Jarosław Dudycz: Wszystko przez Michnika

2017-07-13.

Sądzę, że myli się ten, kto uważa, że klerykalizacja Polski jest sprawą samego kleru, gorliwych wyznawców, katolickich mediów i katolickich polityków. To, że środowiska katolickie chcą być wpływowe – i to na poziomie finansowym, i to na poziomie (co chyba nawet istotniejsze) społecznym i politycznym – nie może dziwić, to święte prawo tych ludzi, wolno tym środowiskom mieć ogromne ambicje. Każdemu wolno pragnąć władzy i każdemu wolno twierdzić, że ma receptę na powszechne szczęście.

Taka skłonność to bardzo ludzka właściwość. Problem nie zaczyna się więc po stronie Rydzyka, Jędraszewskiego czy „Gościa Niedzielnego”, te ośrodki robią po prostu swoje, problem zaczyna się tam, gdzie druga strona tej światopoglądowej konfrontacji nie umie być sobą, nie umie stawiać oporu, nie umie skutecznie, w sposób konstruktywny budować kontrmodelu społecznego i obyczajowego, nie ma żadnej alternatywnej filozofii społecznej i politycznej, a ciągle tylko ogląda się na stronę katolicką, patrzy jej na ręce, żyje z konfliktu z nią, a nawet – w pewnych granicach – romansuje z nią, składa jej przeróżne obietnice i stara się ją obłaskawić. Nie pokazuje własnej drogi, a próbuje utkać z wyobraźni katolickiej strukturę bardziej akceptowalną niż ta w wydaniu oryginalnym. Taka śliskość i niejednoznaczność potencjalnych adwersarzy katolicyzmu, rażący u nich brak w pełni własnego i w pełni autorskiego pozytywnego programu są, myślę, o wiele istotniejszą przyczyną różnych opóźnień modernizacyjnych Polski niż sam nagi katolicyzm.

Myślę tu choćby o malowanych, pozornie liberalnych politykach, którzy nierzadko bywali bardziej katoliccy od Terlikowskiego. Ale przede wszystkim mam na myśli „Gazetę Wyborczą”, która wydaje mi się – używając tu żartobliwie języka rozmaitych propagatorów teorii spiskowych – najaktywniejszą agenturą katolicyzmu w środowiskach chcących laickiej Polski. Gdy się przejrzy zawartość „Wyborczej” – a prenumeruję ją od dawna – to bardzo szybko rzuci się w oczy czytelnikowi cała masa tekstów, które – mniej lub bardziej wprost – propagują określoną wizję Kościoła.

Nazywa się ów Kościół otwartym, wychodzącym do świata, sprzyjającym wolnomyślicielom, miłosiernym, przedstawia się różne jego zalety, ale jakby się ten Kościół określało, jakie jego parametry by się naświetlało i jakie jego zalety popularyzowało, to jest on ciągle Kościołem katolickim. I w pewnym trzonie swoim, w tym, co dla katolicyzmu konstytutywne, będzie o wiele bliżej Rydzyka niż tych, którzy by chcieli państwa, prawa i zasad współżycia społecznego wolnych od powoływania się na takie czy inne bóstwa.

Można więc powiedzieć, że „Wyborcza” tymi swoimi manifestami na rzecz Kościoła otwartego uskutecznia myślenie teologiczne, jest gazetą przeładowaną religijnymi treściami, a to, że nie są one w swoich tezach zbieżne z tekstami „Niedzieli” czy „Gościa Niedzielnego”, nie zmienia wcale tego, że są z tej samej rodziny, należą do tego samego uniwersum, do tej samej klasy refleksji, którą nazwać można religijną wyobraźnią. „Wyborcza” to inna parafia niż taki „Gość Niedzielny”, ale parafia właśnie, tej religijnej wrażliwości i religijnych inklinacji w „Wyborczej” jest mnóstwo. „Wyborcza” nie chce rozbratu z Kościołem i nie chce być dziennikiem laickiej Polski, ona po prostu chce trochę innego Kościoła niż ten rydzykowy. Ale Kościoła w ogóle chce bardzo mocno.

Często trafiam w „Wyborczej” na teksty katolickich myślicieli czy na rozmowy z nimi. Nie można im odmówić jakości, ale, przyznam, źle mi jest z tymi ciągłymi odniesieniami do Jezusa i Jana Pawła II. Nie dlatego oczywiście, że mi Jezus i papież przeszkadzają sami w sobie, i że jestem zupełnie obojętny na ich znaczenie. Nie w tym rzecz.

Chodzi tu tylko o to, że mogę sobie kupić dla zgłębiania katolickiego programu jakiś dziennik katolicki, od „Wyborczej” oczekiwałbym zaś popularyzowania laickich konstrukcji etycznych i politycznych. Nie dlatego, że a priori je uważam za lepsze, ale dla budowania pluralizmu, dla zyskania poczucia, że ktoś ten laicyzm państwa chce budować na serio, że rzeczywiście funkcjonują nad Wisłą prężne i wpływowe ośrodki tej opcji.

Tymczasem „Wyborcza” bombarduje mnie regularnie okołokatolickimi wynurzeniami, rozmowami z katolickimi filozofami, artykułami o księżach etc. Ciągle w „Wyborczej” muszę czytać o tym, jaki Kościół ma pomysł na kwestię taką czy siaką, co wynika z Ewangelii, co wynika z nauki społecznej Kościoła, co wynika ze słów papieża Franciszka.

I to, że nie jest to kościelność w wydaniu rydzykowym, to raczej małe pocieszenie.

Jak na lekarstwo jest w „Wyborczej” tekstów o pracach etyków lewicowych, nie czyta się na jej łamach prawie wcale o sporach i debatach filozoficzno-naukowych Zachodu. Ojciec Kłoczowski i ksiądz Adam Boniecki – z całym dla nich szacunkiem i uznaniem ich ogromnych kompetencji – to jest maksimum wyobraźni filozoficznej „Wyborczej”.

Chociaż nie, ciekawym zjawiskiem są jeszcze tzw. byli księża, których „Wyborcza” zaprasza na swoje łamy dla ich rozrachunków z Kościołem. I tak już od lat ci panowie ciągle z Kościołem polemizują, ciągle o nim mówią, ciągle ten Kościół jest w centrum, ciągle się z nim trzeba rozprawiać, ciągle go mieć za punkt odniesienia.

To wyjątkowo pozorna laicyzacja „Wyborczej”, przykład całkowitego brak własnego twórczego programu.

W Polsce oczywiście nie brakuje środowisk chcących laicyzmu z prawdziwego zdarzenia, chcących nowoczesnego państwa kompromisu społecznego; państwa, w którym ludzie dogadują się co do zasad współżycia bez zasypywania siebie religijnymi oczekiwaniami, zostawiając te oczekiwania za drzwiami, a to wszystko z mocnej, przytomnej świadomości, że nigdy co do swoich religii się nie porozumieją.

Naprawdę nie brakuje w Polsce ludzi, którzy potrzebują nowej efektywnej etyki uwalniającej od konieczności nieustannego wnoszenia do debaty politycznej wierzeń, religijnych intuicji i religijnych kategorii, z których wynikają tylko ciągłe niesnaski.

Taka postawa tych ludzi, co ciekawe, nie ma niczego wspólnego z niechęcią wobec obecności religii w przestrzeni publicznej. Nie chodzi tu bowiem o zamknięcie religii w kruchcie, o to, żeby nikt publicznie nie mógł mówić z dumą „Jestem katolikiem!”, chodzi tu tylko (aż) o to, żeby – z poczucia, że raczej nic dobrego z religijnego wzmożenia nie będzie – wychować takie społeczeństwo, które będzie potrafiło zawieszać religijne sądy tam, gdzie trzeba się dogadać z innymi, którzy też mają swoje światopoglądowe racje i też umieją być uparci.

Czy tacy ludzie, którzy widzą w religii siłę przeszkadzającą kulturze kompromisu mogą liczyć na „Wyborczą”?

Nie, ponieważ „Wyborcza” ciągle, dzień w dzień wpompowuje do obiegu różne religijne intuicje, religijne pytania i religijne zagwozdki. A tymczasem należałoby je odpompowywać, jeśli by się chciało być platformą prodemokratyczną i proliberalną.

Jeśli Polska ma mieć prężny obóz laicki, to ten obóz powinien mieć swój własny duży dziennik, który będzie pokazywał ludziom świat, w którym sprawy da się układać bez ciągłego pytania o zdanie księdza i bez ciągłego cytowania papieża.

Nie chodzi tu absolutnie o dziennik propagujący ateizm walczący czy o prymitywny antyklerykalizm. Chodzi o nowoczesny lewicowy dziennik, który szanuje religijność ludzi i nie ma problemu z tym, że ludzie chcą wyrażać wiarę publicznie, nie ma też problemu z tym, że obok wydawane są w ogromnych nakładach pisma katolickie, nie boi się debaty z nimi, potrafi jednak zachować autonomię, nie mizdrzy się do drugiej strony, śmiało proponuje budować państwo na zupełnie innych podstawach niż katolickie i umie wprost, bez kamuflaży udowadniać, że tak będzie zdrowiej dla wszystkich.

„Wyborcza” mogłaby być dziennikiem o takim rysie, przestrzenią lewicowego fermentu, gazetą modernizującej się Polski, udostępniającą łamy głównie zachodnim i lokalnym myślicielom lewicowym, ale wyraźnie nie chce. Woli ciągle spotykać się z księżmi. Tak jakby wciąż był rok 1989.

Tu dochodzimy do sedna sprawy. Ośmielę się zaryzykować stwierdzenie, że te kościelne miłostki „Wyborczej” to przede wszystkim sprawa wpływu Adama Michnika na kształt gazety. Jak od dawna wiadomo, Michnik jest Kościołowi ogromnie wdzięczny. Jest wdzięczny za postawę w komunistycznych czasach, za „Solidarność”, za wspieranie opozycji w stanie wojennym, za udział w przełomie roku 1989. Poza tym Michnik kieruje się przeświadczeniem – zupełnie, co ciekawe, podobnym do prawicowego – że Kościół przez wieki formował sumienia Polaków i był gwarantem ich moralności, więc trudno go odstawić na boczny tor, trudno zbudować alternatywną etykę.

Michnik, odnoszę wrażenie, boi się tak samo, jak episkopat, że bez Kościoła Polacy zamienią się w moralne zombie bez celu, bez poczucia ładu i bez grosza humanizmu. Dlatego chce Michnik mocnego Kościoła, Kościoła wpływowego, z autorytetem, oczywiście odpowiednio sprofilowanego, uwzględniającego też trochę laickich postulatów, tolerancyjnego, nie rydzykowego, lecz tischnerowskiego, a poza tym swojskiego, bliskiego ludowi, troskliwego, a wszystko po to, żeby się społeczeństwo nie rozpadło, żeby miało kompas, żeby miało jakiegoś nauczyciela.

Nie widzę u Michnika żadnej wiary w program laicki, żadnej wiary w to, że może istnieć sprawiedliwa, uczciwa, zgodna Polska na fundamencie innym niż religia, na fundamencie zupełnie świeżym, niebędącym taką czy siaką rewitalizacją fundamentu katolickiego.

Trzeba więc, myślę, śmiało Michnika oskarżyć, choć oczywiście z innego klucza niż oskarża go prawica.

Trzeba mu wytknąć to, że po 1989 roku petryfikował wpływy Kościoła, mocno się z Kościołem liczył, uwzględniał jego głos, oddał jednemu z jego skrzydeł bardzo mocną gazetę. Nie formował przy tym wśród swoich czytelników żadnej alternatywnej wyobraźni, nie tworzył zupełnie nowego środowiska, a formował środowisko pęknięte, eklektyczne, taki swoisty katolicyzm „Wyborczej”, taką dziwną, karykaturalną religię. Myślał przy tym, wydaje mi się, że taka religia od Sasa do Lasa, taki katolicyzm z ludzką twarzą, katolicyzm uwzględniający ileś tam postulatów lewicowych, katolicyzm wyrozumiałych duszpasterzy, mądrzejszych od Rydzyka, uratuje Polskę przed zalewem nacjonalizmu.

Nie uratował. Ten nacjonalizm przyszedł mimo wysiłków „Wyborczej”, by dać Polakom godziwy katolicyzm, bardziej ludzki niż ten rydzykowy. A może właśnie nacjonalizm przyszedł dlatego, że „Wyborcza” bawiła się ciągle w ten bardziej ludzki katolicyzm, zamiast od podstaw propagować nowoczesne, laickie państwo w duchu zachodnim? Takie państwo, do którego wielu Polaków mocno tęskniło w latach dziewięćdziesiątych i potem, do niedawna jeszcze?

Mieliśmy przez kilkanaście lat naprawdę bardzo urodzajną glebę do uprawy porządnej myśli laickiej, ale tę szansę zaprzepaściliśmy. Dziś do wolnościowego, a zarazem odpowiedzialnego, solidarnego świata wzdycha mniejszość rodaków i szanse na zmiany, przynajmniej na razie, są niewielkie.

Przespaliśmy wielką okazję. Należy się naprawdę bardzo poważnie zastanowić, na ile to wyłączna wina nacjonalistycznych radykałów i kościelnych ortodoksów, ciągle trajkoczących nad naszymi głowami, a na ile to też odpowiedzialność Michnika et consortes, którzy skazywali swoich czytelników przez dwadzieścia siedem lat na ciągłe czytanie różnych okołokatolickich dywagacji.

Jarosław Dudycz

Uwaga: na prośbę autora dodaję informację, że komentuje on (cudze i swoje) teksty wyłącznie pod własnym nazwiskiem. W szczególności „sir Jarek” to nie on.

BM

 

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.5/10 (29 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +28 (from 34 votes)
Jarosław Dudycz: Wszystko przez Michnika, 9.5 out of 10 based on 29 ratings

38 komentarzy

  1. Obirek 2017-07-13
  2. Ernest Skalski 2017-07-13
    • Sir Jarek 2017-07-14
      • BM 2017-07-15
  3. Magog 2017-07-14
  4. Pat 2017-07-14
    • j.Luk 2017-07-15
      • Pat 2017-07-17
  5. jureg 2017-07-14
    • Magog 2017-07-14
    • Pat 2017-07-15
      • wejszyc 2017-07-15
    • Stefankubow 2017-07-16
      • wejszyc 2017-07-17
  6. jmp eip 2017-07-14
  7. Sir Jarek 2017-07-14
  8. wejszyc 2017-07-14
  9. andrzej Pokonos 2017-07-15
    • Magog 2017-07-15
    • andrzej Pokonos 2017-07-15
      • Pat 2017-07-16
        • BM 2017-07-16
        • Stefankubow 2017-07-16
  10. Poltiser 2017-07-15
  11. jmp eip 2017-07-15
  12. Obirek 2017-07-15
    • andrzej Pokonos 2017-07-16
  13. narciarz2 2017-07-15
    • Magog 2017-07-16
      • narciarz2 2017-07-16
  14. narciarz2 2017-07-15
    • BM 2017-07-15
  15. Stefankubow 2017-07-16
    • wejszyc 2017-07-17
  16. Magog 2017-07-18
  17. koraszewski 2017-07-19
    • aquinus 2017-08-26
  18. aquinus 2017-08-26