Piotr Rachtan: Dwie manifestacje pod Trybunałem – i co dalej?

kod 22015-12-14.

U bram Trybunału Konstytucyjnego w Alei Szucha zebrało się w sobotę 12 grudnia kilkanaście tysięcy ludzi, zwołanych przez Komitet Obrony Demokracji, spontanicznie utworzoną organizację obywatelską, dla powstania której sygnał dał artykuł Krzysztofa Łozińskiego, opublikowany niedawno, ledwie 18 listopada w Studiu Opinii.

Manifestacja – Marsz Obywatele dla Demokracji – została zorganizowana dla wyrażenia poparcia dla Trybunału Konstytucyjnego oraz przeciw łamaniu konstytucji. „Demokracja, konstytucja” to najczęściej skandowane słowa w czasie całego marszu, którego liczba uczestników wkrótce urosła, jak podają władze Warszawy, do 50 tysięcy ludzi.

Atmosfera w czasie całej manifestacji była zupełnie różna od tego, co ostatnio obserwuje się np. na Marszach dla Niepodległości – uśmiech, solidarność, empatia – i porozumienie, które wyrażało się w rzucanych mimochodem uwagach, że tu zebrali się „obywatele gorszego sortu”. Była to aluzja do wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, który z pogardą odniósł się do swoich przeciwników, nazywając ich właśnie „Polakami gorszego sortu”.

Najważniejsze jednak było porozumienie ponad podziałami (pojawili się politycy wszystkich partii opozycyjnych, obecnych w parlamencie jak i tych pozostających poza nim) i wspólne poczucie, że zagrożone są fundamenty państwa – konstytucja oraz niezależna od władzy politycznej instytucja – Trybunał Konstytucyjny.

Przyzwyczailiśmy się w Polsce, że jeśli Polacy protestują, to przeciwko niedoborom czy niedostatkom. I że w ten sposób artykułują swoje roszczenia materialne, czasami jeszcze paląc opony. Nikt by się nie spodziewał, że po raz pierwszy od czasów Solidarności – tej pierwotnej – obywatele wyjdą na ulice by skandować „wolność, równość, demokracja” albo „konstytucja – nie oddamy”. Może poza jednym wyjątkiem przed 23 laty, gdy pod Belwederem pewien polityk prowadził manifestantów, którzy spalili kukłę ówczesnego prezydenta i przed 8 laty, gdy ulicami Warszawy przeszedł „Niebieski Marsz” zorganizowany przeciw ówczesną opozycję przeciw rządowi.

Od tego czasu nie organizowano obrony wolności i demokracji. Nie było takiej potrzeby: one były wokół w tak naturalny sposób, że się ich nie dostrzegało. Dopiero gdy Polacy stanęli przed możliwością utraty tych zdobyczy, a co najmniej ich ograniczenia – wyszli na ulice. Dali wyraz swoim obawom, ale i zrozumieniu, że przed arbitralnością władzy może ich, nas ochronić niezawisłe i niezależne sądownictwo, z Trybunałem Konstytucyjnym na czele.

Marsz zakończył się pod Pałacem Namiestnikowskim, siedzibą prezydenta Andrzeja Dudy, do którego zaadresowano wiele nieprzychylnych mu haseł. Manifestanci domagali się szacunku dla konstytucji i Trybunału Konstytucyjnego, a także odejścia samego prezydenta.

Po demonstracji obywatelskiej opozycji w obronie konstytucji i Trybunału Konstytucyjnego już nazajutrz pod jego siedzibę przybyła inna demonstracja – występująca pod sztandarem Prawa i Sprawiedliwości i pod hasłem obrony rządu i prezydenta.

Tu, na Szucha przemówił Jarosław Kaczyński, który (cyt. za „NaTemat”) stwierdził, że

„Trybunał Konstytucyjny wydaje bezpodstawne wyroki. Uznał instytucję za pełną hipokryzji. PiS chce „dobrego” trybunału. „Są tacy, którzy mówią bronimy demokracji, jest jak w 2007 roku – opozycja atakuje bezprecedensowo rząd, (…) to nie są ludzie, którzy mają sprawne głowy. (…)Zagrożenie demokracji było, za rządów Platformy Obywatelskiej”. Prezes PiS twierdzi, że mamy do czynienia z oszukiwaniem ludzi, formacja, która rządziła poprzednio dużo bardziej nadużywała demokratycznych reguł. Wyraził przekonanie, że Trybunał zakwestionowałby wiele ustaw jego formacji. Nie dopuściłby do ustawy przeznaczającej 500 zł na dziecko i do obniżenia wieku emerytalnego. Opozycja i TK jego zdaniem nie chcą dopuścić także do uzdrowienia wymiaru sprawiedliwości.”

Po wczorajszym, pełnym pozytywnej energii zgromadzeniu słowa wypowiedziane w niedzielę zabrzmiały złowrogo. Zwłaszcza że mówił to człowiek nie ponoszący żadnej odpowiedzialności, która dotyczy prezydenta Andrzeja Dudy i prezes Rady Ministrów Beaty Szydło. Judzenie przeciwko Trybunałowi Konstytucyjnemu to wzywanie to obalenia porządku politycznego, a może i porządku społecznego. Jeżeli instygator tego sądzi, że kontrolując dziś swoich zwolenników bezkarnie może ich szczuć na instytucje demokratyczne i że w każdej chwili będzie mógł ich skierować przeciwko innym celom bądź odwołać, to się myli. Wypuszczając dżina nienawiści – przeciwko Trybunałowi Konstytucyjnemu, sądom powszechnym, może (znów) – lekarzom, nauczycielom akademickim, samodzielnie myślącym dziennikarzom, aktorom, literatom, bankowcom, inwestorom, handlowcom zdoła utrzymać swoją kontrolę, to choć jest przebiegły i inteligentny, jest zarazem naiwny: raz rozpętane emocje, które mają pomóc zwalczyć urojonych wrogów są nie do opanowania. Tak mówi doświadczenie historyczne, wiedzą to politolodzy i psycholodzy społeczni. Dynamika tego procesu musi prowadzić do coraz większego natężenia emocji.

Zmyślone oskarżenia, przyjmowane bezrefleksyjnie przez wsłuchane w wodza tłumy, będą mieć swoją konsekwencję w postaci faktów: za słowami muszą pójść czyny. Jarosław Kaczyński musi zdawać sobie sprawę z tego, że jeśli nie pójdzie dalej, może stracić zaufanie zaślepionych dotąd wyznawców. Jestem w tym względzie pesymistą, czyli realistą: Trybunał spotkają jeszcze cięższe, niż dotychczas zadane, ciosy. Kiedy wyczerpią się instrumenty polityczne, kiedy prawa nie da się już bardziej naciągnąć, trzeba będzie sięgnąć po siłę.

Przy tym odpowiedzialność spadnie nie na wodza, a na jego marionetki. Wyciągnąć wnioski z tego faktu muszą też obywatele świadomi, co znaczy demokratura i ku czemu zmierza Jarosław Kaczyński i wykonawcy jego woli. Jarosława Kaczyńskiego musimy sobie odpuścić – na planie prawnym pozostanie bezkarny. Prawdziwą karą będzie za to fiasko jego projektu, w którym niepoślednią rolę odgrywa dr Andrzej Duda.

Jak wiadomo, największym mandatem społecznym cieszy się wybrany w wyborach powszechnych prezydent. Andrzej Duda ma przed sobą jeszcze ponad 4 i pół roku do końca kadencji. Polacy, którzy na niego nie głosowali, też mają 55 miesięcy na przygotowanie się do nowego rozdania. Uważam, że już od dzisiaj my, obywatele – wyborcy powinniśmy powołać Obywatelski Komitet na Rzecz Prezydentury’ 2020.

Cała opozycja powinna uczestniczyć w tym gremium i wyłonić jednego – tylko jednego kandydata, który stawi czoła nominańcowi Jarosława Kaczyńskiego. Mam propozycję, ujawnię ją jednak dopiero w odpowiednim czasie.

Najpierw niech się potencjalni uczestnicy Komitetu’ 2020 za tym opowiedzą i porozumieją, a następnie niech Komitet powołają. Wiem, że to potrwa, że to kwestia do podjęcia nie dziś, może i nie jutro, jednak myśleć o przyszłych wyborach trzeba zacząć jak najrychlej.

Piotr Rachtan

 

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (13 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +19 (from 23 votes)
Piotr Rachtan: Dwie manifestacje pod Trybunałem - i co dalej?, 10.0 out of 10 based on 13 ratings

12 komentarzy

  1. Mr E 2015-12-14
    • j.Luk 2015-12-14
  2. Rachtan 2015-12-15
  3. narciarz2 2015-12-15
    • Bogda1935 2015-12-16
  4. wwwojtus 2015-12-15
  5. slawek 2015-12-15
    • Rachtan 2015-12-15
      • Bogda1935 2015-12-16
  6. slawek 2015-12-16
  7. Bogda1935 2015-12-16
  8. slawek 2015-12-16