Jacek Parol: Miara rzeczy, miara słów

Print Friendly, PDF & Email

kod 22016-08-31.

Wiem, że część czytelników nie zrozumie tego co chciałbym powiedzieć. Nawet jak będę starał się przekazać to naj-najczytelniej, to znajdzie się ktoś, kto stwierdzi, że nie doceniam, bagatelizuje, bo zagrożenie jest realne – a ja uspokajam.

Oświadczę wiec na początku: widzę poważne zagrożenie związane ze spuszczeniem psów ze smyczy, widzę poważne zagrożenie związane z bezkarnością pospolitych łobuzów, rozzuchwalonych bezkarnością. Uważam, że ofiara zawsze jest ofiarą, a skala krzywdy jest rzeczą wtórną.

A teraz do rzeczy.

Ostatnio moja znajoma, mądry człowiek stwierdziła, że przestaliśmy się ścierać na poglądy i fakty a zaczęliśmy na narracje. Narracja – modne ostatnio słowo – oznacza w tym wypadku przyjęcie określonej optyki i dostosowywanie do niej faktów, braku faktów lub błahostek, które możemy nadmuchać do wymiarów Titanica.

Zatrzęsła nami informacja o pobiciu liderów KOD na mszy w Gdańsku. Ofiara jest ofiarą, a przemoc przemocą. Niemniej zabandażowana ręka Radomira na twisterze jest symbolem braku miary. Rozzuchwaleni chuligani, zwykła hołota niemająca specjalnych barw (może kibice, może Oenerowcy, może tajniacy, albo zwykli pijani rozrabiacy) zachowali się po chamsku i agresywnie. Ale czy nasi działacze zostali pobici – czy jednak nie? Bo jeśli do narracji pasuje nam pobicie, to zaczynamy nakręcać histerię o prawie zlinczowaniu, pobiciu i setkach agresorów.

Co powiemy, gdy ktoś zostanie pobity na poważnie? Nie umniejszam problemu i przekroczenia granicy agresji fizycznej, ale nazywajmy rzeczy zgodnie z ich nazwami, bo zabraknie nam słów.

Kontynuując temat. Na Facebooku i w prasie pojawiło się mnóstwo dramatycznych relacji, apeli, wyrazów poparcia, wierszy i egzaltowanych oświadczeń. Zgodnie z obowiązującą narracją doszło do czegoś straszliwego, faszyzm wyszedł na ulice, bojówki SA organizują noce kryształowe, a Błaszczak siedzi i zaciera ręce. Idziemy w tę stronę, tak może być w przyszłości, gdy łobuzy z orzełkiem na piersi, husarią na plecach i małym powstańcem na czapce i kiju bejsbolowym będą przekraczać kolejne granice przy jawnym przyzwoleniu siły przewodniej. Ale dzisiaj jeszcze tak nie jest. Zachowajmy umiar, by nie zabrakło słów.

Nasza antypisowska narracja jest tak samo histeryczna jak ta pisowska. Święcie wierzę, że jest znacznie przyzwoitsza i oparta o zdrowy obowiązujący w cywilizowanym świecie system wartości. Nie zmienia to faktu, że w wyniku zacietrzewiania gubimy miarę. Przykład?

Obrona Trybunału Konstytucyjnego przed bolszewickim zamachem. Ile razy, przy kolejnych okazjach ogłaszaliśmy, że to już koniec Trybunału, że już go nam uśmiercili, że już teraz to…

Brak miary. Wojna o Trybunał trwa i PiS wcale nie jest w niej faworytem. Zamiast blitzkriegu, mordercza wojna wyniszczająca, dająca stałe paliwo opozycji, wikłająca dobrą zmianę w potyczki na konferencje prasowe i oświadczenia – i konfliktująca z partnerami europejskimi. Ogłaszanie, że „teraz to już koniec” to brak miary, o tyle szkodliwy, że większość naszego społeczeństwa konfliktu nie rozumie. Kolejne ogłaszanie końca musi sprawiać wrażenie histerii lub kłamstwa i wywoływać zmęczenie tematem. A o to akurat chodzi PiS-owi.

Gdzieś usłyszałem taką mądrą rzecz. Wiek dojrzały niesie ze sobą ogrom doświadczenia, wiedzy i zdolności do przewidywania tego,  co się może wydarzyć. Prawdziwym błogosławieństwem jest, gdy wraz z tą mądrością przychodzi jeszcze umiejętność nieudzielania rad na prawo i lewo. Cierpimy w opozycji na tę przypadłość – i wcale nie jest to związane z wiekiem. Wszyscy wszystkich pouczają, wiedzą lepiej i udzielają rad, a w wypadku braku reakcji odsądzają od czci i wiary. Walka opozycyjna powinna toczyć się na wielu frontach i w wielu miejscach. Na ulicznych protestach, w Internecie, na łamach gazet i na spotkaniach politycznych.

Zamiast się wzajemnie szanować, usiłujemy się wzajemnie przekonać, że nasze pomysły są lepsze, ważniejsze, bardziej patriotyczne i bardziej walczące o wolną Polskę. Jeśli nie udaje nam się przekonać – odcinamy się, krytykujemy, zaczynamy zwalczać. Brak nam miary. I brak pokory.

Nie ma w Polsce jeszcze dyktatury. Nie nazywajmy groteskowych prób kieszonkowych bolszewików dyktaturą, bo to jeszcze nie dyktatura. Nie wolno również twierdzić, że demokracja ma się dobrze, bo skoro musimy o niej mówić, to dobrze nie jest.

Nie nazywajmy prób zamachu na konstytucję końcem demokracji, bo walka trwa, będzie trwać i nie może skończyć się tak jak marzą o tym Kaczyński z Ziobrą.

Nie nazywajmy poszturchiwania pobiciem, bo musi być jakaś gradacja między tym, co spotykało opozycjonistów w PRL-u z niedawnym incydentem. Zostawmy wielkie słowa na potem. Oby się nie przydały.

Przestańmy używać narracji, zacznijmy myśleć. Myślenie jest bronią, wobec której PIS jest prawdziwie bezradny, bo nieuzbrojony.

Jacek Parol

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 7.2/10 (28 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +23 (from 35 votes)
Jacek Parol: Miara rzeczy, miara słów, 7.2 out of 10 based on 28 ratings

14 komentarzy

  1. Mr E 2016-08-31
  2. slawek 2016-08-31
  3. andrzej Pokonos 2016-09-01
  4. Federpusz 2016-09-01
  5. jureg 2016-09-01
  6. Stary outsider 2016-09-01
  7. otoosh 2016-09-02
  8. FullMind 2016-09-02
  9. Mr E 2016-09-02
    • andrzej Pokonos 2016-09-02
  10. wejszyc 2016-09-02
    • wejszyc 2016-09-02
  11. j.Luk 2016-09-02
  12. PJD 2016-09-04
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com