Czy już czas na KOR 2.0, cz. 3

2017-08-19.

Ludzie pióra pragną czynu, ludzie pióra i czynu –  pragną wyczynu.

Hipoteza 1.: Po okrągłym stole istniał wybór między – z jednej strony – kontynuowaniem któregoś sprzed PRL-owskich ruchów demokratycznych, z drugiej zaś – kuszący wybór czegoś zupełnie nowego (Tabula Rasa). Wybrano w pewnym sensie to drugie.

Nie łudźmy się – żadna z opcji nie gwarantowała pełnego sukcesu. Nie oznacza to, że z negatywnych skutków wybrania „Tabula Rasa” nie należało się tłumaczyć.

Hipoteza 1.1: W kraju, gdzie spowiedź rozgrzesza, a jej brak obciąża – wcześniej czy później wyborcy rozliczą. Nazwijmy to potrzebą sprawiedliwości; wydaje się, że to jej PIS zawdzięcza powrót do władzy (a Kukiz15, Nowoczesna – zaistnienie). Bo na ogół decydują nie beneficjenci zmian, nawet jeśli stanowią większość, a ci poszkodowani… skłonni zmienić blok w nadziei na korzystną dla nich zmianę.

Po co zanurzać to pióro w mrowisku wybitnych ekonomistów, publicystów, opiniotwórczych mediów – zwłaszcza tych bodaj bezkrytycznych wobec transformacji po Okrągłym Stole?

Z perspektywy Sztokholmu sytuacja w obecnym sejmie przypomina odebranie władzy socjaldemokratom przez koalicję partii (4!) burżuazyjnych  (a roszczeniowej Sverige Demokrater zyskanie pozycji trzeciej partii w Riksdagu). Między innymi to te paralele ze Szwecją ośmielają mnie do publikowania powyższej hipotezy. Osiągnięcia transformacji widać gołym okiem. Tyle, że to jej niedomogi spowodowały odebranie władzy jej współautorom.

***

Co mnie, azylowcowi w Szwecji, podwójnego obywatelstwa, głosującego zatem w obu krajach (wyłączam wybory unijne) daje tytuł do tego, dla niektórych pewnie prowokacyjnego tytułu?

Czy już czas na KOR 2.0? – Czy rzeczywiście istnieją jakieś paralele z PRL, jakieś zagrożenia, wymagające nowej wersji Komitetu Obrony R. z 1976 roku?

Współzałożyciel KOR-u 1976, Macierewicz, zdaje się widzieć zagrożenia typu PRL ze strony post-komuny w zmowie z tymi zza Okrągłego Stołu, ale nie ze strony sejmowej większości, prezydenta. Uczestniczy w rządzie, który sam siebie uważa za swoisty „Komitet Obrony Rzeczypospolitej” przed wszystkimi, którzy się z linią partyjną PiS nie zgadzają.

Ale już inni współpracownicy KOR czy ROPCIO, żeby wymienić alfabetycznie niektórych, tacy jak Borusewicz, Dorn, Hall, Lityński, Michnik, Onyszkiewicz – zdają się tego obawiać, pochylni w niebezpiecznym dla władzy kierunku.

Ktoś zapobiegliwy znalazłby paralele z PRL (np. media publiczne zamiast pilnować władzy pilnie jej służą) ale żyjemy – porównując z PRL – w demokracji; z czwartą władzą jednak jeszcze niezależną. To obliguje, stąd apel do rodaków: byśmy byli inteligentni raczej przed, niż mądrzy po – szkodzie..

Ci przegrani w 2015 r  musieli czymś zawieść, skoro stracili znaczącą część elektoratu. Ale nie wszystko stracone. Tak jak u pojedynczych ludzi, taki i u podmiotów zbiorowych istnieje obok potrzeby rozliczania – potrzeba rozgrzeszania. Daje to szansę przegranym rozeznania w czym zawiedli.

Na to w demokracji powinna wystarczyć debata publiczna. Debata, a nie wojna polsko-polska – najlepiej ponad podziałami, a przynajmniej pośród całej opozycji.

Na szali: konkurencja o zaufanie publiczne i wolny rynek idei naprawczych – w takiej kolejności!

Do takiej debaty mogłoby zachęcić coś w rodzaju Listu Otwartego 2.0 – może do sejmu, senatu, rządu i prezydenta? Zawierającego podobnie jak LO Modzelewskiego i Kuronia, analizę tego co się dzieje w państwie – i propozycje reform, jak w Djilasa „Nowej Klasie”, 1957. Autorzy LO dostali 3 i 3.5 lat odsiadki. Po ich wyjściu z więzienia, to m.in. LO swoim nazywaniem rzeczy po imieniu zainspirował niektóre środowiska do takich konkretnych działań, jak KOR, rewolta studencka 1968, i t d.

Kto wie, może rządzący nawet sami wyciągną z magazynu ten „okrągły stół”? Lub, znając przywódcę, rozpiszą przyspieszone wybory?

Chociaż w optymistycznej dla PiS perspektywie nawet taka hierarchiczna partia może, wobec perspektywy utraty władzy, zwołać nadzwyczajny kongres w celu wymiany kadr. JK jako honorowy przewodniczący na zasłużoną emeryturę; nowy rząd, nowy program „dobrej roboty”, tym razem z zachowaniem prawa. Taki hollywoodzki happy PiS end.

Wtedy dla obecnej opozycji odzyskanie zaufania czyli posiadanie alternatywnego programu to być, albo nie być. Na lata!

***

Jest czas na dywagacje i czas na ilustracje.

Na początku lat 90. przy pełnej sali wysłuchaliśmy jak zwykle niebanalnego odczytu Adama Michnika w Sztokholmie na temat specyfiki przemian w krajach strefy post-sowieckiej.

Kwintesencją była przytoczona odpowiedź szefa węgierskiej partii na pytanie Adama do jakich tradycji nawiązuje jego partia? Węgier odpowiedział, że te tradycje są równie stare, jak sama partia.

Miało to ilustrować stosunek elit do charakteru transformacji – od nieudolnego, unikatowego przecież sytemu typu sowieckiego, do diametralnie różnego systemu typu zachodniego.

A zatem żadnego Nihil Novi…, zamiast tego Tabula Rasa. Marzenie intelektualistów, marzenie o tym żeby się od starego uwolnić – najciekawiej przecież odkrywać nowe! – Tabula rasa, najlepiej rozmiarów kawiarnianej serwetki, żeby ją w ścisłym gronie wynalazców przy kawie odkrywczo zapełnić autorskim pomysłem – takie salonowe marzenie. Wiem, o czym mówię; znam to z branży komputerowej.

To w środowisku postsolidarnościowym.

Ci zaś poniekąd post PRL-owi zastosowali „Nihil novi sub sole” nawiązując do tego, co znane:

Transformacja polegała na przepoczwarzeniu się PZPR w SLD, zrzucając kłopotliwą warstwę socjalistycznej nowomowy w retoryce przedwyborczej:

  • prawdziwą socjalistyczną demokrację zastąpiono – po prostu demokracją,
  • socjalistyczną sprawiedliwość dziejową – sprawiedliwością społeczną,
  • socjalistyczne prawo do pracy dla wszystkich – prawem do pracy,
  • wreszcie sprawiedliwe rządy ludu pracującego miast i wsi – rządami z demokratycznego wyboru

Zatem i stare, i nowe. No i dało to wygrane parlamentarne i prezydenckie – pod nosem zwycięzców spod Okrągłego Stołu!

To w czasie kiedy partie postsolidarnościowe pilnowały żeby broń Boże nie posądzono ich o socjalistyczne resentymenty, miotając się i unikając określeń znanych ludziom. Gdzieś po drodze zgubiono język solidarności (!), zrównoważonych stosunków pracodawcy i pracobiorcy, wyrównywania szans. Etos państwa opiekuńczego; zalety gospodarki mieszanej, czy wreszcie festina lente – komplikowały zapewne misję transformacji na skróty do wolnorynkowego raju (polecam książkę prof. T. Kowalika (www.polskatransformacja.pl, 2009).

Zostawiło to gros centrolewicowego i centroprawicowego obszaru życia politycznego, zagospodarowanego w zachodnich demokracjach głównie przez socjaldemokrację i chadecję… tejże postkomunie. A potem doszedł… PiS ze swoim programem społecznym; tylko gratulować!

Poprzednie części „Czy czas na KOR 2.0” traktują zatem o potrzebie odzyskania zaufania do polityki w ogóle, a w szczególności do polityków, którzy po dziesiątkach lat je utracili w wyborach 2015 – stąd to mękolenie o sumieniu, morale.

Można by wyjść od potrzeby międzypokoleniowej wymiany doświadczeń: osiągnięć, błędów i wypaczeń. W takiej retrospekcji należałoby rozpocząć od podstawowego dla polityków kryterium wyboru wobec potrzeby transformacji: Budować od nowa – czy budowę naprawiać? A z perspektywy motywacji: dająca skrzydła salonowa Tabula Rasa czy obligujące Salomonowe Nihil Novi Sub Sole?

Tak to z grubsza bywa:

Ci wychodzący od Salomonowego „Nic nowego pod słońcem”, czują się zobligowani do ciężkiej pracy, odszukiwania godnych naśladowania wzorców, kontynuowania tradycji – już to liberalnych czy socjaldemokratycznych, albo chadeckich czy narodowo-socjalnych itd. Komunikowania wyborcom do jakich tradycji nawiązują, czego zatem można od nich oczekiwać, z czego rozliczać.

Po przeciwnej stronie skali mamy zwolenników Tabula Rasa, którzy czują się nieskrępowani tym, co było – inteligenckie marzenie o opatentowaniu innowacyjnej wizji… Ludzie pióra pragną czynu, ludzie i pióra i czynu pragną wyczynu (oczywiście nie wszyscy).

Dość powszechne wśród komputerowców – ciekawiej jest zaganiać komputer do pracy własnymi programami, niż dostosowywać wcześniejsze systemy.

Pamiętajmy, celem tych rozważań jest zachęta do pilnej szczerej debaty, szczególnie w obozie przegranych. Ma to dać szansę przygotowania niezdecydowanym wyborcom prawdziwych wyborów a nie kolejnego głosowania na mniejsze zło.

Bo to, wbrew pozorom, nie większość elektoratu mająca przecież pewne dochody (zatrudnieni na stałe, emeryci; studenci na pożyczce), a mniejszość: prekariat – zadecydował o przegranej koalicji PO-PSL w 2015 roku

I to uzyskanie wiarygodności u tego elektoratu („suweren płynny” z cz. 2.) zadecyduje o wygranej w kolejnych wyborach. Przedtem zrozumiał to PiS i odebrał władzę PO-PSL, mimo że rząd odnosił sukcesy: dochody mającym stałą pracę rosły, bezrobocie właśnie zeszło poniżej 10%,, PKB rósł i t d. (PS 1.)

***

Mimo dużych osiągnięć transformacji po 1989 koszty jej były niebanalne. Opisał to prof. Kowalik w swej książce , gdzie też twierdzi, że były mniej kosztowne alternatywy.

Z drugiej strony są tacy, co uważają, że Balcerowicz zasłużył na Nagrodę Nobla z ekonomii. Poczekałbym z kandydaturą na jego ewentualną publikację z samokrytyką transformacji opartej w dużej mierze na zamyśle noblisty prof. Jeffreya Sachsa. Ten, jakby to powiedzieć, noblista po szkodzie mądry, wobec kryzysu 2008 r przemawia ogniście na wiecach Occupy Wall Street.

Jeffrey Sachs (Columbia University professor) Supports Occupy Wall Street

Watch Jeffrey Sachs, leading environmentalist and economist, and a respected Professor at Columbia University, speak out at the growing, inspiring Occupy Wall Street movement. Sachs is one of many professors, celebrities, community leaders, spiritual leaders and public figures who are speaking out in support of the OWS movement and what it stands for.

Tymczasem trudno doszukać się jakiejś ekspiacji w komentarzach prof. Balcerowicza. Chociaż niewątpliwe jest zaangażowanie we wspólne dobro, jak np. to w TVP:

Balcerowicz: uważam, że opozycja w Polsce popełnia fatalny błąd

W jego opinii „to, co robi PiS, to nie jest już mentalność Kalego, to jest mentalność Kalego do kwadratu”. – Ja nie używam radykalnego języka, choć staram się mówić mocno, gdy widzę niszczenie dorobku Polski – stwierdził Balcerowicz. – Jarosław Gowin jest przykładem skrajnego obłudnika, bo nie sądzę, by wierzył, w to, co mówi.

***

Jeśli możliwe jest uprawianie polityki naukowej, to na wzór medycyny – nauki eksperymentalnej o charakterze statystycznym. Im większa baza danych o takich eksperymentach, tym lepsze diagnozy, kuracje. Sporo dzieje się na SO. Dla przykładu. polecam spojrzenie z lotu ptaka na obecny krajobraz polityczny, nie przejmując się kid–isch tytułem, Ernest Skalski: Czy warto urządzać się w czarnej dupie?.

Zachęcałbym rodzimą diasporę do opisywania tzw. best practice or worst cases z życia politycznego krajów zamieszkania aby powiększyć statystyczną bazę przydatną przy takim leczeniu sceny politycznej – w optymistycznym wariancie zmniejszy to szansę kolejnym znachorom w naszym dyskursie o polskiej demokracji.

Cdn.

Warszawiak ze Sztokholmu

Dane autora znane redakcji

PS

Mając również perspektywę skandynawską, próbuję dorzucić coś z tych doświadczeń. Bo podobnie straciła władzę socjaldemokracja na rzecz koalicji czterech(!) partii burżuazyjnych, które zdołały w porę opracować wspólny program, wobec rosnących sukcesów rządów socjaldemokracji. Nota bene, nie obyło się bez uwodzącej nowomowy: największa ale i najbardziej prawicowa partia, nazwała się Nowi Umiarkowani, Prawdziwa Partia Pracy – jak pisałem, zabieg godny Machiavellego, warte osobnej relacji.

DS

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 7.2/10 (5 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +4 (from 10 votes)
Czy już czas na KOR 2.0, cz. 3, 7.2 out of 10 based on 5 ratings

5 komentarzy

  1. andrzej Pokonos 2017-08-20
    • andrzej Pokonos 2017-08-20
  2. Andrzej.Kazimiez 2017-08-22
  3. andrzej Pokonos 2017-08-22
  4. Andrzej.Kazimiez 2017-08-23

Odpowiedz