Mój Plac Narutowicza

Print Friendly, PDF & Email

2017-02-05.

Kiedy naprawdę nie masz co ze sobą zrobić, siądź sobie na ławeczce na placu Narutowicza. Tam gdzie skwerek. I patrz, patrz, bo dużo jest tego co wzrok powinien ogarnąć. Pięciu chińczyków, dobrze ubranych, pewnie biznesmenów, wychodzi właśnie z restauracji Hong Kong[i], bezdomny śpi w krzakach za pomnikiem prezydenta Narutowicza, rodzina w żałobie kłębi się przy wejściu do koszmarnego zakładu pogrzebowego tuż przy kościele Świętego Jakuba. Przy sklepiku Carrefoura 7/24 z alkoholem zebrał się niezły tłumek, a po przeciwnej stronie placu starsza pani wychodzi z biblioteki – jest oburzona, właśnie przeczytała na onecie o nagich dziewczynach na brazylijskiej plaży (zna się na internecie bo niedawno skończyła w bibliotece kurs komputerów dla seniora).

Od strony południowej placu imponuje swoim ogromem dom akademicki, a na środku skwerku kusi piwem i pizzą piwiarnia założona przez radnego dzielnicy Ochota. Nie, on nie jest właścicielem piwiarni, to własność jego mamy. A teraz do obrazu dodajmy dźwięk – hałaśliwe autobusy i tramwaje. Szczególnie dużo tu tramwajów – jadą Grójecką, jadą Filtrową. To ich hałas przeszkadza staremu zegarmistrzowi na wylocie Filtrowej.

Siądź więc sobie na skwerku, na ławeczce. Nie, nie na tej, idź troszeczkę dalej, bo ta jest zajęta przez Szeryfa, Krętego i Szlaję. To znaczy siedzą we dwóch – Szeryf i Kręty, bo Szlaja poszedł z zamówieniem na Żołądkową Gorzką do Carrefoura. Usiądź i uśmiechnij się do nich, to mogą być mili ludzie – może są na rencie, może na emeryturze a może muszą radzić sobie w jakiś inny sposób – tobie nic do tego. W każdym razie mają dużo czasu, sądzę, że więcej od ciebie.

Teraz proszę wytęż wzrok, bo możesz zobaczyć tam mnie. Tak to ja – właśnie przechodzę pod udami. Nie, to nic sprośnego – ścieżka prowadzi wzdłuż skwerku, a tuż przy nim otworzył się sklepik z rajstopami – na sklepikowym daszku neon wyświetla w kolorze dziesięć eleganckich damskich ud.

Rozpoznasz mnie łatwo – niewysoki mężczyzna, z brodą. Prowadzi dwa białe psy – takie jak ten na zdjęciu. Możesz je pogłaskać – uśmiechną się do ciebie. Chodź ze mną. Przejdź ze mną koło ławeczki gdzie siedzą Szeryf, Kręty i Szlaja (Szlaja już wrócił z buteleczką).

Jeszcze jedno, zanim do nich dojdziemy – słońce mi szkodzi, muszę się przed nim chronić. Dlatego niedawno, na Florydzie sprawiłem sobie tropikalny hełm – taki jak ogląda się na starych filmach o brytyjskich kolonizatorach w Afryce i gdzie indziej. Wkładam go kiedy wychodzę z psami.

No właśnie – nie ja jeden widziałem te stare filmy. Bo kiedy dochodzimy do ławeczki, kiedy już Szeryf,  Kręty i Szlaja nasycili się pięknem moich bieluśkich psów (są naprawdę przepiękne) słyszę coś o mnie:

— Z Afryki, a biały.

I proszę nie mówić mi o niskim poziomie wiedzy o świecie wśród naszego narodu.

 

Andrzej Olas

[i] Ostatnio restauracja przeniosła się, chyba na Śliską. Obyż można było tak łatwo przenosić całe państwa.

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (1 vote cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +2 (from 2 votes)
Mój Plac Narutowicza, 10.0 out of 10 based on 1 rating