Andrzej Koraszewski: Widmo złego rozpoznania końca świata

2016-09-26.

Widmo krąży po świecie, widmo złego rozpoznania i złych priorytetów. Handel jest lepszy niż wojna, ale pacyfiści nienawidzą konsumeryzmu i proszą, żebyśmy kochali się pro publico bono, nie szczędząc grosza na tacę. Przekonują, że lepiej być bez chleba, niż codziennie patrzeć jak się piekarz bogaci.

Zwrot „wszystko co musisz wiedzieć”… wkrada się do wszystkich mediów mających nas za idiotów. Ten zwrot jest pożyteczny i rozsądny w poradniku jak wypełnić deklarację podatkową, czy jak założyć firmę, jest ostrzeżeniem, że masz do czynienia z durniami lub oszustami, kiedy reklamuje się nim medium informacyjne.

„Wszystko co musisz wiedzieć” dostarczają ci duchowi pasterze, zarówno ci wierzący w boga, jak i ci, którzy przekonują cię do jakiejś ideologicznej prawdy.  Widząc taką „zachętę” otrzymujesz klarowną informację, że dostaniesz do wierzenia uproszczoną i wypaczoną papkę, która ma ci wystarczyć, bo uważają cię za idiotę, a siebie za wszystko wiedzących.

Pobożni faceci w błazeńskich czapach prawią kazania o miłości i końcu świata, świeccy prorocy krzyczą z rozwianym włosem o zbliżającym się końcu naszej planety, ludzkości, gatunków, zasobów, plemników, lodu, wody i powietrza. Wśród tych świeckich proroków nie ma dyskryminacji płci, chociaż wiodący pasterze świeckich owieczek są zazwyczaj nadal płci męskiej.

Przejście od religijnie nawiedzonych proroków końca świata, do tych, którzy podpierają się nauką, było łagodne. W czasach Oświecenie pierwszy świecki koniec świata wieszczył zajmujący się ekonomią i statystyką duchowny anglikański, Thomas Malthus. W końcu XVIII wieku przepowiadał straszliwą klęskę powszechnego głodu i nędzy z powodu wzrostu demograficznego i wyczerpania się zasobów ziemi rolnej, a więc możliwości wyżywienia rosnącej populacji ludzi. Jego metodologia była bezbłędna. Przy ówczesnej wydajności rolnictwa możliwości wyżywienia wzrastającej populacji świata były na wyczerpaniu. Zgodnie z jego przewidywaniami nie powinno nas już być. Tymczasem jest nas wielokrotnie więcej i jesteśmy stokrotnie bogatsi, żywności jest pod dostatkiem, głodują mieszkańcy krajów rządzonych przez  bezwzględnych i nawiedzonych dyktatorów.

Czego Malthus nie wziął pod uwagę? Postępu technicznego. Jego książka wyszła w 1798 roku i już wtedy miała miejsce rewolucja w rolnictwie, która poprzedzała rewolucję przemysłową. Kiedy uczony pisał swoje dzieło właściciele okrętów zwęszyli złoty interes w masowym imporcie guana. Nawożenie, nasiennictwo i mechanizacja gwałtownie zmieniały obraz wsi. Czy Malthus mógł przypuszczać, że wzrost wydajności rolnictwa będzie znacznie szybszy niż przyrost ludności? Raczej nie, we wcześniejszych okresach innowacji było stosunkowo mało i przyjmowały się opornie. Podczas gdy postęp w zbrojeniach był natychmiast widoczny, zmiany w produkcji rolnej były drobne, a popyt na nie był ograniczony. Tradycja brania pod pług coraz więcej ziemi i niewolenia coraz więcej ludzi, zmuszając ich do niewolniczej lub półniewolniczej pracy na roli, trzymała się dobrze. Kolonializm dopiero się rozkręcał.

Brytyjskie kolonie w Ameryce i Australii były dziwactwem, dostatek ziemi i brak rąk do pracy powodował niesłychany wręcz popyt na innowacje w rolnictwie. Wielka Brytania dostarczała ogromnej ilości osadników, ale mało kto garnął się do pracy najemnej. Osadnicy brali ziemię i zaczynali gospodarować, głowiąc się jak sobie poradzić bez pomocników. Na Wyspach Brytyjskich nadwyżki siły roboczej wysysały kolonie i tu również pojawił się problem, bo ludzka praca stawała się coraz droższa.

Popyt na innowacje, żeby mógł stać się siłą napędową rozwoju, musi wykroczyć poza zainteresowania królów, magnatów i generałów. Samo niewolnictwo było innowacją, która pojawiła się wraz z rolnictwem i nadwyżkami żywności, pozwalającymi na budowę wspaniałych pałaców, świątyń, na uprawę dużych obszarów ziemi oraz służbę gotującą, ogrzewającą, powożącą i sprzątającą. Ta innowacja na długo zatrzymała inne. Dopiero wzrost egalitaryzmu stworzył masowy popyt na nowości, a w szczególności na narzędzia oszczędzające pracę.

Ujarzmiona energia wody i węgla zastępowała niewolników. Początkowo wydawało się, że jest odwrotnie, uwolnieni z rolnictwa ludzie, przechodzili do manufaktur, żeby pracować za takie same lub mniejsze wynagrodzenie. Żyli stłoczeni na mniejszej powierzchni, w coraz bardziej zatrutym środowisku.

Masowa produkcja wymagała jednak masowego odbiorcy, więc jak mi to wyjaśniał kiedyś szwedzki komunista „Kapitaliści zaczęli wyposażać robotników w siłę nabywczą, żeby robotnicy mogli kupować ich towary.”

Pasterze duchowi zaczęli obmyślać nowe wersje końca świata spowodowanego (oczywiście) przez spożywanie takiego lub innego zakazanego owocu. Mój szwedzki komunista miał rację, żądni zysku kapitaliści chcieli sprzedać jak najwięcej swoich towarów, ale woleli, żeby w siłę nabywczą wyposażył ich klientów ktoś inny. Racjonalizm wolnego handlu ma swoje ograniczenia. (Co było jednym z powodów, dla których Adam Smith chciał, aby niewidzialna ręka była pilnowana przez nocnego stróża, którą to rolę miało przyjąć na siebie państwo.)

Od czasu wydania dzieła pastora Malthusa upłynęło sporo wody w Wiśle i minęliśmy bezpiecznie kilkaset wyznaczonych dat końca świata, z których coraz więcej nosiło szaty przepowiedni naukowych. Te daty końca świata, wyznaczone przez nawiedzonych w świątyniach, mijały, bo taka była ich natura od początku świata. Z tymi naukowymi przepowiedniami końca świata sprawa była zgoła inna. Często, podobnie jak w przypadku Malthusa, prorocy opierali się na solidnych danych prorokując, że jeśli będzie jak jest, to Jezus Maryja. W niektórych przypadkach zasadnie zwracali uwagę na realne zagrożenia i zapewne przyczyniali się do podjęcia działań zapobiegawczych. Częściej rynek reagował na te zagrożenia poprawnie, a politycy okazywali skłonność do nadmiernego zaufania do takich lub innych teorii.

Niektórzy czytelnicy zgodzą się ze mną, że wszystkie modlitwy o pokój razem wzięte nie przyniosły światu ani jednej minuty pokoju. Próby globalnego rozwiązania globalnych zagrożeń wydają się charakteryzować niemal równie małą skutecznością.

Jeszcze będąc dziecięciem słyszałem, że zaraz się skończy węgiel, potem miała się skończyć ropa naftowa, potem powietrze i woda, teraz gorączkowo walczymy z klimatem.

Klimat się zmienia, w przeszłości zmiany klimatyczne spowodowały upadek niejednej cywilizacji. (Z uporczywym brakiem deszczu próbowano sobie poradzić składając ofiary z ludzi, ale patrząc na to z perspektywy czasu  można odnieść wrażenie, że skuteczność tych zabiegów nie była większa niż skuteczność modlitw o pokój.) W obecnych zmianach klimatycznych człowiek ma swój udział, chociaż pytanie, w jakim stopniu nasze grzechy są przyczyną tych zmian, jest powodem gorszących sporów. Nie są to spory bez znaczenie, bowiem od rozpoznania natury zagrożenia, jak i skuteczności metod przeciwdziałania temu zagrożeniu, może zależeć, czy będziemy składać zbędne ofiary z ludzi, czy raczej będziemy ludzi ratowali.

Jesteśmy nieustannie atakowani przez media reklamujące się hasłem „wszystko co musisz wiedzieć” i obrazkami, które podobno mówią wszystko. Niejedno zdjęcie wymaga więcej niż tysiąca słów, aby pokazać ogrom uproszczenia zawartego w nim przekazu. Chewy Boese, amerykańska dziennikarka i fotografka, absolwentka Fordham University, przedstawiła nam grozę tego świat w 30 obrazkach. Prezentacja artystyczna, specjalnie dla VIP-ów. Część tych zdjęć to fotografie kultowe, pokazywane setki razy, żeby dać nam okazję do przekazywania ich dalej w tweetach i na stronach facebooka. Trudno o lepszy wyraz zatroskania jak przekazanie dalej zdjęcia, które „mówi wszystko”.

„Czy możemy mieć nadzieję – pyta autorka – Obejrzyj te łamiące serce zdjęcia i zobacz jak strasznie wykorzystujemy i krzywdzimy Ziemię.”

30 zdjęć, które dowodzą, że zbliża się koniec świata

To zdjęcie jest tak znane, że autorka nie podaje nawet jego autora, jako źródło podaje flickr. Ma powód, widzieliśmy je setki razy i dziesiątki bardzo podobnych. Czy mówią nam „wszystko” o problemie topniejących lodów i malejącej populacji białych niedźwiedzi? Raczej nie, może nawet wręcz przeciwnie. Pytań jest kilka. Czy tak już było? A jeśli tak, jakie były wówczas konsekwencje? Czy dobrze oceniamy tempo wzrostu temperatur? Czy przewidywania dotyczące podnoszenia się poziomu mórz są poprawne i czy się sprawdzają, czy możemy skutecznie przeciwdziałać zmianom klimatycznym?

To ciekawe pytania, ale to zdjęcie z pewnością na nie nie odpowiada. Podobnie jak nie informuje nas, jak to właściwie jest z populacją białych niedźwiedzi.

Od smutnego samotnego misia siedzącego na czubku górki lodowej przeskakujemy do Brazylii i pływających w morzu zatrutych ryb. Sprawa poważna, ale ponieważ autorka wraca do tego problemu później przejdźmy do kolejnego zdjęcia, tym razem z Indii.

Credit: ROBERTO SCHMIDT/Getty Images“Populacja Indii wynosi prawie 1,3 miliarda (i rośnie), tak więc po Chinach Indie są  najbardziej zaludnionym krajem świata. To lotnicze zdjęcie New Delhi pokazuje jakie tu zatłoczenie i jak zatrute jest powietrze z powodu nadmiaru ludzi.”“Populacja Indii wynosi prawie 1,3 miliarda (i rośnie), tak więc po Chinach Indie są  najbardziej zaludnionym krajem świata. To lotnicze zdjęcie New Delhi pokazuje jakie tu zatłoczenie i jak zatrute jest powietrze z powodu nadmiaru ludzi.”

Faktycznie dramatyczny problem i to nie tych, którzy mają nadmiar jedzenia i zbyt dużo kupują, a tych, którzy mają często problem jak przetrwać do następnego dnia. Jeśli idzie o to zatrucie powietrza, to cisną się tu na usta przynajmniej dwa pytania – pierwsze, ile z tego smogu nad miastem to dymy przemysłowe i spaliny samochodów, a ile dymy z piecyków, w których spala się śmieci, żeby ugotować żywność? Z powodu tych piecyków zadymienie powietrza wewnątrz pomieszczeń jest większe niż na zewnątrz. Zatrucia z powodu zadymionych pomieszczeń mieszkalnych to przyczyna setek tysięcy śmierci rocznie, istnieją już dziś możliwości radykalnego ograniczenia tego problemu, ale priorytetem Światowej Organizacji Zdrowia są e-papierosy, a rządów i samorządów walka o władzę.

Drugie pytanie dotyczy metod przeciwdziałania. Jak w tych konkretnych warunkach dostarczyć najbiedniejszym elektrycznośc i gaz? To ważne pytanie. Gdybym miał wybierać między elektrowniami węglowymi, a wiatrakami, wybrałbym elektrownie węglowe. Są tu i inne rozwiązania i trzeba kalkulować koszty dla państwa i koszty dla ludzi, negatywy i pozytywy. Najgorsze może się okazać dążenie do ideału. Indie rozstały się z socjalizmem, koszmarnym balastem jest religia, system kastowy i brak egoizmu; mądrego egoizmu, który uczy, że najszybciej bogacimy się razem, a nie jedni kosztem innych.

Z Indii przenosimy się do Bangladeszu, jednego z najbiedniejszych krajów świata, kraju ludzi bardzo pobożnych, w którym morduje się blogerów przyznających się do ateizmu, a problem zbawienia jest po stokroć ważniejszy od problemu biedy. Ani to zdjęcie, ani poprzednie nie odpowiedzą nam na pytanie, dlaczego zielona rewolucja, która radykalnie zmniejszyła problem głodu w Indiach, ominęła Bangladesz, ani co właściwie przeszkadza, aby rozpoczęły się tam jakiekolwiek reformy gospodarcze.

“W Bangladeszu małe dzieci bawią się zmienionym w ściek kanale. Podczas gdy tu (w Ameryce – A.K.) rodzice martwią się dając dzieciom nieorganiczną żywność, wyobraź sobie życie w jednym z najbardziej zanieczyszczonych miast na ziemi. Każdego dnia lokalne garbarnie wylewają dwadzieścia tysięcy litrów toksycznych odpadów do rzeki zaopatrującej stolicę kraju Dakkę w wodę.”

“W Bangladeszu małe dzieci bawią się zmienionym w ściek kanale. Podczas gdy tu (w Ameryce – A.K.) rodzice martwią się dając dzieciom nieorganiczną żywność, wyobraź sobie życie w jednym z najbardziej zanieczyszczonych miast na ziemi. Każdego dnia lokalne garbarnie wylewają dwadzieścia tysięcy litrów toksycznych odpadów do rzeki zaopatrującej stolicę kraju Dakkę w wodę.”

Tak często mordowani w Bangladeszu blogerzy twierdzą, że powodem zastoju i zacofania jest ciągle ocieplający się klimat sporów religijnych i ignorowanie życia doczesnego. Nie można wykluczyć, że mają sporo racji. Tak czy inaczej, ekologiczne problemy raczej nie są spowodowane nadmiernym konsumeryzmem.

Z Bangladeszu przenosimy się do Chin, które porzuciły ideologiczny fanatyzm i wkroczyły na drogę szybkiego rozwoju. Decyzja o zmianie kursu związana była z zagrożeniem malthuzjańskim głodem. Komunizm nie był w stanie wyżywić wzrastającej populacji i pojawił się Deng, który oświadczył „wszystko jedno, czy kot jest biały, czy czarny, byle dobrze łowił myszy”. Oznaczało to: wszystko jedno kapitalizm czy komunizm, byle ludzie nie umierali z głodu. Takie powiedzenie wymaga niebywałej odwagi cywilnej i usunięcia z drogi tych, którzy wolą, żeby ludzie raczej umierali z głodu.

Credit: VCG/Getty Images“Nie, to nie jest romantyczna mgła nad Czangsza (Changsha), miastem w prowincji Hunan. To jest straszliwy smog, spowodowany zanieczyszczeniem powietrza. Wszyscy wiemy, że Chiny mają wielki problem demograficznego wzrostu, który zmusił je do wymuszanej przez prawo polityki jednego dziecka, ale nadal produkują ogromne ilości zanieczyszczeń. W Pekinie węgiel i samochody to dwa główne źródła zanieczyszczenia powietrza.”    

“Nie, to nie jest romantyczna mgła nad Czangsza (Changsha), miastem w prowincji Hunan. To jest straszliwy smog, spowodowany zanieczyszczeniem powietrza. Wszyscy wiemy, że Chiny mają wielki problem demograficznego wzrostu, który zmusił je do wymuszanej przez prawo polityki jednego dziecka, ale nadal produkują ogromne ilości zanieczyszczeń. W Pekinie węgiel i samochody to dwa główne źródła zanieczyszczenia powietrza.”

No tak, w Chinach od wielu lat wzrost gospodarczy jest szybszy niż przyrost ludności. Nie tylko zażegnano widmo głodu, ale zdecydowano się na rezygnację z polityki jednego dziecka. Jednak są tu również minusy. Wśród kosztów tego szybkiego wzrostu gospodarczego są dramatyczne problemy ekologiczne. Może je zmniejszyć tylko technika – lepsze filtry, tam gdzie spala się węgiel, energia jądrowa, energia odnawialna, która jest w Chinach traktowana bardzo poważnie, stawki na transport publiczny i ograniczenie w dużych miastach transportu samochodowego.Problemy Chin są radykalnie odmienne od problemów Bangladeszu, ale autorka tego świeckiego katechizmu w obrazkach nie wydaje się być tego świadoma. Ludzie zajmujący się ewangelizacją rzadko dostrzegają takie różnice.

Z Chin przenosimy się na Filipiny. Tu centralnym problemem wydaje sie wzrastająca temperatura sporów między muzułmanami, katolikami, komunistami, mafiami i mającymi najmniejsze wpływy na arenie politycznej, zwolennikami ciepłej wody w kranach. Niedawno nowym prezydentem Filipin został Rodrigo Duterte, człowiek, który wezwał ludzi do zabijania handlarzy narkotykami, dał do zrozumienia, że osobiście zabijał, obiecuje morze krwi. Mieszkańcy Filipin wybrali go demokratycznie, mając nadzieję, że ktoś położy kres anarchii zdominowanej przez gangsterów. Filipiny w ostatnich latach weszły na drogę przyspieszonego rozwoju, ale rozwarstwienie i problemy społeczne przekraczają nasze wyobrażenia. Nasza autorka prezentacji problemów tego świata dla VIP-ów oferuje nam zdjęcie z Manili.

“Manila ma rzekę śmieci. Ocenia się, że do roku 2050 wyrzucone opakowania plastikowe będą cięższe niż wszystkie ryby w oceanie. Może powinniśmy dwa razy zastanowić się przed użyciem plastikowej torby ze sklepu. Czy zastanawiasz się co się dzieje z tymi wszystkimi śmieciami, które codziennie wyrzucasz?”

“Manila ma rzekę śmieci. Ocenia się, że do roku 2050 wyrzucone opakowania plastikowe będą cięższe niż wszystkie ryby w oceanie. Może powinniśmy dwa razy zastanowić się przed użyciem plastikowej torby ze sklepu. Czy zastanawiasz się co się dzieje z tymi wszystkimi śmieciami, które codziennie wyrzucasz?”

 Czasem mam wrażenie, ale z wielu względów wolałbym nie mówić jakie. Przebiegam galopem przez kilka kolejnych zdjęć dowodzących, że zbliża się koniec świata. Po prezentacji dowodów, że energia z paliw kopalnych nas zabija, wpadam na zdjęcie z Czarnobyla.
“W 1986 roku w Czarnobylu, w byłym ZSRR, doszło do przerażającej katastrofy reaktora nuklearnego. W tamtejszym środowisku, a nawet w sąsiednich krajach ciągle utrzymuje się radioaktywność. Liczba śmiertelnych ofiar jest nadal przedmiotem dyskusji. Większość ofiar cierpiała lub będzie cierpiała na nowotwory spowodowane napromieniowaniem. Energia atomowa jest tańszym i wydajnym źródłem elektryczności niż z elektrowni na paliwa kopalne. Niektórzy twierdzą, że elektrownie atomowe są mniej szkodliwe dla środowiska, ale katastrofa w Czarnobylu pokazuje, że jest inaczej.”“W 1986 roku w Czarnobylu, w byłym ZSRR, doszło do przerażającej katastrofy reaktora nuklearnego. W tamtejszym środowisku, a nawet w sąsiednich krajach ciągle utrzymuje się radioaktywność. Liczba śmiertelnych ofiar jest nadal przedmiotem dyskusji. Większość ofiar cierpiała lub będzie cierpiała na nowotwory spowodowane napromieniowaniem. Energia atomowa jest tańszym i wydajnym źródłem elektryczności niż z elektrowni na paliwa kopalne. Niektórzy twierdzą, że elektrownie atomowe są mniej szkodliwe dla środowiska, ale katastrofa w Czarnobylu pokazuje, że jest inaczej.”
Zacznijmy od tego, że zgodnie z wynikami dochodzenia przeprowadzonego przez ONZ  liczba bezpośrednich ofiar katastrofy w Czarnobylu wynosiła 38 osób, liczba śmierci w ten lub inny sposób powiązanych z tą katastrofą wynosiła 4 000. Zdawać by się mogło, że kalkulowanie ryzyka powinno być stałym obyczajem polityków i skłamałbym, gdybym powiedział, że nie jest, zagrożenie, na które politycy są szczególnie wrażliwi, to ryzyko, że wyborcy mogą ich skreślić, a wyborcy skreślają w zależności od tego, czego się boją. Katastrofa w Czarnobylu na długie lata zatrzymała budowanie nowych  elektrowni atomowych. Katastrofy elektrowni atomowych są jednak tysiąckrotnie rzadziej przyczyną  zgonów niż bieda i brak elektryczności.
Jak już byliśmy przy elektrowniach atomowych dostarczających ludziom energii elektrycznej, autorka przypomniała sobie, że żyjemy w epoce bomb atomowych. Nie wspomina co prawda ani Iranu, ani Korei Północnej, ani nawet Pakistanu. Przypomina Hiroszimę i Nagasaki.
“Wszyscy uczą się o bombach zrzuconych na Hiroszimę i Nagasaki podczas drugiej wojny światowej. Liczby zabitych sięgają setek tysięcy. Znacznie więcej ludzi umierało poźniej wskutek poparzeń i napromieniowania.”

“Wszyscy uczą się o bombach zrzuconych na Hiroszimę i Nagasaki podczas drugiej wojny światowej. Liczby zabitych sięgają setek tysięcy. Znacznie więcej ludzi umierało poźniej wskutek poparzeń i napromieniowania.”

 Nie bez znaczenia są liczby. Po latach najbardziej zbliżone szacunki ofiar tych dwóch bomb wynoszą 135 tysięcy w Hiroszimie i 64 tysiące w Nagasaki. (Dla porównania straty ludzkie w Powstaniu Warszawskim szacuje się na między 100 a 200 tysięcy osób. Większość historyków zgadza się, że po polskiej stronie zginęło około 150 tysięcy ludzi.) Do dziś toczą się spory, czy te dwie bomby zmniejszyły liczbę ofiar wojny wymuszając natychmiastową kapitulację Japonii, czy były powodem skuteczności parasola atomowego, chroniącego przed wybuchem trzeciej wojny światowej? Czy zmniejszyły zagrożenie ze strony ZSRR?  Wojny nie ustały ani na moment. Mocarstwa nuklearne do tej pory unikały  bezpośredniego starcia. Zagrożenie użycia broni nuklearnej rośnie z każdym dniem i może być ono bardziej związane z religijnym i ideologicznym fanatyzmem niż z czymkolwiek innym. Nasza bohaterka przeskakuje jednak od Hiroszimy do straszliwego zagrożenia nadmiarem zużytych opon samochodowych. Ciekawe, bo jednak zauważa pojawiające się dziś pomysły wtórnego wykorzystania tego materiału w budownictwie, przy budowie dróg i produkcji rzeczy, które mogą być dla ludzi użyteczne.  Kolejne zdjęcie, samo w sobie nie budzi grozy. Jest to lotnicze zdjęcie z kanadyjskiej Alberty. Przerażać ma dopiero jego opis. Ropa z piasku, czyli bitumen. Aż dziwi, że Chewy Boese straszy końcem świata pokazując bitumen, którego wydobycie i przetwarzanie ma niewielką skale, a nie rusza ropy i gazu z łupków.

Łupki są pod wieloma względami fascynujące. Obróbka kamienia to był wspaniały wynalazek, pchnął ludzkość na nowe tory. Epoka kamienia łupanego nie skończyła się jednak z powodu wyczerpania się zasobów krzemienia, metale okazały się ciekawsze. Ropa naftowa była znacznie ciekawsza od węgla, łatwiej ją wydobyć, powoduje mniej zanieczyszczeń, daje więcej energii. Nie jest idealna, nadal zbyt dużo zanieczyszczeń, dramat kiedy dochodzi do dużych wycieków. Gaz ziemny nie jest cudowny, ale od czasu kiedy Ameryka masowo korzysta z gazu z łupków, jest jedynym krajem, który może się pochwalić znaczącą redukcją emisji CO2 . Prorocy końca świata woleliby jednak, żebyśmy zrezygnowali z wszelkich paliw kopalnych chociażby kosztem setek milionów ludzkich istnień. Zalecają wiatraki i panele słoneczne, które jak dotąd produkują energię elektryczną w ilościach pozwalających na redukcję emisji trudną do zaobserwowania.

Zmiany klimatyczne naprawdę przerażają panią Boese, bo to i ptaki wędrowne tracą orientację i gatunki giną. A na domiar złego odławiamy za dużo ryb.

„Nadmierne odławianie ryb, żeby nakarmić wzrastającą populację ludzi to poważne zagrożenie. Przyszłe generacje nie będą się mogły cieszyć morskimi rybami, które są takie smaczne, będą musiały się żywić mniej smacznymi rybami hodowanymi na farmach. Przewiduje się, że zasoby morskich ryb wyczerpią się około roku 2050. To jest bliższe niż może ci się wydawać.”

„Nadmierne odławianie ryb, żeby nakarmić wzrastającą populację ludzi to poważne zagrożenie. Przyszłe generacje nie będą się mogły cieszyć morskimi rybami, które są takie smaczne, będą musiały się żywić mniej smacznymi rybami hodowanymi na farmach. Przewiduje się, że zasoby morskich ryb wyczerpią się około roku 2050. To jest bliższe niż może ci się wydawać.”

 Ta data 2050 wydaje się bezpieczna. Fałszywych proroków nie rozlicza się z błędnych przewidywań, a dobrze nadmuchana wizja końca świata, to dla dziennikarskiej braci złota żyła. Nawiasem mówiąc, ryby z hodowlanych stawów jemy już od stuleci, a dobrze przyprawione ryby morskie hodowane na pustyni, to proszę państwa cymes, który dla dzikiego łososia wygląda jak wymodlony interes.

Prezentację dowodów na zbliżający się koniec świat kończy zdjęcie z obozu zagłady. Również tu nie dowiadujemy się ani kto zrobił zdjęcie, ani jaka data, ani który to obóz. Możemy się jednak domyślać.

Source: imgur/ preciousmaterials“Nienawiść do innych zabiła na przestrzeni dziejów miliardy ludzi. Ile było mordów, wojen, ataków terrorystycznych, strzelanian? To wszystko nie obejmuje nawet chciwości, gwałtów i apatii. Niezależnie od naszych problemów ze środowiskiem, cóż jest bardziej smutnego niż negatywny wpływ naszych działań na innych ludzi?”

“Nienawiść do innych zabiła na przestrzeni dziejów miliardy ludzi. Ile było mordów, wojen, ataków terrorystycznych, strzelanian? To wszystko nie obejmuje nawet chciwości, gwałtów i apatii. Niezależnie od naszych problemów ze środowiskiem, cóż jest bardziej smutnego niż negatywny wpływ naszych działań na innych ludzi?”

Na pytania o ilość przemocy na przestrzeni dziejów odpowiada kanadyjski badacz, Steven Pinker. Po wielu latach studiów doszedł do wniosku, który wydaje się być całkowicie sprzeczny z naszymi odczuciami, że wojen i przemocy jest coraz mniej, coraz więcej ludzi umiera w późnym wieku, naturalną śmiercią. Jego fascynująca książka Zmierzch przemocy ukazała się niedawno w tłumaczeniu na język polski. Czy ten trend będzie trwał? Steven Pinker nie jest tego pewien, z pewnością siewców nienawiści nie brakuje. Powraca brunatna fala, a motywowani boskimi nakazami fanatycy gotowi są ginąć dla idei mordując miliony innych. Chwilowo posługują sie głównie tradycyjną bronią, kałasznikowami, granatami, ale również zwykłymi nożami. Ta nakręcana przez fanatyzm nienawiść wydaje się narastać i chwilowo wydaje się być znacznie poważniejszym zagrożeniem niż wszystko inne.Chewy Boese kończy swój przegląd dramatycznym wezwanie:

„Jak sądzisz? Czy możemy zatrzymać globalne ocieplenie, czy też myślisz, że nie ma o czym mówić? Proszę, podziel się swoimi myślami w komentarzu i PRZEKAŻ DALEJ ten artykuł.”

Wykonałem jej prośbę jak umiałem. Mam jednak wrażenie, że właściwym zakończeniem jest wezwanie papieża Franciszka, który w czwartek, 22 września 2016 spotkał się z dziennikarzami i mówił o nienawiści w mediach.

<span><span>(REMO CASILLI / REUTERS / REUTERS)</span></span>

Papież mówił o tym, że dziennikarstwo oparte na plotkach i podsycające strach jest terroryzmem. Trudno się z nim nie zgodzić, siewcy strachu są pośrednio odpowiedzialni za wiele niepotrzebnych śmierci.Papież miał głównie na myśli informacje przekazywane o uchodźcach, informacje utrwalające negatywne stereotypy o grupach i narodach.

Diabeł jak zwykle ukrywa się w szczegółach, złe dziennikarstwo krzyczy przekłamanymi tytułami (dobrze wiedząc, że większość odbiorców zobaczy tylko tytuł), dramatycznymi zdjęciami (dobrze wiedząc, że większość odbiorców uzna, że te zdjęcia mówią wszystko), relacjami ofiar (wiedząc, że taka dramatyczna opowieść nie pokazuje złożoności konfliktu, ani nie pokazuje racji drugiej strony).

Prośba papieża, by przejść dodatkowe mile w poszukiwaniu prawdy jest bardzo piękna, ale pozostajemy z wrażeniem, że nie wpłynie na rzeczywistość. Możemy zaledwie wyciągnąć z tego wniosek, że jako odbiorcy nieodmiennie zniekształcających rzeczywistość informacji musimy wykonać dodatkową długą i żmudną drogę w poszukiwaniu prawdy, która nigdy nie będzie kompletna i zawsze będzie skażona zagrożeniem, że gdzieś daliśmy się wprowadzić w błąd.

Andrzej Koraszewski

 

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.2/10 (17 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +14 (from 18 votes)
Andrzej Koraszewski: Widmo złego rozpoznania końca świata, 9.2 out of 10 based on 17 ratings

7 komentarzy

  1. PIRS 2016-09-26
    • Konteksty 2016-09-27
  2. j.Luk 2016-09-27
  3. Magog 2016-09-27
  4. Brentano 2016-09-27
  5. koraszewski 2016-09-27
  6. hazelhard 2016-09-29