Piotr Topiński: Lokalnie o klimacie

salgado-i-da-silva

Salgado i prezydent Lula da Silva (z prawej)

2016-11-09.

Z poprzednią “Polityką” kupiłem film “Sól ziemi” o sławnym fotografiku  Sebastiao Salgado* a w nim jego wstrząsające relacje fotograficzne z biedy, wojen, chaosu. Fascynujący przegląd fantastycznych fotografii robionych przez pół wieku przez jednego człowieka. Film się zaczyna od narzekania Ojca bohatera na niego samego. Ujęcie sprzed kilkunastu lat. Ojciec siedzi na ganku a w tle susza i gołe góry. Drzew niewiele.

Dzisiaj ojciec już nie żyje. Pół wieku fotograficznej wrażliwości było filmowane latami przez samego bohatera, potem przez jego syna. Fascynujący dokument.

Film kupiłem, bo sam fotografuję od lat. Jednak całość filmu i jego część ostatnia urzekła mnie od zupełnie innej, niefotograficznej strony. Po latach włóczenia się po świecie bohater osiadł bowiem w swojej rodzinnej wiosce na północy Brazylii.

I to jest to, co chciałbym przekazać czytelnikom SO. Film pokazuje wieś rodzinną bohatera, jego ojca rozpaczliwie zaglądającego do pustej studni. Kilka wychudzonych krów, żadnych drzew, wysuszone pastwiska i zbocza wypłukane przez odpływającą deszczówkę…W tle opowieść Salgado z dzieciństwa w zielonej dolinie, której już nie ma.

Optymistyczna pointa: czterdzieści lat później i powrót bohatera do swojej wsi pogrążonej w beznadziei. Bohater wraz z żoną postanowili przywrócić zieleń i piękno swojej dolinie. Dziesięć lat temu zakupili pierwsze kilka tysięcy drzew i sadzili we dwoje, sadzili – aż doszli do stanu dzisiejszego. Drzewa mają już 10 lat, jest ich ponad 2.5 mln a ponieważ to tropiki to te największe mają już prawie metr obwodu. Bohater oczekuje, że już za 400 lat odrodzi się pierwotny las tropikalny.

Sebastiao Salgado wraz z żoną na tle odradzającej się zieleni pokazują co i jak zrobili, by drzewa w ogóle można było zasadzić, a pani Salgado z żalem przyznaje, że w pierwszym roku wypadło 60% sadzonek. 40% się przyjęło. Nieprawdopodobne – bo góry, co widać na filmie i na zdjęciach, były tam straszliwie zerodowane, wypłukane z gleby. Czterdzieści procent w takich warunkach to świadectwo cudu!

Bohater doszedł do wniosku, że  pustynnienie jego doliny było powodowane przez bydło, które w poszukiwaniu trawy wydeptało na tych zboczach ścieżki i dróżki, a racice krów wciskały się w glebę (tak opowiadał), udeptywały ją i w ten sposób zmniejszały możliwość wsiąkania wody. Poza tym krowy zjadały każdą pojawiającą się trawkę i nie było żadnej szansy na rekonstrukcję zieleni. Każda dróżka odwadniała okolicę! Po każdym deszczu ścieżki stawały się potokami, woda – szukając sobie ujścia – wypłukiwała resztki gleby i wynosiła ją do rzeki. Woda uciekała zanim wsiąkła w glebę. Rośliny wysychały zanim wykiełkowały. Te, co wykiełkowały – były wypłukiwane. Salgado zaczął więc od likwidowania krowich ścieżek, spulchniania podłoża… niedrogo!… zasypywania motykami bruzd wypłukanych przez deszcze.

Zazielenił swoje kilkaset hektarów i upowszechnia metodę na dalszych zniszczonych obszarach Brazylii. Założył fundację. Fundacja na jego rodzinnej ziemi założyła park Narodowy. Wróciły ptaki, dzikie zwierzęta, są pierwsze jaguary.

Też by nam się taki tutaj przydał. Z kilku powodów miał jednak lepszą sytuację niż nasza – górzysta – część Polski.

Po pierwsze. pracę zaczął w atmosferze kompletnej katastrofy ekologicznej. Ziemie wokół były już zniszczone, zdegradowane, opuszczone przez właścicieli a co za tym idzie …tanie. Nie było już nic do stracenia! U nas gorzej, Puszczę Białowieską jeszcze ciągle można wyrżnąć, cena ziemi rośnie.

Po drugie miał własne kilkaset hektarów na początek i nie musiał przekonywać gminy, ani innego nadleśnictwa w sens swoich pomysłów. Zrobił jak chciał i wedle własnej wiedzy. A wiedzę, po fotograficznych reportażach z tropików miał ogromną. Nikt mu się przeszkadzał, nikogo nie musiał pytać o zgodę.

Po trzecie liczyć mógł tylko na siebie i swoją rodzinę. Na dodatek miał dość rozumu i pieniędzy. Nie musiał i szczęśliwie nie miał jak aplikować do programów Komisji Europejskiej, nie pisał projektów ani sprawozdań, nie gościł kontroli finansowych ani skarbowych,

Po czwarte dróżki utwardzały mu krowy i było je dość łatwo poprawić, dysponując prostymi narzędziami. Wystarczało kilku chłopów z motykami… co widać na filmie. Z naszymi obetonowanymi odwodnieniami dróg tak łatwo nie pójdzie …niestety.

Za sprawą amerykańskich wyborów znowu głośno o globalnym ociepleniu. Trump opowiada głupoty. Ocieplenie postępuje. Tyle, że Sebastiano Salgado pokazał jak się można z tego wyzwolić, zaczynając w niewielkiej skali… ważne, że tanio a efekty są widoczne już po kilku latach. Jeszcze ważniejsze, że są widoczne dla każdego… bo w skali jednej wioski.

A ponieważ w Brazylii nie bywam, dla ciekawych zrobiłem felieton filmowy na ten temat z Żywiecczyzny, gdzie suszenie krajobrazu rześko idzie moim samorządom. Zawsze to bliżej.

WODA w GÓRACH, cz XI PILSKO

Uploaded by Piotr Topiński on 2016-06-09.

Piotr Topiński

*Sól ziemi” reż. Juliano Ribeiro Salgado , Wim Wenders. Francusko-brazylijsko-włoski dokumentalny film biograficzny. Na górze strony kadr z filmu.

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (6 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +10 (from 10 votes)
Piotr Topiński: Lokalnie o klimacie, 10.0 out of 10 based on 6 ratings