Dobiesław Pałeczka: Popieram Łozińskiego

Print Friendly, PDF & Email

2017-05-23.

Kilka miesięcy temu sugerowałem samorozwiązanie KOD-u. Nie miałem nadziei. Liczyłem, że na gruzach powstaną nowe inicjatywy, w których unikniemy poprzednich błędów. Zamiast tego  wezwano na pomoc Krzysztofa Łozińskiego, który z rozmachem zabrał się za porządkowanie spraw formalnych i organizacyjnych. Pomimo braku współpracy ze strony formalnego przewodniczącego, KOD zaczął przypominać normalną organizację sterowaną przez procedury, a nie przez spontaniczne wypowiedzi lidera.

Krzysztof Łoziński przywrócił mi nadzieję w KOD – tę samą nadzieję, którą Mateusz Kijowski pogrzebał. Dlatego popieram Krzysztofa Łozińskiego jako przyszłego przewodniczącego KOD.

Co mnie do tego skłoniło?

Zestawiłem ze sobą dokonania, sylwetki oraz programy obu kandydatów. Przewaga Krzysztofa Łozińskiego jest ewidentna. Nie przedstawiam systematycznego porównania, bo robiono to przede mną, a ludzie i tak ignorują fakty. Pragnę jedynie podzielić się spojrzeniem kogoś, kto jest w KOD-zie prawie od początku; kogoś, kto jest wystarczająco zaangażowany, aby rozumieć co się dzieje, ale dzięki polonijnemu dystansowi jest na tyle daleko, aby emocje wpływały na osądy.

Mateusz Kijowski przekonał mnie do zaangażowania się w KOD. Uwielbiałem słuchać wywiadów z nim oraz czytać jego notatki. Wyrażał wszystko co sam chciałem powiedzieć i robił to lepiej niż sam bym potrafił. Spodobała mi się jego zwyczajność oraz systematyczne i merytoryczne punktowanie nadużyć PiS-u. Był człowiekiem, z którym chętnie poszedłbym na piwo, spędził całą noc na debatach, albo zaangażowała się długofalowy projekt. Wszyscy go wtedy pokochaliśmy, bo wyrażał nasze oburzenie oraz manifestował nasze wartości. Mateusz stał się symbolem KODu. Najprawdopodobniej głównie ze względu na sentyment do tamtych emocji, nadal cieszy się tak dużym poparciem.

Dlaczego akurat Mateusz?

Mogło paść przecież na kogokolwiek innego, a Mateusz miał jedynie szczęście być w odpowiednim miejscu i czasie. Oburzenie było tak duże, że poszlibyśmy za kimkolwiek. Los na loterii wygrał jednak Mateusza i jemu dane było zapisać się w historii. Teraz ostro walczy, aby nie utracić tej pozycji.

Uczciwie trzeba też powiedzieć, że na początku Mateusz wizerunkowo dobrze wywiązywał się z roli lidera. Włożył też w KOD bardzo dużo pracy, za którą należy mu się wdzięczność. Niestety ma też tendencję do wpadania w rolę „umęczonej Matki Polki”, która nie śpi po nocach, aby wykarmić niewdzięczne bachory.

Nikt nie oczekuje od Mateusza, że się będzie eksploatował. To też nie powinno być celem. Podsumowując rezultaty widać, że Mateusz roztrwonił olbrzymi potencjał jaki samoistnie powstał w listopadzie 2015 roku. Praktycznie od samego początku wyrzucano ludzi z KOD-u. Większość z nich złorzeczyła na Mateusza Kijowskiego Nie rozumieliśmy tego, a Mateusz wyjaśniał ich zachowania chęcią zrobienia kariery politycznej. Później dopiero okazywało się, że Mateusz nie lubi gdy ktoś ma inne zdanie. W KOD-zie nie było przestrzeni na jednostki autonomiczne i niezależne. Pozostawali mierni, bierni, ale wierni. Niestety ten model propagował się na wszystkich szczeblach organizacyjnych KOD-u. Było to widać nawet u nas zagranicą.

Mateusz kiepskim organizatorem

Oczywiście można tłumaczyć, że tak duży i dynamiczny ruch – taki jak KOD – musiał przejść przez turbulencję, ale jestem pewien, że większości wydarzeń można było uniknąć. Dopiero teraz Krzysztof Łoziński sprząta po Kijowskim wprowadzając ład organizacyjny.

Przez ład organizacyjny rozumiem tu procedury i pewną organizacyjną stabilizację oraz to, że merytoryczne argumenty mają szansę się przebić, a także gdzie powstają zespoły specjalistów. Trzeba przyznać, że Mateusz też tworzył think tanki, ale niestety ich nie słuchał. Zgromadzeni w nich ludzie nie kryją rozgoryczenia. Wszystko miało trochę maniakalnie powierzchowny charakter.

Użyteczny chaos

Podejrzewam, że chaos wynikał też z tego, że Mateusz chciał de facto stworzyć organizację wodzowską. Problem polegał na tym, że w nazwie było słowo demokracja, dlatego musiał przystać na powstanie zarządu i innych atrap demokracji. W praktyce jednak liczyło się tylko i wyłącznie słowo Mateusza. Chaos organizacyjny osłabiał znaczenie formalnych struktur i dawał większą władzę liderom, którzy potrafili kontrolować emocje ludzi.

Mury z betonu

Tu dochodzimy do zjawiska „Murowania”. Murarze, niezależnie czego by Mateusz nie nawyprawiał, stoją z nim murem. Fakty się nie liczą. Liczy się jedynie przywiązanie, jakie się wytworzyło podczas pierwszych miesięcy lub osobistych spotkań.

Jeszcze ciekawszym zjawiskiem są „Murarze Wyklęci”. Poznaliśmy ich lepiej przy okazji afery z „Demokracja jest w nas”. Są to takie „Zielone Ludziki Kijowskiego” – osoby, do których Mateusz oficjalnie się nie przyznaje i najprawdopodobniej też nimi bezpośrednio nie kieruje. Sterowanie odbywa się za pomocą insynuacji. Oni zresztą sami bardzo dobrze orientują się kto stoi Mateuszowi na drodze i przepuszczają na niego szarże. Skutecznie zniechęciło to do  dyskusji osoby, które nie mają  ochoty na personalne ataki.

Dzięki takiej strategii Mateusz może zachować wizerunek dobrego wujka, który jedynie ma miłość na ustach. Brudną robotę wykonują inni. Sam na ten temat napisał:

Ja nie stosowałem i nie stosuję takich metod. … Mam pewną liczbę życzliwie popierających. Oni działają z własnej woli i na własną rękę. Ale słyszę, że to moi siepacze, że ja ich ustawiam i nasyłam. To nie jest mój styl działania.

„Murarze Wyklęci” byli szczególnie potrzebni, jak okazało się, że Mateusz Kijowski defraudował pieniądze ze zbiórek. Przyłapano go również na kłamaniu na temat faktur w programie u Moniki Olejnik. Tak, wiem. Murarze dostają piany na ustach, gdy się o tym przypomina. Fakty są tutaj jednak ewidentne. Zdumiewa, że tak wiele osób je odrzuca. Przypominanie o nich robi się tak samo mozolne, jak skandowanie „Konstytucja”.

Sąd przez walkę

Mateusz, gdy chce, potrafi bardzo dobrze odpierać argumenty w sposób merytoryczny. Do tego jednak potrzeba argumentów. Tym razem prowadzenie dyskusji w kierunku analizy faktów jest dla niego zabójcze. Trzeba zauważyć, że Mateusz bardzo sprytnie próbuje wybrnąć. Wykorzystał zbliżające się wybory domagając się, aby jego wina została rozstrzygnięta w drodze głosowania, a nie administracyjnego postępowania. Równie dobrze można by tę sprawę rozstrzygnąć przez konkurs sms-owy. Przypomniała mi się „Gra o tron”, w której podejrzany mógł wybrać „sąd przez walkę”. Jak ktoś ma dobrego faworyta, to zawsze uniknie kary, a Mateusza akurat ma. W wyborach nie liczą się argumenty. Liczą się emocje, a Mateusz jak nikt inny potrafi je wzbudzać.

Najpierw oświadczył, że faktury są częścią planu Radomira Szumełdy, aby wygryźć go z fotela przewodniczącego. Gdy okazało się, że Radomir nie planuje startować nawet do Zarządu, to Mateusz zaczął rozsiewać insynuacje o zakamuflowanych pisowskich agentach wewnątrz KOD-u. „Murarze wyklęci” nie mieli problemu z odczytaniem przekazu: Atakować każdego, kto źle mówi o Mateuszu.

Inscenizacja audytu

Aby uspokoić murarzy, Mateusz przeprowadził inscenizację własnego audytu. Utworzył stronę. Powołał Zespół „Dobrych” Usług, który właściwie był grupą PR-ową używającą autorytetu nieżyjącego Jacka Kuronia. Oczywiście ostatecznie wygenerowała ona tendencyjny „raport”, w którym Mateusz Kijowski jawił się jako pokrzywdzony.

Sen Kasandry

Nie wątpię, że w głębi duszy Mateusz ma dobre intencje. Jak myślę o nim, to przypomina mi się film „Sen Kasandry” Woody’ego Allena. Zaczyna się niewinnie od marzenia o wspólnym żeglowaniu razem z bratem. Aby to osiągnąć, bohater decyduje się na drobną nieuczciwość. Aby ją ukryć sięga po trochę większą nieuczciwość. Na końcu, aby „ratować” sytuację zabija brata. Podobnie Mateusz na początku chciał walczyć o zasady. Potem uwierzył, że tylko on może nas poprowadzić. A teraz, aby ratować sytuację organizuje coś, z czym chciał walczyć. Dla jego dobra i dla naszego dobra musimy pomóc mu wyjść z tej fatalnej spirali.

Czas na zmiany

Musimy odbudować wizerunek naszej organizacji. Przegrupować się. KOD potrzebuje sprawnego urzędnika systematycznie organizującego przestrzeń dla oddolnych inicjatyw; a nie wywołującej skrajne emocje gwiazdy rocka, nie mającej czasu ani na strategię, ani na sprawy organizacyjne, bo ciągle jest w trasie koncertowej; a tym bardziej nie potrzebna jest primadonna obrażająca się, gdy ktoś zwraca jej uwagę na błędy, niezdolna do usunięcia się ze światła reflektorów narażając na klapę cały zespół.

Krzysztof Łoziński jest o wiele dojrzalszym człowiekiem, o wiele większym doświadczeniu. Dla niego KOD nie jest pierwszym eksperymentem. Wbrew pozorom Łoziński jest też o wiele bardziej barwny i charyzmatyczny od Kijowskiego. Miałem okazję wysłuchać ich wystąpień na manifestacji w Poznaniu. Krzysztof Łoziński był jedyną osobą, która mówiła ciekawie, zabawnie i inteligentnie. Był jedyną osobą, tak naprawdę chciało się słuchać.  Ewidentne było, że dysponuje o klasę lepszym warsztatem językowym.

Program Krzysztofa Łozińskiego jest bardzo dobrze przygotowany. Widać, że jest to dokument nad którym zespół osób spędził dłuższy czas. Program Mateusza wygląda jak napisany w marszu, gdzieś na jakimś lotnisku. Przypomina on bardziej przemówienie na kolejną manifestację.

Spontaniczność i improwizacja były potrzebne, gdy ruch powstawał. Teraz musimy przejść do kolejnej fazy, wydorośleć i zacząć pracować bardziej systematycznie nastawiając się na rezultaty, a nie emocjonalne fajerwerki. Naszą bronią miały być fakty i logiczny wywód, a nie emocjonalne burze i demagogia.

Co z Mateuszem po wyborach?

Trzeba pozwolić Mateuszowi zakończyć ten etap z godnością. Na zawsze pozostanie on symbolem KOD-owskiego zrywu. Powinien nadal robić to co najlepiej mu wychodzi, czyli spotykać się z ludźmi i udzielać wywiadów, ale nie jako formalny przewodniczący, lecz jako symbol KOD-u, jeden z wielu członków; tak, aby każdy z nas mógł się z nim utożsamić.

Nawet jeśli zdarzy się, że Mateusz wygra wybory, to zachęcam go, aby ustąpił na rzecz Krzysztofa Łozińskiego. Udowodni ten sposób, że przyszłość KOD-u i Polski jest dla niego ważniejsza od własnej osoby. Zyska tym nasz szacunek i możliwość nowego startu

Dobiesław Pałeczka

 

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.0/10 (33 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +20 (from 24 votes)
Dobiesław Pałeczka: Popieram Łozińskiego, 9.0 out of 10 based on 33 ratings

7 komentarzy

  1. Dariusz Wisniewski 2017-05-24
  2. Magdalena 2017-05-24
  3. StanStupkiewicz sr 2017-05-24
  4. slawek 2017-05-24
  5. Magog 2017-05-26
  6. Magog 2017-05-27
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com