Andrzej Lewandowski: Polska młotem sławna

2017-08-13.

Anita Włodarczyk

ECHA WYDARZEŃ: Piszę, gdy do mety lekkoatletycznych mistrzostw świata zostały jeszcze końcowe konkurencje. Ponieważ są w nich rodacy – może być tylko lepiej niż jest, a jest bardzo dobrze. Mamy reprezentację w czołówce medalowego bilansu (przed niedzielą już siedem), mamy młociarski duet mistrzów świata, mamy wrażenie, że w zespole panował duch wojownika.

JAK – w miotaniu młota, kiedy to faworyci mieli kłopoty – pani Anita z kontuzją, pan Paweł trochę z sobą, ale klasa sportowa plus siła charakteru i ambicji pozwoliły umowne rafy przenieść w czas „przeszły pokonany”. A dobry przykład pociągnął partnerów i przyciągnął jeszcze dwa medale, brązowe…

JAK – w kilku przynajmniej występach na bieżni. Mistrzostwo taktyki chłodnej głowy, by potem odważnie rzucić na szalę wszystko „co fabryka dała” (cytat z żargonu pewnego sprawozdawcy) i ryzykiem się nie przejmować. Czy zawsze dało to powodzenie, czy też gorycz przegranej stały się udziałem – drugorzędne. Wobec nastroju walki, nie chęci dobiegnięcia, gdy widoczniejsze role zostawi się z góry rywalom.

Jakże inne w takim klimacie jest nawet późniejsze biadolenie uradowanego wice Adama, że może gdyby swój piorunujący finisz zaczął kilka metrów wcześniej – to może byłby mistrzem, nie wice… A przecież latała pewnie gdzieś „z tyłu głowy” świadomość, że wcześniejsze natarcie mogło też skutkować „odcięciem prądu” – jak z liderką finału 400 metrów, czy z przesławnym Boltem w sztafecie, gdy gra ryzykiem przyniosła kontuzje zamiast medali…

JAK – w boju tyczkarskim, JAK w uporze pani Kamili na skoczni, JAK… wtedy, gdy widziałem łzy wzruszenia w wywiadach telewizyjnych, bądź żalu, że… mogło się rozwinąć pomyślniej…

Nie wyczerpuję listy, a była dłuższa. Nie chcę też wpaść w tanią dydaktykę, po prostu dzielę się osobistym wrażeniem. Było fajnie, było satysfakcjonująco, świat znów poznał NAS z dobrej stronyI nie ma po co Panno Zosiu (to na adres panny Sofii E., która walnęła się na Facebooku samokrytycznie w dziewczęcy biust), przepraszać, jeśli na bieżni dało się z siebie wszystko, co było do dania… Za rok–dwa inne będą przepraszały, że się Pani dały wyprzedzić… Taka jest logika rozwoju, także sportowego.

Jakie mistrzostwa? Bardzo ciekawe. Kadrowo przetrzebione przez zarzuty dopingowe (brak m.in. reprezentacji Rosji), ale… Chcę wierzyć, że tym razem walka z niedozwolonym wspomaganiem wygrała i za jakiś czas nie przyjdzie wieść, że znów jakiś mistrz czy wice jest be, bo…

W czołówkach działo się, oj działo. Najważniejsze jest to, że za większością ważnych wyczynów stały wyniki pierwszej jakości. Wygrywało się (a czasem i przegrywało) z tzw. życiówkami, albo najlepszymi wynikami w sezonie 2017. Wyjątkowo było inaczej – zwycięstwo w rywalizacji pań na 400 metrów pieczętował wynik gorszy niż pani Ireny Szewińskiej w Montrealu (1976!), a triumfator biegu przeszkodowego zdecydowanie „przegrywał” z Bronisławem Malinowskim z roku olimpijskiego 1980 (o jeszcze starszym rekordzie Polski nie wspominając), ale… większość reguł ma przecież wyjątki… Z tym, że „wyjątki” przypomniane mają wymowę coraz mocniejszą, a nie przykurzoną latami…

Zostanę przez kilka jeszcze zdań na naszym podwórku. Dobre słowo o trenerach. I to w czasach, kiedy tak chętnie wielkiej szkoleniowej mądrości upatruje się w imporcie. Pani Anita– trener rodak, pani Malwina Kopron (brąz w młocie)– też, do tego własny dziadek; pan Fajdek i pan Nowicki– również pod krajową dyrygenturą trenowania. Ba, więcej – obu panów, mistrzów sportu ludzi bardzo silnych szkolą kobiety – panie Jolanta Kumor i Malwina Wojtulewicz; a mówią, że płeć piękna to sama łagodność… Z samej „łagodności” to się 80 metrów nie rzuci…

I jeszcze sygnał, ze wciąż są związki stanu sportu młodzieżowego z liczbą kandydatów na mistrzów. Przypominam: Adam Kszczot i Piotr Lisek mają medale mistrzostw świata, a także… zapis w kronice Czwartków Lekkoatletycznych. Gdzieś się przecież zaczyna droga ku mistrzostwu…

Finalizuję kontur refleksji.

Widownia. Wspaniała. Bo trybuny wypełnione, bo w reakcjach życzliwość dla wszystkich rywalizujących, bo znajomość zasad i ducha widoczna. Doping, żadnych tam gwizdów, gdy rywal „naszego” staje w szranki; cisza, gdy tylko zapali się tablica z wezwaniem, by stadion umilkł. Pełne trybuny – pełna kultura. Tylko naśladować…

Sprawozdawanie telewizyjne. Koledzy, czasem i przyjaciele, więc należy się dobre słowo. Ale… nie tylko. Obieżyświaty, zasób wiedzy i refleksji, rutyna… To zazwyczaj wspiera, ale czasem i znieczula. Gdy wspomnienia i pogwarki oraz gierki słowne, tzw. ciekawostki biorą górę nad informacją. Rozumiem (choć też nie bardzo, bo podobno południowi sąsiedzi dali sobie z kasą radę, a sportowo też zaliczyli dobry start), że trzeba ruszyć oszczędności, jeśli się chce mieć – poza standardem – obraz tego, co nas szczególnie interesuje. Ale, jeśli kasa dziurawa (nie uwierzę, bo czytam o wielkich wsparciach) i obraz obejrzymy z opóźnieniem, to po to mam oczy i usta sprawozdawcy, bym szybko wiedział, co, kto, jak. Biadolenie, że realizator, że „zobaczymy w powtórkach” niczego nie załatwia. Oczy i usta, Przyjaciele! A w ogóle, to jakaś dziwna jest ta szkoła sprawozdawania telewizyjnego. W piłce zalew słów, (kto – do kogo), gdy akurat wszystko widzę, w lekkiej… No, nie czepiam się już…

Pozycja „inne”:

Primo – dziwuję się, że zamiast zostawić sprawę elektoratom, konkurencji wewnętrznej i trochę biologii tak aktywnie wziął się minister oraz ustawodawca za działalność lustracyjną. Kto może, a kto nie może współrządzić – np. w związkach sportowych. Ciekawe, co powiedzą – jeśli w ogóle dadzą głos, bo może minister już z nimi skonsultowała, w co średnio wierzę– międzynarodowe federacje, które dla związków są władzą programową i organizacyjnie nadrzędną.

Secundo– cieszę się, że mamy reprezentację piłkarską coraz wyżej w rankingu FIFA (piąta), bo to nie tylko zadowolenie, lecz też lepsza podstawa dla przyszłych losowań.

Tertio– Nie podniecam się ani nasza liga kopaną, ani transferami, ale coś zacytuję :

„222 miliony euro – tyle PSG zapłaciło Barcelonie za Neymara, od kilku dni najdroższego piłkarza świata. Kwota transferu robi ogromne wrażenie, szczególnie, jeśli porównamy ją z wartością piłkarzy występujących na polskich boiskach. Okazuje się, że Brazylijczyk kosztuje więcej niż… wszyscy piłkarze z trzech najwyższych klas rozgrywkowych w naszym kraju. W sumie 1489 zawodników, występujących nad Wisłą, wartych jest „zaledwie” 194 miliony euro.”

Dziękuję – postoję…

Andrzej Lewandowski

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (1 vote cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +1 (from 1 vote)
Andrzej Lewandowski: Polska młotem sławna, 10.0 out of 10 based on 1 rating