Stanisław Obirek: Milczenie dra Marka Sznajdermana

Print Friendly, PDF & Email

2016-12-21.

Do tej pory znałem Monikę Sznajderman jako wydawczynię.

Wybierając się na spotkanie – promocję książki Fałszerze pieprzu. Historia rodzinna w sobotę 3 grudnia wiedziałem, że zetknę się z jej nowym wcieleniem – autorką książki. Nie wiedziałem jednak, że będzie to tak mocne wejście w serce naszych polskich sporów. Monika Sznajderman znalazła bowiem sposób na opowiedzenie wyjątkowego splotu rodzinnego. Jest córką Ojca Marka Sznajdermana, ocalonego z Zagłady Żyda. Rodzina Ojca była nieobecna w rozmowach przy stole. W każdym razie córka takich rozmów nie zapamiętała.

Dlatego musiała zrekonstruować losy żydowskich przodków, odnajdując ślady ich istnienia w przedwojennej prasie, archiwach, zapisach hipotecznych, książkach telefonicznych. Analizuje stare fotografie i zbiera ślady rozproszone pomiędzy Miedzeszynem, warszawskim gettem, Radomiem, Złoczowem, Oświęcimiem i Australią, odtwarzając światy ich życia i ich śmierci. Z rodziną Matki było łatwiej, po prostu większość przeżyła i dzieciństwo małej Moniki było nasycone wspomnieniami i anegdotami z życia kilku pokoleń Lachertów. Byli w niej ludzie wybitni, sławny architekt, dyrektor wielkiego koncernu w carskiej Rosji, prominentny działacz Stronnictwa Narodowego. Ich dzieje toczą się w Warszawie, w Moskwie, na Wołyniu, wreszcie – w majątku Ciechanki na Lubelszczyźnie.

Organizatorzy Wydawnictwo Czarne i Muzeum POLIN przywołali na ogłoszeniu anonsującym spotkanie słowa autorki:

Wydana właśnie książka antropolożki kultury Moniki Sznajderman nie jest, wbrew tytułowi, pozycją historyczną. To książka o pamięci. A właściwie o dwóch pamięciach, które się w żadnym miejscu nie spotykają. I o losach, które od stuleci toczyły się równolegle, nigdy razem. Losach moich dwóch rodzin – polskiej i żydowskiej”.

Spotkali się na łamach tej książki, której głównym adresatem jest milczący dr Marek Sznajderman. Był zresztą na prezentacji zadedykowanej mu przez córkę książki. Jego obecność była o wiele bardziej znacząca niż nas, Czytelników, zadających liczne pytania. Te dwie rodzinne tradycje się wreszcie spotkały. Wbrew obawom nie było to spotkanie wykluczające, wprost przeciwnie, obie rodziny się sobie przyglądają z sympatią i empatią. Połączyło je świetne pióro Moniki Sznajderman.

Ale przecież milczenie dr Sznajdermana nie było całkowite. W książce Barbary Engelking Na łące popiołów: ocaleni z Holocaustu, opublikowanej w 1993 roku mówił: „Nie czuję się ofiarą, uważam, że to mnie wzbogaciło”.

Można też o jego historii przeczytać w III tomie zupełnie niezwykłych świadectw Dzieci Holocaustu mówią… Dotychczas opublikowano pięć tomów, a każdy zwiera nieprawdopodobne wręcz historie uratowanych. Razem z żywo rozwijającym się ruchem przypominającym heroiczne dokonania Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata, historie ocalonych z Zagłady Żydów stanowią ciągle jeszcze za mało wykorzystane bogactwo kart historii tych strasznych czasów.

Dla mnie ta książka jest praktyczną realizacją postulatów badawczych obecnych w wydanej ostatnio po polsku książce Michaela Rothberga, Pamięć wielokierunkowa. Pamiętanie Zagłady w epoce dekolonizacji. Jej autor proponuje „nową perspektywę w badaniach pamięci zbiorowej i jej związku z tożsamością grupową”. A jego głównym zamiarem jest „zgłębienie logiki dominujących narracji o pamięci i tożsamości, logikę zero-jedynkową, która zwykle łączy się z rywalizacją oraz odkrywam przeciwtradycję, w której upamiętnianie Zagłady spotyka się ze skutkami kolonializmu, niewolnictwa i niezakończonego procesu dekolonizacji”. Wydaje mi się, że ta nowa perspektywa jest nam żywotnie potrzebna do naszych własnych badań nad przeszłością

Zgadzam się z autorem Pamięci wielokierunkowej, że jego ujęcie umożliwia odejście od konkurencyjnego traktowania przeszłości jako swoistego pola bitwy, z którego muszą wyjść zwycięscy i pokonani. Jeśli przyjmiemy paradygmat wielokierunkowego charakteru pamięci to każdy na tym zyska. Jak pisze Rothberg:

„Istotny zysk poznawczy, jaki wynika z postawienia na wielokierunkowy, a nie rywalizacyjny wymiar pamięci, dotyczy tego, co przynosi analiza przypadków historycznych, a mianowicie, że za pojawienie się pamięci w przestrzeni publicznej często odpowiadają bodźce, które początkowo mogą wydawać się nieistotne albo nawet niestosowne”.

Takim bodźcem w dzisiejszej Polsce może być swoista obsesja rządzącej partii na temat historii. Gdy się okaże, że nie można jej pisać tylko piórami wybranych dziejopisów, może wtedy będzie można włączyć głosy innych. Choćby tych, którzy pamiętają jak to naprawdę było. Agresywna i wykluczająca perspektywa historyczna nie tylko nikomu nie służy, ale wszyscy stają się jej ofiarami, poczynając od tych, którzy się jej tak ochoczo oddają.

Stanisław Obirek

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.8/10 (12 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +17 (from 17 votes)
Stanisław Obirek: Milczenie dra Marka Sznajdermana, 9.8 out of 10 based on 12 ratings

8 komentarzy

  1. andrzej Pokonos 2016-12-22
  2. Obirek 2016-12-22
  3. andrzej Pokonos 2016-12-22
  4. Magog 2016-12-22
  5. narciarz2 2016-12-24
  6. narciarz2 2016-12-24
  7. Magog 2016-12-28
  8. PK 2016-12-30