Ernest Skalski: Uwagi na niedzielę dzisiejszą

Print Friendly, PDF & Email

2017-07-23.

A może nawet na poniedziałek. Co wiemy na pewno? Zgrzyta. Machina PiS-owskiej władzy nie jest szwajcarskim zegarkiem i tego nie trzeba udowadniać. Zawodzą trybiki – ludzie.

To zdjęcie — autor: Nieznany autor. Licencja: CC BY-SA

Co, choć nie od razu, zaczęło się objawiać w zderzeniach z przeszkodami.

Pierwszą taką nieprzewidzianą przeszkodą stały się wielkie demonstracje KOD zaraz po zmianie władzy. Okazało się, że wygrane wybory nie wystarczają , aby sobie spokojnie porządzić. Te i inne demonstracje PiS przeczekał i robił swoje. Trybunał Konstytucyjny stał się atrapą. Lecz w społeczeństwie został rozbudzony potencjał protestu i objawił się w postaci obecnej fali, która per saldo przerasta skalę lat 2015 i 2016.

W międzyczasie miały miejsce dwa inne protesty: czarny, czy parasolek, w sprawie – ogólnie mówiąc – praw kobiet i tegoroczny, przeciw ustawie metropolitalnej dla Warszawy i okolic. Tu zresztą opór wyraził się nie w słabych demonstracjach lecz w lokalnych referendach i groźbach ich przeprowadzenia. W obu przypadkach była to obrona bardzo konkretnych praw i interesów konkretnych podmiotów. I w obu władza się zatrzymała.

Tam chyba jest jakaś gradacja celów. Powszechnie zwraca się uwagę – Ernest Skalski: Czy warto urządzać się w czarnej dupie?  – na nieumiejętność rządzenia, z której wynika otwieranie wielkiej ilości konfliktów z różnymi grupami w różnych sprawach. Ich kumulacja może kiedyś być niebezpieczna dla władzy, jeśli jednak nie napotyka ona zorganizowanego oporu, nie przejmuje się ona tym. Przy większym oporze zostawia sobie te sprawy na przyszłość, lecz strategiczne cele realizuje z cała bezwzględnością. One bowiem mają jej zapewnić ciągłość. Takim celem był TK, a teraz jest cały system sądowy, objęty trzema ustawami; o sądach powszechnych, o Krajowej Radzie Sądownictwa i o Sądzie Najwyższym. Wszystkie trzy uchwalone, wszystkie czekają na podpis Andrzeja Dudy.

PESEL?

Obecna fala protestów być może stała się takim samym zaskoczeniem jak ta rozpoczęta przez KOD w roku 2015. Wygląda jednakże na to, że chyba Kaczyński postanowił zlekceważyć i ją. Ludzie pokrzyczą, pokrzyczą i w końcu rozejdą się, a sądy już będą nasze. Trudno jednak przypuszczać, by w agregacie władzy wszyscy mieli tak twarde charaktery i taką determinację jak prezes. Na zasadzie rozrzutu statystycznego chociażby, muszą tam być ludzie z nieco większą skłonnością do refleksji. Jak choćby obecny wicepremier i były minister Platformy, Jarosław Gowin, który w Sejmie głosował za ustawą o SN, ale gdy ławy PiS triumfowały, on dał się sfotografować z ponurą miną Stańczyka z obrazu Matejki.

Dalej poszedł wiceminister u Gowina i senator, Aleksander Bobko z PiS, były rektor Uniwersytetu Rzeszowskiego, który w ostatniej chwili zgłosił pięć poprawek do ustawy o SN, dopatrując się naruszenia konstytucji w skróceniu kadencji I Prezesa. Przyjęcie poprawek spowodowałoby cofnięcie ustawy z Senatu do Sejmu i przez chwilę można był pomyśleć, że senator wykonuje polecenie Kaczyńskiego, który postanowił wstrzymać się na jakiś czas, uspokoić sytuację i opracować inne podejście. Akurat!

Najpoważniejszym problemem PiS może być zacinanie się, już nie trybiku, lecz mechanizmu transmisji, jakim jest prezydent. Pisząc o nim – Ernest Skalski: Zagrywka, nie zagrywka? – niesłusznie pominąłem fakt, na który mało kto zwrócił uwagę. RIO kojarzy się z najsłynniejszym miastem Brazylii bardziej niż z Regionalnymi Izbami Obrachunkowymi. Są to, we wszystkich województwach, urzędy państwowe z szefami powoływanymi przez rząd na sześcioletnie kadencje. Samodzielnie kontrolują budżety i całą gospodarkę finansową samorządów pod względem rzetelności i zgodności z prawem. Nie mogą jednak oceniać celowości inwestycji i innych wydatków.

Uchwalona i zawetowana przez Dudę ustawa czyniła RIO dyspozycyjnymi organami rządu i dawała im prawo oceniania gospodarności samorządów, które w ten sposób pozbawiałaby samodzielności. W praktyce otwierało to możliwość zawieszania na polecenie Warszawy prezydentów, burmistrzów, wójtów i zastępowania ich rządowymi komisarzami. Przyszłoroczne wybory samorządowe mogłyby się w wielu miejscach stać formalnością. To narzędzie Duda wytrącił z ręki swej partii.

Bo samorządy zawyły? Ich protesty oraz protesty różnych organizacji zrzeszających różne samorządy jakoś nie pobudziły masowych protestów, ale do władzy dotarły. I tu dylemat; czy przypadkiem veto prezydenta nie było uzgodnione z prezesem, który w ten sposób wykonał kolejne cofnięcie się w obliczu oporu? Przypuszczam, że wątpię. Kaczyńskiemu chyba bardziej zależy na posłuszeństwie i demonstrowaniu jedności swojego aparatu władzy, niż na dowartościowaniu prezydenta i raczej nie będzie w Sejmie szukać trzech piątych głosów, aby to weto oddalić.

A prezydentowi jednak zależało na dowartościowaniu swojej osoby. Może miara upokorzeń się już przebrała. Tym bardziej, że PiS mu nie szczędzi kolejnych.

Owszem, dostał swoje trzy piąte głosów przy wyborze do izby sędziowskiej KRS, ale pokonanie tego progu to problem dla rządu, a minister przedstawi prezydentowi kandydatury na I Prezesa SN, z których każda będzie dobra dla Ziobry. Trudno się do tego przyczepić, więc wypadałoby już podpisywać, ale prezydent skorzystał z błędu w tekście ustawy. Nie wiadomo; pięć kandydatur czy trzy. W pośpiechu nawet nie zdążono przeczytać tekstu przed podaniem pod głosowanie. Dobry pretekst, żeby zatrzymać proces legislacji, ale już marszałek Karczewski w trybie nagłym zwołuje Senat, żeby znowelizować ustawę, usuwając błąd. Duda traci punkt zaczepienia, ale zyskuje trochę czasu

Prezydentowi zostaje więc prosty wybór: ogon pod siebie i podpisywać, albo otwarty bunt, zmiana orientacji i związane z tym grzechów odpuszczenie i miejsce w historii. Tego prawie na sto procent – nie zrobi. Zapewne kombinuje jak z tego wybrnąć, żeby były choć pozory zachowania twarzy. Jeśli odwoła się do Trybunału Konstytucyjnego, to tylko się dodatkowo ośmieszy.

Uwaga marginalna, a może nie. Te osoby w PiS, z którymi Jarosław Kaczyński ma problem, są od niego młodsze o więcej niż dziesięć lat.

Na co jeszcze warto zwrócić uwagę?

Na sondaże? Tak, ale nie przejmując się nimi zbytnio, przynajmniej teraz. Parę dni temu, już w trakcie przepychania ustawy o SN, notowania PiS poprawiły się. Ile ja się naczytałem komentarzy o narodzie chłopów pańszczyźnianych! Szczegóły znacie. Ale po paru dniach PiS-owi nieco spadło, a opozycji się poprawiło. No i co? Znów euforia, jak po głosowaniu 27/1?

Polska scena polityczna jest stabilna i niepewna zarazem. Stabilny jest podstawowy, zwarty – żelazny – elektorat PiS, w granicach trzydziestu procent głosujących. I prezes nie zaniedbuje starań, by go utrzymać w wierze.

Wyborców, którzy nie głosują i raczej nie będą głosować na PiS jest nawet więcej, ale są podzieleni i nie są, w większości, zdeterminowaniu w stopniu porównywalnym z gwardią Kaczyńskiego. A o wyniku wyborów decyduje segment elektoratu, określany jako centrum. Są w nim ludzie, którzy wchodząc do kabiny jeszcze nie wiedza jak zagłosują, lecz są i tacy, którzy każdorazowo dokonują wyboru. To się mieści w granicach dziesięciu procent elektoratu i poparcie dla PiS waha się między trzydziestoma i czterdziestoma procentami; deklaracji w sondażach, bądź głosów w wyborach. Musiałoby się wydarzyć coś wstrząsającego, by te proporcje zmieniły się do decydujących wyborów w roku 2019.

W polityce jak w sporcie, formę szykuje się na zawody. Rząd z reguły ma więcej sposobów, by na wybory zwiększyć poparcie dla siebie. Szczególnie taki, który nie ma oporów przed demagogią i rozdawnictwem. Opozycja ma znacznie, ale to znacznie trudniej, co stanowi odrębny temat. A na wypadek, gdyby opozycji mogło pójść dobrze, rząd szykuje sobie dodatkowe narzędzia. Podręczny Trybunał Konstytucyjny, który zatwierdzi dowolną ordynację i Wunderwaffe, w postaci Sądu Najwyższego, który zatwierdzi taki wynik wyborów jaki potrzeba. Swoista realizacja zalecenia Iwana Groźnego dla opryczników; sądźcie sprawiedliwie, żeby nasze było górą.

Znany psycholog społeczny, Jacek Santorski, rozróżnia odruch od ruchu. Odruch, w postaci wystąpień KOD, wypadł imponująco. A ruch wyszedł jak wyszedł.

W grudniu 2015 była to odruchowa reakcja na podwójną klęskę wyborczą. W dużej części reakcja tych, którzy się do niej przyczynili, nie głosując, lub oddając głosy w sposób podtrzymujący rozproszenie NIE-PiS. W ten sposób PiS uzyskał premię – 37% głosów, 51% mandatów – w postaci samodzielnych rządów. Sądząc z licznych publikacji i komentarzy, większość z nich chyba do dziś nie zdaje sobie z tego sprawy co uczyniła i gotowa jest zrobić to samo przy następnych wyborach.

W lipcu tego roku intuicja obywatelska – jeśli cos takiego istnieje – pozwoliła odczuć, że toczy się decydująca batalia kampanii o zawłaszczanie Polski przez aktywną mniejszość. Czy może wystąpiło odczucie, że przebiera się miara nieprawości.

Ten odruch różni się od poprzedniego skalą i uporem. Dzień po dniu, w ponad stu miejscowościach. Chyba nie tylko dlatego, że wtedy była zima, a teraz jest lato. I o ile wtedy od pierwszej chwili było wiadomo kto z imienia i nazwiska – Krzysztof Łoziński, Mateusz Kijowski – zainspirował wystąpienia i kto – Komitet Obrony Demokracji – tym kieruje, to teraz wygląda to na żywioł, inspirowany przez jakieś liczne, niepowiązane inicjatywy. O jednej takiej – Akcja Demokracja – pisze w sobotnim wydaniu „Gazety Wyborczej” Igor T. Miecik. Polecam zdecydowanie.

Kilkoro młodych ludzi, z bardzo różnymi poglądami, z których każdy jest w stanie wyprowadzić na ulice tysiąc ludzi. A wychodzą setki tysięcy w skali kraju. Takich inicjatyw musi być więcej, choć nie wszystkim demonstrantom są one potrzebne. Wystarczy wiedzieć, że demonstracja będzie, by na nią pójść.

Drugim wyróżnikiem obecnej fali demonstracji jest zauważalny udział młodych ludzi. Nie może napędzać ich strach przed nawrotem PRL i zapewne nie nostalgia za znikającą III RP. Młodzież z reguły jest skłonna bardziej niż starsze pokolenia buntować się przeciw rzeczywistości, ale czy PiS ze swym stylem zdążył już wielu z nich zaleźć za skórę? Być może to dynamika „dobrej zmiany” pokazuje im, co może nas czekać.

Amorficzny charakter tej fali wystąpień może być zaletą dla ludzi zniechęconych do partii politycznych i do KOD. I co z tego wyniknie? Jeśli prezydent załamie się pod naciskiem wewnętrznym i zagranicznym i zmieni front – co, powtarzam bardzo, ale to bardzo mało prawdopodobne – to będziemy mieli zupełnie inna sytuację. A jeśli nie, to demonstracje będą stopniowo ustawać, bez mocnego końcowego akcentu, który by był pokazem zorganizowanej siły. Czynnika, bez którego nie może dojść do zmiany władzy i początku odwracania złego losu Rzeczpospolitej.

Czy ciągle będzie się potwierdzać opinia Norwida o nas jako o wielkim narodzie i marnym społeczeństwie?

Ernest Skalski

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.9/10 (15 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +23 (from 23 votes)
Ernest Skalski: Uwagi na niedzielę dzisiejszą, 9.9 out of 10 based on 15 ratings

13 komentarzy

  1. leszczynski 2017-07-23
  2. Ernest Skalski 2017-07-23
    • rodakzusa 2017-07-24
    • Andrzej.Kazimiez 2017-07-24
    • Nela 2017-07-28
  3. slawek 2017-07-23
  4. andrzej Pokonos 2017-07-24
    • Pat 2017-07-24
      • andrzej Pokonos 2017-07-24
  5. jmp eip 2017-07-24
    • andrzej Pokonos 2017-07-24
  6. jmp eip 2017-07-24
  7. andrzej Pokonos 2017-07-24
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com