WaszeR Londyński: Poszukiwany inhibitor ekshibicjonizmu

 2016-12-09.londyn most

Kobieta nie po to ukazuje się w swej naturalnej krasie mężczyźnie, by ten nie podziwiał jej ekscytujących walorów. No więc wykorzystują to bez skrupułów, szelmutki, żerując na męskich słabościach. Niemal każdego dnia najbardziej znana sejmowa tej kadencji panna obnaża publicznie swoją nieatrakcyjność. Ekshibicjonistka inaczej. Marzycielka. Nie tylko zresztą ona. Na co liczą?

W przypadku tej wymienionej przynajmniej wiadomo o co chodzi. Nie przeszła weryfikacji na sędziego Trybunału Konstytucyjnego pomimo szczytnych wypowiedzi, po raz drugi partyjna rodzina nie zaryzykowała wysunięcia kandydatury. Zawiodła się. A kobieta zawiedziona bywa straszna. No więc o 180 stopni zmieniła front wybranych poglądów lub tylko, co bardziej prawdopodobne, niektórych wypowiadanych opinii i straszy niewiedzą i nieokrzesaniem. Próbuje nawet swych sił jako prorokini fejsując zajadle maglem swych osądów. Nieapetyczna do szpiku.

Premierka nie musi się już specjalnie obnażać. Od dawna jest naga jak prawda smoleńska w wydaniu głównego zlepku Sherlocka i Robespierre’a, tego od an-dronów, Mam-cię-Rewicz’a. I nic nie ma do ukrycia tocząc walec odpowiedzialności rządowo-państwowej zgodnie z wyznawaną zasadą: nic o nas ze mną. Premierę miała niedawno na Ziemi Brytyjskiej. Mityng ze swoją kumpelą Teresą. Pokumkały sobie jak premierka z premierką, pokwękały i połzawiły wzajemnie w rękawy.
Nic z tego konstruktywnego. Fotygant, ten od gaf bezgranicznych, załapał się w delegacyjnej salonce, ale chyba jako szóste koło (oprócz niego było tam jeszcze dwóch podobnie znaczących rządowych figurantów) w trójkołowcu asów M-B-M — krasomówców-planistów-futurystów, onieśmielony widać, albo spostponowany, nie wygłosił żadnej sentencji na temat, tylko wybąkał coś w kodzie dyplomatycznym o nowym etapie dialogu.
Prawoskrętna prasa polonijna tradycyjnie w superlatywach, pozostała bardziej wstrzemięźliwa, relacjonująca. Wyjątkiem znowu Dobroniak w Coolturze z trafną analogią do polskiej polityki zagranicznej (zawieranych sojuszów) sprzed roku 1939. A miejscowi żurnaliści, ci niedouczeni i tendencyjnie złośliwi, określili jednoznacznie: kicha i obciach. To drugie o propozycjach bilateralnego majstrowania na boku w sprawach obronnościowych. Jakby nie było paktu ogólnego. Polskojęzyczni gremialnie odnotowali fakt uniesienia się dyszlowej ponad poziomy, gdy mało brakowało, by ucałowała, wzorem gestów Papieża i Siwca, ziemię „tendowningstreetowską”, tak była dumna ze znalezienia się tam w przelocie. Kicha i obciach 2! I ukichana wróciła do swej matecznikowej przezroczystości, i nikt nie zauważyłby nawet jej powrotu, gdyby nie ta chryja organizacyjna przed wylotem stamtąd, już na pokładzie samolotu, owocująca prawie godzinnym opóźnienie jego startu. A o tym, że tragedia smoleńska jest wdrukowana w mózgi wyłącznie kombinacjami dwóch jej zatwardziałych animatorów, że nauka poszła w las, świadczy fakt w ogóle jego wypuszczenia z Warszawy z tyloma rozanielonymi eskapadą VIP-ami.
Obie te interlokutorki przegrane, obie zagubione i niewiele znaczące, choć na tak eksponowanych stanowiskach, w politycznych realiach.

Żona Kaliguli poza wszelkim podejrzeniem, jednak… Pierwsza Dama, jak na damę przystało, zapięta na ostatni guzik, twardo widocznie trzyma fason rodzinnej poprawności nie ujawniając żadnej tajemnicy nawet poliszynelowi. Jakby nieświadoma przypisanej jej roli. I paparazzi gdzieś się zmyli, ani chybi pogrożono im błaszczakowym ziobrem, albo jeszcze czym gorszym. To już półtora roku i nic się nie dzieje. Nie zabierała głosu nawet w najważniejszych dla kobiet sprawach maglowanych w rozemocjonowanej atmosferze protestów. W przestrzeni tej, brzydko zwanej publiczną, jej nie ma! Aktywnością medialną bije ją na głowę nawet amerykańska modelka, świeża, jeszcze nie zaprzysiężona jej odpowiedniczka. Ma coś do ukrycia? Czyżby to był rumieniec wstydu za…
Nie obnaża się też zupełnie ta pani od psucia dziatwie szkolnej głów i stresowania rozsądnej kadry oraz zatroskanych rodziców. Nie pojawia się nawet zapraszana na rodzicielsko-nauczycielskie fora dyskusyjne nad przyszłością szkolnictwa. Zupełna kamfora. Nie ma widocznie czasu przeżywając dramat hamletowskich wahań swego istnienia w polityce. Ale za to zdziera z niej szaty jej dzieło: trujący knot upichcony na kolanie w oparach czarnego absurdu. Bomba z opóźnionym zapłonem. A twórca i tak, pomimo wstrzemięźliwości, objawia się nagi swą niekompetencją i kosmicznym szkodnictwem. Podpowiedź jednoznaczna – nie być!

Jest ich wiele jeszcze. Całe kempy lichockich mazurków, jak czarownice z Salem bredzące w wiernopoddańczych konwulsjach, obnażające swą nieapetyczność nieudolnym naśladownictwem super panny prezia. Obecne nachalnością aż do przesytu. Nachalne obecnością. Ale czy warto o nich z odrazą? Przydałby się tu jaki hel lub mgła, co rozpylone spowolniłyby lub zatrzymały ten pociąg do psychicznego ekshibicjonizmu w takiej odsłonie. Z kolei te, które powinny być widoczne i słyszane, których opinie mogłyby być przyjmowane jako coś konkretnego i liczącego się na arenie aktualnych polskich rozgrywek, milczą nieobecne. W konsekwencji nie ma kogo słuchać i podziwiać.
No to tymczasem my, panowie, skupmy się na ekscytacji walorami naszych partnerek, dla obopólnych zresztą korzyści.

WaszeR Londyński
VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (6 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +9 (from 11 votes)
WaszeR Londyński: Poszukiwany inhibitor ekshibicjonizmu, 10.0 out of 10 based on 6 ratings