Jerzy Łukaszewski: Leczenie kompleksów

Print Friendly, PDF & Email

2017-08-15.

Nie jest rzeczą łatwą wciąż wymyślać igrzyska. I to takie, które zajęłyby większość społeczeństwa, która w innym przypadku, z nudów, mogłaby zacząć zastanawiać się: dokąd my tak naprawdę zmierzamy?

Trzeba jednak przyznać, że pod tym względem nasz rząd spełnia oczekiwania ludu ponad wszelkie spodziewanie.

A ponieważ, co niejednokrotnie zostało dowiedzione, wzoruje się na retoryce i sposobie myślenia rodem z PRL, stosuje nie tylko podobne metody, ale wręcz kopiuje wiele tamtych sprawdzonych rozwiązań.

W ostatnich dniach mamy na tapecie istną histerię antyniemiecką.

Jest ona o tyle zastanawiająca, że tworzona i dobrze odbierana przez ludzi, którzy oficjalnie odżegnują się od PRL-u choć i rodowód i maniery są żywcem wzięte z tamtej właśnie epoki. Plus prostackie wykonanie – również przypomina czasy gomułkowskie.

W zasadzie nie ma nic złego w uczeniu się od wroga skuteczności, wręcz przeciwnie. Wtedy antyniemieckość była jedynym wyjściem komunistów, którzy chcąc rządzić skutecznie musieli skupić naród pod jakimś sztandarem akceptowalnym dla większości. Po doświadczeniach II wojny antyniemieckość narzucała się sama jako rozwiązanie problemu.

Przenoszenie tego doświadczenia na czasy współczesne wydawało się już nie takie oczywiste.

A jednak zadziałało. Całkiem poważne, wydawałoby się, osoby biorą rzecz serio, jak gdyby było to coś prowadzącego do jakiegokolwiek celu w stosunkach polsko niemieckich, choć prosta logika każe pukać się w czoło nad stratą czasu, jaką jest dyskusja na ten temat. Mało tego – temat staje się probierzem „patriotyzmu” i po raz nie wiem już który znowu dzieli Polaków na tych, którzy usiłują leczyć swoje kompleksy zmuszając kogoś do czegoś co „nam się należy” i tych, co widząc bezsens takich działań i ich na dłuższą metę szkodliwość narażają się na niekończący się strumień inwektyw, na odsądzanie ich od czci i wiary ze strony tych, dla których patriotyzm to „walka o Ojczyznę”, w dużo zaś mniejszym stopniu praca dla niej i dbanie o jej pomyślność oraz nieprzysparzanie jej nieprzyjaciół.

Dlaczego?

Całkiem niedawno BM na fb zadał pytanie o dziwne z pozoru zjawisko jakim jest wzrost nastrojów nacjonalistycznych i ksenofobicznych w świecie. Mamy XXI wiek, postęp techniczny galopujący jak koń na wyścigach, dostęp do niewyobrażalnej niegdyś ilości informacji itd.

Dlaczego więc?

Myślę, że właśnie dlatego.

Wielokrotnie pisząc o religii zwracałem uwagę na jej siłę, jaką jest uproszczony do maksimum obraz świata; obraz dostępny umysłowi, a przede wszystkim potrzebom większości społeczeństw. Ludzi zabieganych, zatroskanych o swój codzienny byt, którzy nie znają luksusu, jakim jest czas poświęcony na swobodne rozmyślania, lektury, konsumowanie dzieł kultury i tym podobne sprawy. Z innych przejawów takich potrzeb – to jest także przyczyną ogromnej przewagi pod względem oddziaływania jaką ma tzw. kultura masowa nad „sztuką wysoką”. Tak to działa i w innych obszarach.

Tzw. postęp cywilizacyjny w ostatnich 30, 40 czy 50 latach jest tak ogromny, że z góry można było przewidzieć, iż będzie nie do ogarnięcia dla większości, nawet jeśli ta większość w jakiś sposób korzysta z niego. Wystarczy przebadać do czego współcześnie służy ludziom komputer czy internet. Ilu ludzi i jak z niego korzysta?

Nieznany przeszłości, powszechny dostęp do informacji nastąpił tak szybko, że nie zdążono nauczyć się jej filtrowania, oddzielania ziarna od plew, odróżniania informacji rzetelnej od bzdur szerzonych przez ludzi albo głupich, albo celowo manipulujących innymi.

Tego nie da się nauczyć przez kilka czy kilkanaście lat. A narzędzia stoją gotowe już dziś – proszę – bierzcie i korzystajcie.

No to biorą i korzystają.

Miałem ostatnio okazję uczestniczyć w dyskusji nad niezwykłym rozwojem sekty Świadków Jehowy w Polsce. Kraju – wydawałoby się – katolickim do imentu, w którym nawet historyczne pozostałości w postaci prawosławia czy luteranizmu traktowane są jako „ciała obce”.

Z dyskusji wyszedł ten właśnie natłok informacji, coraz większy, coraz bardziej skomplikowany, na który ŚJ dają prostą receptę upraszczając do maksimum przekaz, pozwalając zrozumieć go właściwie każdemu.

A „zrozumienie wszechświata” jest przecież podstawą spokoju, poczucia bezpieczeństwa – czyli tego, co jest warunkiem dobrej egzystencji każdego człowieka. Jego względnie normalnego funkcjonowania.

Przy okazji poruszono też ciekawe zagadnienie, jakim jest przyjmowanie przez ludzi na wiarę „cytatów z Biblii” serwowanych przez ŚJ, które to cytaty są czasem ewidentnie fałszowane lub wyrywane z kontekstu, co miałem okazję stwierdzić osobiście. A ludzie je przyjmują „na wiarę”. Dlaczego? Tu odpowiedź jest prosta i znamienna – bo sami nie czytają Biblii i wierzą temu, kto ją czytał.

Dlaczego polski katolik nie czytuje Biblii? Jeszcze 100 lat temu było to źle widziane w kręgach kościelnych, znam to z historii mojej dociekliwej babci Katarzyny, która zamęczała księdza i pastora pytaniami, nasuwającymi się przy lekturze tego dzieła.

Dziś już niby nie jest to źle widziane. Ale… zna ktoś księdza, który w kościele zachęca wiernych, by czytali Biblię? Pewnie tacy są, ale założę się, że stanowią rzadkość w KK.

Czytanie Biblii też wymaga czasu, nawet więcej niż przeciętna lektura, bo to i język niedzisiejszy i zagadnienia mniej znane i tło historyczne obce. Kto ma ten czas? Na pewno nie tzw. przeciętny człowiek.

Pozostaje wierzyć księdzu, co to „czytał i wie”. Tyle, że księża są różni i w efekcie otrzymujemy wiernych KK wyznających czasem tak różne tzw. wartości, że człowiek za głowę się łapie, widząc ich w szeregach jednej konfesji.

I tak jest ze wszystkim.

Grupy tzw. narodowców dziwnym trafem nie zajmują się naukową definicją narodu, nawet nie próbują stworzyć własnej. Stosują „skrót” typu – „my to patrioci, a inni to wrogowie narodu”. I wielu to wystarcza. Bo to jest proste, łatwe do ogarnięcia i nie stwarza problemów natury intelektualnej, wymagających – jak już się powiedziało – czasu i wysiłku.

Czegokolwiek byśmy w naszym życiu społecznym dotknęli – schemat wygląda tak samo.

Czy istnieje na to jakaś rada? Nie sądzę.

Nasze elity intelektualne nie są przygotowane do dialogu ze społeczeństwem. W swej elitarności są tak naprawdę bardzo naiwne uważając, że coś co jest obiektywnie dobre samo się obroni. Nie obroni się.

W II wieku naszej ery w Aleksandrii wynaleziono silnik parowy. Wystarczył krok, a mielibyśmy rewolucję przemysłową 1600 lat wcześniej ze wszystkimi jej konsekwencjami. Historia ludzkości potoczyłaby się zupełnie inaczej. Tyle, że tego kroku nie zrobiono. Dlaczego? Najogólniej rzecz ujmując – nie przekonano ludzi, że możliwa jest zmiana warunków ich bytowania, i że jest to zmiana na lepsze. Szczerze mówiąc – nikomu w ogóle do głowy nie przyszło, by o tym kogoś przekonywać. Sprawa rozstrzygnęła się w zamkniętym kręgu ówczesnych elit.

To przykład tego, że sam postęp techniczny, czy szerzej – naukowy – nie jest żadnym argumentem za tym, by ludzie zmieniali sposób myślenia, decydowali się na zmiany w swoim życiu itd.

Tym bardziej, że o osiągnięciach współczesnej nauki wiemy na ogół tyle ile udostępnią nam media nastawione z natury swej na „sprzedanie czegoś ekscytującego”, a jak sprzedać w ten sposób informacje naukowe nie bardzo czasem wiadomo.

W moim rodzinnym mieście żyje wielu ludzi, którzy wierzą, że „zniszczono polskie stocznie”, pomimo że gdyńska pracuje i pracują w niej gdynianie. Fakt – nie produkuje tego co kiedyś, bo musi liczyć się z rachunkiem ekonomicznym i musi sama na siebie zarobić. Natomiast to, co produkuje może przyprawić o zawrót głowy – od podwodnego hotelu, wkręcanego jak śruba pod wodę dla Dubaju po dok stoczniowy dla Monako – wszystko w technologii niewyobrażalnej dla dawnego stoczniowca. Kto o tym wie?

W Parku Naukowo-Technologicznym ma siedzibę firma, która produkuje elektronikę dla „Jaguara” i elementy do amerykańskich programów kosmicznych. Ktoś o niej wie? Ktoś wskazuje ją jako „polską dumę”, jako element nowoczesnego patriotyzmu? Nie zauważyłem.

Mówiąc o Gdańsku wspomina się łzawo „rozkradzioną stocznię” d. im. Lenina, kolebkę i symbol. Zniszczoną rzeczywiście, ale – czego się już nie wspomina – nie przez Tuska tylko L. Kaczyńskiego, dzięki którego naciskom sprzedano ją inwestorowi, który usiłował wyłącznie doić skarb państwa, oraz związkowcom, którzy dbali wyłącznie o swój własny interes.

Jakoś nikt nie wspomina w relacjach z Gdańska o innej stoczni – tuż za płotem tamtej, która ma się świetnie, pracuje, produkuje i zarabia.

Nie puchniemy z dumy słysząc nazwę firmy „Solaris”, która w coraz większym stopniu opanowuje europejskie rynki komunikacyjne swoimi rewelacyjnymi autobusami, co stało się zresztą przyczyną interwencji niemieckich przemysłowców u Angeli Merkel postulujących „wzięcie ich w obronę przed polską konkurencją”. Za to pan Duda w kampanii wyborczej „marzył, by znowu były polskie autobusy”. O „Solarisie” najwyraźniej nie słyszał.

Poziom tzw. zwykłego człowieka – gdyńskie Zakłady Komunikacji Miejskiej i ich warsztaty. Nie żadna tam wielka firma producencka, ale zwykłe warsztaty.

Kiedy przed wojną w Gdyni chciano wprowadzić trolejbusy rozważano sprowadzenie ich ze Szwajcarii. Dziś warsztaty ZKM robią wynalazki na bazie „Solarisów” i zdobywane licencje sprzedają m.in.… do Szwajcarii.

I nikt nie puchnie z dumy! Dlaczego? To nie jest patriotyzm kiedy polska myśl techniczna okazuje się lepsza od wielu innych? Czy polski patriotyzm musi być definiowany jedynie poprzez „walkę”?

Nie, nie musi. Ale ktoś tego nowoczesnego patriotyzmu musi ludzi nauczyć. Ktoś to robi? Jeśli zauważam to z trudem i to szukając uparcie.

Wielu ludzi, większość – nie ma czasu na takie uparte szukanie.

Jeśli drażnią nas XIX wieczne pojęcia stosowane w retoryce współczesnej polityki, to zapytajmy sami siebie, czy zrobiliśmy coś, by to zmienić.

Tymczasem mamy dwa obozy – patriotów tęskniących za wojenką (pod warunkiem, że oni będą nią dowodzić i wyłącznie zwyciężać) i drugi, gdzie samo pojęcie patriotyzmu jest passѐ właśnie w dość naturalnej opozycji do anachronicznego pojmowania tego słowa.

Nie da się tego pogodzić? Nie zauważyłem, by ktoś próbował.

A konieczność jest coraz bardziej widoczna gołym okiem, bo dwa polskie plemiona są już na takim etapie wojny, że – co widać na portalach społecznościowych – obrywa się ludziom już nawet nie za to, że mają inne zdanie, ale kiedy komuś WYDAJE SIĘ, że ktoś ma inne zdanie. Granice absurdu dawno zostały przekroczone, co nie wróży niczego dobrego na przyszłość. Nikomu.

Jeśli więc uważasz się za mądrzejszego od innych, poświęć nieco swego cennego czasu na uczenie bliźnich tego, czego nie wiedzą, czego nie potrafią sami dostrzec. Nie pogardzaj nimi dlatego, że wiedzą mniej. To nie jest ich wina, a przynajmniej nie zawsze.

Taka jest, jak mi się wydaje, rola współczesnej inteligencji. Niełatwa, czasem niewdzięczna, ale będąca jedynym wyjściem w sytuacji w jakiej się znaleźliśmy. Z winy nas wszystkich, bez wyjątku.

Jerzy Łukaszewski

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.9/10 (20 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +28 (from 30 votes)
Jerzy Łukaszewski: Leczenie kompleksów, 9.9 out of 10 based on 20 ratings

12 komentarzy

  1. koraszewski 2017-08-15
  2. hazelhard 2017-08-15
    • j.Luk 2017-08-15
      • A. Goryński 2017-08-16
      • PK 2017-08-17
        • PK 2017-08-17
    • slawek 2017-08-16
  3. slawek 2017-08-15
    • j.Luk 2017-08-15
      • slawek 2017-08-16
  4. PIRS 2017-08-16
  5. Magog 2017-08-16