Hazelhardowa piramidalna edukacja

piramida2016-12-06.

Miałem sen, koszmarny sen, a w tym śnie szedłem przez Polskę w ruinie. Ściany budynków były obdrapane, jezdnie dziurawe, a po tych jezdniach chodzili wściekli ludzie w najrozmaitszych kościelnych procesjach.

Doszedłem do zardzewiałej elektrowni węglowej, z której wydobywał się gęsty trujący dym pokrywający wszystko czarnym nalotem. Zaraz obok stała olbrzymia piramida usypana z miału węglowego. Zastanawiałem się, jak to możliwe, że bez kleju można tak wielką czworościenną piramidę zbudować. Ale nie zdążyłem niczego wymyślić, bo dron nasłany przez Obronę Terytorialną porwał mnie w swoje orle pazury i poleciałem do góry. Zobaczyłem, że na szczycie piramidy jest małe okienko. Zahaczyłem o nie nogą i otworzyłem.

Wtedy z pobliskiego lasu wyleciało stado sów i wleciało przez okienko do środka piramidy. Piramida zaczęła zmieniać kolor z czarnego na zielony, a z jej podstawy zaczęło wypełzać tysiące jadowitych węży. Kiedy już ich nie było, zdecydowałem się skoczyć i ja do okienka. Wpadłem do środka piramidy, a tam była… szkoła z moich marzeń. W jednej klasie uczniowie robili eksperymenty z roztopionym galem, w drugiej dyskutowali o pochodzeniu zasad moralnych, w trzeciej pisali programy komputerowy wizualizujące eksperymenty kwantowe,  a w czwartej grali w amebkę. Atmosfera w szkole była wspaniała – nauczyciele i uczniowie zespoleni w wesołym zastanawianiu się nad tym, jak nasz Wszechświat (elektrony, gwiazdy, zwierzęta, ludzie, narody, itd.) funkcjonuje.

Zszedłem schodami na dół, i wyszedłem na dwór. Koszmarna elektrownia zniknęła – znalazłem się w bajkowym parku pełnym kwiatów i owoców. Ale to nie był park, to była elektrownia nowego typu, w której ogniwa fotowoltaiczne produkowały prąd i napięcie. Największa zmiana jednak dotyczyła ludzi – wszyscy byli uśmiechnięci, przyjaźnie nastawieni do innych. To była Polska w rozkwicie.

Jak wiecie, jestem człowiekiem głęboko religijnym (pastafarianinem) i wierzę, że sny zsyła na nas Najwyższy, czyli Jego Makaranowatość. Poprzedniego dnia jadłem akurat spaghetti chwaląc Pana, więc nic dziwnego, że zesłał na mnie proroczy sen.

Symbole łatwo zrozumieć: sowy to mądrość, a węże to gadzia głupota. Najważniejsza jest jednak piramida, w środku której była szkoła. Otóż edukacja powinna właśnie wyglądać jak piramida. Na czubku mielibyśmy najmądrzejszych ludzi w Polsce, ci uczyliby nieco mniej wykształconych, ci z kolei jeszcze mniej, aż do samego dna piramidy, gdzie byliby uczniowie szkół i wszyscy inni, którzy by chcieli się uczyć pomimo dorosłego wieku.

Niestety, w Polsce piramida edukacyjna ma zamurowaną część środkową między wierzchołkiem piramidy a jej podstawą. Innymi słowy, nie ma niemal żadnego przepływu wiedzy od naukowców (fizyków, historyków, biologów) do nauczycieli szkolnych.

Dlaczego nie ma? Bo nikomu się nie chce. Bo nikomu by się to nie opłacało.

Sytuacja jest zaś taka, że ta dolna część piramidy zarządzana jest z boku poprzez wpuszczanie węży głupoty, które kąsają (często śmiertelnie) nauczycieli i uczniów. Przed miesiącem wstąpiłem do partii Nowoczesna z silnym postanowieniem, żeby namówić Nauczycieli, żeby zaczęli rozbijać mur od dołu, a Naukowców, żeby to samo robili od góry.  Kiedy mur będzie rozbity „Polska w ruinie” zamieni się w „Polskę w rozkwicie”.

Hazelhard

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (4 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +10 (from 10 votes)
Hazelhardowa piramidalna edukacja, 10.0 out of 10 based on 4 ratings

8 komentarzy

  1. j.Luk 2016-12-06
    • hazelhard 2016-12-06
  2. koraszewski 2016-12-06
    • hazelhard 2016-12-06
      • PK 2016-12-06
        • hazelhard 2016-12-06
        • PK 2016-12-07
  3. slawek 2016-12-07