Jerzy Dzięciołowski: Gdzie Czerwona Linia?

2017-06-27.

Demokracja przybrała w Polsce rozmiary katastrofalne. Zwykły poseł pofatygował się na mównicę, zarządził pięć minut przerwy, i po tym czasie procedowana ustawa (trzecie czytanie) o zwierzętach odesłana została do poprawki.

Przemówił do niego apel (z wrogiego obozu), że jako właściciel kota, nie może dopuścić, żeby ten, kto znęca się nad zwierzętami, po odbyciu kary, ponownie wchodził w ich posiadanie. Wzruszyłem się. Ale jeszcze bardziej bym się wzruszył, gdyby tak zwykły poseł chciał się pochylić nad losem państwa zlokalizowanego nad Wisłą. Nie tego obecnego, które przerabia pod swoją wizję, ale tego za kilka czy kilkanaście lat.

Po niespełna dwóch latach wyczynów obozu władzy, spowszedniały dokonania standardowe: demontaż praworządności, wycinanie nieswoich, kolesiostwo, rozbijanie się na koszt podatników, zamiatanie pod dywan, zawłaszczanie publicznych mediów, podsłuchy, bicie na komendach itd. itp.

Oryginalne dokonanie członka rządu, to zgłoszenie do prokuratury, że poprzedni reżim dopuścił do wpisania Puszczy Białowieskiej na ,,Listę światowego dziedzictwa przyrodniczego UNESCO”. Jakoby bezprawne i w 2014 roku (chociaż wpis obejmujący park narodowy miał miejsce w 1979 roku).

Na zdrowy rozum nastąpiło przekroczenie tak zwanej czerwonej linii, czyli działania maksymalnie nie do przyjęcia dla wspólnoty obywateli. Tak jednak nie jest. Do czerwonej linii jeszcze nam trochę brakuje: przeprowadzenie reformy ordynacji wyborczej (rządząca partia zgarnia tyle mandatów, żeby mogła zmienić konstytucję), nadanie statusu Gwardii Narodowej oddziałom obrony terytorialnej, sporządzenie listy obywateli stwarzających potencjalne niebezpieczeństwo dla państwa (czytaj: władzy) przejęcie mediów prywatnych, wprowadzenie kategorii obywatela-pasożyta, całość w świetle palonych flag Unii Europejskiej, przez ostrzyżonych inaczej. Jednym słowem – wszystko przed nami.

Władysław Frasyniuk zapytany dlaczego do mniej lub bardziej widocznych protestów nie garną się młodzi, odpowiedział: ,,Bo ta władza jeszcze niczego im nie zabrała”. I rzeczywiście. Wyobrażenie, że można stać w kolejce po wizę, że w ogóle jakieś wizy są potrzebne, żeby napoważnie cieszyć się wolnością jest dla pokolenia ,,spóźnionych gniewnych” obce. Za czasów słusznie minionych w sklepach ostał się tylko ocet. Jak to? – zdziwił się zagadnięty na tę okoliczność młodzian – w całej hali supermarketu tylko ocet!

Szlak bojowy premiera Victora Orbana, z którym się zwykły poseł koleguje, charakteryzował się tym, że zanim się opozycja ogarnęła zajęta głównie sobą (też to mamy) władca Węgier zdążył wygrać dwukrotnie wybory, zgarniając dość mandatów, żeby zmienić konstytucję.

Czemu tylko zwykły poseł ma czerpać wzory w Budapeszcie?

Przydałoby się opozycji wdrożyć to, co bracia Węgrzy spieprzyli. Choćby wspólny front. Zanim przekroczone zostaną kolejne czerwone linie.

Jerzy Dzięciołowski

 

PS. I nie gadał bym za często o przejęciu władzy, bo chwilowo jest to równie pewne, jak zanikający punkt.

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (8 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +8 (from 8 votes)
Jerzy Dzięciołowski: Gdzie Czerwona Linia?, 10.0 out of 10 based on 8 ratings