różnice są duże, bo porównujemy świat wolny z dyktaturą, ale i wtedy i teraz zagrano na narodowej nucie, na pogardzie dla  „inteligencików”, którzy się mądrzą i popierają obce wartości, na strachu przed obcością, na opiekuńczej roli kościoła, przywiązaniu do wiary, wzruszeniach patriotycznych. Odnowiciele siebie prezentowali jako jedynych prawdziwych Polaków. Czy to nie przypomina walki o dusze jaką w tamtych, ograniczonych ustrojowo warunkach, prowadził wtedy generał Moczar?

Przy okazji wyborów ludzie liczą, że nowa władza coś da i tym razem zapewne wielu wyborców udało się kupić w zamian za obietnice. Ale mam wrażenie – może tak się wydawać z fałszywej, bo stołecznej perspektywy – że chociaż i tym razem przekupstwo się liczyło, to w szeroko pojętym społeczeństwie odegrały niemałą rolę emocje. Podobne jak w tamtym marcu. Wtedy brakowało i pieniędzy i podstawowych rzeczy w sklepach, a na wiecach z partyjnym błogosławieństwem klasa robotnicza nie żądała chleba, tylko chciała rozprawiać się z inteligencją i wyrzucać Żydów. Za to na studenckich wiecach młodzież nie domagała się wyższych stypendiów tylko krzyczała „prasa kłamie” i szła pod redakcje gazet żeby protestować. Nie doszli – bo to nie były protesty które partia popierała.

Coś takiego i teraz się dzieje. W grudniowym podziale społeczeństwa – na tych co popierają nową falę i na tych co się skrzykują w internecie słychać stare nuty. Na tyle wyraźnie żeby sobie przypomnieć tamto marcowe błoto.

Agnieszka Wróblewska

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (17 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +30 (from 32 votes)
Agnieszka Wróblewska: TKM czyli Teraz  K...  My, 10.0 out of 10 based on 17 ratings