Telewizja pokazała (360)

2017-08-04.

Wielka radość zapanowała po zawetowaniu przez prezydenta dwóch ustaw dotyczących wymiaru sprawiedliwości. Pojawiły się komentarze o możliwym wyemancypowaniu się prezydenta, jakiejś jego grze politycznej, możliwości poprawy obrzydliwych posunięć PiS itp. Nie wierzę w taką odmianę. To jest tylko dzielenie się wpływami. Prawdopodobnie prezydent opracuje swoje ustawy, gdzie wszystko będzie podobne do starych, ale wyrzucać i mianować sędziów będzie on a nie Ziobro. Już mu (Ziobrze) podarował jedną ustawę. Ta ekipa nie ma jaśniejszych punktów i dobrze czuje się w ciemności.

Zapowiedzi dalszych działań „dobrej zmiany” w dziedzinie wymiaru sprawiedliwości są ponure. Prawica stale próbowała zaprowadzić „sprawiedliwość dziejową” i udowodnić „zbrodnie komunistyczne”. Karykaturalnie to wyglądało kiedy pani prokurator Koj z IPN ekshumowała szczątki gen. Sikorskiego żeby znaleźć jakieś ślady po – jak podejrzewała – zamachu dokonanym 70 lat temu przez Związek Radziecki. Godnym następcą pani Koj jest Macierewicz, doszukujący się śladów „zamachu smoleńskiego”. Skoro zmierza się do degradacji nieżyjących generałów, oskarżając ich o zbrodnie, to ta władza wkrótce dobierze się do swoich przeciwników politycznych i ich rodzin. Jeszcze tylko wymiana sędziów Sądu Najwyższego i potem oskarżeni będą mogli się odwoływać do tego sądu.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\250781_485404444812132_1350516646_n.jpg

„Sztuczne fiołki”

* * *

Prof. Strzembosz:

Wiceminister Jaki jest politologiem, nie ma zielonego pojęcia o prawie. Zresztą, nie będę oceniał pana Ziobry i pana Jakiego. Zrobi to historia.

Jaka historia? To nie historia będzie oceniać, a historycy. I na pewno byłoby im łatwiej gdyby mieli świadectwo prof. Strzembosza, który zna dobrze sprawę. Ale historycy są różni. Wystarczy poczytać co niektórzy z nich wypisują np. o czasach PRL – zastanawiam się czasem, czy ja naprawdę tam i wtedy żyłem?

* * *

Rząd wykańcza elektrownie wiatrowe i ludzi, którzy w nie zainwestowali. Ważny jest węgiel, a przede wszystkim górnicy związkowcy, którzy energicznie bronią swoich przywilejów i nie obawiają się wyrażać czynnie swego niezadowolenia. Jak słusznie zauważyła politolog Monika Miszczak, rząd chciałby żeby te elektrownie wiatrowe były na polski węgiel.

* * *

Pamiętają Państwo sytuację kiedy Nikodem Dyzma został zatrudniony u Kunickiego i dostał paręset złotych zaliczki? Gorączkowo zastanawiał się, jak by tu jak najdłużej się utrzymać na posadzie zanim Kunicki się zorientuje, że nie posiada on żadnych „wysokich” znajomości ani wiedzy, i go wyleje. Podobne emocje przeżywa zapewne „dobra zmiana”. Utrzymać się jak najdłużej się da. Bo co im zrobią jak ich zwolnią? Trybunał Stanu? Że co – że nie będą mogli zajmować przez 10 lat państwowych stanowisk? Tylko tyle? No to korzystajmy z chwili i wyrwijmy ile się da.

Jedyne wyjście widziałbym w zaklasyfikowaniu działań „dobrej zmiany” do zbrodni komunistycznych – te się nie przedawniają, a potrzeba sprawiedliwości dziejowej może nakazać np. przejechanie się po niesłusznie zdobytych majątkach.

* * *

Powstanie Warszawskie i obłędne stawianie go za wzór. Nie miało szans na zwycięstwo, o czym wiedzieli ci, którzy wydali rozkaz rozpoczęcia powstania. Przypomnę wypowiedź gen. Chruściela „Montera”, jednego z dowódców powstania:

Kto nie będzie miał broni palnej, dostanie granaty, a dla kogo zabraknie granatów, niechaj bierze do ręki kamień, łom czy siekierę i tym zdobywa broń dla siebie.

Zginęło ok. 18 tys. powstańców, a 25 tys. zostało rannych. Straty wśród ludności cywilnej były ogromne i wynosiły ok. 180 tys. zabitych, w tym ok. 33.000 dzieci – oni nie mają żadnego pomnika i nie wspomina się ich przy rocznicach. Pozostałych przy życiu mieszkańców Warszawy, ok. 500 tys., wypędzono z miasta, które po powstaniu zostało niemal całkowicie spalone i zburzone.

Fragment wywiadu (Wirtualna Polska) z Piotrem Zychowiczem, autorem książki „Obłęd ’44, czyli jak powstańcy zrobili prezent Stalinowi, wywołując Powstanie Warszawskie”:

Jest pan Warszawiakiem. Co się mówiło o Powstaniu Warszawskim w pana rodzinnym domu?

W czasie gdy wybuchło powstanie moja rodzina była w Warszawie. Babcia ze strony mamy była w zaawansowanej ciąży. Przez 63 dni walk ukrywała się w piwnicy kamienicy przy Hożej. Pociski waliły w budynek, w zasadzie nie miała jedzenia i wody, było ciemno, panicznie się bała. Przeżyła cudem, udało jej się opuścić miasto, ale była tak wycieńczona, że dziecko, które urodziła, przeżyło tylko 2 dni. Dziadek opróżnił walizkę, którą mieli ze sobą, zapakował niemowlę do środka i w tej walizce pochowano tę małą dziewczynkę. W powstaniu brał udział również mój ojciec, który wtedy był małym chłopcem i był członkiem Szarych Szeregów. Opowiadał mi, że przyszedł z kolegami na zbiórkę i nie dostali broni. Byli wysyłani z gołymi rękami na samobójcze misje, w których wielu kolegów taty poległo. Uważał, że dowództwo AK posłało kwiat polskiej młodzieży na rzeź. Tak więc w domu rodzinnym miałem dwóch bezpośrednich i bardzo krytycznie nastawionych do powstania świadków. I to, między innymi, skłoniło mnie do napisania książki „Obłęd ’44”. Chciałem odbrązowić ten powstańczy mit, bo Powstanie Warszawskie – moim zdaniem – nie miało sensu i jedyne co spowodowało to cierpienie ludności i zagładę miasta. Zależało mi, żeby oddać głos tym ludziom. Ale książka „Obłęd ’44” to nie jest zbiór relacji świadków.

Jest w niej dużo relacji cywilów, żołnierzy, którzy byli w Warszawie w sierpniu 1944 roku, ale moja książka jest znacznie szersza. To przede wszystkim analiza polityczna tego, dlaczego w ogóle doszło do podjęcia tej katastrofalnej decyzji. To także analiza militarna, w której próbuję przedstawić dysproporcję sił obydwu stron, a przypomnę, że broń palną – i to na ogół kiepską – miało około 3 tys. żołnierzy AK. Byli młodzi, słabo przeszkoleni i w większości nie posiadali doświadczenia bojowego. Niemiecki garnizon w Warszawie liczył tymczasem kilkanaście tysięcy uzbrojonych po zęby żołnierzy i policjantów, w dużej mierze zaprawionych już w bojach. Niemcy mieli wsparcie ciężkiej artylerii, bombowców i czołgów. Zapał do walki i bohaterstwo powstańców nie mogły zrównoważyć tej gigantycznej dysproporcji sił. Pokazuję genezę i przede wszystkim konsekwencje Powstania Warszawskiego. (…)

Pamiętam jak do redakcji przyszedł do mnie starszy pan, powstaniec i powiedział, że chciałby mi za tę książkę podziękować, bo czekał na nią 70 lat i jest to książka jego życia. Uważał nawet, że zbyt łagodnie oceniłem dowódców powstania. Sam był do nich znacznie bardziej krytycznie nastawiony.

Jaki jest sens ciągłego, przy każdej rocznicy, oceniania zasadności wybuchu Powstania Warszawskiego?

To jest kwestia życia i śmierci. To najważniejsza rzecz jaką musimy robić, bo nasze położenie geopolityczne i prawidła polskiej polityki są niezmienne. Jeśli nie będziemy analizować naszych klęsk i katastrof, potwornych błędów jakie popełniliśmy w przeszłości, a zamiast tego bezprzytomnie i bezkrytycznie je gloryfikować, to będziemy skazani na powtórzenie tych samych błędów. A Polacy są narodem, który niestety niczego nie uczy się na własnej historii. Nie zapominajmy, że w Powstaniu Warszawskim na rzeź poszło najwspanialsze pokolenie, wychowane w II Rzeczpospolitej, pochodzące z inteligenckich wspaniałych domów. Moim zdaniem dużo lepiej dla Polski byłoby, gdyby ci ludzie żyli, pracowali dla naszego kraju, założyli rodziny i odchowali kolejną generację Polaków. Gdyby żyli, mielibyśmy dziś silniejszą Polskę. Nie wmawiajmy najmłodszemu pokoleniu Polaków, że klęski, w tym klęska Powstania Warszawskiego, wzmacniają naród.

A nie martwi pana, że Powstanie Warszawskie stało się narzędziem w rękach polityków i kolejną sprawą, która nas dzieli?

Zacznijmy od tego, że zawód „polityk” uważam za najbardziej paskudny, jaki można wykonywać, a politycy, którzy zajmują się historią, to skrajne nieporozumienie. Zawodowy polityk to zawodowy kłamca, a historia ma być dochodzeniem do prawdy, w związku z czym zestawienie tych dwóch światów, polityki i historii, tworzy sprzeczność, oksymoron. I oczywiście używanie Powstania Warszawskiego do bieżących gierek politycznych wzbudza mój ogromny sprzeciw i jest to wysoce niestosowe, bo nie służy sprawie tylko słupkom poparcia. Po wydaniu książki „Obłęd ’44” byłem dziko atakowany przez brązowników historii, zwolenników patriotycznej poprawności. Padały obelgi pod moim adresem, które zastępowały brak własnych argumentów, bo nie ma przecież żadnego racjonalnego argumentu, który uzasadniałby decyzję o rozpoczęciu powstania w Warszawie. Ja z kolei nikogo nigdy nie zaatakowałem za to, że w tej kwestii ma zdanie odmienne od mojego. Dlaczego? Bo jestem pewny swoich racji. (…)

Każdy może upamiętniać Powstanie Warszawskie jak mu się żywnie podoba. Jeśli ktoś chce odpalać race i skandować hasła – proszę bardzo, jeśli ktoś chce iść w milczeniu – też świetnie. Jestem zwolennikiem tolerancji dla odmiennych poglądów i nie interesuje mnie to, w jaki sposób ktoś oddaje hołd. Kluczowe jest to, komu chce go oddać i co wzbudza jego podziw. 1 sierpnia powinniśmy oddawać hołd bohaterskim żołnierzom AK i modlić się za cywilne ofiary powstania. Mój sprzeciw wywołuje natomiast gloryfikowanie samobójczej decyzji Komendy Głównej AK.

Zdjęcie użytkownika Sztuczne Fiołki.

Za „Sztuczne fiołki”

* * *

Inicjatywa Feministyczna „Lekarze Kobietom” udostępniła listę miejscowości, gdzie lekarze za darmo wypiszą receptę na antykoncepcję awaryjną (pigułkę „dzień po”). Widnieją na niej na razie 64 miejscowości, ale będzie ona aktualizowana. Inicjatorka akcji Aleksandra Krasowska, lekarka psychiatra, mówi:

W walce o antykoncepcję awaryjną chodzi o prawa człowieka. Konstanty Radziwiłł powiedział, że nie wypisałby antykoncepcji awaryjnej nawet zgwałconej dziewczynce. Nie pozwalałaby mu na to klauzula sumienia. Ja nie miałabym sumienia wypuścić takiej dziewczynki bez recepty. Klauzula stawia jego sumienie nad dobrem pacjentki. Dla mnie idea bycia lekarzem  jest inna. Dobro pacjenta ponad moje przekonania. Nie potrafię słuchać ze spokojem, że kobieta zgwałcona nie otrzyma recepty na pigułkę „dzień po”. Przecież w takiej sytuacji nawet aborcja jest legalna. Jeśli nie przyjmie ellaOne, co się stanie? Zajdzie w ciążę.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\20476595_2038025759764775_6336076362540460046_n.png

* * *

Młoda Kubanka została we Wrocławiu opluta i zwyzywana przez czterech młodych ludzi. Zdarzenie zauważyli policjanci, ale pomyśleli, że to awantura i nie zatrzymali bandziorów (!). Nie mogli się też porozumieć z dziewczyną, bo ta mówi tylko po hiszpańsku. Podsuwam tu pomysł policji: warto mieć na telefon tłumaczy i w takich przypadkach porozumieć się z nimi telefonicznie.

Kubanka została już miesiąc temu opluta w sklepie przez jakąś kobietę, ale wtedy zareagowali inni ludzie i wyprowadzili tę kobietę ze sklepu.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\12241079_1070063419679562_2579584195980596513_o.jpg

„Sztuczne fiołki”

* * *

Rok temu pojawił się w Newsweeku artykuł pt. „Bulterierka prezesa”, gdzie napisano że Krystyna Pawłowicz jest psem gończym Kaczyńskiego, który jest przez niego spuszczany z łańcucha i wiernie wykonuje polecenia.

Pani Pawłowicz poczuła się urażona, skierowała sprawę do sądu i wygrała proces. Sąd przyznał jej 40 tys. zł zadośćuczynienia i nakazał red. nacz. Tomaszowi Lisowi przeprosić panią Pawłowicz. Pani Pawłowicz radośnie ogłosiła ten fakt na Tweeterze. W ten sposób Tomasz Lis dowiedział się, że go oskarżono, że miał miejsce jakiś proces, i że go zaocznie skazano. Sąd wysłał zawiadomienie pod zły adres i jakoś nie zdziwiło go, że oskarżony nie przychodzi do sądu, aby się bronić. Dobrze, że nie skazano go za kradzież albo rozbój – już by siedział.

 PIRS

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (16 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +16 (from 16 votes)
Telewizja pokazała (360), 10.0 out of 10 based on 16 ratings

Jedna odpowiedź

Odpowiedz