Andrzej Koraszewski: Stowarzyszenie Dzieci Eichmanna

Print Friendly, PDF & Email

2016-01-28.

Żyjemy w różnych narracjach, ale jesteśmy tolerancyjni. Można powiedzieć, że żyjemy w epoce wielkiej tolerancji. Trudno powiedzieć dlaczego te różne narracje tak często zaczynają się od Żydów i kończą na Żydach. Różnice zdań są nieznaczne. Jedni mówią, że są podli Żydzi, a inni, że Żydzi są podli. Wśród ludzi dobrze wychowanych stwierdzenie, że należy zabić wszystkich Żydów, jest nadal towarzyskim nietaktem, poparcie dla planów Eichmanna należy wyrażać ostrożnie, najlepiej podpierając się ekspertyzą żydowskich historyków i żydowskich obrońców praw człowieka.

Stowarzyszenie  Dzieci Holocaustu zrzesza w Polsce około 600 osób. Jak pisano na ich stronie internetowej w 2013 roku, „obecnie nasi najstarsi członkowie mają 87 lat a najmłodsi 69” (nowszych informacji brak). Dzieci Holocaustu to ludzie pochodzenia żydowskiego, którzy podczas wojny byli małymi dziećmi i byli przez nazizm skazani na zagładę, ale zostali uratowani przez ludzi dobrych i odważnych. Naziści zabili półtora miliona żydowskich dzieci. Większość na terenach okupowanej Polski. Dzieci Holocaustu są już w podeszłym wieku i z każdym rokiem jest ich coraz mniej. Stowarzyszenie Dzieci Eichmanna nie ma problemów z naborem nowych członków jest niezwykle prężne i z każdym miesiącem zdobywa nowe masy sympatyków. Stowarzyszenie nie jest formalnie zarejestrowane, zrzesza ludzi w ten lub inny sposób popierających ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej.

Sam Adolf Eichmann w wiele lat po wojnie, na emigracji w Argentynie, kierował swoje nadzieje raczej do muzułmanów niż do mieszkańców Zachodu. Uważał, że to muzułmanie ocenią go sprawiedliwie i uznają szlachetność jego planów ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej. W roku 1956 pisał:

Wy, 360 milionów mahometan, z którymi mam silny związek wewnętrzny od dni mojej więzi z waszym Wielkim Muftim Jerozolimy. Wy, którzy macie większą prawdę w surach waszego Koranu, wzywam was, byście mnie osądzili.

Nadzieje, że wynik tego osądu będzie pozytywny nie były płonne. W wydanej 60 lat później książce Piotr Ibrahim Kalwas opisuje swoją rozmowę ze starym egipskim profesorem, który z rozpaczą mówił o rosnącej od lat trzydziestych ubiegłego wieku popularności „Mein Kampf” w krajach arabskich. Nazizm stał się częścią już nie tylko obłąkanych ambicji elit politycznych, ale mentalności arabskich społeczeństw. „Mein Kampf” nie zawierał jeszcze idei ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej, jednoznaczny plan fizycznej eliminacji wszystkich Żydów naszkicowany został już po rozpoczęciu wojny i związany jest z nazwiskiem Adolfa Eichmanna właśnie.

W muzułmańskiej ideologii zamiar kontynuacji realizacji tego planu wyrażany jest pokrętnie przez odwołanie się do koranicznej obietnicy walki z Żydami do Dnia Sądu Ostatecznego, kiedy to ostatni Żydzi będą się ukrywać za drzewami i skałami, a drzewa i skały będą ludzkim głosem wzywać muzułmanów, by przyszli i ich zabili.

Ten mit religijny jest inkorporowany do konstytucyjnych dokumentów (Hamas), jest przywoływany przez czołowych polityków (Iran, Autonomia Palestyńska i wiele innych) jest obecny w nauczaniu islamu na wszystkich kontynentach.

Jeden z najważniejszych duchownych Bractwa Muzułmańskiego, Jusuf Karadhawi, u progu Wiosny Arabskiej mówił:

Przez całą historię Allah zsyłał na Żydów ludzi, którzy karali ich za ich zepsucie. Ostatnią karę wymierzył Hitler przy pomocy wszystkich rzeczy, które im zrobił – chociaż oni to wyolbrzymili – udało mu się pokazać gdzie ich miejsce. To była dla nich boska kara. Z wolą Allaha następnym razem odbędzie się to z rąk wiernych. Na zakończenie mojej mowy chcę powiedzieć, że jedną rzeczą, na którą mam nadzieję, jest to że kiedy moje życie zbliży się do końca, Allah udzieli mi możliwości pojechania do ziemi Dżihadu i oporu, choćby w wózku inwalidzkim. Będę strzelał do wrogów Allaha, Żydów, a oni rzucą na mnie bombę i w ten sposób przypieczętuję moje życie męczeństwem. Chwała Allahowi, Panu Światów. Niechaj miłosierdzie i błogosławieństwo Allaha będzie nad wami.

W tej narracji mamy nieustannie obecną negację Holocaustu i równocześnie zamiar jego dokończenia. Jest tu podziw dla Hitlera i równoczesne oskarżanie Izraelczyków o nazizm, jest odwoływanie się do praw człowieka i nagradzanie terroryzmu.

Widzimy tu często świadomość, że zachodni członkowie Stowarzyszenia Dzieci Eichmanna oczekują pewnej ostrożności w wyrażaniu swoich sympatii i formułowaniu celów. Charakterystyczny jest poniższy wywiad z członkiem Komitetu Centralnego Fatahu, a więc ugrupowania, które wskazywane jest przez Zachód jako wiarogodny partner rozmów pokojowych mających na celu ustanowienie palestyńskiego państwa.

Polityk Autonomii Palestyńskiej zapewnia, że Hitler nie był moralnie zdeprawowany, że był tylko odważny. Palestyński dziennikarz z uśmiechem aprobaty przerywa wywiad, mówiąc, że nie warto za taki wywiad trafić do więzienia. Z tym lękiem przed uwięzieniem za wywiad to pewna przesada, izraelskie władze okupacyjne nie posiadają jurysdykcji w Autonomii, chociaż czasem aresztują a nawet zabijają terrorystów. To ostatnie nazywane jest przez polityków zachodnich „pozasądowym zabójstwem”. Interesujące określenie na działanie w obronie własnej i pozbawienia życia terrorysty w trakcie zamachu na ludzkie życie. Ostatnio najczęściej i najgłośniej o tych  „pozasądowych zabójstwach” mówiła szwedzka minister spraw zagranicznych, jednak nie ona jedna.

Izrael jest jedynym na świecie państwem, potępianym i karanym za walkę z terroryzmem.  Te głosy są szczególnie głośne w Szwecji i Norwegii. Nic dziwnego, z obydwu tych krajów kilkadziesiąt lat temu setki ochotników zgłaszało się do Waffen SS. Atrakcyjność Stowarzyszenia Dzieci Eichmanna związana jest z długą tradycją.

Jeśli idzie o zachodnich sympatyków Stowarzyszenia Dzieci Eichmanna, to starają się oni być wierni pytaniu „czy wolno krytykować Izrael?”. Narracja tej krytyki ma swój kanon – nie słyszymy gróźb, nie widzimy aktów terroru, litujemy się nad terrorystą i jego rodziną, żądamy pokoju, nie wiemy i nie chcemy wiedzieć, co druga strona rozumie przez pokój. Mapy, na których nie ma już Izraela nic nam nie mówią i nie zwracamy na nie uwagi. Ludzie dobrze wychowani bronią praw człowieka i kierują się empatią. Tylko tym, niczym więcej.

Kiedy wychowany do nienawiści piętnastolatek morduje matkę sześciorga dzieci, „New York Times”, najbardziej prestiżowy dziennik na świecie, zamieszcza łzawy reportaż o eksmitowanej z mieszkania Arabce. Dziennikarze tej gazety nie dotarli do informacji, że dom przed 1948 rokiem był własnością Żydów i że został przejęty przez Arabów w czasie jordańskiej okupacji Jerozolimy, że po odzyskaniu własności arabska lokatorka nie została wyrzucona, że ostatecznie eksmitowano ją po latach odmowy płacenia czynszu. Zbieranie tych informacji byłoby niestosowne, pilnie potrzebny był reportaż o cierpieniach Palestyńczyków zamiast informacji o dokonanym dzień wcześniej mordzie. „New York Times” osiemdziesiąt lat temu również zaprzeczał jakoby Hitler miał jakieś niemoralne poglądy.

Oczywiście „New York Times” nie popiera zapowiedzi dokończenia planów Adolfa Eichmanna, ależ skąd, nawet o nich nie informuje.

NYT nie jest odosobniony, czołowe brytyjskie dzienniki od lat donoszą w tym samym stylu. Jerozolima jest największym skupiskiem zagranicznych korespondentów na świecie. Korespondentów z misją, korespondentów, którzy mają dostarczyć dowodów, że Izrael jest jądrem ciemności, a jego likwidacja będzie zbawieniem dla ludzkości. Korespondenci rozmawiają tylko z tymi, którzy mówią to, co korespondenci chcą usłyszeć, rządy płacą organizacjom dostarczającym sfabrykowanych dowodów, historycy i dziennikarze gotowi dostarczać odpowiednich materiałów są nie tylko noszeni na rękach, otrzymują również stosowne gratyfikacje. Praca zagranicznego korespondenta jest w Izraelu niezwykle ciężka, tylko najsilniejsi mogą się przebić do pierwszego szeregu.

Tylko wielkonakładowe pisma mogą sobie pozwolić na wysłanie do Izraela dobrze wyszkolonych korespondentów. Kłamstwo powtórzone milion razy staje się prawdą. Niezachwianą prawdą elit społecznych. Nic dziwnego, że Stowarzyszenie Amerykańskich Historyków debatuje nad rezolucją potępiającą Izrael. Na konferencji w Atlancie 9 stycznia 2016 rezolucja została odrzucona 111 głosami przeciwko 50. Interesujące jest jednak fakt, że jest to jeden epizod z całej fali niesłychanie podobnych działań. W tym samym czasie ponad siedemdziesięciu brytyjskich lekarzy zaproponowało wyrzucenie Izraela z World Medical Association. Znaczna część zachodniego akademickiego świata jest głęboko zanurzona w narracji Stowarzyszenia Dzieci Eichmanna.

Oczywiście kształceni na uniwersytetach i czytający prasę studenci podzielają poglądy swoich najbardziej postępowych nauczycieli.

Lisa Marie Mendez z University of California Los Angeles została skarcona przez władze uczelni za serię wpisów o „pieprzonych syjonistycznych świniach, mordercach palestyńskich dzieci, kapitalistycznych kolonialistach okradających inne rasy”. Studentka oskarża Żydów o rasizm, nazizm i dziesiątki innych grzechów. Jej poglądy nie dziwią, dziwi fakt, że ktoś jednak dostrzegł, że jest to mowa nienawiści i uznał, że należy zwrócić dziewczynce uwagę.

Ugruntowane poglądy tej studentki (i setek tysięcy jej rówieśników) oparte są na autorytecie organizacji Narodów Zjednoczonych, a w szczególności oenzetowskiej Rady Praw Człowieka, Amnesty Interniational, Human Rights Watch, wielkich, renomowanych mediów. Narracja wydaje się być ujednolicona, zmienne jest tylko nasycenie oszczędnym posługiwaniem się prawdą. Emerytowany dziennikarz BBC proponuje mi uzupełnienie lektur o świecie. Oferuje listę autorów pozwalających lepiej zrozumieć otaczającą mnie rzeczywistość. Ilan Pappe, Noam Chomsky, Norman Finkelstein, Judith Buttler, Max Blumenthal. Czytając tę listę zalecaną przez dziennikarza znanej z najwyższych standardów dziennikarstwa rozgłośni zaczynam podejrzewać, że jestem antysemitą, sami Żydzi. Pierwszy z tej listy, rzekomo historyk, ale deklaruje otwarcie, że fakty się dla niego nie liczą, drugi znany z negowania zbrodni Pol Pota, miłości do Mao, otwarcie popierający ludobójczy Hezbollah i otwarcie głoszący niechęć do Izraela wykraczającą daleko poza namiętność cytowanej studentki. Finkelstein autor książki „Przedsiębiorstwo Holocaust”, Buttler uważająca, że Hamas to pełnoprawna część światowej lewicy i Blumenthal, podobnie jak Buttler, nie tylko staranie ukrywający zbrodnie Hamasu, ale przez lata starający się udowodnić. że obrona życia obywateli Izraela jest zbrodnią przeciw ludzkości.

Tych zalecanych autorów łączy poparcie narracji otwarcie głoszącej zamiar dalszej realizacji planów Adolfa Eichmanna, łączy ich również żydowskie pochodzenie, stanowiące niezwykle cenne alibi dla nieżydowskich członków Stowarzyszenia Dzieci Eichmanna. Podzielający poglądy tych autorów zapewniają, że mając żydowskich nauczycieli nie mogą być antysemitami, że zajmują się wyłącznie krytyką Izraela, walczą o pokój i wspierają Palestyńczyków.

Wszyscy wspierają Palestyńczyków, chociaż czasem to poparcie ze strony feministek czy gejów może wydawać się odrobinę samobójcze. Również głęboko oddani walce z kolonializmem tracili czasem życie jadąc z poparciem dla wspólnej sprawy. (Patrz m. in. życie i śmierć Vittorio Arrigoni, włoskiego aktywisty na rzecz Hamasu.)

Rachel Wahba mieszka w San Francisco, jest psychoterapeutką, pochodzi z żydowskiej rodziny egipsko-irackiej. Jak pisze, współcześni muzułmańscy fundamentaliści proszą codziennie Allaha “Itbach el Yahud” – wyrżnij Żydów. Jej rodzice słyszeli ten okrzyk w Iraku i w Egipcie, dziś słyszymy go w Europie. Obok fizycznych morderczych napaści, widzimy  zalew nieskrywanej ludobójczej nienawiści w Internecie.

Bandy Hezbollahu i Hamasu traktowane są przez romantycznych mieszkańców Zachodu jak bojownicy o wolność i sprawiedliwość. Ich nieodłączny okrzyk  yitbach el Yahud pozostaje z jakiegoś powodu niezauważony.

Nie zawsze mam pewność, czy jest niezauważony, czy dyskretnie świadomie pomijany, właśnie dlatego, że jest aprobowany, ale nie wypada tego głośno mówić. Zapewne mamy tu cały wachlarz postaw i poglądów. Wielu ludzi informacji o tym okrzyku nie dopuszcza nawet do podświadomości, walczą przeciw kolonializmowi, walczą o wolność i demokrację. Inni, jak Adolf Eichmann, świadomie upatrują nadzieję w muzułmanach. Jeszcze inni nienawidzą jednych i drugich i marzy im się wielki Holocaust na półtora miliarda plus Żydzi.

Pod filmem Hamas uczy dzieci: zabijajcie wszystkich Żydów polski internauta pisze (zachowana pisownia oryginału):

No i bardzo dobrze, nienawidzę muzułmanów ale narodu obrzezanego również. Te dwie zarazy powinny być zmiecione z powierzchni ziemi. Kto odpowiada za tą inwazję muslimów? Chyba każdy nieco ogarnięty w temacie wie doskonale że to robota parchów. Solidarność to również twór żydlęcy. Od 25 lat rządzą nami same parchy, no i co? przelewa wam się z nadmiaru bogactwa. Już tyle polaków uciekło z judeopoloni, taki oni tu dostatek mieli. Nie chcieliście socjalizmu to macie dziki kapitalizm. Czyli brud, smród i ubóstwo oraz wszelką patologię. Ten kraj przez żydów nie istnieje.

Stowarzyszenie Dzieci Eichmanna ma miliony członków ze wszystkich warstw społecznych. Jego polski oddział jest ubogi i bez znaczenia. Od wojny i Zagłady minęło ponad siedemdziesiąt lat. Międzynarodowy porządek ustanowiony po tej wojnie rozpadł się ćwierć wieku temu, nowy porządek okazał się chwiejny i rodzi wiele niepokojów. Irracjonalną odpowiedzią na strach jest powrót do odwiecznych zabobonów. Dzieci Holocaustu powoli wymierają, Stowarzyszenie Dzieci Eichmanna zdobywa niezliczone ilości sympatyków. Awangarda z salonów mamrocze „Nigdy więcej” i powtarza pokojową propagandę tych, których głównym hasłem jest okrzyk yitbach el Yahud.

Andrzej Koraszewski  

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 7.4/10 (17 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +8 (from 20 votes)
Andrzej Koraszewski: Stowarzyszenie Dzieci Eichmanna, 7.4 out of 10 based on 17 ratings

5 komentarzy

  1. PIRS 2016-01-28
  2. Magog 2016-01-30
  3. pawelz 2016-02-01
    • koraszewski 2016-02-04
  4. PK 2016-02-04