Siergiej Mielnikow: Obszczać i wrzucić do rowu!

parada rosja2016-05-21.

Rosja, jak co roku, odświętowała w maju Dzień Zwycięstwa, coraz bardziej lukrowanego. Mającego coraz mniej wspólnego z tym co było naprawdę. Pisaliśmy o tym i jeszcze będziemy pisać. 22 czerwca wypadnie 75. rocznica rozpoczęcia wojny niemiecko-sowieckiej, wydarzenia jeszcze bardziej zakłamanego niż jej zakończenie.

Na razie kilka parę realistycznych obrazków. (E.S.)

Mojego ojca zgarnęli na front, kiedy się uczył, prosto ze szkoły lotniczej.

Nie miał jeszcze 20 lat …

Umarł w skutek starych ran (był trzy razy zestrzelony) dziesięć lat temu. To był kawał chłopa, jak dziadek. Wzrost 198 cm, waga 120 kg. Żeby przejść przez drzwi, musiał się schylić i boczkiem, boczkiem …

Do czego zmierzam?

Jeśli w Rosji ktoś ma 80 lat i jeszcze żyje, już za to samo należy mu się Order Czerwonej Gwiazdy.

Więc o jakich znowu kombatantach chrzanią nam tu wyszczekani samozwańcy?

A raczej wam …

Postanowiłem przytoczyć garść cytatów.  Na temat wojny.  Żeby potrząsnąć trochę waszymi zapleśniałymi mózgami.

…Nagle, w nieprzerwanym sznurze pojazdów zaczęły pojawiać się przerwy, szosa oczyściła się, samochody zamarły na poboczach i zobaczyliśmy coś nowego – kawalkadę ciężarówek z ochroną, uzbrojonych motocyklistów i dżipa, w którym zasiadał marszałek Żukow. To on siłą swojej niezłomnej woli posyłał na przód, na Berlin, wszystko, co poruszało się po tej drodze, wszystko, co zdołał zebrać kraj toczący śmiertelny bój z Niemcami. Dla niego oczyszczono szosę i nikomu nie wolno utrudniać mu jazdy na niemiecka stolicę.

Ale co to? Drogą pędzi ciężarówka z pociskami, wyprzedza kawalkadę dowództwa. Za kierownicą siedzi Iwan, kazali mu szybko, jak najszybciej, dostarczyć amunicję na linię frontu. Bateria bez pocisków, chłopaki giną, wypełnia więc swój obowiązek nie zwracając uwagi na regulujących ruchem. Dżip marszałka zatrzymuje się, marszałek wyskakuje na asfalt i rzuca:

– … twoju mat’. Dogonić! Zatrzymać! Przyprowadzić!

Minutę później Iwan, drżąc na całym ciele, staje przed groźnym marszałkiem.

– Prawo jazdy!

Marszałek bierze od niego dokument, drze go na strzępy i ryczy do swojej ochrony:

– Stłuc, obszczać i rzucić do rowu!

*

 

…W dzieciństwie widziałem na własne oczy, jak gliniarze brutalnie wrzucili do karetki więziennej dwóch inwalidów bez nóg, na takich specjalnych deseczkach z kółkami, którzy prosili letników w kurorcie Anapa o jałmużnę. A w suce było już kilka takich kalek. Ale główne czystki przeprowadzone w kraju wcześniej, w latach 1950-51. Wtedy powpadali nawet tacy, co tylko wypełzli z domu pooddychać powietrzem. Wieczorem nie wrócili już do swoich rodzin, wywieźli ich na Waałam i zabronili pisać listy…

W filmie dokumentalnym Leonida Kaniewskiego mówi się o powojennym buncie inwalidów w Moskwie, kiedy beznogie i bezrękie kaleki na taczkach jednego dnia zapełniły całe centrum miasta. Mówi się bardzo szczegółowo. Zdławili w parę godzin …

*

 

…„Wychodząc na ziemię niczyją wcale nie krzyczeliśmy ‘Za Ojczyznę! Za Stalina”, jak piszą w powieściach. Nad pierwszą linią frontu unosił się ochrypły ryk i gęste przekleństwa, dopóki kule i odłamki nie pozatykały wrzeszczących gardeł. Kogo obchodził Stalin, kiedy śmierć była tuż obok. Skąd teraz, znowu odżył mit, że zwyciężyliśmy tylko dzięki Stalinowi, pod sztandarem Stalina?

Zwyciężyli, albo polegli na polu walki, albo zapili się na śmierć, przygnieceni trudami powojennego życia. Przecież nie tylko wojna, lecz także odbudowa kraju odbyły się ich kosztem. Ci z nich, którzy jeszcze żyją, milczą z przetrąconym kręgosłupem.

Utrzymali się u władzy i zachowali siły inni – ci, którzy wysyłali ludzi do obozów i zmuszali ludzi do bezsensownych, krwawych ataków w czasie wojny. To oni działali z imieniem Stalina na ustach i to oni teraz o tym krzyczą.

Na pierwszej linii frontu nie było żadnego „Za Stalina!”. Komisarze próbowali wbijać nam to do głów, ale w natarciu komisarze nie brali udziału. Wszystko to cuchnący osad …” – pisze bohater wojenny i historyk N. N. Nikulin w swojej książce Wospominanija o wojnie  (Wspomnienia o wojnie).

*

…Wojna ze szczególną wyrazistością pokazała podłość bolszewickiego ustroju. W czasach pokoju do więzień trafiali najuczciwsi, najinteligentniejsi, najbardziej aktywni i najmądrzejsi ludzie; na froncie działo się to samo, tylko w bardziej otwartej, odrażającej formie. Podam przykład. Z góry przychodzi rozkaz: zająć wzgórze! Pułk szturmuje je przez wiele tygodni, tracąc mnóstwo ludzi. Posiłki docierają regularnie, bo ludzi nie brakuje. Ale wśród nich są spuchnięci dystroficy z Leningradu, którym lekarz właśnie zalecił trzy tygodnie w łóżku i intensywne odżywianie. Wśród nich są dzieciaki … czternastoletnie, nie podlegające poborowi do wojska…

„Naprzrzrzód!!!”, i już. W końcu jakiś szeregowy albo porucznik, dowódca plutonu albo kapitan, dowódca kompanii (ale to rzadziej) krzyczy „Nie można tak rozwalać ludzi! Tam jest betonowy schron przeciwogniowy, a my mamy tylko 76-milimetrową armatkę! Ona go nie przebije!”…

Natychmiast włącza się politruk, kontrwywiad i trybunał.

Jeden z donosicieli, których pełno w każdym pododdziale, zeznaje: „Tak, w obecności żołnierzy zwątpił w nasze zwycięstwo”. Wypełniają formularz, w który wystarczy wpisać nazwisko, i gotowe: „Rozstrzelać przed frontem oddziału!” albo „Odesłać do kompanii karnej!”, co na jedno wychodzi. Tak ginęli najuczciwsi, ludzie, którzy czuli się odpowiedzialni za innych. A reszta „Naprzrzrzód, do ataku!”, „Nie ma takiej twierdzy, której nie zdobyliby bolszewicy!” …

Trwało głupie, bezsensowne rozwalanie naszych żołnierzy …

… w czasie wojny tylko trybunały wojskowe osądziły 994 000 radzieckich żołnierzy, z czego ponad 157 000 poszło na rozwałkę. To znaczy, że stalinowska władza rozstrzelała praktycznie 15 dywizji.

*

…Kombatanci, którzy widzieli, jak jest zagranicą, byli bardzo niebezpieczni dla sowieckiego reżimu. Jak pisał Simonow, „Kontrast między poziomem życia w Europie i u nas, z którym zetknęły się miliony frontowych żołnierzy, był moralnym i psychologicznym ciosem”. Stalin im nie ufał, bał się zerwania zasłony jednomyślności … Demobilizowani z innych miejscowości mieli zakaz wjazdu do Moskwy i Leningradu.

*

… W studium statystycznym Rossija i SSSR w wojnach XX wieka. Potieri woorużonnych sił  (Rosja i ZSRR w wojnach XX wieku. Straty sił zbrojnych) mówi się o tym, że w czasie wojny z powodu ran, chorób i wieku zdemobilizowano 3 798 200 osób, w tym 2 576 000 inwalidów. Z tego 450 000 bez jednej lub obu kończyn. Utrzymywali się oni z głodowej renty, psując  „radosne życie” radzieckich miast w czasach pokoju, gdzie „życie stało się lepsze, stało się weselsze”.(Stalin) Kilkakrotnie wyłapywano ich na rozkaz Stalina. Wywożono ich jak najdalej od ludzi. Część zamknięto w „internatach”, gdzie przynajmniej dawano im coś do jedzenia, ale tylko w 30 % takich „internatów” był lekarz i jakakolwiek opieka medyczna.

E.J. Zubkow, Obszczestwo wyszedszyje iż wojny (Powojenne społeczeństwo)

*

Wałaamskoj tietradi (Z zeszytu wałaamskiego) Jewgienija Kuzniecowa:

…W 1950 roku na polecenie Rady Najwyższej Karelsko-Fińskiej Republiki Radzieckiej w budynkach klasztornych na Waałamie utworzono Dom Inwalidów Wojny i Pracy …

Dlaczego tutaj, na wyspie, a nie gdzieś na stałym lądzie? Przecież tak byłoby łatwiej dowozić zaopatrzenie i mniej by to wszystko kosztowało. Oficjalne uzasadnienie brzmiało, że tutaj (na wyspie) jest wystarczająco dużo pomieszczeń mieszkalnych, pomocniczych i gospodarczych (samo gospodarstwo rolne ile jest warte), jest ziemia rolna, sady owocowe i jagodowe poletka, ale prawdziwa, nieoficjalna przyczyna była taka, że zwycięski radziecki naród miał już serdecznie dosyć widoku inwalidów: bezrękich, beznogich, bezdomnych, żebrzących na dworcach, w pociągach, na ulicach, i wszędzie, gdzie się da. Tak dalej być nie może! Trzeba się ich za wszelką cenę pozbyć

*

…Zastępowałem kiedyś  w nocy telefonistę. Łączność była wtedy prymitywna i z każdego aparatu słychać było rozmowy prowadzone na wszystkich liniach. Poznałem głos naszego komendanta, I. I. Fiediuninskiego, który rozmawiał z dowództwem dywizji: „Waszą mać! Naprzód!!! Nie przejdziesz, to rozstrzelam! Waszą mać! Atakować! Waszą mać!” … Dwa lata temu sędziwy Iwan Iwanowicz, dobry dziadunio, opowiadał pionierom w telewizji o wojnie w zupełnie innym tonie … Żeby posłużyć się przenośnią, [na froncie] było tak: w domu zagnieździły się pluskwy i właściciel kazał mieszkańcom spalić dom, i żeby sami też się spalili. Ktoś tam zawsze przeżyje, to odbuduje …

N. Pikulin

*

…Wojsko szło do ataku, napędzane strachem. Straszne było spotkanie z Niemcami, z ich cekaemami i czołgami, straszna była krwawa jatka bombardowań i ostrzału artyleryjskiego. Ale nie mniejszy strach budziła nieubłagana groźba rozwałki. Żeby utrzymać w posłuszeństwie bezkształtną masę słabo przeszkolonych żołnierzy, rozstrzeliwania odbywały się przed walką. Łapali jakiegoś ledwo powłóczącego nogami cherlaka, pechowca, który coś chlapnął albo kilku przypadkowych dezerterów – tych akurat nigdy nie brakowało. Ustawiali dywizje w carré i bez zbędnych rozmów rozwalali biedaków. Taka profilaktyczna praca polityczna powodowała, że strach przed NKWD i komisarzami był większy niż przed Niemcami. A w natarciu, jeśli się cofniesz, dostaniesz kulkę od oddziału zaporowego. To strach kazał żołnierzom iść naprzód. Właśnie na to liczyła nasza mądra partia, wódz i organizator naszego zwycięstwa. Oczywiście po nieudanej walce też rozstrzeliwali. A bywało i tak, że oddziały zaporowe kosiły z cekaemów wycofujące się bez rozkazu pułki. Stąd właśnie brała się zdolność bojowa naszych mężnych wojsk. Wielu oddawało się do niewoli, ale, jak wiadomo, Niemcy nie karmili słodkimi pierożkami.

*

…Zwycięski naród radziecki ma już serdecznie dosyć widoku setek tysięcy inwalidów: bezrękich, beznogich, bezdomnych, żebrzących na dworcach, w pociągach, na ulicach, i wszędzie, gdzie się da. Osądźcie sami: pierś cała w orderach, a on pod piekarnią żebrze o jałmużnę. Tak dalej być nie może! Trzeba się ich za wszelką cenę pozbyć …

…W ciągu kilku miesięcy zwycięski kraj oczyścił swoje ulice z tej „hańby”! I tak powstały owe przytułki w monastyrach Kiriłło-Biełozierskim, Gorickim, Aleksandro-Swirskim, Wałaamskim i innych. A raczej na ruinach monastyrów, na gruzach zburzonych przez władzę sowiecką filarów prawosławia. Kraj Rad karał swoich inwalidów-zwycięzców za ich kalectwo, za przelaną krew, za stratę bliskich i rodzinnych gniazd, zniszczonych przez wojnę. Karał ubóstwem, samotnością, odebraniem nadziei. Każdy, kto trafił na Wałaam, od razu rozumiał, że to koniec. Dalej nic już nie ma. Dalej tylko cisza w bezimiennej mogile na zaniedbanym cmentarzu.

Czytelniku! Drogi mój czytelniku! Czy ty i ja jesteśmy dziś w stanie wyobrazić sobie bezmiar rozpaczy, głębię smutku, które ogarniały tamtych inwalidów w chwili, gdy wysadzono ich na wyspie? W więzieniu, w przerażającym gułagowskim łagrze człowiek przynajmniej miał jeszcze cień nadziei, że kiedyś stamtąd wyjdzie, że odzyska wolność, że będzie miał jeszcze inne, mniej gorzkie życie. Ale stamtąd nie można było wyjść. Stamtąd tylko do grobu, jak skazany na śmierć …

Powiem tylko, że okradał ich każdy, kto chciał, a nawet taki, co nie chciał. Dochodziło do tego, że na obiad trzeba było chodzić ze szklanymi półlitrowymi słoikami (na zupę). Nie dla wszystkich starczało aluminiowych misek! … A z jaką wytrwałością, z jakim pragnieniem święta (wszystko, co odwracało uwagę od ponurej codzienności, było świętem), „spieszyli” na przystań turystyczną sześć kilometrów od ich wioszczyny. Popatrzeć na pięknych, sytych, wystrojonych ludzi. Zamienić z nimi choć jedno zdanie. Zobaczyć życie. Może się powtarzam, ale jeszcze raz powiem, kuśtykali o kulach, turlali się na wózkach …

*

…Wojna nie wyglądała tak jak pokazują epickie powieści, zbudowane z uromantycznień i upiększeń. To nie utwory prozaików-kombatantów, gdzie wojna jest tylko tłem, a na pierwszym planie, zasłaniając całą przestrzeń koronkami i frędzlami literackich zwrotów akcji, rozpycha się artystyczny wymysł. To nie narysowana czerwonym ołówkiem wygięta strzałka, oznaczająca na mapie ostrze głównego natarcia dywizji. To nie obwiedziona kółeczkiem wieś.

Wojna – to marsz żywych ludzi, na spotkanie z wrogiem, na spotkanie ze śmiercią, na spotkanie z wiecznością. To ludzka krew na śniegu, póki jeszcze nie zbladła i póki nadal się leje. To porzucone do wiosny trupy żołnierzy. To bieg wydłużonym krokiem, z otwartymi szeroko oczami – na spotkanie śmierci. To strzępy szorstkiego, żołnierskiego płaszcza z grudkami krwi i kiszek, wiszące na sękach i gałęziach drzew. To różowa piana w zagłębieniu obojczyka – bo pocisk urwał żołnierzowi całą dolną szczękę i krtań. To  cholewa wypełniona różową miazgą. To krwawe bryzgi w twarz z rozerwanego pociskiem ciała towarzysza. To setki i tysiące innych krwawych obrazów z bojowego szlaku, który przeszli za nami przyfrontowi „frontowi” gieroje z batalionowych, pułkowych i dywizyjnych służb.

Lecz wojna to nie tylko krwawa miazga. To ciągły głód, kiedy do żołnierskich ust zamiast jedzenia docierała posolona woda z garścią mąki, w postaci bladej lury. To marznięcie na mrozie i śniegu, w murowanych piwnicach, kiedy mróz ścina szpik w kręgosłupie. To nieludzka sytuacja znajdowania się – jako żywy – na pierwszej linii frontu, pod gradem odłamków i kul. To chamskie wyzwiska, poniżanie i groźby ze strony „frontowych” ze sztabu (batalionu, pułku i dywizji).

Wojna to właśnie to, o czym nie mówią, bo nie mają pojęcia. Z kompanii strzeleckich wrócili pojedynczy ludzie, nikt ich nie zna, telewizja ich nie zaprasza, a jeśli któryś z nich postanowi jednak coś o wojnie powiedzieć, to uprzejmie zamyka mu się usta …

Szumilin, Wańka rotnyj (Kompanijny Wania)

*

…Na Waałamie prawie że od łebka liczyli „tych inwalidów”. Marli setkami, ale na waałamskim cmentarzu odszukaliśmy tylko dwa przegniłe słupki z … numerami. Nic po nich nie zostało, wszyscy poszli do piachu i żaden pomnik nie upamiętnia przerażającego eksperymentu ludzkiego zoo na sowieckiej wyspie doktora Moreau. (Zapiski z wyprawy szkoły filmowej do wsi „Swietłana” na wyspie Waałam).

Pierwszych inwalidów przywieziono w 1950 roku, ale elektryczność podciągnęli dopiero w 1952.  Pomieszczenia mieszkalne były nieogrzewane i większość z tych „setek” umarła właśnie w ciągu pierwszych dwóch lat. Latem „samowary” czy „walizki” (tak nazywano inwalidów bez rąk i bez nóg) podwieszali na cały dzień, czasem po dwóch, w koszykach na drzewie. Zdarzało się, że zapomnieli zdjąć na noc … A noce w Karelii nawet latem są chłodne …

Zabyty i podwieszeny (Zapomniani i zawieszeni), Arkadij Bejnenson

*

…Minister spraw wewnętrznych Krugłow 20 lutego 1954 roku pisał do Chruszczowa: „Mimo podejmowanych kroków, w dużych miastach i ośrodkach przemysłowych kraju nadal występuje niedopuszczalne zjawisko żebractwa …

W drugim półroczu 1951 roku zatrzymano 107 766 osób, w 1952 – 156 817, a w 1953 – 182 342. Wśród zatrzymanych inwalidzi wojny i pracy stanowią 70 %, osoby, które utraciły środki do życia – 20 %, a zawodowi żebracy – 10 %.

Przyczyna: brak wystarczającej liczby domów dla starców i inwalidów oraz dla niewidomych …

Walkę z żebractwem utrudnia to, że wielu żebrzących odmawia umieszczenia w domach dla i inwalidów …  samowolnie je opuszcza i w dalszym ciągu trudni się żebraniem. Proponuję przekształcić domy dla inwalidów i starców z zakłady zamknięte o szczególnym reżimie.”

Były ich setki tysięcy, pozbawionych rodzin, bez dachu nad głową, nikomu niepotrzebnych, bez pieniędzy, za to obwieszonych orderami. Specjalne oddziały milicji i sił porządku publicznego w ciągu jednej nocy pozgarniały ich we wszystkich miastach jednocześnie. Odwozili ich na stacje kolejowe, ładowali do przystosowanych do przewozu więźniów wagonów towarowych z piecykami i wywozili do domów-inetrnatów – na Wałaamie, we wsiach Wysokij i Strelecze pod Charkowem, pod Bachczesarajem, w Omsku, w Barnaule, na Sachalinie, w Armenii i w innych miejscach – cały kraj pokryty był siecią takich placówek. Po przyjeździe odbierano im paszporty i książeczki wojskowe, de facto nadając im status więźniów.

Zresztą internaty popadały pod wydział milicji.

Przeczytaliście?

To teraz świętujcie, suki, swój Dzień Zwycięstwa…

 

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.6/10 (26 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +32 (from 32 votes)
Siergiej Mielnikow: Obszczać i wrzucić do rowu!, 9.6 out of 10 based on 26 ratings

2 komentarze

  1. gurnatko 2016-05-26
  2. wejszyc 2016-05-29