Krzysztof Mroziewicz: Einstein. Geniusz – film to nie teoria względności

2017-06-20.

Wieloodcinkowy serial o najwybitniejszym, póki co, fizyku wszech czasów, Albercie Einsteinie, zapisuje się jako świetne osiągnięcie kanału National Geographic. Opowiada bardziej o człowieku niż o myślicielu i legendzie. Geniusz (taki jest tytuł serialu) był jeśli nie potworem w życiu prywatnym, to przynajmniej ekstrawertykiem w skrajnej, brzegowej – by użyć jego języka – postaci. Skutków egocentryzmu doznała przede wszystkim jego pierwsza rodzina – Serbka Mileva Marić, wybitna umysłowość ścisła, intelektualna partnerka Einsteina i ich dwaj synowie, z których jeden targnął się na życie.

W pierwszych ośmiu odcinkach serialu brakuje wielu wątków, które poszerzyłyby portret geniusza. Ale jego życiorys wystarcza na mnóstwo filmów. Był samotnikiem. Przyjaźnił się z parą królewską Belgów. Korespondowałby z nimi także wtedy, gdyby nie byli monarchami. Tak kokieteryjnie napisał. Lecz gdyby nie byli parą królewską, nie poznałby Elżbiety i Alberta z okazji kongresu zwołanego przez belgijskiego przemysłowca, Solvaya, więc ta kokieteria jest tylko dodatkiem do kolacji, w jakiej uczestniczył zaproszony do pałacu, gdzie podano dania jak dla wegetarian, szpinak i jajka na twardo, bez służby, za to z udziałem skrzypaczki włączonej do towarzystwa, bo częścią wieczoru miała być muzyka, grana w kwartecie z udziałem Einsteina.

Geniusz, zgodnie z tym, co wiadomo o umysłach podobnych do niego gigantów, zbliżał się do szczytów osiągnięć w wieku dwudziestoparoletniego młodzieńca. Wyjechał z Niemiec z powodu hitlerowskiego faszyzmu. Osiadł w Princeton, gdzie tworzono właśnie Instytut Studiów Zaawansowanych. Placówka nie produkowała absolwentów, nie przyznawała stopni, dawała natomiast wybitnym pracownikom wolną rękę we wszystkim. Trochę tak, jak – wszelkie proporcje zachowawszy – „Studio Opinii” Stefana Bratkowskiego. Einstein poprosił o wynagrodzenie w wysokości 3000 dolarów rocznie. Władze Instytutu przyznały mu pensję w wysokości 16 000, przyjmując założenie, że pracownicy mają być wolni od wszelkich trosk finansowych. Einstein kupił sobie z czasem domek, w którym dyskretnie towarzyszyły mu druga żona Elsa, jej córka – pasierbica fizyka – Margot i sekretarka Helen Dukas. Nigdy nie miał samochodu, do Instytutu chodził spacerkiem, odwoził go autobus. W domowej pracowni wisiały na ścianie w charakterze grafik kartki z prac Faradaya, Maxwella i Newtona. Jego własne rękopisy pozostawione w domu w Niemczech poszły z dymem, bo hitlerowcy obawiali się, że wpadną w ręce komunistów. Czytał Dostojewskiego i Tołstoja, a także głośno, domownikom, „Autobiografię. Dzieje moich poszukiwań prawdy” Gandhiego, którego podziwiał. Jako „potwór” domowy nieco go przypominał.

Milewa Marić, pierwsza żona

Podobnie jak myśl Newtona ukształtowały sposób myślenia intelektualistów w wieku siedemnastym, tak szczególna i ogólna teorie względności wywarły wpływ na naukę, literaturę i sztukę w wieku dwudziestym. Różnica między myślą Newtona i Einsteina polega na tym, że ten drugi wniósł wkład także w politykę. Doświadczalne potwierdzenie równania o równoważności masy i energii odbyło się w Hiroszimie i Nagasaki. Od tamtej pory działa doktryna odstraszania nuklearnego. Einstein powinien był dostać za to drugą nagrodę Nobla. Pierwszą przyznano mu zaledwie za efekt foto-elektryczny. Przyznano żeby przyznać, bo za E = mc2 bano się. A po Hiroszimie już nie wypadało, albowiem równanie to z walką o pokój, którą Einstein prowadził na marginesie swych dociekań, nie miało nic wspólnego. Przerażony własnymi odkryciami Einstein przysłał dramatyczny list do Kongresu Intelektualistów we Wrocławiu w roku 1948. Delegacja sowiecka nie pozwoliła go odczytać.

Nawiasem mówiąc gdyby nie faszyzm, Niemcy hitlerowskie weszłyby w posiadanie broni atomowej. Zajęcia na uniwersytecie w Getyndze, w latach trzydziestych, już po wyjeździe Einsteina do USA, prowadzone z udziałem Hilberta i Nielsa Bohra a także Minkowskiego i von Weizsäckera, wzbudziły niepokój Gestapo. Donosiciele informowali, że prowadzi się jakieś wykłady z mechaniki kwantowej i teorii względności, które są egzemplifikacją żydowskiej hucpy. Dyrektywy z Berlina przysłane do Getyngi mówiły, że mechanika ma być narodowo-socjalistyczna a nie kwantowa. I wtedy Niels Bohr wyjechał z Niemiec a wraz z nim możliwość skonstruowania super broni, na której tak bardzo zależało Hitlerowi. Gdyby nie debilizm Gestapo, Europy już by nie było. Jest to zatem jedyna głupota, jaka zasłużyła na pochwałę.

Na początku lat 40. niektórzy wpływowi Amerykanie mówili, że na nic innego, jak zagłada, Europa nie zasługuje. (Tylko patrzeć, jak Europejczycy powiedzą teraz to samo o Polsce).

2.

Był agnostykiem. O Bogu mówił „Stary”. Jego formuła agnostycyzmu brzmiała inaczej, niż to co powiedzielibyśmy sami[1]: nauka bez religii jest ułomna, religia bez nauki jest ślepa. (Ślepota to też ułomność). Odkrycie dokonane w dzieciństwie, kiedy miał 4 lata i zobaczył igłę kompasu, pozostawiło na min trwające do końca życia wrażenie, że za wszystkim, czego dotykamy, kryje się coś bardzo głębokiego. W katolickiej szkole podstawowej, w której był jedynym Żydem, doszedł do wniosku, że większość opowieści biblijnych to fantazja. (Rodzina żyła areligijnie). Kolejnym zagadnieniem, które zwróciło uwagę dziecka, była różnica między prawdą matematyczną a prawda fizyczną. Aksjomaty nie potwierdzają intuicji. Doświadczenia także jej – bywa – przeczą.

Z drugą żoną, Elsą.

Jako młodzian był samoukiem. Mając 16 lat trafił na Politechnikę w Zurichu, jedną z najlepszych tego typu uczelni poza Niemcami. W związku z wędrówką biznesu ojca po Europie Albert pozbył się na kilka lat obywatelstwa niemieckiego, żadnego innego nie przyjmując. Popadał w konflikty na tle dyscypliny ale także z powodu swoich zbyt zaawansowanych jak na poziom nauczania dociekań teoretycznych i koncepcji badawczych. Towarzyszyła mu myśl fizyka austriackiego, Ernsta Macha, który uważał, że teoria to ekonomiczny opis faktu. Ekonomiczny, to znaczy poczyniony z potrzeby. W myśleniu Einsteina było odwrotnie: fakt stawał się skutkiem opisu. Najpierw wymyślamy a potem robimy. W drugą stronę też to działało: najpierw robimy a potem od tyłu dopasowujemy teorię. Kiedy miał 17 lat, zadał sobie pytanie: co będzie, jeśli obserwator-eksperymentator zacznie poruszać się z prędkością światła? Zanosiło się na odpowiedź: runie wtedy mechanika klasyczna. Jej twórca, Isaac Newton był chrześcijańskim mistykiem.

Co nie dało się wytłumaczyć językiem zwykłym, przenosił na grunt teologii. W przypadku Einsteina teologię musiała zastąpić teoria względności. Jeśli obserwator patrzył w lustro, na które padała wiązka światła oświetlająca po drodze twarz patrzącą w lustro, a lustro wraz z obserwatorem przesuwało się z prędkością światła, wtedy obserwator nie mógłby siebie widzieć, albowiem światło oświetlające obraz nie mogłoby lustra dopędzić. Jak pokonać ten paradoks?

Kiedy Einstein myślał nad teorią względności, jego wiedza co się tyczy fizyki, stała w miejscu, bowiem jako referent w urzędzie patentowym nie miał styczności z Politechniką i przez cztery lata nie chodził na żadne wykłady. Pisząc artykuł o teorii względności nie odniósł się do żadnej publikowanej w tym okresie pracy. Korzystał jedynie z podręczników.

Kolejne pytanie dotyczące żarówki, twarzy i lustra, które wszystkie poruszają się z prędkością światła, dotyczyło przestrzeni, w której to się dzieje. Czy eksperyment przeprowadzamy w laboratorium nieruchomym, czy może dzieje się to na Ziemi, która zwykła poruszać się z pewną prędkością wokół Słońca?

Pisząc artykuł „O elektrodynamice ciał w ruchu” opublikowany w 1905 r. zajął się Einstein także czasem. „Kiedy mówię, że pociąg przyjeżdża tu o 7, to znaczy, że dotarcie małej wskazówki mojego zegarka na cyfrę 7 i przyjazd pociągu zachodzą jednocześnie”. Autor monografii Einsteina, Jeremy Bernstein[2] podał: Polski fizyk Leopold Infeld, który był jednym z asystentów Einsteina w latach 1930 pisze, że „jest to najprostsze zdanie, jakie kiedykolwiek przeczytał w literaturze naukowej”. Co to znaczy „jednocześnie”? Życie codzienne nie wymaga odpowiedzi. Kiedy jednak zdamy sobie sprawę z tego, że światło potrzebuje pewnego czasu, aby pokonać drogę od obiektu do oka, co wtedy? Powiedzmy, że pociąg przyjeżdża do Warszawy, a zegarek mamy na Księżycu. Może tak być? Rewolucja zaczyna się wtedy, kiedy jeden z zegarów ustawionych synchronicznie zaczyna poruszać się względem drugiego. Jeśli patrzymy na gwiazdę, znajduje się ona w dwu miejscach na raz – tam gdzie jest naprawdę i tam gdzie ją widzimy.

Mechanizm zegara w ruchu „chodzi” wolniej niż on sam. Człowiek z zegarkiem na przegubie poruszający się z prędkością światła, krążąc kilkaset razy wokół Ziemi, wyląduje młodszy – według własnego zegara – od rówieśnika, którego zostawił w punkcie startu, aby ten na niego czekał. Można to wykazać za pomocą dwu luster, z których jedno odbija światło a drugie nie może, bo pędzi z prędkością światła.

W roku 1943 zapytano Einsteina, czy mógłby ofiarować na aukcję rękopis swojej pracy o teorii względności z roku 1905. Okazało się, że autor wyrzucił manuskrypt po ukazaniu się artykułu, bo sadził, że papier nie będzie mu już potrzebny. Żeby jednak nie zawieść całkiem organizatorów dobroczynnej akcji, przepisał utwór z kopii drukowanej. Po czym powiedział, że można to wszystko było wyrazić dużo prościej.

3.

Max Planck, twórca mechaniki kwantowej, laureat Nobla, rekomendując 36 letniego Einsteina do Pruskiej Akademii Nauk w Berlinie napisał: „jeśli szczególna teoria względności potwierdzi się, a sądzę, że tak, Einstein będzie uważany za Kopernika XX wieku”.

Einstein wyglądał jak prorok ze Starego Testamentu. Jego poczucie humoru oscylowało między kaprysem psotnego chłopca (vide słynne zdjęcie z językiem pokazywanym fotografowi) a cynizmem Spinozy. Na Uniwersytecie Berlińskim nie miał żadnych obowiązków.

Do 30 roku życia nie czytał żadnego ze swych współczesnych kolegów. Lektura niewiele by mu dała, gdyż większość fizyków tego okresu opierała się na założeniach z czasów starożytnej Grecji, że czas i przestrzeń mają charakter absolutny. Jedynie Newton odróżniał czas zegarowy od czasu boskiego. Ale to było 250 lat przed Einsteinem. Dziś, kiedy teoria względności wydaje się bardziej niż oczywista, stoi pytanie: dlaczego nie wymyślono jej wcześniej?

4.

Formuła E=mc2 uważana jest za najpiękniejsze równanie matematyczne świata. Jest ona również najstraszniejszym równaniem filozoficznym, albowiem jest receptą na koniec świata. Pojawiła się w roku 1905, lecz nie w podstawowym artykule Einsteina o teorii względności. Jest tam obecna implicite, a explicite zaistniała w liczącej trzy kartki rozprawce „Czy bezwładność ciała zależy od energii, którą zawiera?”.

Tekst, jak wszystkie prace młodego Einsteina, napisany został bez nadmiaru równań matematycznych. Jest raportem z operacji dedukcyjnej. Udoskonala równanie Newtona F = ma, co znaczy F(siła) = m(masa) razy a (przyspieszenie). Einstein podniósł siłę do potęgi energii, masę zostawił w spokoju a w przyspieszeniu dostrzegł czynnik składowy w postaci prędkości (światła w tym przypadku). Wyobraził sobie atom lub inną cząsteczkę, która rozkłada się, emitując promienie gamma. Mamy dziś mnóstwo takich cząsteczek, za czasów Einsteina badania radioaktywności dopiero się zaczynały. (Maria Skłodowska-Curie zaprosiła go do Szwajcarii. Chodzili po górach). Autor założył, że atom podlegający rozkładowi traci na masie tyle, ile przekształcił w energię według wzoru m=E/c2. Wzór jest najsłynniejszym „understatement” (niedopowiedzeniem) w historii nauki. Mówi o ogromnej ilości energii zmagazynowanej wszędzie dookoła, z tym, że nie możemy użyć jej ot tak sobie.

Do momentu ogłoszenia formuły E=mc2 nikt z fizyków o Einsteinie nie słyszał. Jego teoria względności była wyśmiewana na zgromadzeniach fizyków opętanych ideologią narodowo-socjalistyczną. On sam rozwodząc się z Milevą obiecał przed sądem, że przekaże jej nagrodę Nobla, jeśli ją otrzyma. Była to wtedy jak jest i dzisiaj jedna z nagród. Jej prestiż rósł dopiero. Wzrastał wraz ze znaczeniem odkryć dokonanych przez laureatów. Dziś jest wielką nagrodą, ponieważ nagradzano nią wielkie, jak miało się z czasem okazać, dzieła.

Nie dotyczy to jedynie literatury. Nie dostali jej wielcy pisarze jak Conrad, dostali natomiast drugorzędni debiutanci, o których zapomniano. Tyle tylko, że w literaturze – zgodnie z regulaminem – miano nagradzać twórców początkujących. Nagroda Nobla miała być wyróżnieniem promocyjnym. Inaczej było w naukach ścisłych, zwłaszcza teoretycznych, kiedy nagradzane teorie musiały już mieć za sobą potwierdzenie w praktyce.

Szczególna teoria względności doczekała się doczekała się potwierdzenia nawet w… limeryku:

There was a young lady named Bright
Who could travel faster than light.
She started one day , in a relative way.
And arrived the proceding night[3].

Kiedy Einstein dokonał swego wielkiego odkrycia, miał 26 lat. Wszyscy wielcy fizycy osiągali szczyty swoich dokonań przed trzydziestką. Jest to tendencja trwała. Nie przypadkiem najbardziej skomplikowane błędy komputerowe usuwają teraz dzieci.

Najwybitniejszy matematyk owego czasu, David Hilbert, powiedział, że dziecko ma lepsze pojęcie o czterowymiarowej przestrzeni niż Einstein. I zapytał swoich kolegów ze światowej stolicy matematyki w Getyndze, dlaczego Einstein wypowiedział się o czasie i przestrzeni oryginalniej i głębiej niż ktokolwiek inny?

I odpowiedział: ponieważ nie znał prac współczesnych filozofów i matematyków na ten temat. Istotnie, matematyczną formułę teorii względności w elegancki sposób zapisał Herman Minkowski, nauczyciel Einsteina. Matematyk ten zaproponował oś czasu urojonego jako protezę rachunkową, co pozwoliło przedstawić E (energię) w postaci szeregu, w którym pierwszy wyraz miał postać mc2.

Arcydzieło Einsteina „O wpływie grawitacji na rozchodzenie się światła” wyszło drukiem w 1916 roku. Mówiono wtedy, że tylko trzej naukowcy rozumieją teorię względności. Arthur Eddington, najbliżej podówczas kojarzony z pracami Einsteina zapytał: kim jest ten trzeci?

Einstein stał się mitem świata nauki. Zarazem, co niemal nikomu nie udało się za życia, był jedną z najbardziej znanych i popularnych postaci jako zwykły człowiek, jeśli epitet w odniesieniu do Einsteina jest tutaj na miejscu.

W roku 1919 na zamówienie londyńskiego dziennika „The Times” napisał o teorii względności jako niemiecki uczony. Przedstawiono go w gazecie słowami „szwajcarski Żyd”. W Niemczech zaczynał się już antysemicki obłęd, dlatego Einstein zaczął, co prawda niechętnie, ale jednak, przemyśliwać o emigracji do USA. Edgar Hoover, szef FBI, odmówił mu wizy, bo widział w jego koncepcjach pokrewieństwo z krypto-komunizmem. Konsul amerykański Raymond Geist wystawił mu wizę mimo to.

Inaczej moglibyśmy mówić tym razem o debilizmie FBI.

Przypisuje się Einsteinowi bon-moty i anegdoty rzadko obecne w świecie naukowej nudy. „Przestrzeń nie jest rzeczą” – mawiał. Czasoprzestrzeń opisują metr i zegar. Szczególna teoria jest szczególna, bo mówi o szczególnym rodzaju prędkości: stałej i prostoliniowej. (W podobny sposób wypowiadał się Donald Tusk o dobrej zmianie: „Dobra zmiana jest dobra, jeśli ona jest dobra”).

Zanim został członkiem Pruskiej Akademii Nauk, uważano go za postać z kręgów cyganerii. Był mężczyzną lichego zdrowia, co zawdzięczał byle jakiej diecie. Zmieniło się to nieco, kiedy poślubił owdowiałą kuzynkę Elsę, która mogła zadbać o niego, lecz nie w sensie intelektualnym. Jak to powiedział Nietzsche? „Żonaty filozof to figura śmieszna”.

Od dzieciństwa skłaniało go ku pacyfizmowi. W przeciwieństwie do rówieśników nie znosił zabaw w żołnierzy czy wojsko. Nie podpisał „Manifestu do świata cywilizacji”, który sygnował m.in. Max Planck. Prawie stu intelektualistów mówiło tam o identyfikacji niemieckiej kultury z niemieckim militaryzmem. Bliższy był pacyfistycznym poglądom Romain Rollanda. Autor „Jana Krzysztofa” opisywał Einsteina z łatwością rysownika. Dodał do portretu uwagi o poczuciu humoru „młodego” fizyka.

Od wojny uciekał Einstein w naukę. W latach 1915-18 napisał około trzydziestu prac. Zarazem – zdaniem Rollanda – z wyjątkową swobodą atakował retorycznymi pytaniami swoich kolegów ze świata nauki. Ale nie dyskutował z nimi.

Einstein dostrzegał w grawitacji cechę świata, która odkształca geometrię i czas. Łatwo jest na ten temat fantazjować. Suma kątów trójkąta w geometrii euklidesowej ma 180 stopni. W rozumowaniu Einsteina tak być nie musi, jeśli mówimy o trójkącie narysowanym na powierzchni Ziemi. Trójkąt z wierzchołkiem na biegunie północnym i podstawą wzdłuż równika daje sumę większą.

Gauss uznał to za powód do zajęcia się geometrią nieeuklidesową. Jego rozważania kontynuował Bernhard Riemann. Mamy dzięki temu trzy geometrie – płaską, euklidesową. drugą – eliptyczną, riemannowską z sumą kątów większą od 180 stopni i trzecią – hiperboliczną Gaussa z sumą kątów trójkąta mniejszą od 180 stopni.

Zaczynamy tu wchodzić w świat Einsteina, z zegarem, który wcześniej poruszał się z prędkością światła, a teraz wstawiony jest w pole grawitacyjne będące kosmosem. Zakrzywienie przestrzeni Riemanna czy Gaussa może być dzięki ich kosmicznym rozmiarom lepiej widoczne i łatwiej mierzalne niż na zwykłym globusie.

Zegar zanurzony w grawitacji chodzi wolniej. Nie wiemy, dlaczego tak jest, ale wiemy, że chodzi wolniej także wtedy, kiedy pędzi jak promień. Szybkość powoduje takie same zmiany jak przyciąganie. Zatem przyciąganie może być tak samo „szybkie” jak prędkość światła. W roku 1917 Einstein opublikował „Kosmologiczne aspekty ogólnej teorii względności”, w których odniósł się do błędnych wniosków w kosmologicznej interpretacji dynamiki Newtona.

Na marginesie tej pracy Leopold Infeld zauważył: „złe rozwiązanie podstawowych problemów może być nieporównanie bardziej ważne od poprawnego rozwiązania trywialnej i nieinteresującej kwestii”[4].

Newtonowska teoria grawitacji prowadzi do twierdzenia, że Uniwersum jest statyczne. Z teorii względności Einsteina wynika, że Wszechświat ekspanduje. Nie ma między tymi koncepcjami sprzeczności. Bezruch jest szczególnym przypadkiem ruchu: warunkiem jest zerowa wartość jednego z podstawowych parametrów w równaniach opisujących pole.

Żeby jednak równania dowodziły słuszności twierdzenia o ekspansji, potrzebna jest „stała kosmologiczna”, odpowiednik „stałej grawitacyjnej”. Pomógł ją znaleźć matematyk J. Grommer (matematyka nie była najmocniejszą stroną Einsteina).

Żeby teoria domykała się, należało powiedzieć coś więcej o ekspansji a ściślej początku ekspansji. Pomógł belgijski ksiądz katolicki, Georges Lemaître, który zaproponował teorię Wielkiego Wybuchu. Watykan przyjął ją bez większych oporów. Czarne dziury Hawkinga są uzupełnieniem koncepcji Wybuchu.

5.

We wstępie do wydania „Optyki” Newtona Einstein napisał, że jeśli chodzi o sposób wyrazu – Newton był artystą. Uzupełnia to w sposób doskonały sumę komplementów: wspaniały obserwator, świetny eksperymentator i genialny matematyk.

Wszystko to dotyczyło człowieka w wieku „einsteinowskim” – 24 lat. Kiedy wspominaliśmy o „matematyce względności”, nie było jak dodać dla przeciwwagi, że Einstein wymyślił „zapis sumacyjny” czy inaczej – „rachunek wektorowy” swego imienia. Uwagi biografów dotyczące nie-matematycznego charakteru pracy o szczególnej teorii względności oparte są na fakcie, iż artykuł nie zawiera ani jednego równania (czyli wzoru jak to mówiło się w szkole).

Natomiast tekst o teorii ogólnej ma ich ponumerowanych 75. Jeśli ktoś chciałby odtworzyć proces myślowy Einsteina, powinien pamiętać o tym, co geniusz sam pisał: że ważniejszy jest dla niego obraz wynikający z intuicji niż słowo. W takim razie rachunek służy n i e temu, aby zachęcać prowadzącego, iżby zobaczył, co z t e g o wyniknie, lecz aby od tyłu dowiódł słuszności obrazu.

Data ucieczki Newtona przed dżumą 1666 z Cambridge to początek nowoczesnej fizyki. Data 1905, kiedy Einstein opublikował trzy artykuły w „Annalen der Physik” to początek współczesnej i przyszłej fizyki. Newton większość czasu poświęcał alchemii i religii. Nie poznał kobiety, był purytaninem przestrzegającym żelaznych reguł, także wobec pracowników, których nadzorował w mennicy. Einstein to jego charakterologiczne przeciwieństwo. Był człowiekiem życzliwym (tu trzeba wziąć w nawias stosunki rodzinne), był kobieciarzem, zarówno w nauce jak i w życiu stosował się do zasad elegancji. Newton nie znosił naukowców porównywalnego formatu, a było ich niewielu. Sam na długo przed śmiercią zyskał renomę jednego z największych umysłów, jakie znała nauka. Einstein – naukowiec pogodnego charakteru nie wdawał się konflikty z kolegami, którzy krytykowali jego teorie, a było ich wielu. Doktorat pisał o falach francuskiego fizyka Louisa de Broglie. Teza była bardzo krytyczna, ale tylko dzięki niej de Broglie zaistniał.

Obydwaj – Newton i Einstein – potrafili przykładnie koncentrować się na zagadnieniu, które stawiali i starali się rozwiązać. Zabierało to lata. Einstein obmyślał teorię przez dziesięć lat. Zapisywał ją w ciągu kilku tygodni. (García Márquez obmyślał powieść kilkanaście lat, pisał ją w kilka miesięcy). Gdyby w czasach Einsteina istniały komputery, które w przypadku programu budowy bomby atomowej zastępował mózg Stanisława Ulama ze sławnej szkoły lwowskiej, autor teorii względności pozostawiłby może większy dorobek, łącznie z równaniami ujednoliconego – elektromagneto-grawitacyjnego pola, które ciągle czekają na zapis równie elegancki jak E=mc2.

Brak komputera był drobiazgiem w porównaniu z brakiem akceptacji dla osiągnięć Einsteina, które naziści uważali za żydowski humbug. Nawet tak wybitni uczeni, jak von Weizsäcker, doradzali swojemu koledze – nie faszyście, von Lauemu, żeby do swego wykładu dodał akapit o prawdziwych twórcach teorii względności – aryjczykach Lorentzu i Poincarém, którzy wymyślili ją jakoby na długo przed Einsteinem.

Od roku 1920 działała już w Niemczech Liga Antyeinsteinowska, która dysponując dużymi środkami, oferowała wysokie honoraria za publikacje odmawiające pracom Einsteina, od 1923 laureata nagrody Nobla, od 1924 doktora filozofii (jak to się w Europie nazywało i nazywa) – jakiejkolwiek wartości naukowej.

Na seminarium zorganizowanym w Filharmonii Berlińskiej dla kilku tysięcy fizyków-faszystów Phillipp Lenard, dyrektor hitlerowskiego Instytutu Fizyki grzmiał, że teoria Einsteina to nauka Wschodu: zlepek starych pomysłów, które powiązano arbitralnymi tezami. Przyjął to w milczeniu Max Planck. W liście do francuskich pacyfistów, ostrzegając przed niemieckim pędem do wojny, Einstein napisał, że jako przeciwnik broni i wojska na miejscu Belga wstąpiłby w szeregi armii na ochotnika i od razu.

Sytuacja w Niemczech zagrażała życiu wielkiego fizyka. W roku 1932 zamieszkał w Princeton, skąd nie wyjeżdżał prawie nigdy. Podziękował za prezydenturę Izraela, którą ofiarowano mu po śmierci pierwszego szefa tego państwa, Chaima Weizmanna. Powiedział, że nie może jej przyjąć, gdyż całe życie zajmował się rzeczami i problemami obiektywnymi a do postępowania z ludźmi trzeba innych umiejętności.

Zbliżały się jednocześnie II wojna światowa połączona z zagładą Żydów oraz możliwość skonstruowania super broni. Enrico Fermi przeprowadził w laboratorium (1934) proces rozbicia atomu. Eksperyment został potwierdzony przez niemiecką Żydówkę, Lisę Meitner, która po tym eksperymencie uciekła do Szwecji (1938). Miał dostęp do jej wyników von Wiezsäcker, zięć Ribbentropa, co oznaczało, że Hitler jest o krok od bomby atomowej.

W USA reakcję przeprowadzili Wigner i Szilard, którzy przyszli z tym do Einsteina. Nie było chwili do stracenia. Wystosowali list do prezydenta Roosevelta, sugerując konieczność objęcia kontrolą zasobów uranu w Czechosłowacji (na których Niemcy położyli już łapę) i w Kongu Belgijskim oraz potrzebę rozwinięcia badań bez ograniczeń finansowych, co znalazło swój wyraz w programie Manhattan.

I na tym skończyły się związki Einsteina z amerykańską bombą atomową. Miał żal, że jego nazwisko było niekiedy łączone z apokalipsą jądrową. Umarł w roku 1955. Pochowano go na Górze Oliwnej.

Najbardziej znane zdjęcie uczonego przedstawia go, jak pokazuje język. Mało znane – to portret w ledwo widocznej jarmułce, ze skrzypcami przed koncertem na rzecz społeczności żydowskiej w Izraelu, gdzieś z końca lat 40.

Tyle, zanim skończy się serial „Geniusz”. Niejeden z tych wątków zapewne padnie ofiarą cięć. Jest to dzieło zrobione i grane świetnie, by wspomnieć tylko dwa nazwiska: Samantha Colley – młoda Mileva i Geoffrey Rush – dojrzały Einstein. Gdyby film podlegał teorii względności – zmieściłoby się wszystko.

Krzysztof Mroziewicz

 

 

  1. A powiedzielibyśmy: prawdopodobieństwo, że Bóg istnieje jest takie samo jak to, że nie istnieje.
  2. Jeremy Bernstein Einstein Suffolk 1973 s. 55.
  3. Bernstein op.cit. s. 96. W wolnym przekładzie brzmiałoby to mniej więcej tak:Panna nazwiskiem SzwedRuszyła w podróż w tył. WnetWystartowała śpiesznieDo celu by dotrzeć wcześniejI dojechała w dzień przed.
  4. Bernstein op.cit. s. 127.
VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (16 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +17 (from 17 votes)
Krzysztof Mroziewicz: Einstein. Geniusz – film to nie teoria względności, 10.0 out of 10 based on 16 ratings

2 komentarze

  1. Magog 2017-06-20
  2. A. Goryński 2017-06-25