Stanisław Obirek: Między uległością i dekadencją czyli o wyborach prezydenckich we Francji

Marine Le Pen

2017-04-20.

Tym razem słów kilka o Francji w przeddzień pierwszej tury wyborów prezydenckich (bo to, że będzie druga wydaje się pewne). Główne starcie rozegra się pewnie między populistyczną i skrajnie prawicową kandydatką Frontu Narodowego Marine Le Pen, a pragmatystą (poglądy trudne do sprecyzowania) Emanuelem Marconem stojącym na czele partii Naprzód. Sondaże wskazują na ich prowadzenie z ponad 20% poparciem. Pozostali kandydaci (jest ich w sumie 11) chyba jednak odpadną.

Jednak nie o programach politycznych chcę pisać, tylko o dwóch ważnych książkach, które w moim przekonaniu wyznaczają myślenie większości francuskich intelektualistów lewicowych. Chodzi o mi o „Uległość” Michela Houellebecqa, wydaną w grudniu 2015 roku, a więc w miesiącu zamachu na redakcję „Charlie Hebdo”. Jest też dostępna w tłumaczeniu na język polski. Książka wyjątkowo irytująca, mizoginiczna i pokazująca naturę ludzką od jak najgorszej strony.

No i rzecz istotna w kontekście zbliżających się wyborów. W powieści wybory w 2022 roku wygrywa Bractwo Muzułmańskie z przewidywalnymi konsekwencjami. Główny bohater François, wykładowca i specjalista od prozy Jorisa-Karla Huysmansa w nowej rzeczywistości odnajduje się zaskakująco dobrze. A kluczem pozwalającym zrozumieć działania –  nie tylko zresztą głównego bohatera – jest wszechobecna korupcja.

Tak, oczywiście wiem, że Michela Houellebecqa kochają jego wytrwali czytelnicy, wiem że ma wielbicieli i w Polsce, którzy zaczytują się jego bezlitosnymi opisami niemożności porozumienia międzyludzkiego. Tytułów nie będę wymieniać, bo są powszechnie dostępne dzięki wytrwałości wydawnictwa W.A.B, które od lat niestrudzenie popularyzuje prozę tego pisarza. Nie zazdroszczę im tych estetycznych wzruszeń; mnie Houellebecq nudzi i irytuje, a jego popularność martwi, bo pokazuje, że literatura francuska nie ma nic lepszego do zaoferowania. Może jeszcze dodam, że zaczynał od nader buńczucznego stwierdzenia, że islam jest „najgłupszą religią świata”, a skończył na całkiem autentycznym podziwie dla wyznawców proroka Mahometa.

No i druga książka, którą właśnie czytam to „Dekadencja” Michela Onfraya. Niebawem ma się ukazać również po polsku. Na razie we Francji sprzedaje się bardzo dobrze. Zresztą nie tylko ta. Onfray jest nie tylko autorem blisko stu książek (tak: właśnie tylu!), ale również twórcą bezpłatnego uniwersytetu ludowego, dzięki któremu popularyzuje alternatywne wykształcenie. „Dekadencja” czyli filozofia historii, o której za chwilę, to środkowa część trylogii, pierwsza zatytułowana „Kosmos”, czyli filozofia natury, ukazała się w 2016 roku, a trzecia pod tytułem „Mądrość” czyli filozofia praktyczna, zapewne ukaże się w roku 2018. Do tej pory z bogatej twórczości Onfraya ukazało się tylko trzy książki: „Traktat ateologiczny”, „Antypodręcznik filozofii” i „Zmierzch bożyszcza”. Każda z nich – to błyskotliwy popis erudycji połączonej z talentem popularyzatorskim. O ile wiem, ma już w Polsce oddanych czytelników i rosnące grono wyznawców. Spolszczenie „Dekadencji” to grono znacznie powiększy

Michel Onfray

Onfray nie jest pisarzem, ale nauczycielem i filozofem, a może należałoby powiedzieć, że jest intelektualistą-celebrytą o ustabilizowanej pozycji i stale rosnącym autorytecie. Jego opinie są pilnie słuchane, zresztą nie tylko diagnozy cywilizacyjne, ale i polityczne. Wyrazem tego uznania była propozycja kandydowania w wyborach prezydenckich, z której jednak nie skorzystał. Jego książka jest inna niż „Uległość” Houellebecqa, inne ma też ambicje. Wskazuje na to jej podtytuł: „Życie i śmierć Zachodu”. Reklamowa obwoluta dodaje nawet więcej „Od Jezusa do Bin Ladena” by nie było wątpliwości, że w centrum uwagi autora znajduje się religia, a zwłaszcza jej niszczące związki z cywilizacją.

Tak zresztą – zdaniem Onfraya – jest. Przypomina w tym zresztą Christophera Hitchensa, ale to tylko podobieństwo zewnętrzne. Tak naprawdę zamysł francuskiego intelektualisty jest o wiele bardziej ambitny niż tylko zdemaskowanie zbrodniczego oblicza religii (zrobił to już zresztą wcześniej w „Traktacie ateologicznym”). Proponuje nowe spojrzenie na całą cywilizacje zachodnią

Mój stosunek do ogromnego dzieła Michela Onfraya określiłbym jako ambiwalentny. Z jednej strony podzielam jego krytyczny stosunek do religii, z drugiej jednak brakuje mi w jego demaskatorskiej pasji otwarcia na to, co w religii jest pozytywnego. Dla Onfraya pęknięcie, do jakiego doszło w chrześcijaństwie w okresie renesansu, zostało ostatecznie dopełnione na Soborze Watykańskim II. Tymczasem dla mnie ogromny zryw odnowy podjęty przez katolicyzm w latach 60 XX weku oznaczał powrót do źródłowej inspiracji religijnej czasów Jezusa z Nazaretu. Podobnie różnimy się radykalne w ocenie pontyfikatu papieża Franciszka, który dla francuskiego filozofa jest uosobieniem jezuickiej obłudy, a dla mnie szansą na odnowę katolicyzmu i realną możliwością dopełnienia reform zapoczątkowanych na Vaticanum II.

Tych różnic jest oczywiście więcej, ale nie one są w tej chwili istotne. Ważne, że jest się z kim spierać i naprawdę się cieszę, że Michel Onfray przyjedzie w maju tego roku do Warszawy, i że będę miał okazję wysłuchać jego wykładu na Uniwersytecie Warszawskim. A może będzie też okazja porozmawiania o wyborach prezydenckich w jego kraju.

Jak się wyraził w jednym z wywiadów, niezależnie od wyniku wyboru dla Francji oznaczają one dalszą polaryzację postaw, a może nawet i rozruchy uliczne. Chciałbym zapytać Michela jakie są jego propozycje naprawy i czy widzi możliwości wyjścia z postępującej dekadencji.

Wiem, że uważa książkę „Uległość” Michela Houellebecqa za niezwykłe osiągnięcie intelektualne i trafną diagnozę społecznych nastrojów we Francji. Jeśli tak, to razem ze swoją trylogią wpisuje się w ten sam demaskatorski nurt kultury francuskiej. A ja wolałbym przeczytać jakąś alternatywę dla tych apokaliptycznych wizji.

Już ją kiedyś znalazłem u jezuitów francuskich takich jak Pierre Teilhard de Chardin czy Michel de Certeau. Ten pierwszy urzekł mnie swoimi wizjami kosmologicznymi, a ten drugi przenikliwością analiz życia codziennego.

I jeden i drugi mają swoich uczniów nie tylko we Francji.

Być może – hipotetyczna rozmowa piewców dekadencji i wizjonerów chrześcijańskich mogłaby przynieść nowe spojrzenie na dzisiejszy świat? Jednak by to się stało możliwe potrzebne są pewne warunki wstępne, których nie gwarantuje wygrana niektórych z obecnych kandydatów na urząd prezydenta Francji. Trzeba więc poczekać, a tymczasem już teraz trzeba się zastanowić nad tematami przyszłych rozmów.

Stanisław Obirek

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.8/10 (5 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +5 (from 9 votes)
Stanisław Obirek: Między uległością i dekadencją czyli o wyborach prezydenckich we Francji, 9.8 out of 10 based on 5 ratings

11 komentarzy

  1. malpa z paryza 2017-04-20
  2. hazelhard 2017-04-20
    • malpa z paryza 2017-04-20
  3. Obirek 2017-04-21
  4. Magog 2017-04-21
  5. BM 2017-04-21
  6. kolarz 2017-04-21
  7. Obirek 2017-04-22
  8. wb40 2017-04-23
  9. kolarz 2017-04-23
  10. Obirek 2017-04-23