Andrzej Koraszewski: Na tropach chrześcijańskiego feminizmu

2017-06-27.

Najwyższy czas powiedzieć prawdę: kto tak naprawdę jest po stronie kobiet, kto broni ich praw, gdzie jest prawdziwy feminizm.

W Ameryce wiadomo – Linda, ale pora, żeby świat dostrzegł chrześcijański feminizm w naszym kraju. Są tacy, którzy mówią jakieś dziwne rzeczy, ale ja zapytam wprost: ile kobiet było premierami w rządzie Donalda Tuska? Zero. Tak zero, ani jedna. Tymczasem w rządzie Jarosława Kaczyńskiego wszyscy premierzy są kobietami. Co prawda, prezydent w rządzie Kaczyńskiego jest jakby mężczyzną, ale tylko dlatego, że mu Miller  Ogórek podebrał, teraz Ogórek żałuje, że się dała.

Piotrowicz ma wrażenie, że Pawłowicz byłaby nawet lepsza niż Ogórek, ale prezes się zagapił i wziął, co było pod ręką. Trudno, i tak panna Krysia gra w pierwszej lidze w Sejmie. Aż szkoda, że nie mamy dobrych sprawozdawców sejmowych, już słyszę uszami duszy:

„Sobecka podaje do Pawłowicz, Pawłowicz do Kępy, Kępa strzela… jest, a raczej nie ma wyroku w Dzienniku.”

Tak, to one, prawdziwe chrześcijańskie feministki walczące o prawdziwe prawa kobiet. Nie zliczę wszystkich kobiet Prezesa, ale na posłance Kruk zawsze może Prezes polegać, nikt jej trzeźwej nie widział i ona zawsze wie co słuszne, chociaż uczciwie przyznaje, że nie czytała. Kruk do „Sowy” nie chodzi, mówi od razu do mikrofonu, nie trzeba jej nawet podsłuchiwać.

Chrześcijański feminizm może się pochwalić prawdziwie kobiecą proletariacką czujnością. Posłanka Barbara Bubula, 17 stycznia (w rocznicę wejścia Armii Czerwonej do Warszawy!) ujawniła spisek TVN przeciw prezydentowi. W programie „Fakty” udawali, że informują o kradzieży 8 milionów złotych z furgonetki rozwożącej pieniądze do bankomatów. Konwojent współpracujący z rabusiami posługiwał się fałszywym dowodem rzekomo na nazwisko Duda. Posłanka nie jest pewna, że się takim dowodem posługiwał, podejrzewa, że to jakaś zmyłka, żeby prezydentowi koło ogona robić. Zażądała dochodzenia. To jest przykład emancypacji i prawdziwej walki o prawo kobiet do obrony prezydenta.

To są wojujące kobiety, a nie te wiedźmy z parasolkami.

Jak był ten czarny protest to posłanka Pawłowicz nie ukrywała co o tych wiedźmach  myśli. „Warto pokazać najbardziej kompromitujące te wiedźmy sytuacje i przedstawiać je na przykład jako wykolejone kobiety. Wiele z tych kobiet zachowuje się jak ulicznice – mówiła – Infantylne pajacowanie i obrażanie wszystkich dookoła, zaśmiecanie.”

Posłanka Beata Gosiewska, prezentuje feminizm umiarkowany. Wylewała oliwę na wzburzone fale, uspakajała zaniepokojone kobiety w sprawie projektu przedstawionego przez obywatela Orda Iurisa, który nie był przecież projektem rządowym, więc nie było powodów do protestów. Posłanka mówiła, że kobiety  są obecnie „okłamywane i straszone” projektem obywatelskim, który nie jest przeciw kobietom, ale „za ochroną życia, co jest podstawowym prawem dziecka”.

Oczywiście nie należy zapominać o chrześcijańskich feministkach z drugiej ligi, tych pozasejmowych, o tysiącach radnych, które radzą co i jak. Poznańska radna, Ewa Jemielity jest krynicą wiedzy biologicznej i medycznej. Może cokolwiek niesłusznie doszła do wniosku, że owca Dolly została poczęta in vitro, ale nie odstąpiła od głębokiego przekonania, iż sama metoda nie może być uznana za leczenie, bo stosowano ją najpierw na zwierzętach, więc to jakaś metoda weterynaryjna. Trudno się dziwić, bo samym fundamentem chrześcijańskiego feminizmu jest ekologiczny seks, w celu uzyskania 500+. Na próby prostowania pewnych nieścisłości dotyczących różnic między klonowaniem, a zapłodnieniem in vitro,  radna odpowiedziała, że chodziło jej o granice. I słusznie, chrześcijańskie feministki to feministki patriotyczne, a nie jakieś feministki bez granic.

(Nawiasem mówiąc biologia od dawna niepokoiła poznańskie radne PiS, więc kiedy kilka lat temu dostrzeżono na wybiegu kopulujące osły, zrozpaczona ludność zwróciła się do radnej Lidii Dudziak, która powiedziała co o tym myśli dyrektorowi ZOO, a ten obiecał solennie, że więcej osłom na takie wybryki nie pozwoli. Słowa dotrzymał, osiołki są do dziś oddzielone siatką seksualnego apartheidu. Czy jest jakaś opozycyjna feministka, która ma takie osiągnięcia?)

Chrześcijańskie feministki mają sumienie, zalecają NPR, czyli naturalne planowanie rodziny i wędrówki z termometrem w pochwie (wszechstronna informacja o tej metodzie w artykule Naturalne planowanie rodziny w pigułce), a zakupy robią tylko w chrześcijańskich aptekach.

Chrześcijański feminizm jest ciągle jeszcze w powijakach, prawdziwy feminizm to muzułmański feminizm. Amerykańskie feministki są wniebowzięte propozycjami tego odłamu feminizmu. Nową ikoną amerykańskiego feminizmu stała się Linda Sarsour, która niczego nie owija w bawełnę, albo odwrotnie. Nic tak nie gwarantuje wolności kobiet jak szariat. Nie powtarza co prawda za Karolem Marksem, że wolność to uświadomiona konieczność, ale nie pozostawia również żadnych wątpliwości, że przyjdą inne czarne protesty, bez parasolek, ale za to w czarnych workach.

Ameryka daleko, a my tu mamy swoje problemy. Było hasło „Król z narodem, naród z królem”, ale król za namową biskupów przystąpił do Targowicy, potem było hasło „Partia z narodem, naród z Partią”, ale też coś poszło nie tak, chociaż Partia nigdy nie ukrywała swojej miłości do kobiet. Można powiedzieć, że dziś Kościół jest z kobietami, a kobiety z Kościołem (żeby bronić samej konstrukcji hasła), ale niektóre panie stają dęba i okazują jakąś niechęć do tej wielkiej miłości Kościoła do kobiet. Dzięki Bogu są jednak również chrześcijańskie feministki, które bronią prawa kobiet do prawdziwej kobiecości.

 Andrzej Koraszewski
VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (5 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +10 (from 10 votes)
Andrzej Koraszewski: Na tropach chrześcijańskiego feminizmu, 10.0 out of 10 based on 5 ratings

Jedna odpowiedź

  1. j.Luk 2017-06-27