Barbara Czerska: Nasze miejsce

2016-12-20.

Do wybitnego mędrca starożytnego Heraklita przybyli z daleka uczniowie. Zwabiła ich sława wielkiej mądrości i niepospolitego umysłu. Przybywają zatem z daleka, a tu w Efezie pogoda słotna, zimno. W niepokaźnym domu siedzi na ciepłym piecu człowiek nędznie odziany, zziębnięty. To ma by ów wielki mędrzec, to dla którego przebyli szmat drogi? Stoją zawiedzeni, a Heraklit powiada: Nie odchodźcie, albowiem także w tym miejscu obecni są bogowie. Tu jest także ETHOS.

Miejsce – po grecku ETHOS.

To słowo ma wiele znaczeń. Bezpieczna kryjówka, domostwo, przyjazne środowisko. Aby istota żywa mogła dobrze I owocnie istnieć, musi znaleźć sobie właściwy ETHOS. Dla człowieka ma to sens szczególny. Aby mógł gdzieś żyć owocnie, twórczo, potrzebuje nie tylko odpowiedniej gleby, wody, temperatury. Potrzebuje odpowiedniego miejsca wśród innych ludzi, takich, z którymi mógłby się związać, czuć się dobrze, bezpiecznie.

Ethos człowieka to miejsce, gdzie blisko innych jest w pełni sobą. Gdzie także obecni są jego bogowie.

Tischner pisał: „Człowiek jest z natury istotą etyczną, to znaczy kimś, dla kogo problem “ethosu” jest zarazem problemem własnego bytu. Jeśli odkryje gdzieś, że wśród jakich spraw, z jakimi ludźmi wiąże się jego “ethos” może przynieść owoc obfity”. Jeżeli tego nie znajdzie, będzie żył, jak istota obca samej sobie”. (ETYKA SOLIDARNOSCI ZNAK 1981)

W Polsce Ludowej wielu z nas żyło ze świadomością ethosu, który nim nie był. Dojrzewanie mojego pokolenia było między innymi procesem odkrywania tej prawdy. Wolność była pozorna, nasza świadomość sfałszowana. Szukając w tym wszystkim oparcia, błądząc i wahając się komu też można zaufać, jakiego dokonać wyboru z trudem wytyczaliśmy i znajdowaliśmy ścieżki ku sobie wiodące. Uczyliśmy się ku czemu i komu zbliżyć się, od czego się odwrócić, a nawet przed czym uciec. Nawet dla tych, którzy nie znali lub nie używali ze zrozumieniem słowa etyka, stawała się ona fundamentalną częścią osobistej historii. Bo w tamtym czasie naszego dorastania doświadczaliśmy wartości, czyli: drugiego człowieka, samego siebie, wielu form obcowania z ludźmi. Niektóre z tych doświadczeń kończyły się rozgoryczeniem, niektóre zawodem, niektóre zdradą. Ale dominowały doświadczenia dobre, budujące wspólnotę, zaufanie i nadzieję. Nie poznawaliśmy naszej etyki z książek, choć one na tej drodze odgrywały rolę bardzo ważną. Każdy z nas ma w sobie zapisane blaski I cienie, radości i cierpienia, dobre I złe wybory. Ot taki jest z każdego osobisty podręcznik etyki. Nie chcę pisać o dzisiejszym stanie polskiego ethosu tak, aby narzucać komu swój osobisty podręcznik. Chcę jedynie spróbować odpowiedzieć na pytanie, dlaczego wielu z nas zaczyna być tu niedobrze w etycznym znaczeniu tego słowa.

Rok 2016. Grudzień. Ponad rok temu do władzy w Polsce doszedł Jarosław Kaczyński. Pozostał liderem partii. Nie objął żadnego oficjalnego, państwowego stanowiska. Partia ma większość w parlamencie – w obu jego izbach. Funkcje prezydenta sprawuje Andrzej Duda. Na stanowisku premiera – Beata Szydło. Oboje są wiernymi i lojalnymi wasalami Wodza. To daje Kaczyńskiemu do rąk władzę ustawodawczą i władzę wykonawczą. Taki kształt władzy zdobywanej bardzo szybko, bez dyskursu, jedynie poprzez brutalne akty arytmetyczne przewagi parlamentarnej jest odbierany jako formalnie legalny, lecz z punktu widzenie ducha prawa paternalistyczny, autorytarny.

Myślących Polaków coraz bardziej to niepokoi.

Wysoka fala zmian napędzanych przez większość parlamentarną znosi brutalnie wszystko, co staje na jej drodze. Przeciwnicy polityczni są obrażani, wykluczani, głosy sprzeciwu wyłączane dosłownie w środku zdania przez marszałka sejmu przyciskiem mikrofonu. Zmiany mają wyraźny kierunek: kolejne ustawy zmniejszają poziom legalnej niezależności kogokolwiek od partii rządzącej. Paraliż Trybunału Konstytucyjnego, przejmowanie całej władzy sądowniczej, trwający permanentnie proces przejmowania władzy w samorządach, przejęcie mediów publicznych.

Jednocześnie polska polityka zagraniczna stara się przez wrogie lekceważenie odciąć Polaków od Unii Europejskiej – od jej doradztwa w kwestiach związanych z demokracja, od jej prób wywierania wpływu na przestrzeganie w Polsce moralnych norm współżycia społecznego, które obowiązują i powinny obowiązywać w krajach naszego kręgu kulturowego. Pojawiają się sugestie, że Polska traci niezależność przez członkostwo w UE. Frazeologia narodowościowa jest wzmacniana przez usuwanie z miejsc publicznych flag Unii. Jednocześnie trwa swoisty taniec na linie: chodzi o to, aby usatysfakcjonować rodzimy nacjonalizm nie tracąc finansowego zasilania z UE.

Dla umocnienia swojej pozycji władza stara się uzyskać coraz większy wpływ na umysły Polaków. Jeśli przeciwstawiają się temu autorytety – tym gorzej dla nich. Polska Wałęsy, Kuronia, Geremka, Bartoszewskiego, Tischnera oblewana jest pomyjami pomówień i torsjami ksenofobii. Duża część obywateli naszego kraju z dziwaczną uciechą przyjmuje ten spektakl szargania świętości, które na ołtarze wyniosła młoda polska demokracja. Widać to w sondażach, które wciąż wskazują, że rządzący mają znaczące społeczne poparcie. Nie odstręczają marsze faszystowskiego ONR, nie zniechęca skrajny klerykalizm, nie odpycha wreszcie promowanie ksenofobicznej nietolerancji.

Narasta jednak też fala krytyki złożona z wielu wątków.

Rusza fala buntu. Tysiące ludzi wychodzi na ulice miast. Demonstracje Komitetu Obrony Demokracji są tłumne i dają wspólnocie poczucie siły. Protest narasta niosąc w sobie wiele różnych interesów politycznych i przez tę wielość zagrożony jest od narodzin swoich niestety rozpadem. Realna opozycja polityczna jest podzielona. Jedna cześć to świeżo przegrana Platforma Obywatelska, która dąży po prostu do tego, aby powrócić do władzy. Władzy straconej nieprzypadkowo. Druga część to Nowoczesna – partia dobrze wykształconych o przekonaniach wyraziście liberalnych przedstawicieli klasy średniej. Nie mają zasług, ale też nie mają za sobą kompromitacji i porażek. Ich sposób sprawowania funkcji opozycji parlamentarnej nacechowany jest kulturą osobistą oraz poprawną polszczyzną przemówień. Poza opozycją parlamentarną jest jeszcze antypolityczna i głęboko niechętna obecnej władzy grupa inteligencji polskiej, którą łączy to, że działania władzy w głowie się człowiekowi rozumnemu nie mieszczą i na dodatek na tym właśnie polega ich populistyczna siła. Do tego dochodzi stara i nowa lewica – obie poza parlamentem. Stara lewica ma postkomunistyczny rodowód i wcale świeże wspomnienia o sprawowaniu władzy, zaś nowa lewica u władzy w Polsce nie była i rodowód ma raczej książkowy. Pierwsi to politycy, drudzy – to moralizatorzy.

W sumie można stwierdzić, że opozycja działa wspólnie przeciw przekraczaniu przez władzę rozmaitych norm – poczynając od norm dobrego wychowania, poprzez normy prawne I moralne. Opozycja różnicuje się, rozrasta. Platforma tworzy gabinet cieni. Ale w sondażach na tym traci.

Kulminacja konfliktu opozycji i znacznej części społeczeństwa następuje 17 grudnia. Jest to reakcja na zakaz wstępu do sejmu dla dziennikarzy i wykluczenie przez marszałka sejmu bez uzasadnienia jednego z opozycyjnych posłów z debaty nad budżetem państwa. To doprowadza do otwartego buntu opozycji parlamentarnej – tym razem zjednoczonej. Okupacja mównicy sejmowej i narastająca demonstracja przed sejmem trwa całą noc i następny dzień i następny. Ludzie jednak postanawiają protestować konsekwentnie.

Władza atakuje, nazywa okupujących i demonstrujących esbekami i zdrajcami.

A co właściwie robi przez te miesiące władza?

  1. Dokonuje rewolucyjnej redystrybucji dóbr dając polskim rodzinom do ręki po 500 złotych na każde dziecko, poczynając od drugiego oraz obniża wiek emerytalny.

Ekonomiczne dyskusje i dowodzenie, że taka redystrybucja prowadzi do ekonomicznej ruiny jest zbyt skomplikowane, by wyznawcy I zwolennicy PiS tracili czas na jej zrozumienie. Zwłaszcza, że media narodowe kontratakują wprowadzając swoich ekspertów, że nie wspomnimy o prostym opluwaniu oponentów w mediach jeszcze-bardziej-narodowych oraz najnarodowszych.

  1. Wprowadza w życie ustawy blokujące niezależność władzy sądowniczej.
  2. Na początku prezydent uniewinnia nie-skazanego jeszcze pana Kamińskiego, aby mógł on objąć bez formalnych przeszkód urząd. To nie jest nielogiczna prawnie jednostkowa decyzja, to jednoznaczne określenie się prezydenta jako organu władzy: zamierza on sprawować swój urząd na rzecz zmian wprowadzanych przez PIS, bez oglądania się na jakiekolwiek prawne przeszkody
  3. Zaczyna zwalczać prawny porządek, w którym określoną rolę odgrywa Trybunał Konstytucyjny. Ani wewnętrzny opór, czyli wypowiedzi polskich konstytucjonalistów, ani interwencje zewnętrzne Unii Europejskiej w postaci opinii wydawanych przez Komisję Wenecką i kolejne upomnienia władz Unii nie maja wpływu na konsekwentne i ostentacyjne demonstrowanie, że wszelkie przeszkody na drodze do zmian w Polsce zostaną unicestwione. Tu pozwolę sobie na uwagę: Wielu światłych polityków i prawników się dziwiło, że sam minister spraw zagranicznych Komisję Wenecką do Polski zaprosił. Otóż mnie to nie dziwi. Jak okazać lekceważenie opinii niewydanej? Opinię zaś wydaną i organ, co ją wydal można sobie spektakularnie obrażać ku uciesze antyeuropejskich nacjonalistów prężąc swoje ultraniepodległe bicepsy. Dzięki walce o Konstytucję polska opozycja zwiera się, demonstruje, walczy. Trochę jest zbyt liczna jak na potrzeby Jarosława Kaczyńskiego. Ale od czego mamy narodowe media? Dzięki nim pokazuje Pis swoim zwolennikom I wyznawcom wroga odzianego w drogie futra i nazywa go po imieniu: „komuniści I złodzieje”. Wymachiwanie Konstytucją na jej nieczytelnikach nie robi żadnego wrażenia. A nawet szkodzi Konstytucji, bo jeśli wróg nią wymachuje, to z całą pewnością trzeba ją zmienić.
  4. Powrót do oddania w jedne, na dodatek – sprawdzone ręce, połączonej władzy ministra sprawiedliwości i naczelnego prokuratora jest w tej sytuacji zabiegiem oczywistym, pozwalającym zwalczać każdego wroga osobiście narzędziami prawa karnego cywilnego i tak dalej.
  5. Jarosław Kaczyński jak każdy tyran przyniósł ze sobą własną ideologię, czyli jak to nazywał Karol Marks „sfałszowaną świadomość”

Norwid użyl dla opisania krętych dróg zniewolonej polskości słowa ZNICESTWIENIE. To jest słowo niezastąpione, jeśli chce się zrozumieć naród skłonny do działania na własną szkodę w sposób dogłębny i nieodwracalny. Znicestwienia nie dokonują wrogowie, najeźdźcy, okupanci. Oni by tak głęboko w narodową substancję przeniknąć nie zdołali. Norwid pisał: “Znicestwić narodu nikt nie podoła bez współdziałania obywateli tegoż narodu. I to nie bez współdziałania przypadkowego, częściowego, nominalnego, ale bez współdziałania starannego.”. Rozwijając te norwidowska myśl pisał w Tygodniku Powszechnym Józef Tischner: „Bywa, że swoi wprowadzają w zawartość pojęcia” ojczyzna” treści, które usuwają w cień jego właściwy sens. Słowo wciąż jest w obiegu, wciąż się je wykrzykuje, wciąż się nim strzela do innych, ale im głośniej brzmi, tym jest mniej substancjalne. Po jakimś czasie każdy widzi: po dokonanych obróbkach „Polska nie jest polska” – „polska moralność” jest faryzejskim przekrętem moralności, „myśl polska” jest pospolitą bezmyślnością, „polska wiara” – polską dewocją, a „polski katolicyzm” – sektą, którą z nicości do bytu powołała “schorowana wyobraźnia.”. Oto jedna z okrutnych perspektyw pięknego słowa POLSKOŚĆ.”.

Co takiego robi PIS, żeby Polskę skutecznie znicestwić? Ano dokładnie wszystko o czym wyżej mowa.

Warto jednak uczestnicząc w tym dramacie przyjrzeć się narzędziom znicestwiania dokładniej.

  1. Pierwszym takim narzędziem jest polski eurosceptycyzm. Poszukując swojego polskiego ethosu uważaliśmy, że wydobycie się z rosyjskiej strefy wpływów jest naszą nadzieją i że urzeczywistnienie tej nadziei może się zrealizować poprzez rzeczywiste dołączenie do świata zachodu, do Unii Europejskiej. I oto znaleźliśmy się tam dokładnie, gdzie nasz ethos – w Unii Europejskiej. Eurosceptycyzm w przypadku Polaków nie jest tym samym, co eurosceptycym Brytyjczyków, który ich z UE wyprowadził. A to dlatego, że nie mają za miedzą rosyjskiego sąsiada. Czyż trzeba te różnice tłumaczyć? Eurosceptycyzm jest w Polsce po prostu myśleniem prorosyjskim. I inaczej się go rozumnie zdefiniować nie da. Jest rzeczą oczywistą, że Polska jest dla Europy ważna. Ale dywagacje na temat zniewalania nas przez Europe, dybania na nasza niepodległość, szczucie NIEMCAMI, to jest działalność sprzeczna z polskim interesem w każdym tego słowa znaczeniu. To po co to Jarosławowi Kaczyńskiemu? Dlaczego z dramatycznie ściśniętego gardła polskiej premier Beaty Szydło płyną słowa rozumnej polskiej patriotki niegodne? Ano nie sądzę, aby ona nie rozumiała, że dziś straszenie Polaków Niemcami to jest czysto ideologiczne działanie na ksenofobicznie schorowaną polską wyobraźnię.
  2. Ale tu chodzi o zmianę ethosu. O to, żeby się Polacy bali, bo przestraszonym stadem łatwiej powodować. Rosjan też się boimy. Uchodźców się boimy, bo to ISLAM. Zaszczuci ze strachu rzucamy się na wrogów na pierwsza komendę. Z poczucia jedynie słusznego patriotyzmu w akcie beznadziejnego heroizmu? Nie o to chodzi! Chodzi o to, żeby na komendę.

Wstawanie z kolan zasadzające się na eurosceptycyzmie nie jest zwieńczone żadną nadzieją. Bo nie prowadzi do ethosu i nie jest przeniknięte sensem.

  1. Drugim narzędziem jest wprowadzanie nowej mitologii. 10 kwietnia 2010 roku zdarzył się tragiczny wypadek lotniczy, w którym zginęło wielu ludzi ważnych i kochanych. Był wśród nich brat Jarosława Kaczyńskiego, prezydent Polski., któremu tragiczny wypadek przytrafił się w podróży służbowej o znaczeniu patriotyczno-symbolicznym.

Jako wnuczka oficera wiezionego w Starobielsku i zamordowanego przez NKWD odczuwam bardzo głęboko symboliczność tego wydarzenia. Tym bardziej odrażająca jest dla mnie pisowska mitologia smoleńska i jej namacalne, materialne przejawy w postaci przymusowo odbywanych ceremonii typu apelu smoleńskiego. Moj dziadek i Jego Towarzysze Niedoli byli bohaterami oraz patriotami. Takiego dokonali wyboru. Nie przebrali się we Lwowie w cywilne ubrania, tylko w mundurach i z bronią postanowili zaryzykować oczekiwanie, że Rosjanie dotrzymają danego słowa i pozwolą im dalej walczyć z hitlerowskim najeźdźcą. Męka Ich drogi krzyżowej do obozów, okrutna śmierć, kłamstwo wreszcie rosyjskiej propagandy, że to była zbrodnia niemiecka, które nad Ich grobami ciążyło przez długie lata PRL to jest straszny symbol tego jak można wielką krzywdę bezkarnie zrobić Polakom, a potem jeszcze kłamstwem naród upodlić. Ledwieśmy się z tragedii wydobyli, odkłamali, próbowali, choćby awansem oficerskim ofiary zbrodni katyńskiej uczcić, a tu się pojawia nowy historyczny okupant narodowej pamięci i pamięć zacnych ludzi neurotycznymi urojeniami kala. Żal mi Lecha Kaczyńskiego, co mojego dziadka mianował majorem. Nie należy mu się taki pseudo kult oparty na kłamstwie i nienawiści. Nie oznacza to żadnej wierności, nie ma niczego wspólnego z odpowiedzialnością. Dla naszego narodowego ethosu taki brak poszanowania prawdy, który jeszcze sam siebie nazywa jej poszukiwaniem to jest uwłaczanie dostojeństwu istniejącej rzeczywistości. W tej nieprawdzie tkwi bezwartościowość jej wewnętrznego oporu wobec wartości, czyli prawdy. Dla człowieka wierzącego jest to dodatkowo opór wobec wszechwiedzącego Boga.

A jednak otacza nas powtarzana mantra smoleńskiego apelu, cykliczne miesięcznice mają za zadanie tworzyć kult podkreślany salwami karabinów polskiego wojska. Dzielimy się na tych, co czczą i tych, co nie czczą, bo znalazł się u władzy człowiek, który własne subiektywne pragnienia przedkłada ponad wszelką prawdę. Człowiek niezwiązany z tym, co rzeczywiście istnieje nie szanuje prawdy, nie jest ani uczciwy, ani rzetelny w swoim postepowaniu. Jestem daleka od braku szacunku dla czyjejś żałoby i rozpaczy. Ale nie poważam braku szacunku dla samego siebie. Tyle o tak zwanym micie założycielskim.

A jakie są jego funkcje?

Uczynić ze zwolenników wyznawców.

To bardzo wiele, zwłaszcza jeśli buduje się na poczuciu względnej deprywacji. A takie poczucie mają wpajane od lat słuchacze oraz niesłuchający zwolennicy radia Maryja. W obrębie kościoła katolickiego w ogóle, a także o obrębie polskiego chrześcijaństwa tworzą oni sektę, która nie przyjęła do wiadomości takich wydarzeń jak Vaticanum Secundum, nie akceptuje poglądów aktualnego Papieża Franciszka, a kult Jana Pawła II nie przeszkadza im w zaprzeczaniu wszystkiemu, albo prawie wszystkiemu, czego nauczał. To jest wielki problem moralny Kościoła Katolickiego w Polsce. Nie należę do tego kościoła, ale uważam, że beztroskie przechodzenie do porządku nad jego kłopotami jest w Polsce bardzo lekkomyślne, ponieważ jego wpływ na społeczeństwo jest wielki i jakością moralną KK każdy patriota polski powinien się interesować niezależnie od wyznania. Tak więc jako polska ateistka niepokoję się znicestwieniem moralnym polskiego katolicyzmu, któremu winien jest głównie obywatel Tadeusz Rydzyk

Nowa mitologia ma przeniknąć także do systemu nauczania Polaków, bo o to, a nie o gimnazja chodzi w reformie, która się właśnie dokonuje. Przeciw temu też protestują uczestnicy ulicznych demonstracji w całej Polsce.

Wątek mitologiczny we wszystkich wcieleniach: historycznym, wojskowym, religijnym i edukacyjnym dowodzi, że Jarosław Kaczyński nie zamierza być zależny od kaprysów demokracji, lecz traktuje swoja koncepcje Polski jako wieczną, a w każdym razie – długowieczną i historycznie nośną.

  1. Stąd tak ważna jest działalność na niwie dawania fałszywego świadectwa przeciw bohaterom polskiej transformacji.
  2. W 1936 roku mieszkał w Monachium niemiecki laureat nagrody Nobla z 1929 roku – Tomasz Mann. Wpływ ideologii hitlerowskiej i akcji oczerniania tej dumy niemieckiego narodu na umysły ówczesnych Niemców był tak duży, że ten otwarty przeciwnik nazizmu został przy wielkiej społecznej aprobacie pozbawiony niemieckiego obywatelstwa.

Nie jest otóż ważne tak bardzo, czy nasi bohaterowie czasów transformacji popełnili w swoim trudnym i niebezpiecznym życiu jakie ludzkie błędy. Ważne jest, żebyśmy ich zasług nie zapomnieli, bo jak słusznie mówił John S Mill: „Miarą wartości moralnej człowieka jest umiejętność okazywania wdzięczności”. Transformacja bowiem jest naszym dobrem wspólnym, a sama się nie dokonała. Lech Wałęsa, Józef Pinior, Henryka Krzywonos, Władysław Frasyniuk, Adam Michnik, Bronisław Geremek i wielu, wielu jeszcze innych ludzi Solidarności miało odwagę budowania polskiego ethosu – miejsca, w którym słowa znaczą a prawdę się szanuje.

Co boli najbardziej?

Boli sprawa uchodźców. Za mało w tej sprawie robimy. Mówimy mało. Wstrząsające obrazy z Syrii ciążą na sumieniu.

Uczniowie Heraklita pytali go co to jest DOBRE POSTEPOWANIE? Trudno sobie dziś tego pytania nie zadawać. Otóż w postepowaniu takim najważniejsze jest, aby widząc nieszczęście jakiegoś człowieka na nim się skupić. Jego ratować i wspierać. Kiedy się zacznie rozważać: Czy krzywda tego człowieka mi zagraża, co z niej dla mnie, dla mojej sytuacji może wyniknąć – to już jest znak, że postępuje się źle.

Nie o to więc chodzi, czy dla ciebie, dla mnie, dla naszych rodzin jest niekorzystne to, że uchodźcy potrzebują pomocy. Czy to dla nas miłe, że będą tu u nas mieć odmienne od naszych obyczaje, że będą mieć swoje wyznanie, swoja kulturę. Ważne, że potrzebują naszej pomocy. Bo nie maja co jeść i pić, bo są prześladowani i mordowani. Udzielenie lub też odmówienie potrzebującemu pomocy nie jest zależne tylko od chęci czy upodobania. Ignorowanie obiektywnych wartości jest niewybaczalne. Boję się, że w politycznym zgiełku, który nas otacza nie słyszymy wołania tych, którzy nas potrzebują. Ale nie – jest, słyszę. Brak uchodźców boli demonstrantów i mówią o tym głośno. Nie jestem w stanie tolerować tego, że w Polsce posiadanie skory niewłaściwego koloru, posługiwanie się niepolskim jeżykiem wywołuje agresję. O pochodzeniu nienawiści wokół nas napisałam tu bardzo dużo.

Zastanawiam się jedynie nad tym, na ile to wszystko zmieniło już ciebie czy mnie?

Czy jesteśmy gotowi odpowiedzieć na wołanie potrzebujących, które jest tak tragicznie głośne?

Wieje bardzo silny wiatr historii. Aby się nie dać ponieść, nie zgubić swojego, naszego miejsca musimy się trzymać wartości. Zwłaszcza, kiedy ciążą, są niewygodne, nie pozwalają żyć wygodnie. Siedzieć w ciepłym domu. A czas jest domowy, przedświąteczny. Esbeckich teczek nie mieli ci, którzy z domu nie wychodzili. Bo trzymać się swego, skazywać na niewygodę to jest dziś obowiązek odważny i mądry.

I ciężar.

Ciężar ten to kotwica i ostoja. Żeby nas nie wywiało z NASZEGO MIEJSCA.

Barbara Czerska

Dr Barbara Czerska jest etykiem.

 

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (7 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +10 (from 10 votes)
Barbara Czerska: Nasze miejsce, 10.0 out of 10 based on 7 ratings

Jedna odpowiedź

  1. PK 2016-12-21