WaszeR Londyński: Kibelstwo narodowe

londyn2016-11-21.

Kolejny, zagraniczny odcinek samoukatru(m)piania się demokracji mamy już od kilku dni za sobą, pora była więc najwyższa wrócić do nadwiślańskiej codzienności, a to tyleż po tym zaatlantyckim przerywniku wskazane, co łatwe, gdyż tematów więcej niż na jedną kadencję.

Kibelstwo narodowe jest faktem. Zrzeszone pod radykalnymi sztandarami Narodowego Towarzystwa Kloacznego, na których splugawiony orzeł przytłoczony hasłami „bruk horror obszczyzna”. W zgodzie z tymi górnolotnymi hasłami najlepiej wyznawcy tego koszmaru czują się na otwartych ulicznych przestrzeniach miast siejąc postrach obsrywaniem wszystkich i wszystkiego naokoło. Nawet zagranicznych symboli tudzież obszarów obcych placówek dyplomatycznych. Chociaż to akurat nietrudno zrozumieć, gdyż szaletów publicznych coraz mniej, a „toi-toiki”” nie załatwiają rosnących potrzeb. Także nieruchawa lub wręcz niewidoczna służba porządkowa nie kwapi się pokierować za potrzebą czy też nie potrzebuje skwapliwie przekierować ruchawki ku porządkowi. Wychodzi z tego zadyma, demolka i ostre protesty dotkniętych. Z notami dyplomatycznymi włącznie. A kibelstwo, to kolesiostwo tuby Kremla – Żyrinowskiego, gotowe skorzystać z jego propozycji wspólnego rozbioru Ukrainy, dyszy szczęśliwe odparowywaniem czerwonych byków i innych dowalaczy, czując się oświecone łaską boską za pośrednictwem porąbanych klechów. Jak długo jeszcze ta kloaka towarzyska będzie się publicznie szarogęsić? Pytanie kieruję do głównego ciecia od wymiatania nieczystości z miejsc ogólnie dostępnych, przypłaszczonego gdzieś w zaciszu rządowego gabinetu imć Błaszczaka, z uprzedzeniem, by nie pyszczył samouwielbieniem w odpowiedzi, co bardzo lubi, tylko uruchamiał zespół perkusistów w takich sytuacjach, bo od tego jest, jak de do es, żeby już w konwencji.

Uprzątanie nieczystości, w tym tych pochodzenia fizjologicznego, jest dużo starsze od cywilizacji europejskiej. (Nie mogłem się tu powstrzymać od historycznej dygresji z aluzjami.) Wiemy o tym od badaczy, których zajęciem jest, mówiąc kolokwialnie, odtwórcze grzebanie w gównie. A  cóż takiego oni wy-odtwórczo-grzebali? To, że pierwsze wygódki, bowiem można w nich było nawet usiąść, powstały w cywilizacyjnym centrum doliny Indusu dwa i pół tysiąca lat przed naszą erą (!), a ich koncepcja obejmowała odprowadzanie nieczystości za pomocą bieżącej wody. Podobne systemy odkryto wszędzie tam, gdzie jasność umysłu miała swoje pięć minut dominując nad ciemnotą, czyli w Chinach, Babilonii, Egipcie, a najbliżej nas na minojskiej Krecie. Ponieważ starożytności milsza była naturalność i nie znała pojęcia pruderii w obecnym wydaniu, były to na ogół miejsca towarzyskich przy okazji pogawędek, a nawet negocjacji i ubijania interesów. Wypróżnieniowe rozkosze na najwyższym poziomie skończyły się wraz z upadkiem owych cywilizacji, a gwoździem do trumny było zaniechanie budowy akweduktów u schyłku Cesarstwa Rzymskiego. Rozpoczął się wielowiekowy okres niedbania o higienę osobistą ze swoim w Średniowieczu apogeum, to jest w mrocznych czasach wypraw krzyżowych i inkwizycji, kiedy to bluźnierstwem było kultywowanie hasła „w zdrowym ciele zdrowy duch”. Bo i o zdrowego ducha wcale wtedy nie chodziło, tylko o wystraszonego i pokornego, a zatem i o zdrowe ciało również. To akurat średniowieczne przekonanie pozostało – wydaje się – pogrobowcom tamtej epoki do dziś. Jakie czasy takie obyczaje. Publiczne wypróżnianie się nie było więc w okresie wstecznictwa czymś nagannym, podobnie wylewanie ponocnych i innych nieczystości wprost przez okno. Czystość i elegancja znaczyły tyle, co nieskazitelny strój i obfite upudrowanie oraz uperfumowanie, natomiast ciało… O doraźnych i długofalowych konsekwencjach takiej „kultury” nie ma co się rozpisywać, jest to oczywiste. Dziś już nie ma rozjeżdżonych kołami powozów bagiennych, ziemno-odchodowych ulic, nie ma nawet rwących zawartością w czasie ulew rynsztoków. Sławojki – a ich kariera i w związku z tym odpowiednia kultura miały swój lawinowy acz wymuszony początek w II Rzeczpospolitej – przeniosły się, radykalnie zmieniając oblicze, pod dachy, ale pewnego rodzaju popkultura, czy wręcz subkultura – pozostała. A nawet, mutując, odradza się w niektórych wygolonych lub ukominiarkowanych bezmózgoczachach. Toż to – bez dwóch zdań – niechciany powrót nieczystości!

Określenie „kibelstwo” bez problemu daje się wywieść od słowa „kibel”, a ten, jak podaje Słownik języka polskiego PWN, to pospolite określenie „ubikacji”, „sedesu”, czyli miejsc służących do załatwiania potrzeb fizjologicznych. Kibel nr 2, to środowiskowa ksywka więzienia. Pierwsze zatem ze znaczeń nie wymaga komentarza, bowiem ci oni taką mają fizjologię, że zawsze i wszędzie. Natomiast drugie czeka cierpliwie oznaczając właściwe miejsce dla uprawianych przez kibelstwo wypróżnień. Oraz dla ich niejasnej proweniencji mocodawców, partyjnych – tej jedynej – namaszczeniowców, i oświecających im umysły łaską nie-boską świątynnych pasibrzuchów. Ale jak tu ruszyć towarzystwo przysięgłej adoracji, gdzie on bez nich jak bezwieloręki sienkiewiczowski Kali, a oni bez niego niczym bezwielogłowa hydra? I wszyscy razem opanowani przez „złe Mzimu”?
Oczyścić i przewietrzyć tę Polskę z prawdziwych brudów i smrodów, Błaszczak. Zakiblować kibelstwo do kibla, a nie za otwartym przyzwoleniem głaskać po łbach łyse barany. Albo do honorowej dymisji! O, pardon, zdaje się, że trzeba by poważnie zastanowić się nad znaczeniem przymiotnika „honorowy”.

WaszeR Londyński
VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (1 vote cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +2 (from 2 votes)
WaszeR Londyński: Kibelstwo narodowe, 10.0 out of 10 based on 1 rating