M. Sworzeń: LEXyKON jednostronny

Prezydent I. Mościcki

2017-06-19.

Ułaskawienie w konstytucji marcowej z roku 1921 jest zapisane następująco: „Prawo darowania i złagodzenia kary, oraz darowania skutków zasądzenia karno-sądowego w poszczególnych wypadkach – przysługuje Prezydentowi Rzeczypospolitej”. Choć obecna konstytucja jest bardziej lakoniczna („Prezydent Rzeczypospolitej stosuje prawo łaski”) nie zmienia to faktu, że w obu ustawach zasadniczych jest to wyłączna prerogatywa głowy państwa.

Na oficjalnej stronie www.prezydent.pl do postanowień o prawie łaski dodawane są zawsze dwie wzmianki: „Informacja statystyczna” i „Motywy ułaskawienia”. Jedynym wyjątkiem jest ułaskawienie z dnia 16.11.2015 roku, gdzie tych punktów nie ma. Ten widomy brak, chociaż nadrobiony potem tysiąckrotnie w dyskusji publicznej, wciąż jest nienaprawiony – wystarczy samemu sprawdzić… Luka nie tylko jest tam gdzie była, ale i – niczym wyrwa w jezdni – stale się powiększa, bowiem temat jest znowu aktualny. Dorzucę do niego teraz kilka słów od siebie i przytoczę kilkadziesiąt za innymi, w tym – za prezydentem RP.

Przeczytałem niedawno fragmenty wspomnień wysokiego urzędnika przedwojennego NIK-u, Mieczysława Dębskiego. Wydarzenie, na które zwróciłem uwagę, miało miejsce w roku 1927, kiedy to Dębski został pilnie wezwany na Zamek, gdzie przyjął go osobiście prezydent Ignacy Mościcki. Szło o dochodzenie związane z pewnym urzędnikiem bankowym, prywatnie – jak Dębski to potem ustalił – przyjacielem rodziny Mościckich. Oto co usłyszał „powiedziane tak ostrym tonem, że mnie podrzuciło”: „Polecam panu prezesowi natychmiast umorzyć to śledztwo”. Dębski na to: „Ja, panie Prezydencie, nie mogę przyjąć takiego rozkazu, gdyż prawo abolicji posiadali tylko cesarz Wszechrosji i cesarz austriacki. Cesarz niemiecki go nie posiadał i żaden prezydent na kuli ziemskiej nie jest w nie wyposażony. Prawo łaski, zmazalności kary, przysługuje panu Prezydentowi, ale nie prawo abolicji”.

I chociaż Mościcki przeszedł zaraz na inny rejestr („Bo pan z tym swoim prawniczym umysłem”), to replika Dębskiego była przednia: „Melduję, panie Prezydencie, że z wykształcenia jestem inżynierem”. Co było potem? Awantura, stawianie na baczność, telefony do przełożonych? Nic z tego. „Prezydent się zmitygował i dalej rozmawialiśmy już w spokojnym nastroju”.

Z przytoczonej historii warto zapamiętać nie tylko zapomniane już słowo „zmazalność”, ale i niuanse w argumentacji obu stron. Prezydent, nie wchodząc w przewiny znajomka, od razu skupił się na specyfice „prawniczego umysłu” (to samo mamy teraz, tyle że prawnicy, szermujący wobec innych prawników zarzutem „kastowości”, sami w to uwierzyli tak dalece, że.. zapomnieli się z tego wyłączyć). Stanowisko Dębskiego było natomiast porządnie umocowane od strony historyczno-prawnej, bowiem w roku 1927 Polska wciąż posługiwała się składową kodyfikacji dawnych zaborców. Nie można więc wykluczyć, że właśnie to dosadne przypomnienie, iż w nieodległej przeszłości tylko władcy Rosji i Austrii (ale już nie niemiecki kajzer i „żaden prezydent na kuli ziemskiej”) mogli sobie dowolnie poczynać ze sprawami swych poddanych, ostatecznie przekonało prezydenta. I chociaż chwała należy się ostatecznie obu uczestnikom tego spotkania sprzed 90 lat, to mimo wszystko większą zasługę przypisałbym jednej stronie. Tej skromniejszej i słabszej.

podał do druku Piotr Rachtan

Monitor Konstytucyjny


*Marian Sworzeń ur. 1954, prawnik, pisarz, członek PEN Clubu, ostatnio wydał „Opis krainy Gog”

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (7 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +13 (from 13 votes)
M. Sworzeń: LEXyKON jednostronny, 10.0 out of 10 based on 7 ratings

2 komentarze

  1. otoosh 2017-06-19
  2. Magdalena 2017-06-20