PIRS: TELEWIZJA POKAZAŁA (259)

2016-07-30.

o. Józef Puciłowski:

– Chciałbym, żeby papież zobaczył, że hierarchowie polscy, władze uczelni katolickich, dziekani wydziałów teologicznych, tak licznych u nas przecież, nie zabierają głosu na temat potwornego kłamstwa, które dzieje się obecnie w Polsce, ostatnio dzień w dzień.
A mają taki obowiązek, ponieważ powinni stać nie tylko po stronie prawdy objawionej, ale również po stronie prawdy historycznej i zwykłej przyzwoitości. Co mówię nie tylko jako dominikanin, ale również czynny historyk.

Jakie kłamstwo?

– Jeżeli minister edukacji Anna Zalewska kłamie w żywe oczy na temat Jedwabnego i Kielc, jeżeli rzecznik rządu unika odpowiedzi na konkretne pytanie o osoby, które wprowadziły Polskę do NATO, to mamy do czynienia z oszustwem.

Rząd powinien trzymać się prawdy. Tymczasem mam czasem wrażenie, że urzędnicy i ministrowie przechodzą specjalne szkolenie polityczne, tak jak kiedyś członkowie PZPR. Dzięki temu potrafią stanąć przed kamerą, przed milionami ludzi, i zwyczajnie kłamać, zasuwać bujdy albo nie mówić nic. Inna, pozornie odległa sprawa: angażowanie wojska do spraw smoleńskich. Przy każdej okazji i w każdym miejscu. Czy przy okazji rocznicy chrztu Polski również powinniśmy odczytywać apel ku czci ofiar katastrofy smoleńskiej?

Kościół ma swoje miejsce w społeczeństwie jako edukator, nauczyciel moralności. Tego w Polsce brakuje i nie mam pewności, czy papież ten brak zobaczy.
Nasz Kościół jest niemy, nie odzywa się, nie reaguje.

– My się generalnie ciągle boimy. Większość naszych hierarchów boi się liberalizmu, gender i jeszcze licho wie czego. Gdyby apostołowie tak się zachowywali jak dziś Kościół w Polsce, dotąd siedzielibyśmy w grajdołku nad Jordanem. Nigdy nie wyszlibyśmy w świat, żeby się z nim zmierzyć, żeby z nim dyskutować. (…)

Jeśli uważamy, że Zachód jest tak paskudny i parszywy, idźmy, nawracajmy, jak pierwsi apostołowie, którzy poszli w pogański świat. Oczywiście ja nie uważam, żeby był aż tak paskudny i aż tak parszywy. Tylko ważne zastrzeżenie: apostołowie nie posługiwali się językiem nienawiści, tylko językiem miłości i dobroci. Ale nasze, polskie, myślenie o Kościele korzeniami tkwi w „Trylogii” Sienkiewicza: jesteśmy wielcy, heroiczni, prześladowani przez obcą większość.

– Nasz Kościół ma też misję ewangelizacyjną. Jeżeli pójdziemy w świat z naszą głupotą narodowopolską, nie przekonamy nikogo do siebie. To jest język obcy dla ludzi. Naszym zadaniem jest głoszenie ewangelii i miłości.

– U nas jest Puszcza Białowieska, którą chce wycinać wierzący minister. Działanie w sprawie Białowieży jest z ducha antypapieskie, ale dobrze pokazuje pewną charakterystyczną korelację – papież sobie gada, a polski katolik robi sobie, co chce.
Ciekawe zresztą, że teksty papieskie nie doczekały się jakiejś porażającej liczby omówień czy komentarzy w Polsce. My tu po prostu mamy inne zainteresowania.

Ojciec był zaskoczony falą protestów przeciwko uchodźcom? Tłumami młodych ludzi ubranych w koszulki husarii, biało–czerwone, z orłami? Maszerowali również blisko waszego krakowskiego klasztoru. 

– To jest klęska także nasza, Kościoła. Przecież ta młodzież jest katechizowana od przedszkola. Gdzie byli katecheci i czego ją uczyli? – pytam. W tym momencie powinien zabrać głos Kościół instytucjonalny i takie czyny potępić.
Boję się, że będzie tego więcej i więcej. Od tego tylko iskra… Podobną klęskę czuję, oglądając kiboli na stadionie. Katolicy biją ludzi – w XXI wieku.
Wszyscy byli edukowani religijnie w szkole, chrzczeni, bierzmowani. Teraz dojdzie religia na maturze. Gdzie jest to religijne wychowanie?

Trzeba wychowywać, przekonywać, nawet potępiać czyny. Bardzo głośno, jednoznacznie. Dla takich ludzi nie ma miejsca w religii katolickiej. Róbcie, co chcecie, ale nie udawajcie, że jesteście katolikami. Jeżeli kogoś wykluczać, to właśnie takich. To oni szkodzą Kościołowi i społeczeństwu. Za faszystowskie, rasistowskie, głupie, szkodliwe wypowiedzi.

Powiem, bo wiąże się to z uchodźcami: dookoła rośnie po raz kolejny marzenie o wielkiej Polsce katolickiej. Z pełnym przekonaniem twierdzę, że to byłaby klęska. Myśmy przez większość swego istnienia byli krajem Żydów, luteranów, prawosławnych, katolików. I to było piękne.

W połowie lat 70. działał ojciec w polskiej opozycji demokratycznej. Są jakieś wspólne elementy?
– Myślę o tym cały czas. Chciałbym powiedzieć, że przypomina mi się bolszewizm, ale to jest jednak inna forma. Dzieje się w Polsce coś, co nosi znamiona prawicowego zamachu stanu. Trójpodział władzy zostaje przekreślony, fałszowana jest przeszłość, ktoś, kto nie ma władzy konstytucyjnej, kieruje krajem. Mamy zamach na historię, naukę, media, Trybunał Konstytucyjny. Nawet zwykły „Teleexpress” kłamie w żywe oczy.

Jak to bezprawie, które obecnie się dokonuje, nazwać? Bardziej przypomina mi nowa Polska początki faszyzmu w wykonaniu Franco czy Pinocheta. I boję się tego, co nastąpi za jakiś czas, zarówno w Polsce, jak i wewnątrz Kościoła.


Gościliśmy ostatnio hiszpańskiego dominikanina, który powiedział: myśmy tę lekcje przerabiali i mamy teraz efekt – absolutną laicyzację. W Polsce kiedyś nastąpi reakcja na obecne wydarzenia i wahadło wychyli się w drugą stronę. Ze szkodą dla Kościoła.
Na razie trzeba głośno mówić, że mamy do czynienia z elementami zamachu stanu.

 Co ojciec czuł, oglądając rocznicę Radomia ’76? Półnadzy mężczyźni z wzniesionymi pięściami i przekaz, że KOR tworzyli Macierewicz oraz Naimski z pomocą Kuronia i Jana Józefa Lipskiego. O całej reszcie milczenie. 

– Ja też pomilczę. Co tu mówić? Jak człowiek zacznie komentować kłamstwa, to kłamstwo w pewnym momencie nabiera cech szlachetności. Dobroć dobrocią, ale może czasem trzeba dać po mordzie, słowami, żeby człowiek otrzeźwiał.

Gdzie i kiedy popełniliśmy my, katolicy, błąd? 

– Nie chcę brać wszystkich grzechów społecznych na ramiona duchownych, ale jakąś odpowiedzialność za obecny kształt społeczeństwa ponosimy. Jest nas 30 tys. Jest wiele miejsc, w których ksiądz ma wielki autorytet. Czy wykorzystujemy go do poszukiwania Boga, do głoszenia prawdy, choćby była niewygodna? Czasem ambona staje się miejscem zupełnie doraźnych rozgrywek politycznych, podczas gdy młodzi, krytyczni ludzie szukają w Kościele czego innego.

Skąd w ojcu takie poczucie winy? 

– Bo to wina Kościoła, że wielu z tych głosujących na „dobrą zmianę” w ostatnich wyborach to katolicy. Czy katolicy nie wiedzą, że Jarosław Kaczyński to człowiek przewrotny? Nie rozumieją wszystkich tych kłamstw, zafałszowań, jakich dopuszczono się przy okazji szczytu NATO? To jest wina Kościoła, że tylu ludzi głosowało na PiS. Nie potrafiliśmy i nie chcieliśmy ich powstrzymać.

– Edukować. Nie przez przypadek w Polsce reformy zaczęły się od Komisji Edukacji Narodowej. Edukacja, za którą idzie krytyczne myślenie, potrafi zmieniać rzeczywistość. Przecież owoce Komisji nasi przodkowie zbierali aż do powstania listopadowego. Właśnie dlatego, że postawiliśmy na szkolnictwo, polskie społeczeństwo przetrwało aż tak długo. Zapędy nacjonalistyczne zaczęły się przecież dopiero od końca XIX w.

I coś jeszcze: nie wierzyć w propagandę. Nie przyzwyczajać się do tego co dookoła.

* * *

 

Tym, którzy się oburzają na wtrącanie się władz do ich uroczystości, w taki sposób jak to robi Macierewicz wciskając „apel smoleński” gdzie się tylko da, dałbym radę, której kiedyś udzielił Jacek Kuroń: – Nie palcie komitetów, twórzcie swoje.

Urządzacie jakąś uroczystość – zróbcie to sami. Ci, którym zależy na kontaktach z władzą, bo to jakoś uświetnia ich uroczystość, niech ją sobie tak organizują.

Władze już zbudowały i rozbudowują swoje „elity”. Osoby, które mianowano autorytetami, wybitnymi artystami itp., zwykle na to nie zasługują. Ich obecność na uroczystości niczego nie uświetnia. Kontrast z prawdziwymi autorytetami jest widoczny. Oni to wiedzą, całe lata narzekali że „salon” ich nie dopuszcza. Stworzyli więc swój salon. I niech się tam bawią.

* * *

 

Wiele lat temu pewien malarz rzucił pomysł, aby wybudować w Polsce jedną centralną szatnię. Ja miałem pomysł, aby – zważywszy ogromną liczbę wolnych miejsc biurowych w Warszawie – przenieść tu wszystkie biura w kraju. Jednak przy pomysłach polityków nasze propozycje bledną.

Adam Grzeszak w Polityce („Sny o potędze”) pisze o takich pomysłach poprzednich i obecnych władz. Jeszcze za rządów PO–PSL minister infrastruktury Grabarczyk wpadł na pomysł wybudowania Centralnego Portu Lotniczego między Warszawą a Łodzią. Miał to być gigantyczny przesiadkowy międzykontynentalny port lotniczy. Lotnisko Chopina w Warszawie (zmodernizowane przy ogromnych nakładach finansowych) zlikwidowanoby. Do Portu miała dowozić podróżnych Kolej Dużych Prędkości (KDP), z pociągami jeżdżącymi z prędkością 300–350 km/godz. Idiotyzm tego pomysłu długo nie trafiał do decydentów. Dlaczego miliony podróżnych miały by lądować i starować akurat na tym lotnisku? Jak PKP dałaby sobie radę z KDP skoro ma problem z dostosowaniem torów do znacznie wolniejszych pociągów Pendolino?  Skąd wziąć pieniądze na takie inwestycje?

Wicepremier Morawiecki szykuje jeszcze lepsze projekty. W ciągu 10 lat ma dojść do wyprodukowania miliona samochodów elektrycznych w Polsce. Zrobią to nasi wspaniali inżynierowie, wybuduje się odpowiednie zakłady lub rozbuduje stare. Tyle że dotychczas nikt na świecie nie rozwiązał problemów związanych  z potrzebą częstego doładowania akumulatorów takich samochodów, ich obsługi, a koszty pojazdów elektrycznych są co najmniej dwukrotnie większe od tradycyjnych. Żeby osiągnąć milion pojazdów, Polacy musieliby kupować już od zaraz (a za co?) po 100.000 takich pojazdów rocznie.

Na świecie rządy dopłacają do producentów samochodów elektrycznych, dając im ulgi, budując infrastrukturę, dając ulgi nabywcom itd. U nas zrobi się to bez żadnych ulg.

Inny pomysł Morawieckiego to rozwinięcie transportu śródlądowego, który poprzez Wisłę–Bug–Prypeć–Dniepr połączyłby Morze Bałtyckie z Morzem Czarnym. Poza ogromnymi pieniędzmi trzeba byłoby doprowadzić do żeglowności rzek. No i trzeba byłoby namówić Białoruś i Ukrainę do przystąpienia do projektu. Projekt nie spłaciłby się w przewidywalnej przyszłości.

Inny śmiały projekt to budowa wielkich promów, które kursowałyby na Bałtyku. To nic że taki duży prom nie zmieści się w Ystad, niech się Szwedzi martwią. Będzie to okazja dla polskich inżynierów aby się nauczyć budować takie jednostki. Jak się uczyli dotychczas to widać na okręcie Gawron, który budowano i przerabiano 14 lat, miał być jedną z siedmiu korwet a skończył jako patrolowiec. Taniej byłoby połączyć dwie polskie linie promowe w większą i silniejszą, ale na to nie godzą się związki zawodowe.

Skąd wziąć pieniądze na te śmiałe projekty, kto i z czego spłaci zaciągnięte kredyty, jeśli jakiś bank je w ogóle da? Autor artykułu zastanawia się, czy Morawiecki jako prezes banku dałby pieniądze na takie przedsięwzięcia.

Mogą dać pieniądze Chińczycy, ale po cholerę nam to wszystko? Czy z tych inwestycji będą kiedyś jakieś pieniądze?

Miejmy nadzieję, że rząd PiS zda sobie sprawę z bezsensowności tych projektów i powie jak w tym dowcipie o przemówieniu Gomułki: – Gdybyśmy mieli cienką blachę to zarzucilibyśmy świat konserwami, ale nie mamy mięsa.

* * *

 

Sztuczne Fiołki. Na obrazie XIX–wiecznego malarza Caspara Davida Friedricha stoi dwóch panów i jeden mówi do drugiego: – Teraz, gdy zawarliśmy pakt z Janem Pawłem II, nasza armia wydaje się zbędna.

PIRS

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (18 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +20 (from 20 votes)
PIRS: TELEWIZJA POKAZAŁA (259), 10.0 out of 10 based on 18 ratings

4 komentarze

  1. J.S. 2016-07-31
  2. J.S. 2016-07-31
  3. dawniej_kuba 2016-07-31
  4. wejszyc 2016-07-31