Telewizja pokazała (341)

Print Friendly, PDF & Email

2017-05-19.

Pewne sprawy z historii Polski wydają się być oczywiste. Określone schematy historyczne są wdrukowane w świadomość Polaków i przyjęte jako pewnik. Dopiero z takich publikacji jak Jerzego Łukaszewskiego dowiadujemy się, że nie było tak jak w podręcznikach szkolnych.

Wiemy ze szkoły i corocznych uroczystości że Konstytucja 3 Maja jest chlubą Polski i wyprzedza w swych może nie do końca doskonałych ustawach całą Europę, a ustawodawcy chcieli uratować kraj ale im się nie udało.  Czy na pewno?

NIE ukazał się wywiad z prof. Jackiem Matuszewskim, pod wymownym tytułem „Hańba trzeciomajowa”. Poniżej najciekawsze fragmenty wywiadu:

Wciąż słyszymy o Konstytucji 3 Maja te wzniosłe słowa o ratowaniu ojczyzny i tak dalej. Tyle że w ogóle nie o to chodziło. 2 lata wcześniej, w 1789 r. w Paryżu rozpoczęła się rewolucja francuska. Arystokracja ucieka, księży się rżnie, szykuje się jakobinizm, przewraca się dotychczasowy porządek. A polska szlachta niby myśli o reformie państwa? Żeby było wszystkim dobrze?

Oni myślą o ratowaniu swoich czterech liter?

Tak! I to jest właśnie Konstytucja 3 Maja. Reformy państwa rozpoczęto wcześniej w 1764 r. od czasu gdy na tron wstąpił Stanisław August, a raczej wsadziła go caryca Katarzyna. W 1768 r. ustanowiono Prawa Kardynalne, w których są podstawowe zasady ustrojowe. I to jest konstytucja w naszym dzisiejszym rozumieniu. (…)

W państwie szlacheckim konstytucją nazywano każde prawo, każdą ustawę sejmową. Były uniwersały, czyli ustawy podatkowe, i konstytucje, czyli wszystkie pozostałe. My posługujemy się terminem konstytucja w tym jednym oświeceniowym znaczeniu, tymczasem dla nich konstytucją był dowolny akt uchwalony przez Sejm. Każdy akt, nawet taki o wynagrodzeniu starosty oświęcimskiego albo o tym, że na dziurawych drogach nie pobiera się opłat od furmanów. Nawiasem mówiąc, Konstytucja 3 Maja została uchwalona nielegalnie. Po pierwsze, obowiązywała rozsądna zasada, że każdy akt, którym ma się zajmować Sejm, ma być dostarczony posłom na 3 dni wcześniej. Wcześniej praktyka była taka, że posłowie uchwalali coś, jakieś konstytucje, a później dopiero to było spisywane. Rozumie pan, jakie były tego konsekwencje?

Nie poznawali tego co uchwalili?

Dokładnie. Dochodziło nawet do takich sytuacji, że po Sejmie wszystkie konstytucje przezeń uchwalone palono, a na następnym Sejmie wszystko odwoływano. (…)

Poseł musi wiedzieć, za czym głosuje, a w przypadku Konstytucji 3 Maja większość nie znała tekstu. Sejm był nielegalnie przedłużony. Nielegalnie powiększono jego skład. Po dwóch latach próżnego gadania, gdy nic nie uchwalili, postanowili dobrać dodatkowych posłów, po to by tzw. patrioci mieli przewagę. Ale nie mieli, wobec tego Sejm był skonfederowany, uchwały w związku z tym zapadały większością głosów. Nie było wymogu jednogłośności. (…)

Czy Sejm wtedy był wszechwładny?

Sejm przejął całkowitą władzę w państwie. Na początku zlikwidował Radę Nieustającą, która była w istocie znakomicie, sprawnie działającym rządem. Nazywali ją wtedy Zdradą Nieustającą, carycy Katarzynie na złość, bo to na jej polecenie rada powstała. Gdy popsuli radę, to przez cztery lata rządził Sejm, czyli, delikatnie mówiąc, było bezhołowie.

Wracając do samej konstytucji… Mamy okres Wielkiej Nocy, szlachta rozjechała się do domów, uprzednio ustalając, że ponownie spotka się 5 maja. Ale po cichu swoim powiedziano: przyjedźcie 3 maja. Zebrano wojsko, wytoczono armaty, na galerię wpuszczono specjalnie dobranych mieszczan, kibiców, jak byśmy to dzisiaj nazwali.  To wszystko miało robić wrażenie. Obrady, jak opisują, trwały około ośmiu godzin. Oszukiwano zebranych, np. odczytano depesze sprzed dwudziestu lat, przedrozbiorowe, ze stolic europejskich, np. z Wiednia, że grozi nam wejście obcych wojsk. Ci związani z obozem królewskim jęczeli, że biedna ojczyzna, co to będzie, trzeba coś zaradzić. No i któryś z nich mówi, że król akurat ma projekt. Najjaśniejszy panie, ratuj ojczyznę, ratuj nas przed zagładą! (…)

Głosowania w zasadzie nie było. Król podniósł rękę, bo chciał coś jeszcze powiedzieć, a wtedy ktoś krzyknął: „Król jest za konstytucją!”. Zwolennicy konstytucji, wcześniej zresztą zaprzysiężeni, że będą na nią głosować, zakrzyczeli wszystkich. Marszałek Sapieha, który miał wątpliwości, chciał protestować, został wzięty na ręce i pod hasłem „Niech żyje marszałek!” podrzucano go do góry.

Było głosowanie?

Nie, nie było. Mówi się, że konstytucję przyjęto przez aplauz. Były jednak protesty, to nie jest więc aplauz. (…)

Może początki muszą być trudne, w końcu to druga konstytucja na świecie..

(…) No więc na pewno amerykańska jest wcześniejsza. Ale w Stanach poszczególne kolonie miały swoje konstytucje już sto lat wcześniej.  Nazywało się to karty, kilka przyszłych stanów, kolonii, rządziło się na podstawie czegoś, co ja bym śmiało nazwał konstytucją.

No ale nasza była pierwsza w Europie…

Szwedzi mieli kilkanaście lat wcześniej akt prawny tego rodzaju, ale oni nie czują potrzeby by to eksponować. A poza tym mamy artykuły henrykowskie z 1573 r., to jest nic innego jak akt rangi konstytucyjnej. Opis ustroju państwa szlacheckiego. Dokładnie to, kim jest król, co mu wolno, a czego nie, co to jest Sejm, kiedy się zbiera, jakie są sądy, jaki jest zakres tolerancji religijnej. Wtedy na króla wybrano Henryka Walezego, monarchę z zupełnie innego ustroju. Przygotowano mu w postaci artykułów henrykowskich opis ustroju państwa, którym ma rządzić. Cóż to jest jak nie konstytucja? (…)

Konstytucja 3 Maja służyła konkretnej warstwie społecznej?

Opowiadanie o tym, że szlachta to obrońcy ojczyzny, twórcy ustroju, sądów itp. to bzdura. Od czasu jak szlachta dorwała się do władzy, wszystko, co robiła, służyło ochronie przed jakimikolwiek powinnościami wobec państwa czy króla. Chciała doić państwo, w zamian nie dając nic. Pospolitego ruszenia praktycznie nie zwoływano, podatki obciążały chłopów, mieszczan, a nawet Kościół, ale nie szlachtę. (…)

Jakie były wówczas proporcje szlachty do reszty społeczeństwa?

Niektórzy przyjmują, że to było 10 procent. Wydaje mi się, że to za dużo, realnie było ich między 4 a 7 procent i to jest zbliżone do grupy, która mogła aktywnie korzystać ze swoich praw.

Czyli akt prawny ustanowiony dla garstki. Naprawdę nie ma nic dobrego w Konstytucji 3 Maja?

Nie umiem niczego takiego wskazać. Doszło do przestępstwa ustrojowego. To był zamach stanu, a to już wystarczy, aby z ostrożnością do tego aktu podchodzić.

A w kategoriach geopolitycznych jak trzeba na to patrzeć?

Konstytucja 3 Maja była aktem antyrosyjskim. Po pierwszym rozbiorze Polska, choć okrojona, był jednak dużym państwem. Caryca nie chciała pierwszego rozbioru, bo trzymała łapę nad całą Polską. Z punktu widzenia państwa rozsądniejsze było zachować całość pod patronatem Rosji, no ale myśmy się buntowali, szukając poparcia u innych mocarstw. Pierwszy rozbiór był ostrzeżeniem: co się dzieje, jak się carycy pluje do zupy. Niestety nie zrozumieliśmy.  Zawarliśmy przymierze z Prusakami, chociaż wiadomo było, że król pruski chce Gdańska, Torunia i Wielkopolski. Szlachta naiwnie myślała, że wszyscy nas kochają za darmo. (…)  Twórcom Konstytucji 3 Maja zdawało się, że korzystając z kłopotów Rosji z Turcją i Szwecją, przy poparciu Prus, uda się wyzwolić spod protektoratu carycy. A w Polsce nawet porządnej armii nie było. Co prawda Sejm uchwalił konstytucję o stutysięcznej armii, szlachcie nawet się wydawało, że skoro jest uchwała to wojsko się samo nagle pojawi, ale przecież tak nie było. W obliczu zagrożenia Sejm wreszcie uchwalił podatki obejmujące szlachtę, ale oni sami deklarowali dochody, więc strasznie przy tym kantowali…

Byliśmy bezbronni i naiwni, pewnie więc i tak by się to wszystko źle skończyło?

Caryca zmarła w 1796 r. Wystarczyło poczekać 5 lat, siedzieć cicho, nie eksponować swojego głupiego nieuzasadnionego patriotyzmu, który był dla Rzeczpospolitej zabójczy. Przed drugim rozbiorem to państwo było wciąż geograficznie potężne. Następca Katarzyny lubił Polaków, dał tego niejednokrotnie dowody. Tylko Rzeczpospolitej już nie było. Zbliżały się czasy napoleońskie, potem Kongres Wiedeński, restytucja tego co było przed Napoleonem. Gdyby nie Konstytucja 3 Maja, żylibyśmy cały wiek XIX we własnym państwie. Powstanie nowoczesnych narodów w Europie to był XIX wiek. I tego nam dzisiaj brakuje, będziemy to jeszcze długo odrabiać. Nie byłoby germanizacji, rusyfikacji, powstań… Ile krwi, ile żywotów straciliśmy.

Ale czy wobec niewątpliwej słabości państwa polskiego i tak by nie doszło do kolejnych rozbiorów? Niezależnie od Konstytucji 3 Maja?

Nie. Proszę zrozumieć: to Rosja była gwarantem naszej państwowości. A myśmy jej podskakiwali bez możliwości realnej obrony. Mogliśmy być państwem pod rosyjskim protektoratem albo stracić państwo na rzecz trzech zaborców. Przecież pod panowaniem Stanisława Augusta była Polska, chyba nikt nie ma wątpliwości?

Idea Konstytucji 3 Maja uwiodła wielu. Wystarczy przypomnieć „Pana Tadeusza” żeby zobaczyć jak postrzegali ją nasi przodkowie („Wiwat król, wiwat naród, wiwat wszystkie stany!”).  I ta idea przewagi emocji czy honoru nad rozumem, niepotrzebnych ofiar i szalonych powstań, przetrwała.

Przypomnę rozumowanie Jerzego Giedroycia, który do dziś jest u nas wzorcem rozsądku i patriotyzmu:

Krzysztof Kozłowski opisuje w swojej książce jak zastał go stan wojenny w 1981 r. Wyjechał z Polski na wycieczkę tuż przed stanem wojennym i dopiero we Francji zorientował się co się dzieje. Pojechał do Maisons-Lafitte. Pisze:

Giedroyc i Gustaw Herling-Grudziński telefonowali po świecie w sprawie podpisania przygotowanego przez nich apelu, który był w gruncie rzeczy wezwaniem do czynnego, zbrojnego oporu.

   Mówię: – Panie redaktorze, do takich działań trzeba mieć strukturę, broń, być przygotowanym, a z tego, co słyszę, to zostaliśmy znokautowani. Zbrojny opór to w dzisiejszej sytuacji rodzaj zbiorowego samobójstwa…

   Na to Jerzy Giedroyc, głosem stanowczym, znamionującym zdenerwowanie, jął mi tłumaczyć: – Pan nic nie rozumie! Poderwanie do walki nie da efektów militarnych, to oczywiste, ale musi polać się krew, bo bez krwi nie będzie symbolu, nie będzie mitu do przekazania następnym pokoleniom. Bez krwi zapadniemy w dziurę, tak jak po 1863 r.

Polak przed szkodą i po szkodzie głupi.

* * *

Rosną nowe kadry. Trzyletnia córka satyryka Abelarda Gizy do ojca:

Tatusiu, a kto był moim tatusiem kiedy ty byłeś mały?

* * *

Oburzamy się, że powstała komisja która zajmie się skandalami z reprywatyzacją kamienic w Warszawie i innych miastach, a w komisji zasiadać będą głównie posłowie PiS i urzędnicy (szefem komisji będzie Patryk Jaki, politolog). Komisja będzie miała prawo unieważniać wyroki sądu, zabierać niesłusznie – jej zdaniem – przekazane obiekty, korygować zapisy hipoteczne itp. Widać że dużo tu będzie zależało od intuicji członków komisji, choć przyznać trzeba że to co się wyprawiało z reprywatyzacją to był skandal, np. pełnomocnictwa wystawiane przez rzekomo 130-letnich właścicieli kamienic (sąd jakoś nie sprawdzał czy żyją, widać intuicja podpowiedziała mu że to możliwe) itp.

Ale inne urzędy też opierają się często na intuicji. Właśnie teraz, po 17 latach, zakończył się (prawie, bo jest odwołanie) spór między spółką a urzędem skarbowym. Spółka handlowała tekstyliami, sprzedając je do Republiki Łotewskiej. 18 lat temu złożyła deklaracje podatkowe, gdzie wykazała że należy jej się do zwrotu 550 tys. zł za VAT. Ale naczelnik Urzędu Skarbowego Warszawa-Praga nakazała postępowanie wyjaśniające. Po prostu miała intuicję, że spółka nie kupiła materiałów od kontrahenta, a faktury wystawiono tylko po to, by mogła – jako ostatnie ogniwo przestępczego łańcucha – wyprowadzić VAT z budżetu.

Już po 15 latach Naczelny Sąd Administracyjny stwierdził, że fiskus nie może podważać prawa spółki do odliczenia podatku naliczonego, bo nie zakwestionował podatku należnego u dostawcy i nie wykazał, że wywozu za granicę nie było. Tak samo orzekł warszawski WSA związany rozstrzygnięciem sądu kasacyjnego.

Ostatecznie sąd stwierdza, że spółce należy się zwrot pieniędzy. Ale dyrektor Izby Skarbowej w Warszawie stwierdził, że prawo spółki do zwrotu pieniędzy już się przedawniło. Teraz kolejny sąd będzie ustalał czy przedawnienie miało miejsce po 5 czy po 10 latach.

 * * *

Milo Kurtis:

Kiedy oglądam polskie media to widzę, że całym światem rządzi Putin.

* * *

Napoleon w czasach wojny szybko awansował zdolnych ludzi. PiS poszedł o krok dalej – awansuje w czasach pokoju. Gazeta Wyborcza wymienia nowych zdolnych kierowników gospodarki.

  • Krzysztof Kozłowski, 42 lata, do niedawna właściciel firmy „Akwarystyka”, w zeszłym roku został członkiem rady nadzorczej Nitro-Chemu, firmy zbrojeniowej produkującej materiały wybuchowe. Po miesiącu awansował na przewodniczącego rady, a od kwietnia br. jest prezesem Nitro-Chemu.
  • Maciej Szota, do niedawna prowadzący budki z kebabem (pisałem o nim), został od razu zastępcą dyrektora departamentu badań i rozwoju PGNiG SA. Ale już awansował – jest obecnie dyrektorem departamentu innowacji i rozwoju biznesu. Jego dział ma do wydania w ciągu 5 lat 1 mld zł.
  • W PGNiG działem innowacji kieruje 28-letnia Anna Trojanowska, radna i szefowa młodzieżówki Solidarnej Polski w Inowrocławiu.
  • Wnuk Anny Walentynowicz, do niedawna radny PiS, przesiadł się z taksówki do działu dyrektora generalnego państwowej spółki zbrojeniowej Pit-Radwar odpowiedzialnej za innowacje w polskiej armii.

Napoleon pytał kandydatów na wysokie stanowiska, czy mają szczęście – to był jeden z ważnych czynników decydujących o awansie. Tu nie ma potrzeby pytać o nic kandydatów – mają szczęście, bo należą do PiS.

PIRS

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (15 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +23 (from 23 votes)
Telewizja pokazała (341), 10.0 out of 10 based on 15 ratings

6 komentarzy

  1. Sir Jarek 2017-05-19
  2. jotbe_x 2017-05-19
    • Sir Jarek 2017-05-20
      • Magog 2017-05-20
  3. jotbe_x 2017-05-19
  4. PIRS 2017-05-21