Ernest Skalski: Przerwa na Trumpa?

trump2016-11-03.

Może nie jest tak źle. Wybory prezydenta USA są pośrednie. Wybierają elektorzy poszczególnych stanów. Liczba elektorów jest proporcjonalna do liczebności wyborców w stanie. Lecz elektorzy stanu muszą głosować na tego kandydata, który w ich stanie zdobył większość. Inaczej jest tylko w stanach Nebraska i Maine, z niewielką ilością wyborców i elektorów.

Dlatego w walce liczy się najludniejsza Kalifornia — 55 elektorów — a nie taki Wyoming — trzech. Kalifornia, oczywiście, za Clinton.

Z tej mapki wynika, że po raz piąty w historii USA może wygrać kandydat mający mniej wyborców, a więcej elektorów.

mapa-wyborcza

Zrobiono ją gdy Clinton miała przewagę około 5 procent. Więc być może niewielka przewaga Trumpa nie sprawi, że on wygra wybory. Ale pewność będziemy mieli – w Polsce – dopiero dziewiątego listopada nad ranem, zważywszy różnicę czasu. Sześć godzin do wschodniego i dziewięć do zachodniego wybrzeża.

A jeśli nawet Trump przegra te wybory, to pozostaje pytanie: co ze Stanami i co ze światem, dla którego Stany stają się nieprzewidywalne?

A jeśli wygra?

Nie chce mi się pisać po raz drugi, ani skłaniać PT Czytelników do czytania mojego artykułu o NATO. Przytoczę więc z niego fragment, na tę okoliczność:

”Brexit jakoś tam przeżyjemy. Z trudem, bo z trudem, ale już widać, że Londyn będzie się starał gorliwością w NATO nadrobić to co sprawił w Unii Europejskiej. Jeśli jednak – piszę to raz jeszcze – we wtorek po pierwszej niedzieli listopada wybory w USA wygra Trump, to świat może zacząć przypominać dom wariatów. Nie wiadomo co mu przyjdzie do głowy i co będzie próbował robić. Lecz przewidując jego prezydenturę, można się zastanowić jakie będzie miał możliwości. Działania i szkodzenia.

Dla wygody, porównajmy go z naszym Prezesem RP.

Kaczyńskiemu brakuje głębokiej, historycznej mądrości, ale w żadnym przypadku nie jest głupi. Kaczyński myśli, planuje, wychodzi mu albo nie, ale prowadzi grę. Trump jest głupi, nic nie wie i nic nie rozumie, idzie na chama i na tym wygrywa. Kaczyński zdobył nieco ponad jedną trzecią głosów i to skrywając siebie, a Trump eksponuje wyłącznie siebie i może mieć około połowy wyborców.

Trump to raczej nie Kaczyński lecz Kukiz. Nie ma swojej – od lat skupionej wokół siebie – partii. Nie ma wiernych wyznawców i akolitów, nie ma całościowej, zwartej ideologii, kultu, aparatu propagandy – żadnych takich „niepokornych”. Zostaje prezydentem i co? Ma szeroki zakres uprawnień, lecz jest on precyzyjnie wyznaczony przez prawo i chroniony przez instytucje. Raczej nikt – przynajmniej jawnie – nie złamie tam prawa na polecenie prezydenta. Watergate i rozpoczęty impeachment Nixona – to nie zostało zapomniane. Przede wszystkim pozostanie Kongres, w którym nie będzie miał „swojej” większości. Nawet jeśli Republikanie będą mieć większość w obu izbach, to nie będą in gremio pozwalać na szaleństwa prezydenta. Ich plany sięgają poza jedną kadencję.

Nie ma spółek skarbu państwa i synekur do obsadzenia. Pozostają tylko stanowiska w administracji federalnej, a i to najważniejsze nominacje akceptują, lub nie, komisje Kongresu. Nie ma wojewodów. W pięćdziesięciu stanach, mających ogromną autonomię, władze są wybierane. Nie ma praktycznie publicznych mediów, które władza by mogła zawłaszczać.

Pozostanie Sąd Najwyższy i całe sądownictwo, któremu prezydent może nagwizdać. Mianuje on dożywotnich sędziów SN, całkowicie od nikogo niezależnych. Sędziowie i prokuratorzy są z wyboru.

Jak to wszystko sobie uświadomimy, to dopiero widzimy, że amerykańska demokracja jest optymalna, jak na ten marny system, od którego na razie nie ma lepszych. I tak było w zamyśle ojców-założycieli i jest w trwającej już ćwierć tysiąclecia praktyce – wystarczy, panie ministrze, Macierewicz. Ameryka uczy się na błędach, takich jak choćby wojna domowa, wielki kryzys 1929-33. Drogo płaci za naukę, lecz jest w kolejnych kwestiach mądrzejsza po szkodach.

Szaleniec, któremu w takim systemie uda się zdobyć władzę wykonawczą, albo pójdzie po rozum do głowy – jeśli jest tam cokolwiek do znalezienia – wpasuje się z trudem w ten układ i przetrzyma swoją kadencję, albo narazi się na impeachment. A co narozrabia po drodze, to jego. Nas ta nauka może kosztowa drożej niż Amerykę. Stosunkowo niewielkim kosztem będzie zapłacenie Trumpowi – jeśli zażąda – za każdego z tysiąca łepków pod keflarowym hełmem, stacjonującego u nas batalionu US Army.

A to już dodaję teraz. Jest jeszcze środa, 02.11 br. godzina 23.32:

W historii są długie trwania, są dynamiczne trendy, są przesilenia i są wypadki przy pracy. To co się dzieje teraz na Zachodzie szeroko rozumianym, z Polska, Węgrami i Turcją, wygląda na dynamiczny trend. Co z czegoś takiego wychodzi dowiadujemy się zazwyczaj po czasie.

Więc może „to wszystko” okaże się wypadkiem przy pracy?

Ernest Skalski

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (12 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +15 (from 15 votes)
Ernest Skalski: Przerwa na Trumpa?, 10.0 out of 10 based on 12 ratings

5 komentarzy

  1. Magog 2016-11-03
  2. Magog 2016-11-03
    • EwaAnna 2016-11-03
  3. sroka 2016-11-03
  4. PK 2016-11-04