Piotr Rachtan:  Po wyborach w KOD

2017-05-28.

Kilkakrotnie przymierzałem się do napisania listu do obu rywali. Cofałem się, bowiem cóż mógłbym im powiedzieć, co doradzić, jak i do czego przekonać?

Prawda jest taka, że Mateusz Kijowski, i Krzysztof Łoziński zasłużyli się wielce rozwojowi demokratycznej, pozaparlamentarnej opozycji: jeden wymyślił Komitet Obrony Demokracji, drugi go zainicjował, a potem przewodził ruchowi.

Czy jednak same zasługi są wystarczającym tytułem do przewodzenia?

Tu pojawiają się pewne wątpliwości. Przywódca musi mieć przede wszystkim szczególne cechy charakteru, które czynią zeń atrakcyjnego przewodnika. Nazywane są charyzmą. Zasługi z przeszłości i porządny życiorys – to są warunki wstępne. Potrzebne jest jeszcze to coś, co przyciąga do przywódcy innych. To coś ma Lech Wałęsa, może ma Donald Tusk, albo Emmanuel Macron. Czy mają rywale: Mateusz Kijowski, Krzysztof Łoziński?

Błędy popełniali obydwaj. Na Mateuszu zaciążyła sprawa alimentów, która – choć ją wielokrotnie wyjaśniał – wciąż wracała. I owe nieszczęsne faktury, wymyślone – jako sposób opłacania czasu i wysiłku wkładanego w organizowanie i reprezentowanie rodzącego się – przez skarbnika, który był kimś w rodzaju człowieka cienia. Po wybuchu afery – zniknął. Za Mateuszem opowiedziała się liczna grupa działaczy z Mazowsza, którzy zwalczali Krzysztofa w sposób nie zawsze godny. Najbardziej obrzydliwą dyskusję na internetowym forum zainicjował były dziennikarz TVP pan Przemysław Wiszniewski, ostro krytykujący Krzysztofa i pozostałych członków zarządu KOD. Sięgał do argumentów ad personam, w tym nawet wydziwiając nad tym,  że Łoziński założył skarpetki do sandałów. To samo w sobie jest ciekawe zjawisko, jak nieistotna kwestia może zdominować debatę i poruszyć emocje uczestników. Nie będę cytował wypowiedzi o prawdopodobnym stanie pięt i paznokci Krzysztofa, które chciał ukryć pod skarpetkami. Kilkadziesiąt głosów na ten temat, pełnych emocji, zastanawia i każe szukać przyczyn głębiej. Także w mocno wyrażanym agizmie, w rodzaju, że ten dziadek niech zajmie się wnukami (to łagodne), aż po starego dziada.

Nawiasem mówiąc, odnalazłem fotografię, której publikacja – przez pana Wiszniewskiego – zapoczątkowała ową dość histeryczną nagonkę na sandały Łozińskiego: przyglądam się i nie widzę sandałów, tylko tzw. wiatrówki, ze skórzanych pasków, z zakrytymi palcami i pełnym napiętkiem, za którym kryje się jasnoszara skarpetka Krzysztofa. A więc nie obciachowe sandały, tylko lekkie, letnie buty. Kto jednak by się przyglądał, skoro napisano, że to sandały na skarpetkach, to sandały, czyli że Łoziński to taki prowincjonalny elegant…

Mniej uwagi i emocji wywołało to, co Łozińskiemu rzeczywiście można zarzucić: kilkakrotne gafy, szczególnie – uprzejmie to określę – nieeleganckie wypowiedzi czy to o rywalu (w wywiadzie) czy własnoręcznie napisane – o Danucie Kuroniowej. Nie wiem, czy Krzysztof stracił wtedy nerwy, czy zawiódł go instynkt, czy zrobił to z gapiostwa. Głupstwo pozostaje głupstwem. Nie mówiąc o „spadaj gnoju” do jakiegoś namolnego przeciwnika KOD-u, co bardzo przypomina osławione „spieprzaj, dziadu” wypowiedziane przez bohatera tekstów Krzysztofa (moich zresztą też).

Choć także młodszy, wyższy, z kitką i przemieszczający się na motorze, trochę charyzmatyczny Mateusz, poza fakturami i alimentami miał też swoje wpadki. Zarzekał się, że nie jest przeciwnikiem PiS, bo zależy mu na demokracji i wolności, a nie na odsunięciu obecnej ekipy od władzy. Tymczasem owa władza jest przeciwna – i w swoim programie, i w działaniach – temu wszystkiemu, co do KOD-przyciągnęło tysiące ludzi. KOD, jak się wydaje, od początku stał się wyrazicielem poglądów i potrzeb obywateli, członków narodu obywatelskiego, podczas gdy Prawo i Sprawiedliwość reprezentuje naród etniczny, zjednoczony więzami krwi. Między nimi trudno dostrzec mosty łączące, rowy natomiast są przepastne. Podobny błąd popełnił Mateusz broniąc obecności portretu Romana Dmowskiego w czasie jednej z manifestacji. Niezależnie od zasług założyciela endecji dla niepodległości i granic Polski, zatrute owoce jego poglądów widzimy dziś na marszach ONR, pod Teatrem Powszechnym i w niektórych założeniach programowych Prawa i Sprawiedliwości (np. pojęcie narodu).

Komitet Obrony Demokracji nie rozwiązał jeszcze swoich problemów. Wybór przewodniczącego, ważny lecz nie najważniejszy, nie nada nowej energii ruchowi, który w ostatnich miesiącach stracił azymut. Natura, także społeczeństwo, nie znosi próżni; w miejsce, zwolnione przez zajęty wewnętrznym konfliktem KOD, weszły bierne do niedawna partie polityczne. Z wigorem może jeszcze słabym, ale – kto wie – może o rosnącej dynamice.

Zajęty rozgrywką personalną Komitet Obrony Demokracji stracił czas: kongres wyborczy nie jest w stanie wypracować atrakcyjnego programu. Może nie mógł, bo przygotowując wybory dokonać musiał próby zaudytowania i uporządkowania swojej organizacji. Jednak fakt jest taki, że kongres był najlepszym momentem na ogłoszenie programu KOD na najbliższy okres, w którym wyznaczono by cel strategiczny np. związany z przyszłorocznymi wyborami samorządowymi i odniesiono by się do potencjalnych sojuszników, nie tylko partii politycznych, ale także innych ruchów społecznych, jak Obywatele RP czy Tama; wreszcie kongres powinien wskazać narzędzia i sposoby doprowadzenia do realizacji celu.

Celem ostatecznym jest niewątpliwie odsunięcie PiS od władzy i przywrócenie konstytucyjnego standardu demokratycznego. Dokonać się to może tylko w ramach procesu demokratycznego, przy współpracy z partiami politycznymi, które wezmą na siebie odpowiedzialność za rozwój wydarzeń w państwie. Droga do tego celu prowadzi przez odbudowę świadomości obywatelskiej – Łoziński z nostalgią wspomina pierwszą Solidarność, jednak dziś – i o tym mówił on na zjeździe, raczej przez pracę edukacyjną, a nie wielkie manifestacje, a także przez wspieranie niezliczonych inicjatyw oddolnych, podjętych przez osoby, którym wystarczy stempel KOD-u, bo żadnej pomocy technicznej czy materialnej nie potrzebują. Przypominam Noc Muzeów i wizytę w Kancelarii pani Szydło, gdzie grupa zwiedzających sfilmowała swój flash mob.

Nowy zarząd z Krzysztofem Łozińskim musi zaakceptować pęknięcie i powstanie – nie wiem, czy tylko frakcji, czy już odrębnej organizacji Odnowa. Mam nadzieję, że nie będzie odnowicieli zwalczał, bo to będzie najgłupsza z możliwych decyzji.

Przestrzegam przed rozliczaniem się z rywalami i niedawnymi konkurentami: to będzie najgorszy wybór.

Rozłam na dwie drużyny jest faktem, który trzeba zaakceptować.

I apeluję o jawność: decyzja o niewpuszczeniu na obrady zjazdu mediów, także kodowskich, była zwyczajnie głupia. W czasach technicznej i cyfrowej rewolucji zapis obrad znajdziemy wkrótce w Internecie. Jak podał Paweł Wimmer (członek Komisji Rewizyjnej i jednocześnie Społecznego KOD) co najmniej 8 osób rejestrowało przebieg wyborów. Tylko patrzeć jak obrazki znajdą się na różnych profilach. Może także tych wrogich…

Tymczasem, jak napisała w Internecie aktywna członkini KOD z Wielkopolski Tamara Olszewska

Mamy coś o wiele ważniejszego do roboty niż walka ze sobą. Może dajmy czasowi czas, uspokójmy się, nabierzmy dystansu i dorośnijmy do rozmowy, takiej szczerej do bólu, ale nie obrażającej? Może dajmy sobie szansę, bo przecież łączy nas wspólny cel, o wiele ważniejszy od każdego z nas. Mamy powalczyć o Polskę, której nie chcemy się wstydzić, Polskę, w której każdy, niezależnie od przekonań, koloru skóry, wyznawanej religii, narodowości, będzie mógł znowu czuć się pełnoprawnym obywatelem. Czyż jest coś ważniejszego?

Boję się, że walka o wspólny cel będzie walką o walkę na naszych warunkach. Bo nasze są zawsze – zawsze w  Polsce – najbardziej nasze.

Piotr Rachtan

 

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.3/10 (32 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +29 (from 31 votes)
Piotr Rachtan:  Po wyborach w KOD, 9.3 out of 10 based on 32 ratings

6 komentarzy

  1. narciarz2 2017-05-28
    • StanStupkiewicz sr 2017-05-29
  2. slawek 2017-05-28
    • JaWa 2017-05-29
  3. Mariusz Malinowski 2017-06-01