WaszeR Londyński : Wykastrowana Kuba częściowo odcastrowana

londyn most2016-12-04.

Ano – nie da się wyłącznie o własnym podwórku, gdyż dzieją się rzeczy, o których, jak mawiał Ferdek Kiepski, największym fizjologom się nie śniło.

Odszedł Fidel. Prawnik z wykształcenia. Wzór rewolucyjnego demokraty i autorytarnego despoty w jednym. Legendarny caudillo – idol latynoskiego trzeciego świata oraz tego świata wielkich. Twórca i gospodarz komunistycznego skansenu i motoryzacyjnego muzeum techniki. Producent i eksporter cukru trzcinowego, najznamienitszych cygar aromatyzowanych potem ud zwijających liście tytoniowe señoras i… rewolucji, nawet na kontynent afrykański. Beneficjent zimnej wojny rytu kremlowskiego na amerykańskiej półkuli. Za zdecydowany jankeski szach, skierowany właściwie bardziej do jego krasnego protektora, zapłaciły w konsekwencji największe figury ówczesnej politycznej szachownicy: główny rozgrywający symultany, John F. Kennedy – głową, pretendent do tytułu, Nikita Chruszczow – odsunięciem od władzy.

Obronną ręką zaś wyszedł ten kompan, obrońca i opiekun Che Guevary i innych regionalnych wojujących pacyfistów, z których wielu cieszyłoby się do tej pory życiem pod skrzydłami patrona, gdyby nie ich rewolucyjne ADHD. Czy wystarczy jak na jednego dziewięćdziesięciolatka? Dla wielu polskich moralnych kastratów po nim powinien być czas żałoby, nie po Stroessnerze czy Pinochecie. Bo nieistotne, że był lewicowcem. Ważne, że był obrońcą pewnych wartości i stwarzał pozory demokracji, że krótko trzymał przy pysku, tworzył prawo i był jego bezwzględnym wykonawcą. Ikona. Chętnie by na stałe przeszczepili nad Wisłą osiągnięcia El Comandante. Ale my już od lat nie mamy ani obcego żandarma, ani dyrygenta nad sobą, więc temu naszemu rozmarzonemu kurduplastemu gnomowi – o, takiego! – nie do powielenia tu i teraz.

Gwoli prawdy, co nie ulega wątpliwości, to sam Castro wykastrował swój kraj pozbawiając go na wiele lat naturalnej latynoamerykańskiej żywiołowości. Wzorem euroazjatyckiego hegemona czyniącego podobnie ze środkowoeuropejskimi demoludami. Rewers tego medalu jednak nie jest już tak jednoznaczny. Fidel uratował Kubę przed militarnym, krwawym wtrącaniem się bogatego wujka z północy w społeczno-polityczne zawirowania, co nastąpiło w wielu republikach bananowych tamtego regionu.

Za Batisty Kuba była najpopularniejszym w okolicy kasynem w burdelu, a życiu nocnemu i ciemnym interesom sprzyjało centralne położenie w basenie i skorumpowana pobłażliwość władz. Castro zadarł ze Stanami domagając się samostanowienia, dał kopniaka amerykańskiej mafii i zaczął nacjonalizować gospodarkę. To wystarczyło do serii zamachów na jego życie, gospodarczej blokady i podjęcia próby karnej inwazji, które to łącznie były de facto pchnięciem Wyspy w ramiona przyczajonego niedźwiedzia. Sam Fidel wywijał się bez szwanku z tych opresji, rosła jego legenda i wartość karty przetargowej.

Już jako zwolennik komunistycznego kursu poprowadził jednak kraj własną kubańską drogą. Mniej represyjną, niż u sąsiadów wokół, z łagodniejszą biedą i niepozostawioną samopas przestępczością. Z kulejącą opieką medyczną i socjalną. Z brakiem współcześnie rozumianych swobód obywatelskich, za to rozgałęzioną cenzurą. Z nadal więzionymi za przekonania. Ale z ocaloną narodową dumą, która nie pozwoliła paść przed mocarnym sąsiadem na kolana. Podobno Castro był autorem proroczego pół–żartu wygłoszonego w wywiadzie przed brytyjskim dziennikarzem, a datowanego na ’73 rok: „Stany Zjednoczone zaczną rozmawiać z nami, kiedy prezydentem będzie czarny, a Latynos papieżem”. Argentyński Papa Francisco walnie przyczynił się jeszcze za życia Fidela do ocieplenia stosunków między Waszyngtonem a Hawaną.

Odszedł Fidel. Wypaliła się pewna formuła, zawinął jeden z ostatnich reliktów utopijnej epoki. Siostra zmarłego. działająca od pół wieku w antyreżimowej diasporze w Miami, uważa, że Kubańczycy wreszcie wydobędą się z izolacji i zacofania. Pozostaje, co prawda, jeszcze u steru młodszy brat El Comandante, Raul, ale ten jest bardziej elastyczny od Fidela i, co najważniejsze, proreformatorski.

No a co na to sama Kuba, wyspa jak wulkan gorąca? Utonie we łzach, jak kilka dekad temu antypody po Stalinie, czy weźmie się za odradzanie jądra swojego jestestwa? Niech tam na wszelki wypadek zakonotują sobie, że w Polsce to „Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”. No!

WaszeR Londyński

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (1 vote cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +3 (from 5 votes)
WaszeR Londyński : Wykastrowana Kuba częściowo odcastrowana, 10.0 out of 10 based on 1 rating