Jerzy Łukaszewski: Oj, maluśki maluśki…

Print Friendly, PDF & Email

kole2015-12-24,

Nie ma chyba rodziny, która nie miałaby jakichś własnych wspomnień związanych ze śpiewaniem kolęd. I nie ma wielkiego znaczenia, czy ktoś jest wierzący, czy nie ponieważ niektóre święta kościelne stały się z czasem zjawiskiem bardziej kulturowym, niż stricte religijnym. Na dodatek ze względu na porę roku to te święta  stały się bardziej rodzinne i ubarwione kulturową otoczką, niż teoretycznie największe święto chrześcijaństwa czyli Wielkanoc, co dowodnie wyłożył już J.T. Stanisławski.

Historia kolęd to o tyle ciekawy temat, że kiedy mówi się dziś ludziom, że początkowo były one zwalczane przez Kościół, nie posiadają się ze zdumienia. A jednak to prawda.

Ich pierwszymi autorami byli wędrowni kuglarze, waganci, wiły czy jak tam ich jeszcze nazywano, którzy objeżdżając kraj w okresie świąt  wystawiali jasełka (od „jasła” – żłób), których scenariusze rodziły się w ich głowach. W głowach ludzi niewykształconych, niepiśmiennych, znających opowieści ewangeliczne jedynie z tego co słyszeli w kościołach czy od wędrownych mnichów, a jedne i drugie zdarzenia nie były tak dla nich jak i ich widzów taką codziennością, jak to ma miejsce dziś.

Stąd w tekstach tych pieśni mnóstwo przypadków, na które Kościół nie tylko nie mógł się zgodzić, ale wręcz grzmiał świętym oburzeniem zarzucając artystom profanację. O uczuciach religijnych chyba wtedy nie słyszano, więc i paragrafu nie było.

No ale co miał zrobić jeden czy drugi biskup gdy słyszał, że spity do nieprzytomności św. Józef okłada pasterzy laską, albo samo Dzieciątko częstuje przybyłych do stajenki alkoholem? A takie teksty się zdarzały. Ba – niektóre przetrwały do dziś. W moim XIX wiecznym zbiorku czytam m.in.

…Jezus mruga brewką
daj im miód z konewką
i z beczką, i z beczką…

albo

… Walek choć pijany
kładzie się do ściany
i trąbi, i trąbi…

Przyznacie sami, że na miejscu biskupów zachowalibyście się podobnie.

Jako gatunek uratowali te piosenki franciszkanie, którzy „ucywilizowali” przedstawienia bożonarodzeniowe, jednocześnie dzieląc  je na kolędy i pastorałki. Kolędy to te, których treść nie stoi w zasadniczej sprzeczności z treścią Ewangelii, pastorałki zaś to te … no … bardziej luźno związane z Pismem.

Sam fakt ich zachowania świadczy optymistycznie, że czegoś co siedzi głęboko w ludziach nie da się nijak zadekretować. Nie potrafiono zwalczyć pastorałek, więc je zaakceptowano jednocześnie czyszcząc z co bardziej drastycznych elementów. Dla nas, szczególnie dziś to zjawisko optymistyczne, bo pokazuje, że nawet najbardziej stanowcza władza nie ma wpływu na to czego chce człowiek i prędzej czy później z nim przegrywa.

Ponieważ istotą bożonarodzeniowych spotkań stała się wspólna zabawa, można by zaproponować odwiedzającym nas gościom śpiewanie kolęd w porządku chronologicznym.

Jedna z najstarszych brzmi:

Zdrów bądź królu angielski
k nam na świat w ciele przyszły…

plus  wyjaśnienia, o co chodzi z tym „angielskim” co nada zabawie walor edukacyjny.

albo:

Stałać się rzecz wielmi dziwna
panna syna porodziła,
przeze wszej stradze cielesnej
toć jest dziwne i nowe…

Jeśli język dla kogoś będzie zbyt trudny możemy go uświadomić, że i treść bywała dostępna jedynie dla jako tako wykształconych. Cóż bowiem zrozumiał zwykły człowiek śpiewając:

Figurowana różdżka zielona
która wynikła z laski Aarona
gdy wżdy na srtach je faraona…

albo:

… że berło od Judy nie będzie wzięte,
aż Szyloh przybędzie na plemię święte…

plus moja ulubiona:

Wstawszy pasterz bardzo rano
wyszedł z budy wlazł na siano
boć go czczyca zdejmowała…

i tak można bez końca.

I jak to miło się tłumaczy, że w pastorałce

…powiedz, która tu Gospoda
słodkiego grona jagoda…

słowo „Gospoda” oznacza nie to co myślisz, kotku, nie to…

tym bardziej, że Najświętsza Panna potrafiła narzekać

…wolą pijanice szynkarskie szklenice
niżeli mnie ubogą…

A wspomnienia z lat dziecinnych? Pełne bywają opowieści, jak to dzieci śpiewając kolędy nie rozumiały słów, albo rozumiały je po swojemu.

Opowiadała mi przyjaciółka, jakie pretensje zanosiła w dzieciństwie do Boga, który był tak nieczuły, że nie dał Marii sukienki dla Jezusa. Nie wierzycie? To posłuchajcie:

Bo u Boga była
rąbek z głowy zdjęła,
którym dziecię owinąwszy…

ta kolęda tak właśnie kończyła się w moim domu. Na słowo „owinąwszy” siostra, która pamiętała wszawicę w przedszkolu zanosiła się spazmatycznym wrzaskiem: – Wszy nieeeee!!!!

A kolęda o małej krówce? Znacie? Na pewno znacie.

Śpiewajcie i grajcie: – Muuuuu
małe muuuuu
małe muuuuu

Takich opowieści są tysiące.

Dlatego niezależnie od naszego stosunku do religii mogą one ubarwić rodzinne spotkania i sprawić, że przeżyjemy te dni wesoło i w dobrym nastroju, o co ostatnio nie tak przecież łatwo.

A jeśli już ktoś naprawdę nie potrafi wyzwolić się nawet na moment od spraw bieżących, proponuje połączyć przyjemne z aktualnym i odśpiewać pastorałkę.

Oj, maluśki, maluśki, maluśki
a kijaszkiem lata.
Bo mu zda się, że gotów, że gotów
do podboju świata.

Oj, maluśki, maluśki, maluśki
jak odwłok komara.
Czego tknie się to spieprzy, to spieprzy
choć się bardzo stara.

Oj, maluśki, maluśki, maluśki
wszakże na urzędzie
Kiedy mu go zabraknie, zabraknie
jeszcze mniejszy będzie.

Oj, maluśki, maluśki, maluśki
a już tak paskudny,
własną cnotą się chwali, się chwali
fałszywiec obłudny

Oj maluśki, maluśki, maluśki
plwa na wszystkie stany.
A słuchają go tylko, go tylko
osły i barany….

 

I od razu nastrój zrobi się bardziej świąteczny, prawda?

Czego wszystkim czytelnikom życzę.

Wesołych Świąt!

Jerzy Łukaszewski

 

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.2/10 (22 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +33 (from 37 votes)
Jerzy Łukaszewski: Oj, maluśki maluśki..., 9.2 out of 10 based on 22 ratings

Jedna odpowiedź

  1. Magog 2015-12-26
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com