Janusz Dąbrowski: Czy musimy być mocarstwem

2017-08-15

https://tse4.mm.bing.net/th?u=https%3a%2f%2fupload.wikimedia.org%2fwikipedia%2fcommons%2f8%2f85%2fBattle_of_Khotyn_%25281673%2529.PNG&ehk=yZ%2brYS7G%2bfn4irWkJJDP7w&r=0&pid=OfficeInsert

Pojęcie mocarstwa, dotyczące konkretnego kraju lub związku dobrowolnego (lub przymusowego) kilku państw, znane było już w zamierzchłej przeszłości. Nie będę jednak szeroko rozwijać definicji tego zjawiska, gdyż nie jestem specjalistą w tej dziedzinie. Interesuje mnie tylko jeden jego fragment, a mianowicie pogoń niektórych naszych polityków za tym stanem.

Nie jest to nasza wyjątkowa cecha, gdyż znaczna część państw na świecie przejawiała mocarstwowe ambicje oraz toczyła okrutne i krwawe wojny, aby stać się mocarstwem, większym mocarstwem i największym możliwym mocarstwem. Obecnie mamy zupełnie klarowną sytuacje i wszyscy znamy nazwę takiego najpotężniejszego imperium, ale jeszcze przed pierwszą wojną światową sytuacja była całkowicie odmienna i największymi potęgami były zupełnie inne państwa.

Wielu ekspertów twierdzi, że po kilkunastu lub kilkudziesięciu latach, po ewentualnej trzeciej światowej wojnie militarnej lub gospodarczej, głównym liderem lub żandarmem, będzie jeszcze zupełnie inny kraj.

***

W 2009 roku, nieomal jednocześnie w USA i Polsce, ukazała się na rynku książka autorstwa George Friedmana (nie mylić z Miltonem F.!) pod tytułem „Następne 100 lat” Nie byłoby w tym nic ciekawego, gdyby nie fakt, że polskie wydanie tej publikacji typu political fiction, miało na okładce dwa podtytuły „Prognoza na XXI wiek” oraz „Mocarstwo nad Wisłą?” a na tzw. skrzydełku polski redaktor stwierdził, że, „w analizie Friedmana szczególne miejsce przypada Polsce. Scenariusz przewiduje że wiek XXI będzie czasem wzrostu pozycji Stanów Zjednoczonych, osłabienia Rosji, Niemiec, Francji i Chin, a także pojawienia się nowych potęg, jak Japonia, Turcja i Polska”.

Tekst podzielono na strony. Numery stron (na dole, czerwone prostokąty) są aktywnymi odnośnikami.

Z obowiązku recenzenckiego przeczytałem dzieło pana Friedmana bardzo dokładnie, lecz z każdą kolejną stroną coraz bardziej zaczynało mi brakować choćby jednego argumentu za nadchodzącym osłabieniem tych krajów których autor nie lubi, na rzecz przekształcenia się w potęgi trzech państw wymienionych wyżej.

Każde z wymienionych trzech przyszłych mocarstw znajduje się w zupełnie innej sytuacji politycznej, zarówno w wewnętrznym jak i zewnętrznym rozumieniu, każde z nich różni się od pozostałych diametralnie poziomem cywilizacji, stylem życia i liczbą ludności, perspektywami demograficznymi, powierzchnią ziemi uprawnej i poziomem samowystarczalności żywnościowej oraz surowcowej, rozwojem najnowocześniejszych gałęzi przemysłu i poziomem konfliktów zewnętrznych i wewnętrznych wreszcie.

Tak się składa, że Polska w tych parametrach obecnie nie wyróżnia się na korzyść i musimy sobie to jednoznacznie uświadomić.

Zresztą jedynym okresem historycznym, w którym Polska mogła pretendować do pozycji mocarstwa, były „lata jagiellońskie” czyli XV wiek. Jednakże, jak wyraźnie pokazują nam mapy Polski „od morza do morza”, czyli od Bałtyku do Morza Czarnego, swoją ówczesną potęgę terytorialną zawdzięczaliśmy w decydującej mierze Unii Lubelskiej, w ramach której ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego zajmowały wielokrotnie większy obszar niż ziemie rdzennie polskie.

Zakończenie dynastii Jagiellońskiej i wprowadzenie wyborów elekcyjnych to początek końca polskiej potęgi, przegrane wojny i lata upadku terytorialnego i gospodarczego, a także przesunięcie Polski do strefy państw zależnych od autentycznych mocarstw, czyli Królestwa Pruskiego, Cesarstwa Austriackiego i Cesarstwa Rosyjskiego, które podzieliły zarówno nasze terytoria, jak i gospodarkę, kulturę, styl życia itd.

Przejdźmy zatem do Polski i jej mocarstwowych ambicji w XX i XXI  wieku.

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 8.9/10 (7 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +11 (from 11 votes)
Janusz Dąbrowski: Czy musimy być mocarstwem, 8.9 out of 10 based on 7 ratings

Jedna odpowiedź

Odpowiedz