Stanisław Obirek: Ojciec Ludwik Wiśniewski OP – sojusznik KOD-u

wisniewski2016-07-09.

Po powrocie z dwutygodniowego pobytu w Izraelu (o kilku sprawach pewnie napiszę w SO bo mnie bardzo poruszyły, ale proszę się nie obawiać — nie dotyczą ani polityki, ani religii) z zaciekawieniem przeczytałem esej o. Ludwika Wiśniewskiego w „Tygodniku Powszechnym”, który diagnozuje sytuację polskiego katolicyzmu w przededniu wizyty papieża Franciszka w naszym kraju.

To nie pierwszy tekst tego dominikanina, który zasługuje na uwagę. W minionym roku miałem okazję dyskutować z ojcem Wiśniewskim na temat jego innego eseju „Blask wolności”, który szczególnie rozsierdził nie tylko dyżurnych publicystów „katolickich”, ale i niektórych teologów. Pisał w nim:

„Jestem przekonany, że przyszłość ludzkości w dużej mierze zależy od tego, czy ludzie różnych kultur, cywilizacji i religii znajdą wspólny język: czy będzie możliwy rzeczywisty dialog między nimi. Moim zdaniem będzie możliwy, kiedy ludzie będą się odwoływać do natury ludzkiej, nie zaś jedynie do kultury czy Objawienia”.

To przekonanie dominikanin dzieli z wieloma innymi ludźmi, wierzącymi i niewierzącymi, którzy szukają dróg przezwyciężenia podziałów politycznych, religijnych i cywilizacyjnych. Ale nie znajduje ono uznania u większości polskich katolików. W tamtym tekście padło też zdanie, które szczególnie przypadło mi do gustu:

„Wierzący – uznający autorytet Kościoła – powinien zapoznać się z Magisterium, ale jeśli jego sumienie nie jest w stanie zobaczyć w nim dobra dla siebie hic et nunc, powinien postąpić wbrew temu nauczaniu. I z szacunku dla Stwórcy, dla Kościoła i dla człowieczeństwa, którym obdarzył do Stwórca”.

Teraz w eseju opublikowanym 10 lipca pod tytułem „Do jakiej Polski przyjedzie papież” Wiśniewski idzie dalej i zdecydowanie piętnuje upolitycznienie Kościoła, a zwłaszcza niektórych hierarchów, jak i wykorzystywanie religii przez rządzącą dzisiejszej w Polsce partię. Nie wiem czy mnie miał na myśli gdy napisał, że „nie ja jeden próbuję wskazać najważniejsze momenty, które tak drastycznie podzieliły nasz naród”, ale faktem jest, że w jego dzisiejszej diagnozie odnajduję wiele  z własnych myśli. Nie mam już jednak wątpliwości, że Wiśniewski jest naprawdę „jednym z pierwszych mówiących z wewnątrz Kościoła, którzy nie boją się słów krytycznych pod jego adresem”.

A jakie to słowa? Oczywiste zdawałoby się, ale jednak trzeba właśnie starego mnicha, który naprawdę nie ma już nic do stracenia, by je z taką mocą wypowiedzieć. Oto kilka z nich; przypomnienie oszczerczych słów bpa Wacława Meringa o Okrągłym Stole; obecność ks. Stanisława Małkowskiego na tzw. miesięcznicach, który „ośmiesza i profanuje akty religijne swoimi żałosnymi egzorcyzmami”; dziwaczne kazania w rocznicę smoleńską abpa Marka Jędraszewskiego, abpa Sławoja Leszka Głódzia; osławione już „kazanie radomskie” bpa Antoniego Libery… lista jest długa. Nie sposób jednak nie przypomnieć wystąpień bpa Józefa Wysockiego mówiącego o opatrznościowym wyborze prezydenta Andrzeja Dudy, czy równie pamiętnych wystąpień pierwszomajowych bpa Kazimierza Ryczana. W sukurs hierarchom przyszli „wybitni teologowie”, filary „Naszego Dziennika” ks. prof. Czesław Bartnik, ks. prof. Paweł Bortkiewicz, którzy z rzadką konsekwencją zajęli się zohydzaniem KOD-u.

Swoją drogą jestem ciekaw jak ci eksperci od Boga godzą własną mowę nienawiści z chrześcijańskim przesłaniem miłości, a zwłaszcza miłosierdzia z taką mocą głoszonego przez papieża Franciszka w roku miłosierdzia, który, jeśli się nie mylę ciągle trwa (przypominam: od 8 grudnia 2015 do 20 listopada 2016 r. trwać będzie w Kościele katolickim Rok Święty Miłosierdzia – zapowiedział 13 marca 2015 r. papież Franciszek).

Jednak szczególną ozdobą eseju Wiśniewskiego jest opis „beatyfikacji rządu” przez obecnych na poświęceniu świątyni w Toruniu. Ciekawych odsyłam do źródła dodając, że czeka ich jeszcze część druga, która ukaże się zapewne już naprawdę w przeddzień przyjazdu papieża Franciszka. Sam jestem jej ciekaw. Diagnoza ciekawa i rzeczywiście z wnętrza Kościoła. Jakie środki zaradcze?

Te zaproponowane w zakończeniu części pierwszej mało przekonują. Wiśniewski widzi lekarstwo na zaistniałe szaleństwo w… parlamentarzystach rządzącej partii. Jego zdaniem to grupa „najbardziej upokorzona”. Czyżby? Obserwując ich butne wystąpienia i przekonanie o własnej nieomylności doprawdy nie mam wrażenia, że mam przed sobą ludzi upokorzonych, jeśli już to raczej czerpiących dziwną przyjemność z upokarzania innych.

Osobiście klucz do uporządkowania rosnącego szaleństwa dostrzegam w społeczeństwie obywatelskim, a więc w każdym z nas. Redakcja TP zapowiada drugą cześć tekstu, może w nim znajdę myśli, z którymi będzie mi łatwiej się zgodzić.

Stanisław Obirek

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.9/10 (19 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +27 (from 27 votes)
Stanisław Obirek: Ojciec Ludwik Wiśniewski OP – sojusznik KOD-u, 9.9 out of 10 based on 19 ratings

3 komentarze

  1. j.Luk 2016-07-10
  2. Obirek 2016-07-10
  3. wejszyc 2016-07-12