Alina Kwapisz-Kulińska: Krakowskie Przedmieście przed potopem

Wielkanoc 2017: Pałac Prezydencki jeszcze z pomnikiem księcia Poniatowskiego i ludowymi dekoracjami, m.in. tulipanami ułożonymi w kształt litery „L”, nad którymi przechodzą i skaczą przechodnie.

2017-04-24.

Rysunek pomnika księcia Poniatowskiego zamieszczony w Kalendarzu Gałęzowskiego na rok 1830.

Obojętne, czy najnowsze pomysły wysłania gdzieś indziej pomnika księcia Poniatowskiego są rzeczywiste, czy to tylko wrzutki, mające zamieszać w umysłach. Na przykład po to, aby „waadza” mogła rzec: „no dobrze, niech Poniatowski zostanie, a „swoje” pomniki damy na skwerze przy Karowej (tak, tym z pomnikiem Bolesława Prusa, ławeczką księdza Twardowskiego i kardynałem Wyszyńskim zasiadającym przy kościele Wizytek) i u wylotu ulicy generała Tokarzewskiego-Karaszewicza”. Porównywanie zasług księcia z czyimikolwiek innymi jest samo w sobie wstrętne. Jak i pisanie o nim pogardliwie jako o bawidamku i masonie.

Nie był bohaterem malowanym ani świętym. Był Polakiem, żołnierzem, człowiekiem z krwi i kości. To mu pamiętała ulica warszawska. Także po odzyskaniu niepodległości w roku 1918. Mówiło się górnolotnie, że „Bóg powierzył mu honor Polaków”. Komitet Budowy Pomnika, który powstał pod przewodnictwem gen. Mokronowskiego w roku 1814, już w kilka miesięcy po śmierci księcia, zdając sprawozdanie ze swoich prac pisał w tych słowach (zachowuję pisownię oryginału): „Kiedy pierwszą myśl powzięto, aby zasługi Xcia Józefa Poniatowskiego uwiecznić Pomnikiem Narodowym, myśl ta zaięła wszystkie umysły. Świeża pamięć Wodza , który takim zgonem uświetnił nieszczęścia Narodu, napełniła wszystkie serca, i zamieniła zamiar powyższy w iedno wspólne uczucie, w iędną silną potrzebę dla wszystkich części ziemi Polskiej. Komitet zawiązany do zbierania składek na ten cel przeznaczonych, widział iak wszystkie klassy Narodu ubiegały się o udział w tem przedsięwzięciu. Dobrowolne dary Towarzyszów broni Xięcia Józefa, składki mocniejszych Obywateli, ofiara skromnego Urzędnika, grosz Sieroty i Wdowy, wszystko się to iednoczyło dla uczczenia pamięci Bohatera Polskiego”.

***

Znowu pojawia się pomysł wysłania gdzieś indziej księcia Józefa Poniatowskiego od roku 1965 stojącego na pierwotnie wybranym pod pomnik miejscu: przed Pałacem Radziwiłłowskim, potem Namiestnikowskim, dziś Prezydenckim, przy warszawskim Krakowskim Przedmieściu.

Pomnik, na który Polacy za łaskawą zgodą Aleksandra I, cara i zarazem króla polski, zbierali składki od czasu sprowadzenia zwłok księcia do kraju, pierwotnie miał stanąć właśnie tu, przed pałacem zakupionym przez rząd Królestwa Kongresowego. Trumnę bohatera poległego w nurtach Elstery, w napoleońskiej bitwie narodów pod Lipskiem, wystawiono na widok publiczny w kościele św. Krzyża. W kondukcie pogrzebowym, żegnanym przez dzwony kolejnych miejscowości, z Warszawy odwieziono ją do Krakowa, by pochować obok Tadeusza Kościuszki w krypcie wawelskiej. Pogrzeb odbył się z udziałem najwybitniejszych Polaków tamtych czasów.

Że bohater zasłużył na pomnik, mało kto miał wątpliwości. Toteż zbieranie funduszy postępowało szybko. Można było zamówić pomnik u jednego z najwybitniejszych rzeźbiarzy epoki, Duńczyka Berta Thordvaldsena (choć zastanawiano się nad powierzeniem zadania Canovie). Miejscem godnym, zresztą zatwierdzonym przez cara, który wtedy jeszcze Polakom się podlizywał, miał być właśnie dziedziniec przed pałacem carskiego Namiestnikowska w Królestwie Polskim.

Notka z roku 1830, zamieszczona w „Kurierze Warszawskim”, o miejscu, gdzie stanąłby pomnik księcia Poniatowskiego, gdyby nie wybuchło Powstanie Listopadowe.

W skrócie: z powody utraty mrzonek co do dobrych intencji cara, a konkretnie z powodu wybuchu Powstania Listopadowego, gotowy pomnik tu nie stanął. Ani nigdzie indziej. Po spacyfikowaniu powstania nie było szans na upamiętnienie żołnierza wolnej Polski, którego nazwisko rozpoczynało poczet kawalerów Orderu Virtuti Militari, ustanowionego jeszcze przez króla Stanisława Augusta po zwycięskiej nad Rosjanami i Targowicą bitwie po Zieleńcami w roku 1792. Pierwsza lista odznaczonych za konkretne jednostkowe czyny bohaterskie na polu walki liczyła 126 nazwisk, na pierwszy miejscu figurował książę Józef Poniatowski. Kochany przez żołnierzy dowódca. O czym dzisiaj niektórym tak łatwo się zapomina.

Gotowy pomnik zaaresztowano i trzymano w lochach Twierdzy Modlińskiej. Aż do roku 1840, gdy ówczesny namiestnik z łaski carskiej, książę warszawski zresztą, Iwan Paskiewicz, uzyskał carskie zezwolenie na zabranie pomnika do swojej posiadłości w Homlu. Doskonały w formie pomnik (można zażartować, że jako nieznany mężczyzna na koniu, bo bezimiennie) zdobił ogrody rodziny Paskiewiczów aż do roku 1922. Wtedy, odzyskany na mocy rokowań z bolszewikami w Rydze po wojnie roku 1920, wrócił do Polski. Dlaczego nie trafił na Krakowskie Przedmieście? Być może dlatego, że to miejsce źle się kojarzyło. Od roku 1870 stał tam pomnik samego Paskiewicza. Znienawidzony i rozebrany, gdy tylko Warszawę opuścili Rosjanie (a przejęli władzę Niemcy), czyli w roku 1917.

Pomnik Poniatowskiego postawiono zresztą na miejscu innego pomnika przez warszawian równie znienawidzonego, co ten Paskiewicza. Był to wystawiony zresztą przez niego obelisk na cześć generałów, których jako zdrajców zabito podczas Powstania Listopadowego (warszawska ulica wyśmiała jego formę w wierszyku: „osiem lwów, czterech ptaków, pilnuje siedmiu łajdaków”). Ten pomnik z kolei trafił na inny warszawski plac, gdy w roku 1899 na Saskim wystawiono olbrzymią… cerkiew. Pomnik generałów-zdrajców usunięto wtedy, kiedy Paskiewicza – w roku 1917. Cerkiew, jako ślad panowania rosyjskiego, rozebrano w latach dwudziestych, ale to zupełnie inna historia.

Kształt pomnika projektu Thorvaldsena nie wszystkim się podobał. Zastrzeżenia mieli zwolennicy stroju narodowego. O tym notka z “Kuriera Warszawskiego” z roku 1829

Miejsce na Placu Saskim wydawało się przed wojną o tyle szczęśliwie dobrane, że mieściło się naprzeciw Grobu Nieznanego Żołnierza, odsłoniętego w roku 1925. Jakkolwiek i wtedy odzywały się głosy postulujące wystawienie Poniatowskiego przy Krakowskim Przedmieściu. Jednak książę Poniatowski, obierający wojskowe defilady i tu pilnujący żołnierskiego grobu, jak i żołnierskiego honoru, stał na właściwym miejscu.

Pomnik zburzyli Niemcy, już po Powstaniu Warszawskim, w grudniu roku 1944. Replikę podarowali Polsce Duńczycy. Rządy PRL-u nie chciały jednak widzieć bądź co bądź księcia ani przy Krakowskim Przedmieściu, ani na Placu dawnym Saskim, w międzywojniu Piłsudskiego, a po wojnie, od roku 1946, Zwycięstwa. Książę jako symbol ludowemu wojsku nie pasował. Stał przed łazienkowską Pomarańczarnią, tracąc tam wiele ze swego uroku, a jako symbol nie znacząc nic.

Dopiero osobiste starania premiera Cyrankiewicza sprawiły, że pomnik Thordvaldsena stanął przy Krakowskim Przedmieściu, na dziedzińcu pałacu, który mieścił Urząd Rady Ministrów. Stał się ozdobą Traktu Królewskiego. Jeżeli przyjąć, że miał być wystawiony w roku 1830, to miejsce na księcia Poniatowskiego czekało sto trzydzieści pięć lat.

***

Teraz jest potrzebne miejsce pod nowy pomnik. Ma być wystawiony dla prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który przygotowując się do drugiej kadencji swojej prezydentury potrzebował swoją kampanię wyborczą rozpocząć w symbolicznym miejscu kaźni polskich oficerów, w Katyniu. Wbrew radom niektórych. Jak wiadomo, tam nie doleciał. Zginął w wypadku lotniczym.

Czy zasługuje na pomnik, jak chcą jego partyjni zwolennicy? To temat na inną dyskusję. Jakoby miejscem symbolicznym pomnika miałoby być Krakowskie Przedmieście. Padały już różne propozycje, który miałby „coś” upamiętniać. Ale co? Śmierć 96 osób w wypadku lotniczym? Tłumy ludzi, które zbierały się tu na wieść o wypadku? Czy kolejne gorszące obchody tzw. miesięcznic, będące w gruncie rzeczy partyjnymi wiecami? Skąd w ogóle pomysł, ba, konieczność, wystawienia pomnika, a nawet dwóch, jakie w swojej łaskawości prezes partii, a zrządzeniem losu brat-bliźniak prezydenta, co miesiąc od lat siedmiu obiecuje postawić? Ci, którzy zginęli w katastrofie, towarzysząc prezydentowi, mają godny pomnik na Cmentarzu Powązkowskim. Chcą więcej? Niektórzy chcą. Czego będą chcieli, gdy taki pomnik już powstanie?

Zamiast bohatera Orderu Virtuti Militari z legitymacją o numerze „jeden”, przedstawionego przez Thordvaldsena na koniu, mielibyśmy oglądać na Krakowskim Przedmieściu pana prezydenta w garniturze lub płaszczu stojącego obok małżonki z torebką? Jak się domyślam, pomnik Poniatowskiego miałby wrócić na Plac dawniej Saski, potem Zwycięstwa, dzisiaj Piłsudskiego. Ale co wtedy zrobić z pomnikiem „Dziadka”, dzisiaj ustawionego frontem do Grobu Nieznanego Żołnierza? Czy stanęliby z Poniatowskim twarzą w twarz, obok siebie, czy w jakiejś innej konfiguracji? Wszystko możliwe, gdy liczy się wola partii, która wygrała w wyborach. A na jak długo wygrała? Dla obecnie rządzących nieważne. Après nous, le déluge, mówią i to historia już widziała. Jak i stawianie w dowolnym miejscu pomników ukochanych przez władze. Warszawa ma do nich wyjątkowe szczęście. Jedna pociecha: po tych z przeszłości ślad nie został. Szkoda tylko, że kolejna wysoka fala potopu, ta z roku 1989, wyczyściła w umysłach wszystko tak dalece, że stare błędy się powtarza i powtarza.

 

 Alina Kwapisz-Kulińska

 

 

 

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.5/10 (13 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +27 (from 27 votes)
Alina Kwapisz-Kulińska: Krakowskie Przedmieście przed potopem, 9.5 out of 10 based on 13 ratings

3 komentarze

  1. jureg 2017-04-25
  2. andrzej Pokonos 2017-04-25
    • Therese Kosowski 2017-04-26