Zbigniew Szczypiński: Trudny temat

kod 2To będzie dla mnie trudny temat.

Od kilku tygodni, a konkretnie od czasu uzyskania przez KOD statusu stowarzyszenia i ogłoszenia na swojej stronie, że poczynając od 5 czerwca 2016 rozpoczyna przyjmowanie członków — obserwuję proces, który trudno jednoznacznie nazwać – jest to mieszanina nieudolności (być może zrozumiałej, zważywszy na spontaniczny proces powstawania struktur) z czymś, co znającym literaturę przedmiotu, przypomina prace starego amerykańskiego teoretyka Erica Hoffera z jego pesymistycznym opisem — czym zwykle kończą się wszelkie spontaniczne ruchy społeczne.

Pomysł powołania Komitetu Obrony Demokracji pojawił się na łamach Studia Opinii jako proste skojarzenie z Komitetem Obrony Robotników. Apel o powstanie KOD przetworzony na stronę internetową doprowadził do powstania spontanicznego, ogólnopolskiego ruchu obywatelskiego. Efektem istnienia tego ruchu były wielotysięczne manifestacje w obronie Trybunału Konstytucyjnego, pochody i marsze upamiętniające ważne daty z najnowszej historii Polski, daty których nowa władza nie docenia albo całkowicie lekceważy.

Działo się wiele w kraju za sprawą KOD przez wszystkie miesiące bieżącego roku…

W swoim tekście sprzed miesiąca (Zbigniew Szczypiński: Od spontaniczności do przewidywalności – nowy etap w działalności KOD) wiszącym jeszcze na stronie SO, pisałem o potrzebie zbudowania silnego stowarzyszenia mającego wielosettysięczną liczbę członków, znających statut stowarzyszenia, płacących składki, stowarzyszenia posiadającego swoje siedziby regionalne, stałe formy kontaktu z członkami i władze wyłonione w procesach demokracji wewnętrznej.

Widziałem KOD jako najliczniejszą organizację obywatelską z własnym zapleczem eksperckim, z własnymi mediami, wydawnictwem, afiliowaną w wielu międzynarodowych organizacjach…

Takie były moje oczekiwania, może nawet marzenia… a co jest ?

Jako aktywny uczestnik wszystkich dotychczasowych marszy, wieców i uroczystości organizowanych przez KOD w moim mieście, w Gdańsku, dobrze pamiętam atmosferę, jaka panowała na tych wydarzeniach, atmosferę powszechnej sympatii i wzajemnej życzliwości wśród uczestników. Przypominało to pamiętny festiwal Solidarności sprzed wielu już lat, na tych marszach można było spotkać znajomych sprzed lat, upewnić się, że motywy wzięcia udziału w manifestacji KOD podziela wiele miłych i sympatycznych ludzi.

Organizatorzy (zawsze są jacyś organizatorzy) kierowali ruchem i rytmem marszu, oferowali różne rekwizyty, organizowali kwestę zbierając pieniądze do puszek – fajnie było…

Samoorganizacja uczestników była wysoka, ludzie mieli poczucie sensu swojej obecności i celów dla których się zgromadzili i maszerowali.

Jako człowiek z pewnym doświadczeniem, może lepiej powiedzieć wprost, z dużym doświadczeniem wynikającym z  tego jak mi się w życiu układało, gdy tylko w Internecie, na stronie KOD pojawił się komunikat o rozpoczęciu przyjmowania na członka stowarzyszenia Komitet Obrony Demokracji wydrukowałem (mam drukarkę) deklaracje członkowską i zabrałem się za jej wypełnianie korzystając z arkusza informacyjnego.

Pierwsze, ale zasadnicze zdziwienie wywołała we mnie informacja, że wypełnioną deklaracje należy przesłać na mailowy adres koordynatorów regionalnych w zależności od miejsca zamieszkania składającego deklarację. Nie mam skanera, a instrukcja nie podawała żadnego adresu pocztowego na który mógłbym wysłać wydrukowane przez siebie deklaracje (powtarzam – mam drukarkę)

Drugie zdziwienie było jeszcze większe – deklaracja jest tak skonstruowana, że wynika z niej jednoznacznie to, że po jej wypełnieniu i przesłaniu na adres koordynatorów regionalnych należy czekać na zgłoszenie się dwóch osób wprowadzających.

Kim będą te osoby? Jakie mają kryteria aprobaty lub dezaprobaty? w oparciu o co poprą składającego deklaracje — albo odmówią mu tego poparcia ?

Takich pytań można zadać tysiąc.

Kilka tygodni później w formie dodatku do GW pojawił się druk opatrzony trzema wykrzyknikami „Wstąp do KOD”.

Można było dowiedzieć się, że wypełnioną deklarację można przesłać bezpośrednio do Zarządu Stowarzyszenia Komitet Obrony Demokracji ulica Chałubińskiego 8, skr.pocztowa 1500-613 Warszawa.

Wysłałem, priorytetem, poleconym.

Nadal nie jestem członkiem stowarzyszenia Komitet Obrony Demokracji, nadal chcę, ale coraz mniej.

Nie potrafię sobie wyobrazić (a moja wyobraźnia jest ogromna): kto i dlaczego wymyślił taką procedurę przyjmowania członków stowarzyszenia; stowarzyszenia, które swoje dotychczasowe sukcesy zbudowało na spontaniczności.

Przecież gdy gromadzili się ludzie na marsz czy wiec nikt nikogo nie pytał o rekomendacje, nie było listy obecności uczestników.

Przecież gdyby obecnym aktywistom KOD zależało na masowym członkostwie — nie zbudowaliby tak absurdalnej procedury przyjmowania.

Przecież gdyby ważny był udział w KOD  — nie eksponowano by tak nachalnie konta w Idea Bank SA na który można przekazać wsparcie finansowe. Takim wsparciem powinny być przede wszystkim składki członkowskie, a te są na deklaracji członkowskiej.

Mam wiedzę i doświadczenie z uczestnictwa w różnych organizacjach społecznych i politycznych. Nie chcę formułować różnych znanych mi hipotez wyjaśniających dlaczego jest tak, że ktoś kto chce wstąpić do stowarzyszenia Komitet Obrony Demokracji nie może tego załatwić od razu, póki jeszcze chce, póki jeszcze zyje…

Nie podoba mi się ta procedura, nie podobają mi się widoczne już pierwsze oznaki tworzenia się wewnętrznej oligarchii w KOD, nie podobało  mi się wysyłanie do tego Sejmu propozycji ustawy o Trybunale Konstytucyjnym (czym się ta inicjatywa skończyła dobrze wiemy), nie podoba mi się nadmierna obecność ludzi KOD na scenie międzynarodowej – zawsze powstaje pytanie o mandat do reprezentowania tych tysięcy z marszy i demonstracji.

Trzeba zbudować struktury, trzeba mieć prawdziwych członków, trzeba działać opierając się o masę członków stowarzyszenia.

Nie chciałbym by ustalenia Hoffera okazały się prawdziwe do prawdziwego ruchu obywatelskiego jakiego byliśmy świadkami w ostatnim czasie w Polsce; na spontaniczności nie da się zbudować trwałych form walki o zmianę tej „dobrej zmiany” jaką zafundowaliśmy sobie sami po ostatnich wyborach

Zbigniew Szczypiński

 Gdańsk

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.3/10 (12 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +11 (from 11 votes)
Zbigniew Szczypiński: Trudny temat, 9.3 out of 10 based on 12 ratings

10 komentarzy

  1. Magog 2016-07-13
  2. slawek 2016-07-14
  3. BM 2016-07-14
  4. Bejka_2015 2016-07-15
  5. slawek 2016-07-15
  6. Bejka_2015 2016-07-15
  7. Tetryk56 2016-07-15
  8. BM 2016-07-19
  9. malpa z paryza 2016-07-20
  10. slawek 2016-07-21