Krzysztof Fronczak: Batalia o cietrzewia

Od wielu lat kibicujemy niełatwej grze Nadleśnictwa Jedwabno  przetrwanie cietrzewia i biotopu tego gatunku na terenie dawnego poligonu wojskowego „Muszaki”. Zaglądamy tam raz jeszcze, by zapytać, co nowego i zobaczyć, jak żyje się głównemu bohaterowi prowadzonej od lat 90. ubiegłego wieku batalii.

Zacznijmy od historii sięgającej czasów powojennych. W latach 1949–1953, kilkadziesiąt kilometrów na południe od Olsztyna, pomiędzy Nidzicą i Wielbarkiem, wojsko zaczęło urządzać wielki poligon „Muszaki”. W 1953 r. armia – po uprzednim bezceremonialnym wysiedleniu mieszkańców i zrównaniu z ziemią ośmiu okolicznych wsi – niepodzielnie zawładnęła tysiącami bezludnych hektarów. Wyłączone z rolniczego użytkowania, rozległe podmokłe łąki, pastwiska i pola stopniowo dziczały i zaczęły przekształcać się w rozlewiska i moczary.

Wojsko użytkowało poligon głównie okresowo – manewry urządzało w marcu i kwietniu, a potem w sierpniu i we wrześniu. Później hulał wiatr. I to właśnie środowisko upodobały sobie cietrzewie. Znalazły tu doskonałą ostoję – liczne, choć przerzedzone ustawicznymi pożarami (w końcu ostro tu strzelano) drzewostany brzozowe oraz rozległe puste łąki i podmokłe tereny, porośnięte wierzbą, brzozą, osiką, olchą i różnorodnymi krzewami jagododajnymi (kruszyną i bzem). Były też bagna pełne łozy, trzciny i turzycy. Na otwartych przestrzeniach ptaki miały wymarzone warunki dla tokowania, a zaraz obok miejsca lęgowe i dobrze zaopatrzoną spiżarnię. Poza manewrami nikt nie wchodził im w paradę, zaś cietrzewie w zadziwiającym stopniu tolerowały okresy hałaśliwej obecności wojska. To właśnie na poligonie „Muszaki” odbywały największe w Olsztyńskiem tokowiska. Ale i inne gatunki ceniły te miejsca – na nocleg wpadały żurawie, chętnie zaglądały też inne ptaki chronione, zimą – bieliki. Widywano wilki, a kiedy w drugiej połowie lat 80. manewry stały się rzadsze, na poligonie osiedliły się wydry i bobry.

Marek Trędowski, nadleśniczy Nadleśnictwa Jedwabno, mówi, że w okresie jesienno-zimowym na pola ozimin wokół wsi Jagarzewo i Muszaki zlatywały stada po 30–50 cietrzewi. Czuły się tak doskonale, że w latach 70. można już było mówić o ekspansji tego rzadkiego ptaka na okoliczne leśnictwa, w których wcześniej nie był spotykany.

Koniec dobrej passy dla cietrzewia przyniosły lata 1982–1986, kiedy wojsko zabrało się za osuszanie 400 ha poligonu. Wykopano głębokie, dwumetrowe rowy, które odprowadziły życiodajną wodę w ogromnej części obszaru, przyczyniając się do przyrodniczej degradacji wcześniejszych ostoi. Trzcinę i turzycę wyparła pokrzywa, zaczęła zamierać roślinność bagienna. Co gorsza, osuszone bagna stały się dostępne nie tylko dla ludzi (w tym zbieraczy runa leśnego), ale i drapieżników. Tu przestało być bezpiecznie dla cietrzewi, ptaków z natury bardzo ostrożnych i płochliwych, o świetnym wzroku i słuchu. Cofnęły się w głąb poligonu, ale tam nie znalazły już wcześniejszego komfortu. Populacja leśnych kuraków zaczęła się kurczyć. Zresztą nie tylko cietrzew znalazł się w odwrocie – obserwowano coraz mniej lęgów innych rzadkich gatunków ptaków.

W 1993 r. wojsko opuściło „Muszaki”. Zaraz potem pojawiła się kwestia: co zrobić z tym fantem? W 1995 r. 2404 ha dawnego poligonu włączono do Nadleśnictwa Jedwabno. To wszakże jeszcze nie odpowiadało na zasadnicze pytanie: co dalej? Były rozmaite projekty, włącznie ze „standardowym” – zalesieniem. Od samego początku przeciwni temu byli… leśnicy. Przekonywali, że większym pożytkiem społecznym będzie renaturalizacja, przywrócenie cietrzewia miejscowej przyrodzie dzięki odtworzeniu na znacznej części poligonu warunków jego bytowania, a potem aktywna ochrona siedlisk, które sobie upodobał. I właśnie ten pomysł zagospodarowania zwyciężył.

W styczniu 1996 r. nadleśniczy wystąpił do ówczesnego wojewody olsztyńskiego o uznanie większości tego terenu, ok. 1640 ha, za tzw. użytki ekologiczne. Rok później, z inicjatywy wojewódzkiego konserwatora przyrody w Olsztynie, nadleśnictwo przystąpiło do inwestycji mających na celu przywrócenie naturalnych stosunków wodnych na osuszonych wcześniej obszarach. Program, którego wielkim orędownikiem od samego początku był Marek Trędowski, zastępca nadleśniczego, a potem nadleśniczy z Jedwabna, został sfinansowany ze środków EkoFunduszu, Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, Urzędu Wojewódzkiego w Olsztynie oraz środków własnych nadleśnictwa.

Jak wspomnieliśmy, na pierwszy ogień poszły obiekty małej retencji, służące przywróceniu poziomu wód gruntowych i tworzeniu rozlewisk, a dzięki temu – odbudowie podmokłych siedlisk. Na biegnącej przez poligon Strudze Baranowskiej i kanale Muszaki postawiono w sumie 11 przegród spiętrzających wodę oraz trzy stałe przepusty. Stopniowo zmieniały one stosunki wodne na dawnym poligonie. W ślad za tym poprawiały się warunki siedliskowe pobliskich drzewostanów, zwłaszcza brzozowych. Miejsce wszechobecnych pokrzyw ponownie zajęły turzyce i trzciny. Wzrosła różnorodność i liczebność owadów wodnych i nawodnych. Nasiliły się lęgi żurawi. Zdecydowanie poprawiły się warunki bytowania i rozmnażania się płazów i gadów, na czym skorzystały polujące na nie ptaki drapieżne, w tym m.in. orlik krzykliwy i bielik. Przybyło łosi, których obecnie jest na tym terenie ponad trzydzieści i urządzają tu gody, czyli bukowiska (niestety, rosnąca populacja tego wielkiego roślinożercy zdążyła stać się problemem – wyrządzają coraz większe szkody w leśnych uprawach i młodnikach). Częściej widuje się wilki. Jest ich obecnie ponad piętnaście – leśnicy potrafią wskazać przynajmniej dwa miejsca, gdzie wyprowadzają młode. Najważniejsze jednak, że zdecydowanie poprawiły się warunki bytowania cietrzewia.

Mając na uwadze środowiskowe wymagania tego gatunku (a cietrzew wybiera na tokowiska odkryte tereny z dobrą widocznością, sięgającą minimum 100 metrów), leśnicy z Jedwabna systematycznie usuwają tzw. samosiewy sosny i brzozy, wykaszają fragmenty łąk i szuwarów. Prace hodowlane (np. cięcia pielęgnacyjne) w okolicznych drzewostanach prowadzą wyłącznie w okresie jesienno-zimowym. Od kilku lat na tym terenie zabroniony jest wypas bydła. Wszystko po to, aby nie zakłócać spokoju cietrzewi.

– W marcu 2005 r. wystąpiłem do EkoFunduszu o następne środki na kontynuację programu – mówi Marek Trędowski. – Przeznaczyliśmy je na modernizację drewnianych tam na Strudze Baranowskiej i kanale Muszaki. Po dziesięciu latach należał się im solidny remont, zwłaszcza że zaczęły dobierać się do nich coraz liczniejsze bobry. Okazało się również, że poziom wody trzeba podnieść nieco wyżej niż dotąd, a do tego potrzebne były

obiekty hydrotechniczne o trochę innej, trwalszej konstrukcji. Zdecydowaliśmy się budować tzw. bystrotoki – progi piętrzące z polnych kamieni, o brzegach umocnionych roślinnością, spowalniające odpływ i napowietrzające nurt. Postawiliśmy łącznie 14 takich konstrukcji.

Dziś „Muszaki” niewiele przypominają poligon sprzed lat. Jako że goszczę tu nie pierwszy raz, mam doskonałą skalę porównania – z całą pewnością jest to całkiem inny krajobraz niż przed laty. Wraz z Jackiem Piskurem, inżynierem nadzoru w Nadleśnictwie Jedwabno, buszujemy w terenie. Co szczególnie rzuca się w oczy, to rozległe rozlewiska w sąsiedztwie cieków spiętrzonych zastawkami. Wielu z nich wcześniej nie było.

– W tym roku, z racji obfitych deszczy, poziom wody jest szczególnie wysoki. Ale też z pewnością nie zabrakłoby jej, gdyby było sucho. Świadczy o tym charakter ukształtowanej już w minionych latach roślinności – mówi mój przewodnik.

W zaroślach, w wodzie i nad wodą tętni życie. Z daleka widać liczne ślady obecności bobrów, donośnie manifestują swą obecność żaby i ropuchy, zrywają się do lotu dzikie kaczki, czaple i żurawie.

W nieustannym ruchu jest monotonnie brzęczący świat owadów, w którym, jakże by inaczej, nie braknie dokuczliwych komarów. Nad naszymi głowami przemyka zaaferowany polowaniem myszołów, a wysoko w powietrzu majestatycznie krąży wypatrujący zdobyczy bielik.

– Robimy wszystko dla poprawy warunków bytowania cietrzewi – zapewnia nadleśniczy. – Dążymy do zwiększania bioróżnorodności, przestrzennego zróżnicowania roślinności i zasobności bazy pokarmowej dla tych ptaków. Tworzymy areny tokowe dla kogutów, regularnie usuwając pochodzący z samosiewu brzozowy i sosnowy nalot. Wycięte drzewka układamy w stosy dające schronienie cietrzewiom. Dbamy o dostatek terenów podmokłych, bo to tam samice prowadzają pisklęta, żywiące się początkowo bezkręgowcami, typowymi dla mokradeł. Staramy się trzymać w ryzach populacje lisa, jenota, kuny leśnej, norki amerykańskiej i borsuka – największych naturalnych wrogów cietrzewi. Z drugiej strony, musimy pogodzić się z coraz liczniejszymi na tym obszarze skrzydlatymi drapieżnikami, gnębiącymi tego leśnego kuraka – podobnie jak on, są przecież pod ochroną.

Cietrzew – skrzydlaty beneficjent projektu – zdawał się doceniać starania miejscowych leśników.

W 2007 r. w czasie toków doliczyli się 120 ptaków. Niestety, w kolejnych latach nie było już tak dobrze. Marek Trędowski mówi o niepokojącym „rozpływaniu się” populacji po okolicy. W czasie wiosennych toków zaczęto widywać koguty z dala od poligonu i dawnych miejsc bytowania. Nie wiadomo, jak tłumaczyć to zjawisko, a zwłaszcza przewidzieć jego następstwa – twierdził jeszcze przed rokiem. Dziś skłonny jest uważać, że to, niestety, niedobry znak – mimo starań leśników ptaków ubywa, a tokowiska mają coraz skromniejszą obsadę – w tym roku tokowało zaledwie kilka kogutów. To zresztą nie tylko lokalne obserwacje – podobne sygnały docierają na przykład z Nadleśnictwa Drygały (RDLP  Białystok). Cietrzewi jest też coraz mniej w całej Europie, nawet w Rosji i na Białorusi, gdzie wciąż się na nie poluje.

– Uczestniczyliśmy w naradzie z udziałem Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Olsztynie i szerokiego grona przyrodników. Podstawowy wniosek z niej był jeden: nie można mówić o jednej przyczynie kurczenia się populacji cietrzewia, ale o skomplikowanym splocie czynników. Mówi się więc o wpływie niekorzystnych zmian w biotopie, nasilaniu się penetracji siedlisk przez człowieka – zbieraczy zrzutów poroża, grzybiarzy, a nawet, bezmyślnie zapuszczających się coraz dalej, bez pytania kogokolwiek o zgodę, amatorów fotografowania przyrody itd. Ale dostrzega się też wzrost zagrożenia ze strony naturalnych wrogów gatunku – relacjonuje nadleśniczy.

Obecnie realizacja projektu spoczywa praktycznie na barkach nadleśnictwa i Lasów Państwowych. Wciąż wspiera przedsięwzięcie Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Olsztynie. Z tych źródeł pochodzą pieniądze na kontynuację przedsięwzięcia. Marek Trędowski chwali bardzo dobrą współpracę z WFOŚiGW, gdzie, jak się wyraził, leśnicy mają już „wydeptaną ścieżkę”. Pozyskanie z WFOŚiGW 20–30 tys. zł np. na tworzenie aren tokowych i ograniczanie samorzutnej sukcesji lasu nie jest problemem. Liczy, że stąd też dostanie w przyszłym roku wsparcie finansowe na udrażnianie rowów i kanałów. Podkreśla też niezłą współpracę z miejscowym myśliwymi, którzy ograniczają populację najbardziej dokuczliwych czworonożnych drapieżników. Trofea z tego są żadne, bo nie ma chętnych na skóry lisów czy jenotów. Strzela się również do dzików niszczących gniazda i pożerających jaja cietrzewi. Ale dla kół łowieckich to raczej kłopotliwe hobby, a nie interes – podkreśla.

Nadleśniczy oczekuje, że RDOŚ w Olsztynie udzieli zgody na kontrolowany odstrzał krukowatych, uznawanych obecnie za największego wroga cietrzewi, ale – podobnie jak one – objętych ochroną. Ale myśli też o założeniu na miejscu wolierowej hodowli cietrzewi, by w ten dość radykalny sposób wzmocnić populację.

Nie da się ukryć, rosną obawy o przyszłość cietrzewia. Z tym większą uwagą przyglądają się leśnicy z Jedwabna staraniom sąsiedniego Nadleśnictwa Szczytno, które również podjęło starania o przywrócenie biotopu dla tego zagrożonego wyginięciem gatunku, a potem jego reintrodukcji.

Z kolei w Szczytnie mają nadzieję, że może uda się w ten sposób zachęcić część poligonowych cietrzewi do objęcia we władanie nowych włości. Dzięki powstałemu korytarzowi ekologicznemu wzrosłyby szanse na sukces. Tymczasem jedwabieńscy leśnicy dmuchają i chuchają na swój cenny cietrzewiowy inwentarz, licząc, że karta wreszcie się odwróci. I niezrażeni rozwojem sytuacji, zabrali się już do następnego projektu – wspólnie z organizacją WWF chcą przywrócić w regionie rysia. Specjalna woliera już stoi w lesie, czeka na samicę, która najprawdopodobniej zostanie sprowadzona zza naszej wschodniej granicy. Swego rodzaju niespodzianką jest, że zimą w sąsiedztwie poligonu zaczęto widywać dzikiego rysia. Trzymamy kciuki za niechybne kocie spotkanie.

Krzysztof Fronczak

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +1 (from 1 vote)