Janusz Kotarski: „Jawa i mrzonka” – czyli kaczka w maladze

Antoni Słonimski

2017-07-25.

Zacznę od nieodżałowanego Antoniego Słonimskiego.

Nowosielski krzywym okiem patrzał na zimny bufet i trochę się krzywił. Kaczka w maladze – powiedział – to powinna być młoda kaczka i stara malaga, a tu jest odwrotnie.

Zawetowanie dwóch ustaw ma – moim zdaniem – ogromne znaczenie. Jakkolwiek patrzeć – chwilowo blokuje Jarosławowi Kaczyńskiemu wprowadzenie kluczowego elementu podwalin prawnych dla autorytarnej władzy i jej długiego trwania. Nie łudźmy się, władzy opartej na modelu „ein Volk, ein Reich, ein Fuehrer”. Prosto z „Mein Kampf” – chciałoby się powiedzieć.

W świetle towarzyszących wetu oświadczeń prezydenta, zbudowanie takich podwalin w przyszłości również nie będzie zapewne tak łatwe, jak dotychczas. Na pewno nie powiedzie się już to przy zastosowaniu nowatorskiej parlamentarnej procedury „Pendolino”, jak ją trafnie określił Prezes SN Stanisław Zabłocki. Udało się nią wprawdzie przewieźć machinę niszczącą Trybunał Konstytucyjny, ale tym razem całkowicie zawiodła. Maszyniści uznali, że 5 = 3 (albo odwrotnie) i nikomu to nie przeszkadzało.

Bez tej procedury ani Kaczyński, ani Ziobro, ani Kuchciński, ani Piotrowicz niczego uchwalić nie potrafią. Wymaga to bowiem użycia narządu (nie mylić z narzędziem), którym dotychczas rzadko się posługiwali.

Dominowały zawsze emocje, uczucia i związana z nimi kłamliwa demagogiczna propaganda. Emocje w wydaniu PiS osiągnęły apogeum w ziejących nienawiścią ustach posła, który sam nie wiedział, w jakim trybie i po co. Była to – na szczęście – ekspiacja kluczowa, bo wreszcie szczera.

Prezydent nie mógł tego ekscesu zaakceptować. Gdyby to zrobił, stałby się zakładnikiem ideologii nienawiści, zemsty i pogardy dla bliźnich, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Nie wyłączając wprowadzenia na ulicę wojska i zamknięcia oczu na skierowaną przeciw Polakom „aktywność” bojówek Macierewicza, szumnie zwanych „obroną terytorialną”

Odsunięcie przez prezydenta noża Zbigniewa Ziobry od sędziowskich życiorysów prof. Małgorzaty Gersdorf, Stanisława Zabłockiego, Dariusza Zawistowskiego i wszystkich sędziów SN, było dla prezesa PiS aktem krańcowej nielojalności – dotychczas wiernego, posłusznego i wdzięcznego – „wybrańca”.

Dla posła z Żoliborza był to zarazem pierwszy sygnał, że nie jest wszechmocny. A przecież dla ludzi o psychice, opartej na dostrzeganiu wokół spisków nieograniczona władza to jedyny gwarant bezpieczeństwa. I jak tu teraz bez tej władzy żyć w świecie pełnym „mord zdradzieckich” i „kanalii” o morderczych instynktach?

Ujawniony stan emocjonalny prezesa PiS i jego paranoidalne podłoże nie może pozostać bez reperkusji politycznych. Obecnie pisać można wiele scenariuszy jego najbliższych matactw i manewrów. Te mnie mało interesują. Każdy wariant z teczki prezesa będzie dla PiS zły.

Bardziej martwię się o to, że ewentualne podziały wewnątrz obozu rządzącej prawicy uznane zostaną za jego słabość. W ślad za tym w zjednoczonej opozycji również powrócą partykularyzmy i antagonizmy oparte na iluzji, że PiS owi i prezesowi bliżej już do końca niż do początku

Ta iluzja to dziś jedyna nadzieja Jarosława Kaczyńskiego. Na tym podłożu buduje w zamkniętych gabinetach swoją taktykę.

Czy jest w niej miejsce – i jakie – dla prezydenta? Nie wiem. Wiem natomiast, że „kaczkę w maladze” Słonimski umieścił w książce zatytułowanej „Jawa i mrzonka”.

Janusz Kotarski

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (7 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +12 (from 12 votes)
Janusz Kotarski: „Jawa i mrzonka” – czyli kaczka w maladze, 10.0 out of 10 based on 7 ratings

Odpowiedz