Ernest Skalski: Może aż tak źle nie będzie

Print Friendly, PDF & Email

2017-02-20.

Amerykańscy red necks, których okazem i reprezentantem jest Donald Trump, mogą nie widzieć potrzeby wydawania pieniędzy, by bronić Stany Zjednoczone, wraz z zachodnią cywilizacją, aż na przedmieściach Sankt Petersburga, za jakie uchodzi dla nich Estonia. Na sojusznikach im nie zależy, a same Stany, uważają, mogą być narażone jedynie ze strony muzułmańskich imigrantów-terrorystów. Żadna obca potencja nie śmie zaatakować terytorium mocarstwa między Pacyfikiem i Atlantykiem.

Ale światlejsi Amerykanie wiedzą, a służby wywiadowcze maja na to dowody, że atak na Stany już trwa od jakiegoś czasu i jest skuteczny. Prowadzony przez państwo, które nie może nawet myśleć, by im dorównać w polu, lecz z powodzeniem pomyślnie prowadzi wojnę hybrydową z szeroko rozumianym Zachodem. Można ją wszak prowadzić również bez jednego wystrzału. Cyberwojna, pieniądze, jawna propaganda, agentura świadoma i pożyteczni idioci. Niezależnie od Trumpa, rolę tę dla Putina może pełnić na szczytach władzy jego człowiek w Waszyngtonie, sekretarz stanu Rex Tillerson, podobnie jak Trump mocno zaangażowany biznesowo w Federacji Rosyjskiej. I jest takich więcej.

Zdecydowani zwolennicy Trumpa – „mniejsza większość” wyborców – mogą  to ignorować, lecz do innych dociera świadomość tego, że de facto to Putin wybrał im prezydenta. Że ich prezydent ma interesy w Rosji, gdzie mogą go o wszystko oskarżyć, a więc i szantażować. Że w jakimś stopniu Stany stają się już protektoratem Rosji. Donald Trump ma powody by nie dopuszczać tego do świadomości. Nie będzie dezawuować swojej prezydenckiej legitymacji. Na szczęście w amerykańskim establishmencie i nawet w bezpośrednim otoczeniu Trumpa wyciąga się z tego wnioski.

Wywiad, dbający o bezpieczeństwo państwa, doprowadził do tego, że wbrew oporowi prezydenta, został zmuszony do dymisji emerytowany generał Michael Flynn, jego doradca do spraw bezpieczeństwa, sprawujący te funkcję, bardzo ważną w amerykańskim systemie władzy, przez niecały miesiąc zaledwie. Rosyjskie znajomości, obejmujące Putina, mogłyby nawet być dlań rekomendacją na takie stanowisko. Sam fakt rozmów z ambasadorem Rosji, Siergiejem Iwanowiczem Kisljakiem,  też mógłby być  użyteczny dla Stanów. Lecz z jego russian connections wynikała jawnie prorosyjska postawa, a to o czym mówił z ambasadorem służby przecież wiedziały. I również to, że Flynn nie brał tego pod uwagę – nie bardzo kwalifikuje go na zajmowanie się bezpieczeństwem.

Drugi ważny dowód niezgodności z postawą Trumpa – niedawna konferencja bezpieczeństwa w Monachium. Sekretarz Obrony, emerytowany generał  James Matts  przypomina o roli i ważności zobowiązań NATO. To samo stanowisko zajmuje, nawet wybrany wraz z Trumpem, wiceprezydent Mike Pence. Obaj dodają, że członkowie NATO powinni się solidniej przyłożyć do wspólnej obrony.  Trzeba to uznać za słuszne, z pozycji kraju, który, wraz ze Zjednoczonym Królestwem, Grecją – sąsiadem mało przyjaznej Turcji i Estonią – „przedmieściem”, wydaje na ten cel przepisane  dwa procent PKB.

Wpływowy republikański senator, Lindsey Graham stwierdził, że Rosja powinna być ukarana za swoje cyberataki, Nie mniej wpływowy, a bardziej znany jako były kandydat na prezydenta, senator, też republikanin, jak Trump, John McCain zaliczył Polskę do krajów, na które może być wywierana presja. Już jest, panie senatorze, choć jeszcze nie tak silna jak na USA i na Francję, najbliższą w kolejce.

Słowa, słowa, słowa? Tak, ale w demokratycznych systemach, gdzie trzeba się odwoływać do obywateli, słowa nieraz bywają przypominane i mają swą wagę. Uwzględnia to nawet niezbyt odpowiedzialny Donald  Trump, robiąc te bezeceństwa, które zapowiedział. Zaś za amerykańskimi deklaracjami w Monachium znajduje się nie  tylko reputacja tych, którzy je wygłosili, lecz ich zrozumienie naruszonego już bezpieczeństwa Stanów. Pamiętając o Tillersonie i paru innych, widzimy dramatyczny podział w rządzącej wierchuszce. To jednak znaczy, że Trump nie jest wszechwładny, nawet w zakresie tych kompetencji, które przysługują prezydentowi.

Poważna część jego najważniejszych współpracowników broni, wbrew niemu, bezpieczeństwa państwa. Podległa mu administracja wykonuje jego rozporządzenia tylko dopóki ich nie uchylą sądy. Od wywalenia z pracy groźniejsze jest naruszenie prawa. Demokracja amerykańska broni sięErnest Skalski: Przerwa na Trumpa? – i choć nie wiadomo czy wygra, to w tym nieprzyjemnym czasie, jest jakąś szansą dla świata, a w tym dla Polski.

A jak już jesteśmy przy bezpieczeństwie, to przypomnijmy Napoleona, z jego  stwierdzeniem, że ma szanse stado baranów dowodzone przez lwa, natomiast nie mają ich lwy dowodzone przez barana. To, starcza za komentarz  do słów ministra Macierewicza na tejże konferencji, kiedy wymienił katastrofę smoleńską jak dowód agresji Rosji, na równi z atakiem na Gruzje i Ukrainę. Putin by mu  czegoś takiego nie wymyślił.

Nie zagasła dla nas całkowicie inna gwiazdka nadziei z zachodu. Niemcy. Warszawska rozmowa pani kanclerz z nadprezesem RP (spotkania z oficjelami były pro forma) raczej nie przyniosła rewelacyjnych ustaleń. Liczy się, że się w ogóle odbyła. Ale jeszcze ważniejsze jest to co doszło do nas przy tej okazji, że wcześniej, na terenie Niemiec, miała już miejsce rozmowa Merkel – Kaczyński. Kanclerz Republiki Federalnej nie ma żadnego powodu, by trzymać w tajemnicy robocze spotkanie nawet z szeregowym posłem sąsiedniego państwa, lecz Kaczyńskiemu nie pasowało ono do propagandy wstawania z kolan, wyzwalania się z położenia kondominium Rosji i Niemiec. Wiadomo co się zmieniło, że teraz mu taka rozmowa pasuje.

Interes Niemiec jest prosty i niezmienny. „Granica  Pokoju”, a faktycznie linia potencjalnego frontu w wojnie światów, dzieliła Niemcy przez prawie dwa  pokolenia, Sama Merkel ma za sobą kawał życia w tej gorszej części. Teraz RFN nie chce być państwem frontowym NATO i mieć coś w rodzaju tej granicy na Odrze i Nysie. Woli ją mieć na rzece Doniec, a już w najgorszym przypadku – na Bugu. Będzie więc współdziałać w ramach NATO i europejskiej polityki obronnej, jeśli taka powstanie, w obronie obszaru między sobą i Rosją. Poza tym stosunki gospodarcze i społeczne – ruch ludzi – są naprawdę korzystne dla obu stron.

Niemcy nadal wyciągają właściwe wnioski z naszego z  nimi sąsiedztwa i z tego co się dzieje w Europie i na świecie. Po naszej zaś stronie żywotne interesy kraju przestały się w pełni pokrywać z interesem prezesa. Jemu w polityce zagranicznej chodzi prawie wyłącznie o to by mu nikt nie przeszkadzał rządzić. Polskę, co przyznał otwarcie, może dużo kosztować. Ale prawiedużo nie znaczy wszystko. Kaczyński bynajmniej nie zmienia polityki zagranicznej, ale w obliczu coraz trudniejszej sytuacji może ją nieco skoryguje.

A w wewnętrznej nie popuści nieprzymuszony. I nie Berlin, lecz społeczeństwo może tu na nim cokolwiek wymusić. Skoro jednak chcemy by położenie Polski było nieco lepsze niż bardziej gorsze, to tę ewentualną korektę przyjmijmy do akceptującej wiadomości, jeśli na złość Kaczyńskiemu nie chcemy sobie odmrozić uszu.

Ernest Skalski

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.2/10 (14 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +10 (from 20 votes)
Ernest Skalski: Może aż tak źle nie będzie, 9.2 out of 10 based on 14 ratings

11 komentarzy

  1. PK 2017-02-20
    • Sir Jarek 2017-02-21
  2. J.S. 2017-02-20
  3. Magog 2017-02-21
    • Sir Jarek 2017-02-21
      • Sir Jarek 2017-02-21
  4. JC 2017-02-21
  5. Ernest Skalski 2017-02-21
  6. J.S. 2017-02-21
  7. Corvallis 2017-02-22
  8. andrzej Pokonos 2017-02-22
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com