Telewizja pokazała (324)

2017-03-18.

Dan Ariely, profesor ekonomii behawioralnej, autor m.in. książki „Szczera prawda o nieuczciwości. Jak okłamujemy wszystkich, a zwłaszcza samych siebie”, w rozmowie z Jackiem Żakowskim:

Kluczowe są konflikty interesów. Dopuściliśmy przez ostatnie kilkadziesiąt lat do ich radykalnej ekspansji. Legalizowaliśmy je albo przymykaliśmy oczy. Na Wall Street, w medycynie, w lobbingu. Finansiści zarabiają w coraz mniejszym stopniu dlatego, że przynoszą zyski klientom i pracodawcom, a w coraz większym stopniu ich kosztem. W medycynie coraz mniejsza jest nagroda za wyleczenie pacjentów, a coraz większa za samo leczenie. Służba zdrowia proporcjonalnie coraz więcej dostaje od firm farmaceutycznych, a coraz mniej od pacjentów. Polityk, który zrobi dużej firmie przysługę, legalnie dostaje fortunę na kampanię wyborczą, a kiedy odejdzie z polityki, przejdzie do lobbingu i wykorzystuje tam zdobyte wcześniej kontakty, równie legalnie zarabia fortunę wprost do własnej kieszeni. To wszystko zaakceptowaliśmy już dawno jako system, choć oczywiście narusza to fundamenty demokracji i rynku. A teraz władza idzie jeszcze dalej. I nie wiemy jak daleko zajdzie, bo żadnego nienaruszalnego bastionu nie widać.

J.Ż. Wyjaśniałoby to, dlaczego popularność Nigela Farage’a, inicjatora Brexitu, nie drgnęła ani w dół ani w górę, kiedy po referendum przyznał, że kłamał, opowiadając o ogromnych kwotach, jakie na wyjściu z Unii miał zyskać brytyjski budżet. To znaczy, że można powiedzieć i zrobić praktycznie cokolwiek, bo i tak przeciwnicy będą krytykowali, a sympatycy wybaczą.

Tacy politycy, jak Trump czy Farage, najszybciej zrozumieli, że ludzie oczekują od nich wyniku, a nie pięknego stylu. Ich wyborcy są tak nastraszeni przez świat, który ich otacza, że chcą tylko, aby go zmienili i nad nim zapanowali – nieważne jakim sposobem. Dopóki wygrywają, większość ich wyborców wybaczy im niemal wszystko. (…)

Jedziemy po równi pochyłej, która jest jak zjeżdżalnia. Każdy wie, jak jechać na zjeżdżalni w dół. Nie słyszałem, żeby ktoś umiał jechać na zjeżdżalni w górę. Nie widzę innego sposobu niż coś w rodzaju zbiorowej katolickiej spowiedzi, czyli powszechnego „wyznania grzechów” i „postanowienia poprawy”. Nie da się z tego wyjść stopniowo, krok po kroku. Zmiana wymaga kryzysu, który uświadomi wszystkim, że jeżeli sami nie zaczniemy wymagać uczciwości od siebie – każdy po swojej stronie politycznych podziałów – to wszyscy razem będziemy się tylko coraz niżej staczali. (…) Demokracja i rynek nie mogą funkcjonować bez pewnego poziomu zaufania, który musi wynikać z faktycznego obowiązywania zasady uczciwości.

* * *

Za czasów PRL każdorazowa „gospodarska” wizyta pierwszego sekretarza PZPR w jakiejś miejscowości przynosiła korzyść mieszkańcom, bo coś odremontowano, czasem coś załatwiono.

Teraz kolej planuje realizować postój międzynarodowego pociągu relacji Kraków-Wiedeń na stacji w Brzeszczach. Przypadkiem jest to rodzinna miejscowość pani premier. To już taka tradycja. Za poprzednich rządów PiS zarządzono, że pociąg Intercity Warszawa-Kraków zatrzymywał się na stacji we Włoszczowej. Akurat w tych okolicach wicepremier Gosiewski był posłem.

Obawiam się, że wkrótce trzeba będzie zrezygnować z dumnych nazw „ekspres” czy „Intercity”. Tak było kiedyś z autobusami pośpiesznymi w Warszawie, które miały szybko przewozić pasażerów między odległymi miejscami. Z czasem wymuszano zatrzymywanie się tych autobusów np. na przystankach koło zakładów pracy itp., tak że czas przejazdu wydłużał się i autobusy niewiele różniły się od zwykłych.

Dobrze będzie zobaczyć te zmiany w rozkładzie jazdy. Jakiż to piękny tytuł: pociąg ekspresowy Warszawa-Brzeszcze-Kraków- Wiedeń.

* * *

Czytam po wyborach w Holandii: „Druzgocąca klęska. Europa może odetchnąć z ulgą”, „Holendrzy zatrzymali populistę”, „Triumf premiera Marka Rutte”. Okazuje się, że w 150-osobowym parlamencie partia premiera zdobyła 33 mandaty a partia populisty Wildersa 22. Tak wyglądają wygrana i klęska?

* * *

Z wojska odchodzą kolejni generałowie. Przyczyna jest taka, że decyzje dotyczące ich żołnierzy podejmowane były bez konsultacji z generałami. Generałowie próbowali spotkać się z ministrem Macierewiczem i coś ustalić, ale minister nie miał dla nich czasu, a niekiedy spotykał się z nimi jakiś urzędnik i to o godzinie 0.30 (!), aby przekazać jakieś polecenia.

Ale klasa tej „dobrej zmiany”, co?

* * *

Wszyscy poszukują prostych recept. Jedną z ostatnio lansowanych recept jest przyjęcie przez Polskę euro. Ma nam to dać wstęp do ekskluzywnego klubu „rdzenia Unii” i umożliwić wpływ na decyzje. Tym, którzy obawiają się zakłóceń w gospodarce, ekonomiści i politycy podają przykłady Słowacji i krajów bałtyckich, które wprowadziły u siebie euro i nic im to nie zaszkodziło.

Jednak niektórzy ekonomiści podnoszą wątpliwości. Słaba polska gospodarka (w stosunku do najpotężniejszych krajów) dzięki możliwości regulowania siły złotówki ma możliwość elastycznego dopasowywania się do zmiennych warunków rynkowych. Poza tym weźmy przykład Grecji – czy wprowadzenie euro uchroniło ją od kryzysu i czy znaczenie Grecji w Unii jakoś wzrosło?

Wydaje się, że trzeba zachować zdrowy rozsądek. Nie ma prostych recept. Sama zmiana ustroju nie spowodowała, że ludzie pokochali demokrację i stali się świadomymi obywatelami.

* * *

Są rzadko spotykani ludzie, którzy nie odczuwają strachu. Gdyby takich było więcej, politycy i media zwiędliby natychmiast. Podsycają oni strach wobec zagrożeń, ludzie tracą rozum i pozwalają sobie narzucać gorsze rzeczy niż realnie zagrażające. Jak stwierdził kiedyś mistrz świata w szachach Emanuel Lasker: Groźba jest silniejsza od jej realizacji. Chodziło mu o to, że w czasie gry, spowodowani lękiem przed utratą figury czy jakimś manewrem przeciwnika robimy głupie ruchy i przegrywamy partię, podczas gdy realizacja zamiarów przeciwnika nie musi być w rzeczywistości taka groźna.

W ostatnich latach straszą nas islamistami. Islam = terror to hasło polityków i mediów. Faktycznie, wśród terrorystów jest wielu wyznających islam, choć ich islam to takie wypaczenie, jak kiedyś w przypadku katolików, którzy ogniem i mieczem szerzyli chrześcijańską miłość bliźniego, oczywiście dla chwały Boga oraz zbawienia dusz niewiernych. Terror jest czymś niezależnym od religii czy ideologii, a draństwo ludzkie przybiera sobie różne szaty.

Mimo że straty spowodowane terrorem nie są wielkie (znacznie mniejsze niż w wypadkach drogowych), to strach powoduje że społeczeństwa ulegają populistom, kompleks wojskowy dostaje wielkie pieniądze, a różne służby biorą nas za mordę w imię naszego dobra.

Jak łatwo ulegamy propagandzie i strachowi pokazuje poniższa tabelka. Ludzie są przekonani, że islam ich zalewa, że wyznawców islamu jest znacznie więcej niż w rzeczywistości, a przecież każdy wyznawca może w każdej chwili zostać terrorystą. Z tabeli wynika m.in., że Polacy sądzą iż prawie co trzynasta osoba u nas jest muzułmaninem, podczas gdy jest to mniej niż co tysięczna. Ale w strachu przed „obcym” umarły uczucia ludzkie, a nawet tak gloryfikowane chrześcijańskie. Nie przyjmiemy żadnych uchodźców z Syrii, nawet dzieci. Wahano się czy przyjąć uchodźców chrześcijan, ale okazało się, że nie są to katolicy, więc czy można im wierzyć?

* * *

HAZELHARD przekonuje nas do zalet Nowoczesnej i zachęca:

Każdy w obecnej sytuacji powinien sobie wybrać swoją partię i robić wszystko, żeby ta partia miała program i aktywność taką, jaka nam odpowiada. Ja wybrałem .N nie dlatego, że jest idealna, tylko dlatego, że jest na czele rankingowej. Postawa inteligenta, że wszystkie partie opozycyjne są do bani, jest może intelektualnie wartościowa, ale praktycznie oznacza rządy PiS do naszej śmierci.

W zasadzie na czele listy rankingowej jest PiS, ale mniejsza z tym.

Apel, żeby wyborcy włączali się w działalność partii i zmieniali na lepsze jej program – jest słuszny. Nie wiem, czy to by dało spodziewany wynik w przypadku PiS czy PSL, ale w partii Kukiza zapewne tak. W Niemczech partie liczą setki tysięcy członków, ci się spotykają, dyskutują, opracowują programy itd. U nas jakoś to się nie przyjęło. Ale nawet w Niemczech nie wszyscy należą do partii. Niech ci aktywni coś zrobią, zaproponują, a my miejmy wybór. Bo nasze głosy jakoś nie docierają do polityków.

W czasach studenckich mieliśmy tzw. praktyki robotnicze. Polegało to na tym, że szliśmy do zakładu pracy i tam przez kilka tygodni przebywaliśmy na różnych wydziałach produkcyjnych. Co tydzień zmienialiśmy wydział. Byliśmy jak piąte koło u wozu, więc markowaliśmy jakieś działania, a pracownikom wystarczało jak im nie przeszkadzamy.
Każdy z nas prowadził dziennik praktyki, notował na jakim stanowisku przebywał, co robił, jakieś uwagi, a kierownik praktyk to potem podpisywał, co było podstawą zaliczenia praktyk. Kolega w swoim dzienniczku napisał w rubryce „stanowisko”: POMOCNIK OBSERWATORA. Zaliczył jak wszyscy, bo kto by to czytał.

Ja jestem takim pomocnikiem obserwatora. Nie mam ambicji działania w jakiejkolwiek partii i zmieniania jej. Ja sobie obserwuję, mogę robić różne uwagi, ale mam wrażenie że nikt w tych „zakładach” tego nie czyta, tak jak nikt nie czytał dzienniczka praktyk. Wybiorę do głosowania partię, która mi będzie odpowiadała. Chciałbym żeby się pojawiła partia z programem takim jaki tu sobie niedawno szkicowaliśmy. Już lecę do kościoła zapalić świeczkę w tej intencji.

Hazelhard pracuje nad tym żeby taka lub podobna była Nowoczesna. Mam wątpliwości, ale kto wie – fizycy już zbudowali bombę atomową, to może i tu coś się uda. Warto jednak pamiętać, że na użycie tej bomby nie mieli żadnego wpływu.

PIRS

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.7/10 (17 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +15 (from 17 votes)
Telewizja pokazała (324), 9.7 out of 10 based on 17 ratings