Jerzy Dzięciołowski: Kasa to jest to

2017-06-21.

Po 86-tej zapowiedzi szefa rządzącej partii, na Krakowskim Przedmieściu, że prawda jest coraz bliżej naszło mnie wspomnienie z wczesnego PRL-u, kiedy to z ,,kołchoźników” (takie przymusowe głośniki radiowe zainstalowane były od morza do Tatr) dowiadywaliśmy się każdego ranka, że Polska Ludowa jest coraz bliżej komunizmu. Zdobiła to przesłanie informacja, że Związek Radziecki, nasz wzór do naśladowania, komunizm już zbudował. Radzieckie społeczeństwo, jak pisał Milan Kundera w ,,Nieznośnej lekkości bytu” zaszło tak daleko, że ,,podstawowy konflikt, który w nim istnieje, nie jest konfliktem między dobrem a złem, ale między dobrym a lepszym”. Otrzymywaliśmy tego nieustanne potwierdzenie w postaci nasyłanych na nas radzieckich filmów, w których skonfliktowane jednostki w epilogu niezmiennie wpadały sobie w ramiona.

Comiesięczna demonstracja przekonań, czy jak chce ostatnio obóz rządzący, ,,obrzęd religijny”, którego punktem głównym jest postać na scenie przeplatająca obelgami zapowiedzi objawienia, do tego ustawa zabraniająca myślącym inaczej zbliżania się na 100 metrów do sceny, całość udekorowana coraz liczniejszymi szeregami policji, a zapewne także służb bez mundurków, to wszystko razem nabiera znamion kiczu, wbrew pierwotnym intencjom, samych uczestników miesięcznic. I jest żywym przykładem psucia państwa, gdzie cele polityczne brutalnie zdominowały uczucia naturalne ludzkie reakcje wobec smoleńskiej katastrofy.

Do tej i innych (prawo, edukacja, relacje zewnętrzne, usankcjonowanie kłamstwa, korupcja polityczna itd.) ,,dokonań” władzy nie przystaje, o dziwo, to co dzieje się w gospodarce. Nie ma przyzwolenia na rozwalanie budżetu. Główny lokator Nowogrodzkiej, który może i nie wie jakie są ceny w sklepach, nie prowadzi samochodu, nie chodzi po ulicach, a zapowiedź Billa Gatesa, że stoimy przed problemem opodatkowania robotów, jest mu totalnie obca, wie jedno: kto ma kasę, ten ma władzę. Mam intuicję, graniczącą z pewnością, jak mawia klasyk, że tę prawdę Naczelnik posiadł. Dlatego rozwalanie budżetu zatrzymało się na etapie 500 plus oraz powrotu do obniżonego wieku emerytalnego. Inne zapowiedzi z kampanii wyborczej czynienia dobrze suwerenowi, jak obniżenie VAT, podniesienie kwoty wolnej od podatku, zadośćuczynienie frankowiczom, itp. znalazły się w szufladach świetlanej przyszłości.

Z kąpielą wylane zostały też wydatki na modernizację uzbrojenia armii. A przynajmniej takie w ostatnich dwóch latach nie miały miejsca. Więcej, każde uszczuplenie budżetowego mieszka zdaje się łączyć z obowiązkiem jego napełnienia. Przykładem jest TVP z pogłębiającym się deficytem i przygotowywanym projektem przerzucenia finansowania telewizji publicznej na obywateli. Jest to przykład nie incydentalny a tendencji. W mało dostrzegalny, rzec by można groszowy, sposób drożeją usługi, transport, żywność, lekarstwa. Płaci się więcej na poczcie, w banku i aptece.

To obciążanie finansowania państwa przez obywateli, poza podatkami, przykrywane jest planami wielkich inwestycji. Aktualnie na rozkładzie mamy: system zapór na Wiśle, Centralny Port Lotniczy, jedwabny szlak, gazociąg z Norwegii, legendarny już milion elektrycznych samochodów, mierzeję wiślaną – a na okrasę zacieśnienie współpracy gospodarczej z Meksykiem. Tylko zapory na Wiśle i Centralny Port Lotniczy kosztować by miały tyle ile wypłaca co roku ZUS emerytur i rent 12,5 milionom Polaków. Więc jest całkowitą fikcją, nawet jeśli uwzględnić, że inwestycje te rozłożone byłyby w czasie. Tych obietnic nie da się też spełnić uszczelniając VAT – ,,pokłosie złodziejskiego systemu poprzedniej władzy”. To nie ta skala wydatków. Nie mówiąc o zasadności cywilizacyjnego skoku między Warszawą i Łodzią oraz betonowaniu Wisły.

Ukryte przed obywatelami są także konsekwencje wzrostu długu publicznego, czyli pożyczanych pieniędzy, od których trzeba regularnie spłacać odsetki. W ciągu ostatnich dwóch lat skala zadłużenia wzrosła o blisko 1000 mld zł dorównując pożyczkom z epoki Gierka, które właśnie, po pół wieku, spłaciliśmy. Dla przeciętnego Kowalskiego wzrost odsetek od pożyczek o dziesiąte procentów, to lewackie wydziwianie. Tyle, że w realu, te dziesiąte procentów, przekładają się na wzrost rocznych obciążeń budżetu, które dorównują ubiegłorocznym świadczeniom dla 3,5 miliona dzieci objętych programem 500 plus.

Dobre wyniki gospodarki w minionym roku i początku bieżącego, napędzane konsumpcją i eksportem nie są dziełem polityków. Są rezultatem przedsiębiorczości Polaków. Wrażenie, że coś się nieustannie tworzy, ruch, który obóz rządzący narzuca opozycji, nie oznacza jeszcze, że w materii coś rzeczywiście na skalę kraju powstaje. Zawłaszczanie sobie tytułu do instalacji na płynny gaz w Świnoujściu jest zwykłą podróbką. Nie jest więc przypadkiem, że obóz rządzący przygotowuje się do zawładnięcia samorządami. Do stabilnego funkcjonowania gospodarki konieczne są, poza konsumpcją i eksportem, inwestycje. A największym inwestorem w kraju są samorządy. Kasa to jest to.

Jerzy Dzięciołowski

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (7 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +11 (from 11 votes)
Jerzy Dzięciołowski: Kasa to jest to, 10.0 out of 10 based on 7 ratings

2 komentarze

  1. Magog 2017-06-21
  2. koraszewski 2017-06-24