Andrzej C. Leszczyński: Dobro?

2017-05-04.

Pisałem tu niedawno („Pulpa”) o fatalnym zjawisku zanikania podstawowych rozróżnień językowych, co prowadzi do ślepoty i bezradności poznawczej. Trochę inaczej na to patrzę dzisiaj, po lekturze kilku tekstów, które pokazały mi, że przynajmniej w jednym wypadku podobne rozróżnienie może oznaczać niebezpieczeństwo o wiele większe. Chodzi o rozróżnianie i przeciwstawianie sobie dobra i zła.   

Dostojewski

Andrzej Wajda – mówił o tym w związku z krakowską inscenizacją z 1971 roku – czytał „Biesy” idąc tropem Marka Hłaski, którego fascynowała podwójność bohaterów Dostojewskiego. „To, co my jako młodzi ludzie widzieliśmy stale na własne oczy: pomieszanie dobrego ze złem, wielkości z podłością; tego też najbardziej szukamy w „Biesach”. I to jest do dziś najbardziej fascynujące w tej książce. To starałem się właśnie pokazać w teatrze”. A w innym miejscu: „Gdybym miał na Sądzie Ostatecznym stanąć nagi i odpowiedzieć na pytanie, od kogo nauczyłem się najwięcej o drugim człowieku, o innym, to myślę, ze właśnie od Dostojewskiego. Był wizjonerem i prorokiem złej nowiny. […] Raskolnikow, zanim zabije Staruchę siekierą, pisze cały artykuł, w którym niejako tłumaczy tę zbrodnię. Wiele lat później, kiedy cały świat zanurzył się we krwi, okazało się, że tamte zbrodnie także były ideowe: w hitlerowskich Niemczech czy Związku Radzieckim. Dostojewski przewidział także i te mordy. Zbrodnie, które najpierw znalazły usprawiedliwienie, a potem zostały zrealizowane”.

Można by powiedzieć, że powieści Dostojewskiego nie są pod tym względem niczym szczególnym. Sens literatury europejskiej, tragedii przede wszystkim, leży w ujawnieniu wewnętrznych pęknięć, zderzeń racji, wartości i dążeń – widocznych zarówno pomiędzy postaciami literackimi, jak i we wnętrzu każdej z nich. Konflikt tragiczny to zderzenie dobra z dobrem; Albert Camus pisał, że w tragedii wszyscy mają rację. To dlatego Leon Schiller uczył aktorów, by w czarnym bohaterze znajdowali coś białego, bo jest – i oczywiście na odwrót.

[Dygresja: Zdarzyło się Wajdzie odejść od tej zasady w 1984 roku, gdy w Starym Teatrze wystawiał „Antygonę”. Wspomina tę nieszczęsną inscenizację Tadeusz Nyczek w liście skierowanym do reżysera niedługo po jego śmierci. „Zawsze chciał być Pan w środku wydarzeń, zabierać głos, dawać świadectwo. Był Pan, chciał Pan być, sumieniem narodu. A czy nie miał Pan czasami poczucia, że to się przeradza w przymus zobowiązania? Że od bycia sumieniem nie ma w pewnym momencie ucieczki? Patrząc na »Antygonę« miałem wrażenie, że musiał Pan ją zrobić, właśnie taką, bo naród patrzy i oczekuje. […] I trzasnął Pan tę »Antygonę« z Kreonem-Jaruzelskim w czarnych okularach, z Antygoną uzbrojona w jedynie słuszną rację, bo była »nasza«, i z chórem przyodzianym w robotnicze kaski. Złamał Pan kręgosłup Sofoklesowi i przyznał Pan rację tylko jednej stronie tragedii”. Wspomina Nyczek pojedynczy wśród frenetycznych braw gwizd, jak mówiono – pewnie jakiegoś ubeka. „Ale to ja, Panie Andrzeju, gwizdałem, bo pojechał Pan po bandzie i przerobił arcydzieło w agitkę”].

Z Dostojewskim sprawa jest poważniejsza, niż zwykło się sądzić. Nie mówi tylko o psychologicznym „pomieszaniu dobrego ze złem”, o rozłamie (раскол) dokonującym się w duszy, czego przykładem może być przywołany przez Wajdę Rodion Raskolnikow ze „Zbrodni i kary”. Rozłam odnosi do wszelkiej rzeczywistości. Odczytał to, chyba jako pierwszy, Cezary Wodziński, który zresztą również uległ swoistej ambiwalencji: nie cierpiał tekstów Dostojewskiego – i nie mógł się uwolnić od nich.

Złe dobro

Wodziński mówi o rozłamie pojmowanym jako różnica aksjologiczna. Dotyczy ona wszystkiego: prawdy i fałszu, dobra i zła, bytu i niebytu, życia i śmierci itp. Zróżnicowaniu aksjologicznemu nie wymyka się nic. Zwykło się sądzić, że dzięki temu żyjemy w świecie uporządkowanym i czytelnym: zło to zło, dobro to dobro. Pisał Leszek Kołakowski, że uchwycić i pojąć cokolwiek potrafimy ze względu na pary opozycyjne: „rozumiemy tylko przez kontrast, tylko wtedy, gdy umiemy zrozumieć to, co jest rozumiane nieobecnością, że przedmiot jawi się tylko na tle świata, którym nie jest”. Tymczasem Wodziński w podobnych rozróżnieniach widzi pierwotne źródło największych nieszczęść, jakich zaznała ludzkość.

Oto jak podaje tę myśl w swoim komentarzu inny filozof, Piotr Augustyniak: „Dobro sprowadzone do moralnej wartości, krzewione jako powinność, egzekwowane jako norma, w sposób podstępny, ale nieuchronny staje się narzędziem obłudy, presji, przemocy, a ostatecznie – w przypadku niesubordynacji – potępienia i wykluczenia, aż po groźbę (i nie tyko) eksterminacji”. I nieco dalej: „W ten sposób w z pozoru klarownie uporządkowaną za sprawą różnicy dobro-zło przestrzeń świata wkrada się pomieszanie i zamęt. »Dobro« staje się obliczem zła i zamienia się z nim miejscami. Obie strony różnicy ruszają w transowy, opętańczy taniec, w którym wypolerowaną moralnymi racjami pał(k)ą dobra wszyscy nawzajem okładają się po głowie”.

Dostojewski, zdaniem Augustyniaka, stał się dla Wodzińskiego najbardziej czystym wyrazem raskolnika. Tym różniącym się od innych rosyjskich raskolników, że jako jedyny pojął piekielną ostateczność Raskoła obejmującego nie tylko Rosję, ale cały cywilizowany świat. Dobro zabija – to były, jak zaświadcza żona filozofa, jedne z ostatnich słów, jakie Wodziński powtarzał przed śmiercią. 

Projekty dobra

Zygmunt Bauman (w rozmowie z Włodzimierzem Goldkornem) mówi o niechęci do posługiwania się słowem „katastrofa” (np. w odniesieniu do Holokaustu), które oznacza wypadnięcie z normy. Niechęć bierze się stąd, że każda norma kryje w sobie trwałą możliwość wypadnięcia z niej, zatem odwoływanie się do „katastrofy”, która jest opuszczeniem normy („dobra”) jest utrwalaniem katastrofalnego „zła”. Mówi Bauman, że trzeba zaprzestać absolutyzowanie norm i ich zbiorów, trzeba odrzucić piękne doktryny i teorie – było ich już aż nadto i niczego dobrego nie przyniosły. Zamiast szukać uniwersalnego „dobra” – możemy co najwyżej polegać na tym, na co wskazywała Hanna Arendt – na „niepewnych, migotliwych, a często i słabych światełkach, które pewni ludzie w swoim życiu i pracach bez względu na warunki zapalają… rzucając je na czas, jaki im przydzielono na ziemi”.

Szukanie uniwersalnego panaceum na bolączki realnego świata jest tworzeniem kolejnych utopii, czyli konstruowaniem projektów świata dobrego (eutόpos) lecz nieistniejącego (outόpos). Szczególnie bogaty w społeczne utopie był osiemnasty wiek – „wiek filozoficzny”, czyli Oświecenie – obiecujące urzeczywistnienie takich wartości, jak wolność, sprawiedliwość czy szczęśliwość. Możliwość tę, sądzono, gwarantuje rozum wolnego człowieka. O iluzoryczności takiego projektu mówił Bronisław Baczko podczas Balzan Prizewinners Forum 2011`: „Oświecenie ani nie chciało Rewolucji, ani jej sobie nie wyobrażało; nie było dla niej warunkiem wystarczającym, ale było warunkiem koniecznym. W roku 1789 twórcy rewolucji ani jej nie chcieli, ani jej sobie nie wyobrażali, ześlizgnęli się w nią, nie zdając sobie z tego sami sprawy i w tym poślizgu idee i wyobrażenia Oświecenia odegrały rolę zasadniczą. […] ludzie rewolucji swobodnie posługiwali się dziedzictwem Oświecenia. Idee odziedziczone po Oświeceniu Rewolucja podporządkowuje własnym koniecznościom i wlewa we własne formy”.

W „Światłach utopii” Baczko pisze o tym, że Oświecenie zamieniło poza przestrzenne i pozaczasowe utopie w konkret historyczny, w projekt oparty na idei postępu. We wiarę, że marzenia mogą się urzeczywistnić a dobro jest na wyciągnięcie ręki. Oświecenie przekonywało do swych idei zawstydzając wsteczników, czego przykładem może być znany tekst Immanuela Kanta pt. „Czym jest Oświecenie?”. Królewiecki filozof w tonie protekcjonalnej połajanki wytyka lenistwo i tchórzostwo ludziom wolącym korzystać z tradycyjnych autorytetów niż z własnego rozumu.

Tyrania powinności

Tak właśnie Karen Horney tytułuje trzeci rozdział swej pracy pt. „Nerwica i rozwój człowieka”. Neurotyk bezustannie powtarza sobie: zapomnij o marnej istocie, jaką naprawdę jesteś, liczy się tylko to, jaki powinieneś być (Horney: „istota o boskiej doskonałości musi nienawidzić siebie takiej, jaką w rzeczywistości jest”). Czesław Miłosz w „Zniewolonym umyśle” przyznaje się do podobnej w pewnym okresie skłonności: „Zawsze tęskniłem do człowieka, który by był twardy, jasny i czysty, a patrząc na człowieka, jakim jest, odwracałem oczy ze wstydem i odwracałem ze wstydem oczy od siebie, bo byłem do niego podobny. Cała moja poezja była odrzuceniem, pogardą dla siebie i innych za to, że cieszą się tym, co jest niegodne kochania, boleją nad tym, co jest niegodne bólu”. Dodaje, że jego ówczesna zaciekłość była zaciekłością bolszewicką.

Na to, że jedną z najbardziej niebezpiecznych pokus jest pokusa ucieleśnienia pełnego dobra, zwracał uwagę Emmanuel Mounier. „Absolutna czystość, wymarzona jako aktualna możliwość, jest morderczym bożkiem; […] podnieca ona fanatyków, synów Savonaroli czy Robespierre`a, którzy w jej imieniu przygotowuję narzędzia najgorszego imperializmu duchowego”. Ks. prof. Włodzimierz Sedlak (twórca elektromagnetycznej teorii życia) widzi rzecz podobnie: „Wszelkie okrucieństwo na świecie, każde zbydlęcenie człowieka, miało źródło w zwierzęcej naturze naszpikowanej ideologiami czy ideałami”. A trzeba mieć na uwadze, że różnica między jednym i drugim – między ideałami i ideologią – bardzo często trudna jest do uchwycenia. Aleksander Sołżenicyn szydził ze zbrodniarzy ze sztuk Szekspira, którym sił i wyobraźni starczało co najwyżej na kilka trupów – nie wspierała ich bowiem żadna wzniosła ideologia. To dzięki niej „inkwizytorzy podpierali się chrześcijaństwem, konkwistadorzy większą chwałą ojczyzny, kolonizatorzy cywilizacją, naziści rasą, jakobini i bolszewicy równością, braterstwem i szczęściem przyszłych pokoleń”.

Adam Michnik pisał, że nauka płynąca z podejmowanych w dwudziestym wieku prób oczyszczenia świata z grzechu – prób będących strasznymi w skutkach urojeniami umysłu spragnionego dobra – winna chronić przed podejmowaniem takich prób. Szczerze wątpię, czy jest to skuteczna lekcja. Z pewnością nie wezmą jej pod uwagę ci wszyscy, w których dążenie do doskonałości budzi poczucie wyższości i pysznego zadowolenia z siebie. A poza tym – daje im też realną władzę.

Szymborska

Nie należy do nich – czcicieli dobra w jego pełnej postaci – Wisława Szymborska. Cała jej twórczość jest wyrazem akceptacji rzeczywistości niedoskonałej pod wieloma względami (przemijanie, śmierć, ułomności ludzkie, brak oparcia w transcendencji). Co tu mówić, doskonałość moralna byłaby dla niej cechą wręcz nieludzką. Zapewne, nie jest optymistką, co jednak nie oznacza pesymizmu, raczej sceptycyzm. Owszem, w wierszu „Niebo” pisze o swoich znakach szczególnych – zachwycie i rozpaczy. Jednak rozpacz ta ma raczej posmak melancholii, nie zaś wewnętrznej zatraty.

Oto kilka fragmentów wybranych z jej wierszy.

 

     „Spytałam go, czy nadal wie na pewno,
Co dla ludzkości dobre a co złe.
Najbardziej śmiercionośne złudzenie z możliwych
– odpowiedział.

[…]

Spytałam o ogródek i ławkę w ogródku.
Kiedy wieczór pogodny, obserwuję niebo.
Nie mogę się nadziwić,
ile tam punktów widzenia
– odpowiedział”.

(„Stary profesor”)

„Są tacy, którzy sprawniej wykonują życie.
Mają w sobie i wokół siebie porządek.
Na wszystko sposób i słuszną odpowiedź.

[…]

Przybijają pieczątki do jedynych prawd,
wrzucają do niszczarek fakty niepotrzebne,
a osoby nieznane
do z góry przeznaczonych im segregatorów.
Myślą tyle, co warto,
ani chwili dłużej,
bo za tą chwilą czai się wątpliwość”.

(„Są tacy, którzy”)

„Wszystko –
słowo bezczelne i nadęte pychą.

[…]

A tymczasem jest tylko
strzępkiem zawieruchy”.

(„Wszystko”) 

Andrzej C. Leszczyński

Ps. Ponieważ jest to pięćdziesiąty mój tekst w SO, zaraz po wysłaniu go pozwolę sobie otworzyć butelkę wina.

Od redakcji: będzie pite zdrowie Autora również w Warszawie; tyle że grupami, po dwóch, po trzech (jak nam radził grać w brydża pewien sierżant ze Studium Wojskowego, zapytany w latach pięćdziesiątych o pozwolenie).

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.1/10 (10 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +10 (from 12 votes)
Andrzej C. Leszczyński: Dobro?, 9.1 out of 10 based on 10 ratings

10 komentarzy

  1. Tetryk56 2017-05-04
  2. Zbyszek123 2017-05-06
  3. acleszcz 2017-05-07
  4. Obywatel RP 2017-05-07
  5. Obywatel RP 2017-05-08
  6. j.Luk 2017-05-08
  7. acleszcz 2017-05-08
  8. Obywatel RP 2017-05-08
  9. Federpusz 2017-05-10
  10. Obywatel RP 2017-05-11