Roman Mrozek: Szkolne referendum – refleksji kilka

2017-03-31.

Niedziela, 26 marca. Kończymy już prawie akcję zbierania podpisów pod wnioskiem o referendum przeciwko reformie edukacji.

Mój artykuł zacznę może od dobrej wieści, bo tych nam ostatnio  chyba coraz bardziej brakuje: jeżeli potraktować wniosek o to referendum bardziej ogólnie, jako swego rodzaju plebiscyt nastrojów przeciwko rządom PiS, to gdy porównam je z tymi, które pamiętam z maja 2016, gdy zbierałem podpisy pod obywatelskim projektem  ustawy o TK, widzę, że nastroje społeczne się zmieniły. Ludzie odczuli całą tę mizerię, widzą jak dużo zniszczenia się dokonało i w jakim kierunku zmierzamy.

Poświęciłem dużo czasu i energii zbieraniu podpisów.

Dlaczego to robiłem? Przecież moich dzieci to „już” nie dotyczy, nie jestem też nauczycielem. „Bo ty walczysz z PiS-em, a nie reformą edukacji” – coś takiego też usłyszałem.

Odpowiem: robiłem to z przynajmniej dwóch powodów. Po pierwsze, i to jest swoiste motto mojego artykułu. Nie ma w tej chwili w Polsce niczego co „mnie nie dotyczy”. Czuję wewnętrzny obowiązek walki o pokój, spokój, wolność i przestrzeganie prawa i obyczaju.

Po drugie, filozoficznie powinienem powiedzieć, i powtarzam to zresztą, że uznaję demokratyczny mandat PiS do rządzenia, ale nie zgadzam się na fatalny styl tych rządów i na wszystkie złe ustawy, jakie rząd zdążył nam wprowadzić i ma jeszcze zamiar. Staram się bardzo być obiektywny w mojej ocenie. I tylko w jednym, jedynym przypadku potrafię zrozumieć, że dla wielu rodzin te dodatkowe 500 zł może być istotną pozycją po stronie domowych przychodów. Nie jestem socjologiem, ekonomistą, nie znam się, rozumiem opisywane zalety i wady programu. Kierowany domniemaniem dobrej woli kładę program po stronie plusów tego rządu. Ale nie jestem w stanie nic więcej tam dołożyć. Nic.

To jak wiele zniszczono – budzi mój permanentny smutek.

Chciałem się podzielić z czytelnikami kilkoma subiektywnymi refleksjami, jakie mam po wielu przeprowadzonych rozmowach z ludźmi. Zaznaczam, że populacja, do jakiej udało mi się dotrzeć podczas zbierania podpisów, to około 700 osób w różnym wieku, płci, zawodu, poglądów politycznych. Absolutnie nie przygotowywana żadnymi metodami statystycznymi, więc pewnie nie reprezentatywna. Ot przypadkowi ludzie. Tak jak i rok temu.

Było wiele rozmów, różnych, krótkich i dłuższych. Ale warto było przekonywać kogoś przez godzinę nawet dla tego jednego podpisu. Warto było dzielić się swoim zapałem w walce. Warto było edukować. Warto było usłyszeć, że „ja nie bardzo wiem o co chodzi, ale jeżeli Pan o to walczy to na pewno jest ważna sprawa”.

Były też rozmowy niemiłe. A wśród nich najbardziej zniechęcające dla mnie były te krótkie kontakty i odpowiedzi w stylu „mnie to nie dotyczy”, „nie wiem o co chodzi”. Tylko pokiwać głową ze zdziwieniem można nad ludzką ignorancją i gnuśnością.

Bo Polska nie składa się z klocków, które można sobie dowolnie wybierać; ten jest fajny, ten dla mnie ważny, tamten mi się nie podoba, a tamten o, ten to mnie w ogóle nie dotyczy. Wspomniane 500+ dotyczy każdego, nie tylko rodziców drugiego dziecka, zamknięte w niedzielę sklepy – każdego, deptanie praw kobiet – to przecież nasze mamy, żony, siostry i córki, ograniczenie niezawisłości sędziów – no dobra, jestem uczciwym człowiekiem, sądy mi niepotrzebne – nie musze chyba komentować absurdu w takim myśleniu, wycinanie drzew – odrosną przecież, zapowiadana reforma służby zdrowia – jestem przecież zdrowy, co mnie to obchodzi, ogromny sukces naszej dyplomacji w Brukseli – a dobrze, że daliśmy prztyczka UE, niech sobie nie myślą, gdzieś mamy ich dotacje.

Można rozumować w ten sposób, można bezrozumnie ulegać pisowskiej propagandzie i czekać tylko, aż gdzieś, nie wiadomo skąd i kiedy, któryś z efektów podłej zmiany dotknie każdego z nas.

Miało być o reformie edukacji, ale nie będzie. Wybacz Drogi Czytelniku, ale argumenty przeciwko tej reformie, jeżeli jeszcze ich nie masz musisz wyszukać gdzie indziej.

Ja podam tylko jeden, taki bardzo prymitywny, najgłupszy na mojej liście, ale – głęboko w to wierzę – tak bardzo prawdziwy: PiS nie jest w stanie przeprowadzić dobrze i z pożytkiem dla narodu żadnej reformy, nawet takiej, która w swych założeniach mogłaby być dobra. Dlatego, że PIS jest partią destrukcji.

Nieco więc przewrotne było odniesienie się w tytule tego krótkiego tekstu do reformy edukacji. Tak naprawdę moją intencją było zaapelować, byśmy przestali wreszcie myśleć kategoriami „ta sprawa mnie nie dotyczy”. Dziś w Polsce nie ma niczego co „mnie nie dotyczy”!

Czy miniony rok niczego nas jeszcze nie nauczył? Milczeliśmy w sprawie Trybunału Konstytucyjnego, milczeliśmy, gdy zagarniano media publiczne, milczeliśmy gdy pan Macierewicz robił „porządki” w armii.

Drogie Panie, któreście dzielnie wyszły na ulice 8 marca. Brawo, walczcie o swoje prawa, wspierałem Was z podziwem, bo głęboko wierzę, że schowani za Waszymi plecami dojdziemy do wolności.

Dziś w Polsce zagrożone są prawa kobiet i mężczyzn, dzieci i ludzi starszych, wierzących i niewierzących, jedzących mięso i wegetarian, biednych i bogatych, mieszkańców wsi i miast, wyborców PIS i opozycji, ludzi aktywnych i biernych, zdrowych (jeszcze) i chorych, każdego, każdego.

Możemy udawać, że nic się nie dzieje, możemy próbować nie interesować się polityką, możemy odkładać w czasie moment, kiedy zrobimy w jej kierunku pierwszy krok, bądźcie jednak pewni, że ona zainteresuje się nami. Jeżeli będziemy czekać, ona zrobi pierwszy krok.

Możemy wciąż publikować na swoich wallach śliczne kotki i filmiki z wakacji. Róbmy to, zanim skończą się „Kanary” i narty w Szwajcarii.

Obudźmy się! Obudźmy się póki jeszcze jesteśmy obywatelami Unii Europejskiej.

Obywatele, mamy nie tylko prawa (choć coraz ich mniej) – mamy też obowiązki. Ojczyzna jest naszym obowiązkiem.

dr med. Roman Mrozek

 

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.4/10 (16 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +21 (from 21 votes)
Roman Mrozek: Szkolne referendum – refleksji kilka, 9.4 out of 10 based on 16 ratings